Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Современные любовные романы » Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules

Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:

Olivia jest dziennikarką specjalizującą się w tropieniu drobnych potknięć ludzi show-biznesu. Nie może jednak doczekać się, aż trafi na prawdziwą aferę… Bo czyż jej nowy, nieziemsko przystojny znajomy nie ma w sobie czegoś z wojownika Al-Kaidy? Tylko jak o tym przekonać naczelnego?
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 73
Перейти на страницу:

Miała tylko kilka sekund. Najpierw zrobiła zdjęcia mostów – poniewczasie zdając sobie sprawę, że lampa błyskowa nie działa. Potem postanowiła zrobić śliczne ujęcie grupowe. Następnie przyszła kolej na Osamę Bin Ladena. Aparat był tak malutki, że w zasadzie człowiek musiał się domyślać, co fotografuje. Poza tym po oślepiającym błysku wciąż jeszcze nie najlepiej widziała. Była jednak pewna, że ma przed sobą właśnie jego.

Znajdujący się najbliżej mężczyzna zareagował na dźwięk zwalnianej migawki i obrócił się ku niej. Podpaliła lont miniaturowego miotacza gazu i cisnęła go na środek pokoju, sama zaś wycofała się za zasłonę i puściła biegiem. Za kilka minut tamci odzyskają wzrok, ale gaz powali ich na pięć.

Wybiegła z przedpokoju i skręciła za róg. Tam się zatrzymała i dysząc ciężko, wsparta o ścianę, nasłuchiwała. Korytarz wydrążony był w pomalowanej na biało skale i ciągnął się bez końca w obie strony. Szum sprężonego powietrza w zasadzie zagłuszał wszystko, ale wydawało jej się, że z lewej strony odgłos jest jakby nieco inny. Czy było to morze, czy też raczej jakieś urządzenia?

Postanowiła się przekonać. Ruszyła wznoszącym się lekko korytarzem i po chwili otoczenie wydało jej się znajome. Tak jest, to było pomieszczenie z prysznicem, a nieco dalej metalowe drzwi. Gdy do nich podeszła, okazało się, że nie są zamknięte, lecz lekko uchylone, blokowało je bowiem czyjeś ciało, jak walizka wciśnięta pomiędzy drzwi windy. Był to na wpół przytomny, ranny Feramo. Przekroczyła go, zawahała się jednak. Pochyliła się nad nim. Oczy miał nie do końca zamknięte i oddychał z trudem.

– Pomóż mi – wyszeptał. – Habitit, pomóż.

Wyciągnęła ze stanika sztylet i przyłożyła mu do gardła, dokładnie tak, jak ją uczono, w miejscu, gdzie przebiega arteria szyjna.

– Kod – syknęła, dźgając go. – Podaj mi kod do drzwi.

– Weźmiesz mnie ze sobą?

Chwilę mu się przyglądała.

– Pod warunkiem, że będziesz grzeczny.

Ledwo mógł mówić. Nie miała pojęcia, co z nim zrobili. Co on sobie myślał, sprowadzając ją tutaj?

– Kod – powtórzyła. – Gadaj albo zginiesz. – Zabrzmiało to idiotycznie.

– Dwa cztery sześć osiem – wyszeptał ledwo słyszalnie.

– Dwa cztery sześć osiem? – spytała oburzona. – Nie za proste to? Wszystkie drzwi mają ten sam kod?

Potrząsnął głową i wychrypiał:

– Zero dziewięć jedenaście.

Wzniosła oczy ku niebu – po prostu wierzyć się nie chce.

– Weź mnie ze sobą, saqr, błagam. Albo zabij mnie. Nie zniosę bólu i upokorzenia, jeśli mnie dopadną.

Zastanowiła się przez chwilę, po czym wyjęła strzykawkę ze środkiem usypiającym, pełniącą rolę drugiego fiszbina.

– Nie bój się, to tylko chwilowe – powiedziała, dostrzegając jego przerażony wzrok. Zadarła jego galabiję i nacisnęła lekko tłoczek, by usunąć ze strzykawki powietrze. – I gotowe! – powiedziała głosem doświadczonej pielęgniarki, wbijając mu igłę w pośladek.

Rany, zadziałało błyskawicznie. Wystukała 2468 i wyciągnęła go spomiędzy drzwi. Zanim zdążyły się zamknąć, doznała olśnienia. Ściągnęła mu z nóg sandały i wsunęła je między drzwi, zostawiając kilkunastocentymetrową szczelinę, zbyt wąską, by ktoś mógł się przez nią wydostać, dla wody jednak dostatecznie szeroką. Zdrową ręką wlokąc za sobą bezwładnego Feramo, przy następnych drzwiach wystukała 0911, z uczuciem radosnej ulgi patrząc, jak drzwi się otwierają, ukazując jasno oświetlone pomieszczenie, sprzęt do nurkowania i kwadrat morskiej wody. Tym razem drzwi zablokowała parą płetw.

