Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 100
Перейти на страницу:

– Idę także – powiedziała Jenny.

Bryce nie chciał tego. Bardziej lękał się o nią niż o Lisę, swoich łudzi czy samego siebie.

Nawiązało się między nimi nieoczekiwane i rzadkie porozumienie. Czuł się z nią dobrze i wierzył, że ona czuje podobnie. Nie chciał jej stracić. Rzekł więc:

– Wolałbym, żebyś nie szła.

– Jestem lekarką – oświadczyła, jakby to nie było tylko jej powołanie, ale tarcza chroniąca przed wszelkim złem.

– Tu jest normalna forteca – przekonywał. – Tu jest bezpieczniej.

– Nigdzie nie jest bezpiecznie.

– Nie powiedziałem bezpiecznie. Powiedziałem bezpieczniej.

– Mogą potrzebować lekarza.

– Jeśli zostali zaatakowani, są albo martwi, albo zaginęli. Jak do tej pory nie znaleźliśmy nikogo rannego, prawda?

– Zawsze jest pierwszy raz. – Jenny obróciła się do Lisy i poprosiła: – Przynieś mi moją torbę lekarską, skarbie. Dziewczyna pobiegła do punktu opatrunkowego.

– Ona zostaje tu bez gadania – powiedział Bryce.

– Nie – zaprzeczyła Jenny. – Ona idzie ze mną.

– Słuchaj, Jenny, tu jest sytuacja, w której obowiązuje prawo stanu wojennego – tłumaczył rozdrażniony. – Mogę ci rozkazać, żebyś została.

– I zmusisz do wypełnienia rozkazu? Jak? Bronią? – spytała, ale bez gniewu.

Lisa powróciła z czarną skórzaną torbą.

– Pospieszcie się. Szybciej, proszę! – zawołała Sara Yamaguchi od frontowych drzwi zajazdu.

Jeśli ono uderzyło na polowe laboratoria, prawdopodobnie nie było już powodu do pośpiechu.

Spoglądając na Jenny, Bryce pomyślał: Nie mogę cię uchronić, doktorku. Nie rozumiesz tego? Zostań tu, gdzie okna są zamknięte, a u drzwi strażnicy. Nie polegaj na mnie. Nie ochronię cię. Jest jasne jak cholera, że się zawiedziesz. Jak zawiedli się Ellen… i Tim.

– Chodźmy – powiedziała Jenny.

Boleśnie świadomy własnej bezsilności, Bryce wyprowadził ich z zajazdu, w górę ulicy, do rogu – za którym na dobrą sprawę ono mogło czekać na nich. Tal szedł na czele zastępu, obok Bryce'a, w środku Lisa, Sara Yamaguchi i Jenny, Frank i Gordy zamykali tyły.

Ciepły dzień stawał się coraz chłodniejszy.

W dolinie poniżej Snowfield zaczęła gromadzić się mgła.

Do nadejścia nocy pozostało niecałe trzy kwadranse. Słońce spływało ostatnimi strumieniami krwawego światła. Cienie wydłużyły się niezwykle, zniekształciły. Okna gorzały odbitymi słońcami. Przypominają oczodoły wydrążonych dyń, w których płoną świeczki na Halloween, pomyślał Bryce.

Grobowa cisza ulic była jeszcze głębsza niż poprzedniej nocy. Echo kroków rozbrzmiewało jak w ogromnej, opuszczonej katedrze.

Ostrożnie skręcili za róg.

Trzy zmięte stroje ochronne leżały, ciśnięte na środek ulicy. Następny spoczywał w połowie na chodniku, w połowie na skraju jezdni. I dwa pęknięte hełmy.

Wokół rozrzucono pistolety automatyczne, a nie wykorzystane koktajle Mołotowa stały wzdłuż krawężnika.

Tylne drzwi ciężarówki były otwarte. W środku na stosie leżały także stroje ochronne i broń. Ludzie znikli.

– Generale? Generale Copperfield?! – zawołał Bryce.

Cmentarna cisza.

Cisza powierzchni Księżyca.

– Seth! – zawołała Sara Yamaguchi. – Will? Will Bettenby? Galen? Niech ktoś mi odpowie, proszę. Nic. Nikogo.

– Nie udało im się nawet raz wystrzelić – powiedziała Jenny.

– Ani krzyknąć – dodał Tal. – Wartownik przy drzwich frontowych zajazdu usłyszałby nawet krzyk.

– Och, do diabła! – zaklął Gordy.

Tylne drzwi obu laboratoriów były uchylone.

Bryce miał uczucie, że w środku coś na nich czeka.

Chciał odwrócić się i odejść. Nie mógł. Był tu przywódcą. Jeśli ulegnie panice, zarazi nią innych. A panika jest pierwszym krokiem ku śmierci.

Sara ruszyła do pierwszego laboratorium.

Bryce zatrzymał ją.

