Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
pelerynie ojca.
Nie mógł powiedzieć, że się nie denerwował przed pierwszą konfrontacją z innymi
uczniami, ale postanowił nie dać im szansy na jakiekolwiek zaczepki. W momencie,
kiedy na horyzoncie pojawiła się profesor McGonagall, Harry szybko zdjął pelerynę,
schował ją do plecaka i odetchnął głęboko kilka razy, po czym wyskoczył zza rogu i
wbiegł do klasy akurat w chwili, kiedy McGonagall zamykała drzwi za ostatnim
uczniem. Nauczycielka spojrzała na niego zaskoczona, ale nie skomentowała jego
nagłego przybycia. Natomiast wśród uczniów jego pojawienie się wywołało niemałą
sensację. Wszyscy gapili się na niego i szeptali coś między sobą, zakrywając usta i
co jakiś czas wybuchając śmiechem.
- Co to ma znaczyć? - ostry głos profesor McGonagal przerwał panujący w klasie
szmer. - Koniec rozmów! Siadajcie i wyjmujcie książki.
Harry, po raz pierwszy w życiu był wdzięczny, że McGonagall była taka ostrą
nauczycielką i nie tolerowała rozmów w klasie. Usiadł obok Rona i zaczął wykładać
pomoce, starając się nie patrzeć na nikogo, a w szczególności w stronę stołów
Ślizgonów. Wiedział, że gdyby Malfoy spróbował go czymś sprowokować, mógłby nie
wytrzymać i zrobić coś bardzo głupiego. W pamięci wciąż miał przedstawienie, jakie
ten kretyn odegrał wczoraj na korytarzu, a Ron powiedział mu, że podczas kolacji i
śniadania Ślizgoni prześcigali się w wymyślaniu "zabawnych" piosenek o nim i o Snapie.
Harry nie chciał znać ich treści.
Podczas lekcji Gryfon zastanawiał się, w jaki sposób mógłby zrezygnować z lekcji
Eliksirów. Prędzej umrze, niż pójdzie prosić o to Snape'a. Już nigdy nie chciał mieć z
tym draniem nic wspólnego. Najlepiej by było, gdyby nigdy więcej nie musiał oglądać
jego haczykowatego nosa i cienkich ust wykrzywionych w szyderczym uśmiechu.
Nie musi być Aurorem. Jest wiele innych zawodów, w których będzie się czuł
znakomicie. Może zostanie zawodowym graczem w Quidditcha... Do tego na pewno
nie będą mu potrzebne Eliksiry.
Kuksaniec, którym poczęstował go Ron, wyrwał go z zamyślenia. McGonagall
patrzyła na niego z surowym wyrazem twarzy.
- Czy pan Potter mógłby przestać bujać w obłokach i wrócić do lekcji?
- Przepraszam - wymamrotał Harry, wbijając wzrok w ławkę. Wokół niego rozległy
się złośliwe szepty:
- Potter, marzyłeś o tym, jak Snape cię posuwa? - był to głos Seamusa.
- Zamknij się! - syknął Harry. Seamus i Dean zaczęli chichotać, a Gryfon poczuł,
że robi się czerwony.
Podczas ćwiczeń na ślimakach (uczniowie mieli transmutować je w ręczniki),
Harry był całkowicie rozstrojony i nie mógł się na niczym skupić. Gwar, jaki
towarzyszył ćwiczeniom praktycznym, był dla uczniów idealną okazją do rozmów i do
Harry'ego co chwilę docierały różne wstrętne, świńskie komentarze. Ron i Hermiona
zajęli miejsca po jego obu stronach, niczym osobista ochrona i odpierali jakiekolwiek
zaczepki ze strony Gryfonów. Harry był im wdzięczny. Z każdą złośliwą uwagą,
wygłoszoną przez jednego z jego byłych kolegów, chłopak czuł, jak narastała w nim
frustracja. "Kochanek Snape'a", "Dziwka Snape'a" - to były tylko jedne z łagodniejszych określeń, którymi go obdarzano.
Dłonie Harry'ego drżały, kiedy próbował transmutować swojego ślimaka.
- Harry, powiedz o tym McGonagall! - głos Hermiony był niemal błagalny. - Ona z
tym skończy.
- Nie! - syknął chłopak, próbując skupić się na zaklęciu.
Marzył tylko o tym, by ta lekcja już się skończyła i żeby wszyscy dali mu wreszcie
spokój. Pragnął tylko uciec stąd i zaszyć się z powrotem w swoim dormitorium. Nie
pójdzie na pozostałe lekcje. Nie da im więcej okazji...
Poprzez panujący w klasie gwar, przedarł się odgłos pukania do drzwi.
