Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Современные любовные романы » Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules

Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:

Olivia jest dziennikarką specjalizującą się w tropieniu drobnych potknięć ludzi show-biznesu. Nie może jednak doczekać się, aż trafi na prawdziwą aferę… Bo czyż jej nowy, nieziemsko przystojny znajomy nie ma w sobie czegoś z wojownika Al-Kaidy? Tylko jak o tym przekonać naczelnego?
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73
Перейти на страницу:

– Przy najlepszym filmie? Tuż przed samym końcem.

Popatrzył na zegarek.

– Tak czy owak mamy jakieś dwadzieścia pięć minut.

Znalazłszy się z powrotem w teatrze, Olivia w duchu powtarzała w kółko swoją mantrę: „Nie panikuj, oddychaj, myśl, nie panikuj, oddychaj, myśl”. Szła wzdłuż widowni, bacznie obserwując rząd po rzędzie i zanosząc modły do jakiejś siły nadprzyrodzonej: „Błagam cię, błagam, kimkolwiek jesteś… pomóż mi, tylko jeszcze ten jeden raz, a więcej już nigdy o nic nie poproszę, obiecuję”. Zauważyła, że liczba ochroniarzy dyskretnie się powiększyła. Ludzie chyłkiem wślizgiwali się bocznymi drzwiami, zajmując pozycje przy ścianach. Tu i ówdzie dostrzegała wśród publiczności połyskujące złotem nagrody, tykające bomby zegarowe, czule tulone do wystrojonych biustów lub przekazywane z rąk do rąk.

Anthony Minghella otwierał właśnie kopertę z nazwiskiem uhonorowanego Oscarem reżysera.

– A zwycięzcą jest Tim Burton za film Jack Tar Bush Land.

Olivia zauważyła wstającego ze swojego miejsca Burrona, z grzywką opadającą na okulary z grubymi szkłami. Szybko ruszyła w jego stronę i ignorując zdziwione spojrzenia, zarzuciła mu ramiona na szyję, jak gdyby była jego agentką co najmniej od piętnastu lat. Machnęła mu przed oczami identyfikatorem i szepnęła:

– CIA. Mamy wielki problem. Proszę mówić najdłużej, jak się da.

Dostrzegł, że przerażona jest nie na żarty, i skinął głową.

– Dziękuję – powiedziała cichutko. – Niech to będzie długa dziękczynna lista.

Tłum zgromadzony na Hollywood Boulevard zafalował na widok wielkich białych SUV-ów brygady antyterrorystycznej policji LA, pędem pokonujących odległość dwóch kwartałów, które dzieliły stanowisko dowodzenia od teatru. Statuetki, wciąż jeszcze znajdujące się za kulisami, zostały zamienione. Wszystkie listy gości i personelu były dokładnie sprawdzane. Funkcjonariusze otrzymali rozkaz, by na dany znak możliwie jak najbardziej dyskretnie odbierać zwycięzcom już rozdane Oscary. Na stanowisku dowodzenia rozpętało się prawdziwe pandemonium, gdy szefowie policji, straży pożarnej, FBI, firm ochroniarskich i Scott Rich na próżno próbowali oszacować niemożliwe do oszacowania ryzyko i podjąć jakąś decyzję.

Każda próba, choćby najlepiej dopracowana, wyrwania Oscarów z objęć szczęśliwych zwycięzców mogłaby sprowokować agenta do ich odpalenia. Podobne ryzyko istniało w przypadku przerwania ceremonii. Poza tym wyprowadzenie z widowni trzech i pół tysiąca osób zajęłoby co najmniej godzinę. Gdyby zaś na scenę wpadły siły szybkiego reagowania, wybuchłaby panika, która niewątpliwie udzieliłaby się widzom, a więc i agentowi – kimkolwiek był – trzymającemu palec na guziku detonatora. Ktoś wpadł na pomysł użycia gazu.

– Jasne, w Moskwie to się udało aż za dobrze – mruknął Scott. – Ze czterdzieści najsłynniejszych osobistości świata udławiłoby się własnym językiem – dodał człowiek z FBI.

Tak więc ceremonia trwała nadal. Do jej zakończenia zostało dwadzieścia minut, a na widowni znajdowało się osiemnaście bomb, które na oczach całego świata mogły wysadzić w powietrze teatr i wszystkich w nim zgromadzonych. Z drugiej jednak strony, cały ten koszmarny scenariusz równie dobrze mógł być wytworem rozbuchanej wyobraźni Olivii Joules.

Na scenie Tim Burton odgrywał rolę swojego życia.

– Cóż można powiedzieć o asystencie operatora, który na dodatek parzy najwspanialszą herbatę z rumianku, i to bynaj mniej nie w torebkach…

Tymczasem w pokoju przesłuchań CIA, zwykle tak uderzająco piękne, błękitne, wilcze oczy Travisa Brancato teraz wyglądały jak u pijaka, i to po trwającej co najmniej cztery dni libacji. Włosy miał w nieładzie, broda opadła mu na piersi. Ręka przesłuchującego uniosła się w górę, gotowa wymierzyć kolejny cios, co jednak do niczego nie prowadziło. Do pokoju weszła kobieta i podała funkcjonariuszowi notatkę – była na niej wskazówka od Olivii, w jaki sposób najlepiej zmusić Travisa do mówienia. Przesłuchujący przeczytał ją, po czym nachylił się nad uchem Brancato.

– Na ceremonii są szefowie wszystkich hollywoodzkich wytwórni. Puścisz farbę, uratujesz tyłek sobie i innym. Będziesz siedział cicho i już nikt nigdy w tym mieście cię nie zatrudni.

Brancata, wyraźnie zaniepokojony, poderwał głowę.