– Do cholery, tam są moi przyjaciele – powiedziała.

– Wiem. Ale niech ja zajrzę pierwszy. Jednak przez moment nie mógł się ruszyć. Strach go sparaliżował. Nie mógł ruszyć się o cal. Ale w końcu oczywiście ruszył.

11

Gry komputerowe

Bryce wyciągnął i odbezpieczył rewolwer. Drugą ręką sięgnął do drzwi, otworzył je szeroko. W tym samym momencie odskoczył i wycelował w laboratorium.

Było puste. Dwa zmięte stroje ochronne leżały na podłodze, trzeci zwisał z obrotowego fotela przed końcówką komputera.

Podszedł do drugiego laboratorium.

– Pozwól, żebym ja to załatwił – powiedział Tal. Bryce potrząsnął głową.

– Zostajesz. Ochraniasz kobiety; są bez broni. Jeśli coś się pokaże, gdy otworzę drzwi, uciekacie ile sił w nogach.

Bryce zawahał się, stojąc z bijącym sercem u wejścia do drugiego polowego laboratorium. Położył rękę na drzwiach. Znów się zawahał. Pociągnął drzwi jeszcze ostrożniej niż poprzednio.

Tu także było pusto. Dwa stroje ochronne. Nic poza tym.

Ale kiedy Bryce zaglądał do wnętrza, wszystkie światła sufitowe zgasły. Drgnął zaskoczony nagłą ciemnością. Jednak w sekundzie światło zabłysło na nowo; nie dzięki sufitowym żarówkom; to było niezwykłe światło, zielony, zaskakujący błysk. Zorientował się, że to świecą jedynie trzy ekrany końcówek komputera, które włączyły się równocześnie. Teraz wyłączyły. I włączyły. Ciemno, jasno, ciemno, jasno, ciemno… Najpierw zapalały się równocześnie, potem po kolei, jeden po drugim. W końcu zapaliły się wszystkie i tak już zostało. Stanowiska robocze zalał nieziemski blask.

– Wchodzę – powiedział Bryce.

Pozostali zaprotestowali, ale on już był na schodach i mijał drzwi.

Podszedł do pierwszego ekranu, na którym płonęło pięć słów na ciemnozielonym tle.

JEZUS KOCHA MNIE, TO WIEM.

Bryce spojrzał na pozostałe dwa ekrany. Widniały na nich te same słowa.

Mrugnięcie ekranu. Nowe słowa:

W BIBLII CZYTAM TO CO DZIEŃ.

Bryce zmarszczył brwi.

Cóż to za program? To były słowa jednej z piosenek, które dobiegały z kuchennego zlewu w gospodzie.

BIBLIA TO GNOJÓWKA, powiedział mu komputer.

Mrugnięcie.

JEZUS RŻNIE PSY.

Ostatnie trzy słowa pozostały na ekranie przez kilka sekund. Bryce'owi wydało się, że zielone światło monitora jest zimne. Tak jak światło kominka niesie suchy żar, tak to promieniowanie niosło przeszywający chłód.

Te monitory nie wyświetlały normalnego programu. Ludzie generała Copperfielda nie mogli włożyć do komputera nic takiego. Czy jako hasło, czy związki logiczne, czy autotesty.

Mrugnięcie.

JEZUS NIE ŻYJE. BÓG NIE ŻYJE.

Mrugnięcie.

JA ŻYJĘ.

Mrugnięcie.

ZAGRASZ W 20 PYTAŃ?

Wpatrując się w ekran Bryce poczuł, jak rośnie w nim prymitywna, zabobonna groza. Groza i onieśmielenie. Skręcały kiszki i chwytały za gardło. Ale nie wiedział dlaczego. W głębi, niemal podświadomie, czuł, że znalazł się wobec czegoś złego, odwiecznego i… znanego. Ale skąd mógł to znać? Przecież nie miał pojęcia, czym to jest. A jednak… a jednak może… dobrze wiedział. W głębi, na dnie. Instynktownie. Gdyby tylko mógł sięgnąć w głąb samego siebie, poza warstewkę ogłady, która zawierała tyle sceptycyzmu, gdyby potrafił czytać w pamięci gatunkowej, odnalazłby prawdę o stWorze, który dokonał rzezi w Snowfield.

Mrugnięcie.

SZERYF HAMMOND?

Mrugnięcie.

ZAGRASZ ZE MNĄ W 20 PYTAŃ?

Użycie nazwiska podziałało jak wstrząs. A potem nastąpiła daleko większa i dużo bardziej wstrząsająca niespodzianka.

ELLEN

Imię płonęło na ekranie, imię zmarłej żony i każdy mięsień ciała Bryce'a sprężył się, kiedy czekał, aż pojawi się coś więcej, ale przez długie sekundy widniało tylko to drogie imię i nie mógł oderwać od niego oczu, gdy wtem…

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)