Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
Gordy nie słuchał. Ze szklistych oczu łzy płynęły mu strumieniami po policzkach. Zdawało się, że kiedy podniósł głowę i wpatrywał się w niebo, nie dostrzegł zachodu słońca, lecz jakąś wielką, niebiańską drogę, po której archaniołowie i zastępy niebiańskie wkrótce zjadą na swych płomienistych rydwanach.
W tym stanie nie wolno mu nosić broni. Bryce wyjął mu delikatnie rewolwer z kabury. Zastępca chyba nie zwrócił na to uwagi.
Bryce spostrzegł, że przedziwny monolog Gordy'ego wywarł silne wrażenie na Lisie. Chyba mocno ją to trzepnęło.
– W porządku – powiedział do niej. – To naprawdę nie koniec świata. To nie dzień sądu. Gordy jest tylko… rozstrojony. Wyjdziemy z tego jak amen w pacierzu. Wierzysz mi, Liso? Wytrzymasz jeszcze trochę? No, głowa do góry! Dasz radę?
Nie odpowiedziała od razu, jakby zastanawiając się, czy starczy jej sił i opanowania. Wreszcie skinęła głową. Zdobyła się nawet na słaby, niepewny uśmiech.
– Diabelnie jesteś fajna, mała – uśmiechnął się. – Wypisz, wymaluj starsza siostra.
Lisa spojrzała na Jenny, potem znów zwróciła wzrok na Bryce'a.
– Aż pana jest diabelnie fajny szeryf – powiedziała.
Czy mój uśmiech jest też tak niepewny jak jej? – zastanowił się.
Był zażenowany. Nie czuł się godny jej zaufania.
Okłamałem cię, dziewczyno, pomyślał. Śmierć jest wciąż z nami. Może nie w tej godzinie, może nie jutro, ale wcześniej czy później – uderzy.
I rzeczywiście. Choć nie mógł o tym wiedzieć, jedno z nich miało umrzeć w następnej minucie.
12
Fletcher Kale spędził prawie całe poniedziałkowe popołudnie na rozwalaniu, pokój po pokoju, domu Jake'a Johnsona w Santa Mira. Bawił się świetnie.
W spiżarni obok kuchni w końcu odnalazł skrytkę Johnsona. Nie na półkach, zapchanych wystarczającymi co najmniej na rok zapasami jedzenia w puszkach i słojach, ani na podłodze, również zastawionej zapasami. Nie, prawdziwy skarb był w tajemnym schowku, pod podłogą, pod luźnym linoleum, pod legarami.
Ukryta tu była niewielka, starannie dobrana kolekcja znakomitej broni, każdy egzemplarz osobno opakowany w nieprzemakalny plastyk. Czując się jak w bożonarodzeniowy poranek, Kale odwinął je wszystkie. Znajdowała się tu para rewolwerów Smith & Wesson Combat Magnum, chyba najlepsza i najpotężniejsza krótka broń świata. Załadowana amunicją kaliber 357, miała siłę uderzenia wystarczającą, aby powalić brunatnego niedźwiedzia, a ze specjalnymi, lżejszymi pociskami kalibru 38 był to równie użyteczny i wyjątkowo celny rewolwer na drobną zwierzynę. Jedna strzelba dwunastka, Remington 870 Brushmaster z ruchomym celownikiem, ręcznym przeładowaniem, chwytem pistoletowym, przedłużonym magazynkiem, z pasem do noszenia na ramieniu. Dwa sztucery. M-1 półautomat. I wreszcie coś specjalnego: Heckler & Koch HK 91, już załadowany znakomity karabin szturmowy, wyposażony w osiem magazynków na trzydzieści sztuk i kilka tysięcy sztuk amunicji luzem.
Przez niemal godzinę Kale siedział, sprawdzając i bawiąc się długą bronią. Pieścił każdą sztukę. Jeśli gliny namierzą go w górach, pożałują, że nie ruszyli w innym kierunku.
Dziura pod podłogą spiżarni zawierała również pieniądze. Dużo pieniędzy. Banknoty zwinięte w ciasne rulony, opasane gumkami, wsadzone w pięć dużych, hermetycznie zamkniętych szklanych słojów; w każdym pojemniku mieściło się od trzech do pięciu rulonów.
Zabrał słoiki do kuchni, postawił na stole. Zajrzał do lodówki szukając piwa, zadowolił się puszką pepsi, siadł przy stole i przeliczył swój skarb.
63 440 $.
Jedna z najczęściej powtarzanych legend Santa Mira dotyczyła sekretnej fortuny Wielkiego Ralpha Johnsona, zgromadzonej (jak głosiła plotka) z wymuszeń i łapówek. Oto co pozostało z łupów Wielkiego Ralpha. Właśnie takiego kapitału inwestycyjnego potrzebował Kale na początek nowego życia.