– Ja nic nie zrobiłem – wybełkotał. – Ja tylko miałem na dwadzieścia minut zostawić niezamkniętą furgonetkę koło motelu. Tylko tyle, człowieku. Myślałem, że Feramo chce jednego Oscara dla siebie.

Na scenie coraz bardziej zdesperowany Burton robił, co w jego mocy:

– Weźcie pod uwagę czas!

Publiczność nie kryła już zniecierpliwienia, ale on dzielnie brnął dalej.

– No, ale poważnie – mówił. – Ilu z nas tak n a prawdę zwraca uwagę na czas? Myślę, że moja księgowa Marty Reiss, bo o ile się orientuję, ma normowany czas pracy…

Scott Rich szedł właśnie przez kulisy, gdy minął go biegiem jakiś mężczyzna z czterema Oscarami w objęciach. Miał na sobie koszulkę z napisem: JEŚLI ZOBACZYSZ, ŻE BIEGNĘ, POSTARAJ SIĘ DOTRZYMAĆ MI KROKU. Scott tak właśnie postąpił i po chwili dołączył do niego kolejny człowiek objuczony statuetkami, tym razem jednak w pełnym rynsztunku ochronnym: w chłodzonej powietrzem masce i ciemnozielonym, ważącym czterdzieści kilogramów kombinezonie, osłoniętym wypukłymi, odpornymi na wybuch ceramicznymi tarczami. Wszyscy wybiegli na tył budynku, gdzie otoczony kordonem stał biały SUV brygady antyterrorystycznej.

– Joe! – krzyknął Scott na widok starszego mężczyzny w okularach, o mądrej twarzy i siwiejących włosach. – Sprawdziliście już którąś?

Pytanie zadał Joe Perrosowi, weteranowi służącemu w brygadzie od dwudziestu dwóch lat, a teraz jej szefowi.

– Ano – burknął Joe ponuro. – W środku jest pół kilo C4 i detonator Casio. Właśnie próbujemy go zdalnie otworzyć.

– Co z resztą? Wywieziecie je czy detonujecie tutaj? – spytał Scott. – Jak na widowni usłyszą wybuch…

– No, to może nam trochę skomplikować sprawę – zgodził się Joe. – Ale poszczęściło się nam i mamy tu TCV.

Wskazał wysoką na półtora metra stalową kulę, którą w jednej z ciężarówek technicy opatulali właśnie specjalnymi kocami.

– Wysadzimy tu kilka, a widzowie nawet się nie zorientują.

– Macie ludzi w środku, żeby rozpracowali odpalanie ręczne? – spytał Scott, wskazując na teatr.

– A jak ci się wydaje?

– Super. Wracam tam – powiedział Scott. – Przekaż mi złe wieści, jak tylko będziecie coś wiedzieli o detonatorze.

Tim Burton przeszedł do wspominania przeszłości, która wywarła na niego wpływ:

– Nie udałoby mi się, gdyby nie mój kuzyn Neil, któryw czasie ferii szkolnych pozwalał mi bawić się swoimi farbkami. Dzięki, Neil, ta nagroda jest także dla ciebie. I wreszcie muszę wspomnieć o mojej pierwszej nauczycielce plastyki, siwowłosej damie o duszy Picassa. Jak też się ona, do cholery, nazywała? Pani Jakaśtam… Lankoda? Swaboda? Moment, za raz sobie przypomnę…

Olivia, kryjąc się w cieniu drzwi, uzbrojona w dopiero co pożyczoną przepustkę „obsadzacza”, za pomocą swojej miniaturowej lunetki przeszukiwała górne rzędy na balkonach. Nie dostrzegała żadnej znajomej twarzy. Niczyje zachowanie nie różniło się w jakiś szczególny sposób od zachowania normalnego w czasie ceremonii rozdania Oscarów. Zabrzmiała muzyka. Ujrzała malujący się na twarzy Burtona wyraz niekłamanej ulgi, gdy potykając się, schodził za kulisy. Zauważyła, że patrzy w jej stronę, i pokazała mu uniesiony do góry kciuk.

Rozległy się oklaski i gwiazdy zaczęły wracać na swoje miejsca. Olivia obserwowała szefową „obsadzaczy”, jak kieruje i sadza ich na kluczowych pustych krzesłach. Do końca ceremonii zostało niespełna piętnaście minut. Na scenie pojawił się Bill Murray, by przedstawić zdobywczynię nagrody dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Gdy wszystkie oczy skierowały się na niego, Olivia ujrzała ochroniarza nachylającego się nad laureatem siedzącym przy przejściu z lewej strony. Najwyraźniej wydano rozkaz, by usunąć statuetki z sali. Olivia podjęła ostatnią desperacką próbę i raz jeszcze omiotła wzrokiem środkowe rzędy. Bingo! Nareszcie dostrzegła znajomą twarz: blondynkę o bujnej fryzurze, ustach przesadnie obrysowanych konturowką i dmuchanym biuście rozsadzającym obcisłą srebrną sukienkę. To była Demi, kiedyś najlepsza przyjaciółka Kimberley z przyjęcia w Miami. Z dyndającym na szyi identyfikatorem „obsadzacza” siadała właśnie na środku, obok ciemnowłosego chłopaka. Jego także Olivia rozpoznała – to on w rozchełstanej koszuli wychynął wraz z Demi z szatni, gdy Olivia opuszczała przyjęcie u Feramo w Miami. Chłopak był zlany potem. Przerażonym wzrokiem nieustannie wodził po całej sali. Widział, jak ochroniarz znika z Oscarem, i prawą ręką wciąż nerwowo sięgał do lewego nadgarstka. Olivia błyskawicznie wybrała numer na swoim telefonie komórkowym.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)