Ściągnęła galabiję, po czym na kilka sekund znalazła się w krainie niezdecydowania. Czy powinna skoczyć do wody tak jak stoi, czy też raczej wziąć akwalung? Sięgnęła po kamizelkę wypornościową, pas obciążający i butle i nałożyła wszystko.

Już miała skoczyć do wody, gdy jej wzrok padł na wciąż nieprzytomnego Feramo. Wyglądał tak żałośnie, leżąc skulony, jak śpiące, bardzo smutne dziecko. Wyobraziła sobie wszystkich tych apodyktycznych mężczyzn, podporządkowujących sobie świat – Amerykanów, Brytyjczyków, Arabów – jako małe, popieprzone dzieci: aroganccy, terroryzujący wszystkich dookoła Amerykanie, przede wszystkim pragnący błyszczeć na boisku do bejsbola; Brytyjczycy z prywatnych szkół, z fałszywą skromnością udający, że myślą tylko o tym, by zawsze zachować się właściwie; i Arabowie, sfrustrowani, tłamszeni przez własnych rodziców, miotający się wściekle, bo nie ma nic gorszego niż utrata twarzy.

– Bardziej się przyda żywy niż martwy – powiedziała sobie, starając się zapomnieć o prześladujących ją wiecznie odruchach litości.

Nasłuchując, czy ktoś się nie zbliża, ściągnęła z niego ubranie, nie mogąc się powstrzymać, by przez chwilę nie nasycić oczu widokiem pięknego ciała o oliwkowej skórze, i sprawdziła, czy nie ma jakichś ran, które mogłyby zwabić rekiny. Ponieważ był czysty, nałożyła mu kamizelkę i obciążenie, na twarz pełną maskę, po czym wepchnęła go do wody, gdzie unosił się, lekko się kołysząc. Na ścianie znajdował się zawór ciśnieniowy. Chwyciła butlę i rozbiła nią chroniącą go szybkę. Odłamkiem szkła przebiła rurkę. Szum sprężarki natychmiast zmienił natężenie. Spojrzała na widoczną w kwadratowym otworze wodę, na której unosił się Feramo. Jej poziom wyraźnie się podniósł. Super! Wkrótce woda wywoła spięcie w przewodach elektrycznych, co przy takiej ilości sprężonego tlenu może nawet doprowadzić do wybuchu i rozwalić wszystko w drobny mak. A nawet jeśli do tego nie dojdzie, to i tak wszyscy się potopią. Ha!

Zanurzyła się w wodę i wypuściła powietrze z kamizelki Feramo, żeby zszedł głębiej, po czym chwytając uśpionego terrorystę, zaczęła płynąć, ciągnąc go za sobą zdrową ręką, wielce zadowolona, że tym razem role się odwróciły.

„Ależ ja jestem mądra”, pochwaliła się w myślach.

Niestety, nie przyszło jej do głowy, że będzie ciemno. Nurkowanie w nocy, bez światła i z jednym dość nędznym sztylecikiem zamiast harpuna do najlepszych pomysłów z pewnością nie należało. Nie chciała wypłynąć na powierzchnię zbyt blisko brzegu z obawy przed wartownikami Al-Kaidy. Z kolei strach przed rekinami powstrzymywał ją przed wypłynięciem zbyt daleko. Nie chciała też zużyć całego powietrza, bo a nuż znowu będzie musiała zejść pod wodę.

Przez jakieś trzydzieści minut płynęła dokładnie w przeciwną stronę, niż znajdował się brzeg, na głębokości trzech metrów, po czym wypłynęła, tak regulując napełnienie kamizelki Feramo, by unosił się pół metra pod powierzchnią. Zgięła nogi i usiadła na nim. Jeśli rekiny zgłodnieją, mogą zacząć od niego. Wokół siebie widziała jedynie ciemność: żadnych świateł ani łodzi. Może sobie tak siedzieć aż do świtu, pod warunkiem, że nie zjawią się rekiny, tylko co potem? Zastanawiała się, czy nie pozbyć się Feramo, a samej nie dopłynąć do brzegu lub może raczej głębiej w morze. Była tak potwornie zmęczona. Poczuła, że zaczyna zapadać w drzemkę, gdy nagle spod niej wyskoczyło na powierzchnię coś ogromnego i aż nadto żywego.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)