Ironia losu. Gdyby Kale znalazł tydzień wcześniej ten cały szmal, nie musiałby zabijać Joanny i Danny'ego. Miał tu więcej, niż potrzeba, żeby wykaraskać się z kłopotów, jakich przysporzyło mu High Country Investments.
Półtora roku temu, kiedy został wspólnikiem w High Country, nie był w stanie przewidzieć, że zmierza do katastrofy. Wtedy wydało mu się to złotą okazją, którą sądzone mu było trafić wcześniej czy później.
Każdy z partnerów High Country Investments włożył jedną siódmą kapitału niezbędnego do nabycia, podziału i uzbrojenia trzydziestoak-rowej parceli na wschodnim krańcu okręgu Santa Mira, na szczycie Wysokiej Grani. Żeby wystartować w spółce, Kale został zmuszony do wyskrobania ostatniego dolara, ale spodziewane zyski wydały mu się warte ryzyka.
Jednakże projekt okazał się łasym na pieniądze potworem o nienasyconym apetycie.
Umowa brzmiała: każdy z partnerów będzie musiał wyłożyć dodatkowy kapitał, w razie gdyby złożony na wstępie okazał się nie wystarczający wobec planowanych zadań. Jeśli Kale (lub każdy inny partner) nie zdoła wyrównać należności, będzie natychmiast usunięty ze spółki, bez żadnej rekompensaty za już dokonane wpłaty. Po prostu dziękuję i do widzenia. Pozostali partnerzy dzielą się po równo odpowiedzialnością za spłacenie jego należności i otrzymują – także po równo – część jego udziału w projekcie. Był to ten rodzaj umowy, który wabił (zwykle) inwestorów mających nie tylko dużo gotówki, ale również żelazną odporność psychiczną.
Kale nie spodziewał się żadnych dodatkowych wpłat. Pierwotny kapitał wydawał mu się całkiem wystarczający. Ale pomylił się.
Kiedy wynikła konieczność wpłacenia pierwszej specjalnej należności, wynoszącej trzydzieści pięć tysięcy dolarów, był wstrząśnięty. Ale nie pogrążony. Wykombinował, że pożyczy dziesięć tysięcy dolarów od rodziców Joanny, a ich własny dom jest wart dość, aby zebrać na hipotekę następne dwadzieścia. Ostatnie pięć da się uzbierać.
Jedynym problemem była Joanna.
Od samego początku nie chciała, żeby angażował się w High Country Investments. Powiedziała, że umowa przerasta jego możliwości finansowe, niech nie gra wielkiego machera.
A kiedy wszedł w spółkę i przyszło dopłacać, delektowała się jego rozpaczą. Oczywiście nie otwarcie. Była na to za mądra. Wiedziała, że wygra więcej, robiąc z siebie raczej męczenniczkę niż harpię. Nigdy nie zrzędziła a-nie-mówiłam-ci, przynajmniej otwarcie, ale w oczach miała zawsze pełne wyższości oskarżenie, a w sposobie traktowania go wyraźną pogardę.
W końcu nakłonił ją do zastawienia domu i wyprosił przez nią pożyczkę od teściów. Nie było to łatwe.
Uśmiechał się, potakiwał, przełykał wszystkie uwagi i pogardliwy krytycyzm, ale przyobiecał sobie, że w końcu wciśnie ich mordy w całe to gówno, jakim go obrzucali. Kiedy High Country Investments wypali, będą mu lizać buty, a Joanna pierwsza.
Potem, ku jego konsternacji, nałożono następną specjalną płatność. Wynosiła czterdzieści tysięcy dolarów.
Byłby w stanie sprostać również temu wymaganiu, gdyby Joanna szczerze chciała jego sukcesu. Mogła odkorkować fundusz powierniczy. Kiedy babka Joanny zmarła (pięć miesięcy po urodzeniu Danny'ego), stara wiedźma zostawiła prawie połowę wartości swojego majątku – pięćdziesiąt tysięcy dolarów – jako fundusz dla jedynego wnuka. Joanna została wyznaczona na głównego kuratora. Więc kiedy przyszło wpłacić drugą specjalną należność dla High Country, mogła wziąć czterdzieści tysięcy z funduszu i zapłacić rachunek. Ale odmówiła. Powiedziała: “A co, jak przyjdzie zapłacić jeszcze jedną należność? Stracisz wszystko, Fletch, wszystko i Danny też straci większość tego, co dla niego odłożone". Usiłował ją przekonać, że nie będzie trzeciej należności. Ale, oczywiście, nie słuchała go, bo w głębi duszy nie chciała, żeby mu się powiodło, bo chciała, żeby stracił wszystko i został poniżony, bo chciała go zrujnować, złamać.