McGonagal poszła otworzyć, porozmawiała chwilę z osobą stojącą za nimi, a
następnie zwróciła się do uczniów:
- Ćwiczcie dalej, wrócę za pięć minut. Tylko ma być spokój, bo kiedy wrócę i coś
mi się nie spodoba... - powiodła groźnym wzrokiem po klasie, po czym wyszła.
W chwili, kiedy drzwi się za nią zamknęły, Harry'emu wyrwał się z piersi cichy jęk:
- Och, nie...
- Potter! - Gryfon zamarł, słysząc głos Draco Malfoya, siedzącego po drugiej
stronie klasy. - Gdzie podziewałeś się przez tyle czasu? Ukrywałeś się w lochach
Snape'a?
- Zamknij się, Malfoy! - krzyknął Ron, jednak chłopak całkowicie go zignorował.
- Co tam robiliście? - ciągnął Ślizgon, uśmiechając się złośliwie. - Snape spełniał
twoje zboczone fantazje?
Harry poczuł, jak fala wstydu i nienawiści zalewa jego umysł. Wokół siebie widział
rozbawione twarze, czerpiące przyjemność z tego, jak Ślizgon go upokarzał.
- Opowiedz nam, jak to było, kiedy cię [i]brał[/i]... - kontynuował Malfoy, a każde
jego słowo wwiercało się w serce Harry'ego, podgrzewając w nim palące pragnienie
zemsty. - Czy było tak, jak w twoich wizjach? On cię posuwał, a ty patrzyłeś w jego
czarne, podniecające oczy i błagałeś o jeszcze...?
Śmiechy wokół niego przybierały na sile, ale Gryfon widział tylko uśmiechającą
się, zadowoloną z siebie gębę Malfoya. Oczy Harry'ego zalała czerwień nienawiści.
- Potter, powiedz nam, jak to jest, kiedy się obciąga Mistrzowi Eliksirów? Czy jego
sperma smakuje eliksirami?
Harremu pociemniało przed oczami. Siedząca obok niego Hermiona, pisnęła, a
Ron nabrał powietrza. Jednak do Harry'ego już prawie nic nie docierało. Słyszał tylko
głos Malfoya, widział tylko jego. Wściekłość, która się w nim gotowała, sprawiała, że
cały drżał. Poczuł pieczenie w kącikach oczu, a w ustach smak krwi z przygryzionej
wargi.
- Potter, pokaż nam, jak jęczałeś jego imię... - Malfoy zamknął oczy i odchylił
głowę do tyłu. - Och, Severusie, pieprz mnie... właśnie tak... mocniej! Ach!
Śmiech, który wybuchnął w klasie był niczym w porównaniu z wrzaskiem
wściekłości, który opanował umysł Harry'ego i wyrwał się z jego ust. Kierowany
instynktem, zapomniawszy zupełnie o tym, gdzie się znajduje, zerwał się i
przeskoczywszy ławkę, w kilku krokach znalazł się przy Ślizgonie. Malfoy krzyknął
zaskoczony, kiedy Gryfon rzucił się na niego, przewracając krzesło i obaj wylądowali
na podłodze. Harry był zaślepiony palącą nienawiścią, nie odczuwał teraz niczego
innego, poza chęcią mordu. Chciał zniszczyć Malfoya, roztrzaskać jego czaszkę,
wydrapać oczy, połamać kości! Bił na oślep, a potwór w jego wnętrzu ryczał, upajając
się strachem i bólem. Rany na jego ręce otworzyły się, kiedy trafił Ślizgona w nos, z
którego trysnęła krew. W tej samej chwili pięść Malfoya trafiła Harry'ego w szczękę i
poczuł cierpki smak krwi w ustach. Wokół siebie słyszał wrzaski i krzyki, ale docierały
do niego jakby z oddali. Złapał Malfoya za włosy w chwili, gdy czyjeś ręce pochwyciły
go od tyłu i próbowały odciągnąć od przeciwnika.
- Harry, przestań! - do Harry'ego dotarł przerażony pisk Hermiony.
Chłopak wyrwał się z przytrzymującego go uścisku, po czym ponownie skoczył w
stronę zalanego krwią Ślizgona, lecz wtedy pomiędzy nimi wyrosła jakaś niewidzialna
bariera, która odrzuciła Harry'ego do tyłu.
W klasie zapanowała nagła cisza.
Harry podniósł się z podłogi, ciężko dysząc i spojrzał na drzwi. W wejściu stała
profesor McGonagall z wyciągnięta różdżką i malującym się na jej twarzy wyrazem
przerażenia zmieszanego z wściekłością.