Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
- Norbercik! Gdzie się podziewasz, ty niegrzeczna bestio?!
Smok zamknął paszczę, położył uszy po sobie i odleciał. Harry odetchnął z ulgą.
Jak tylko skończą się lekcje, to pogada z Hagridem o tym, że naprawdę nie powinien
trzymać w zamku wielkich, ziejących ogniem smoków.
Pokonał resztę mostu bez większych niespodzianek, ale na końcu drogi czekały
go niekończące się schody, które prowadziły w dół i znikały gdzieś w ciemności. W
chwili, kiedy chłopak postawił nogę na pierwszym stopniu, schody zamieniły się w
płaską, niezwykle śliską powierzchnię i Harry z wrzaskiem zjechał na tyłku wprost w
ciemność. Wylądował na podłodze w mrocznym pomieszczeniu. Jedyne światło
rzucała umieszczona na ścianie pochodnia.
Był w lochach. Co on tu robił? Przecież spieszył się na na Transmutację.
W chwili, kiedy to pomyślał, jakaś postać zmaterializowała się za nim i czyjaś dłoń
zacisnęła się na jego ustach. Harry próbował krzyknąć, ale żaden dźwięk nie wydobył
się z jego ust. Poczuł silne ręce stawiające go na nogi i rzucające go na ścianę.
Niezwykle chłodne ciało przywarło do niego od tyłu i wtedy Harry zdał sobie sprawę,
że jest nagi. Jęknął, kiedy druga dłoń zacisnęła się na jego członku, a na karku
poczuł gorący oddech i zęby wbijające mu się w skórę. Starał się uwolnić, ale nie był
w stanie. Czuł się słaby i bezbronny, a dłoń, która coraz szybciej poruszała się na
jego męskości, przyprawiała go o coraz silniejsze dreszcze, nad którymi nie był w
stanie zapanować.
Harry, wbrew sobie, zaczął kwilić z przyjemności. Oparł czoło o zimną ścianę
lochu i starał się zapanować nad zalewającymi go falami gorąca. Czuł się tak, jakby
zapadał się coraz bardziej w głąb lepkiej, dusznej ciemności, zapominając o
wszystkim, co kiedykolwiek miało dla niego znaczenie, a jedyną materialną rzeczą
była ta dłoń poruszająca się szybko na jego członku i wprawiająca jego ciało i umysł
w stan niewyobrażalnego upojenia. Mężczyzna torturował go powolnymi liźnięciami,
badając przestrzeń za uszami Harry'ego, jego kark i ramiona. Każdy dotyk języka był
dla Harry'ego jak tortura wypalająca rany na jego skórze. Nie był w stanie nic zrobić,
czuł się jak marionetka, kierowana przez dłonie i usta nieznajomego, bezwolna i
całkowicie uległa w jego rękach.
I wtedy usłyszał cichy, złowieszczy szept tuż przy swoim uchu:
- Kiedy z tobą skończę, zostaną z ciebie tylko rozżarzone węgle...
Harry pomyślał, że jeszcze chwila i wybuchnie w dłoniach tego człowieka, a siła
tego wybuchu będzie tak wielka, że cały zamek zatrzęsie się w posadach. Zajęczał
cicho, kiedy ciało za jego plecami odsunęło się nieznacznie od niego, a dłoń
zaciskająca się na ustach, przeniosła się na tył jego głowy. Długie, chłodne palce
wplotły się w jego włosy, a Harry dyszał z rozkoszy, rozdarty pomiędzy zimnem skóry
tego mężczyzny i kamieniami, pomiędzy którymi był uwięziony, a żarem, który
zalewał jego lędźwie i powoli opanowywał jego ciało.
Wtedy Harry poczuł silne pociągnięcie za włosy i w tej samej sekundzie został
gwałtownie odwrócony i pchnięty na ścianę. Kiedy chłopak podniósł wzrok, zobaczył
przed sobą demoniczne, czarne oczy...
...Harry obudził się z głośnym jękiem. Serce biło mu tak szybko, jakby chciało
wyrwać się z piersi. Jego ciało drżało, a w lędźwiach czuł zanikające powoli fale
przyjemności. Starając się uspokoić oddech, spojrzał na swoje spodnie i zobaczył na
nich ogromną, lepką plamę. Kiedy odchylił gumkę od piżamy, ujrzał, że jego nogi i
podbrzusze pokryte są spermą.
Cholera! Cholera! Cholera!!!
Harry przeklinał bezgłośnie, patrząc z niedowierzaniem na swoje nasienie.
To się nie mogło zdarzyć! Cholera!!!
Chłopak, spoglądając na pogrążonych we śnie kolegów, podziękował w duchu, że
przed snem rzucił na siebie zaklęcie wyciszające; tak, jak to robił co noc od czasu
nawiedzających go w piątej klasie koszmarów.
Z westchnieniem opadł na poduszkę i zamknął oczy. W jego umyśle zaczęły
pojawiać się obrazy ze snu.
Przypominał sobie jakieś schody... i lochy... i czarne, bezdenne oczy...
Jego serce przyspieszyło.
Nie, to niemożliwe. To nie może być prawda!
* * *
- Harry! Harry! Obudź się. - chłopak czuł delikatne potrząsanie za ramię i głos
Rona przedzierający się przez mleczną, gęstą mgłę snu otulającą Harry'ego. -
Wszyscy już poszli na śniadanie. Ubieraj się i idziemy.
- Nigdzie nie idę - oświadczył Gryfon, naciągając kołdrę na głowę.
- Nie wygłupiaj się, stary. Przecież musisz coś zjeść.
- Przynieś mi jedzenie tutaj, tak jak wczoraj.
- Ale Harry... - zaczął Ron, ale przerwał mu stanowczy głos przyjaciela:
- Ron, proszę!
Chłopak zamknął usta i pokiwał głową. Zanim Harry zdążył wstać z łóżka, jego
przyjaciel już zniknął.
Ubierając się, Harry rozmyślał nad sposobem, w jaki przyjdzie mu teraz żyć. Za
nic w świecie nie będzie mógł już swobodnie spacerować po zamku. Na wszystkie
lekcje zamierzał chodzić w pelerynie niewidce, zdejmować ją tuz za rogiem klasy i w
ostatniej chwili dołączać do uczniów wpuszczanych przez nauczyciela na lekcję.
Posiłki będą przynosić mu Ron i Hermiona. Quidditch... z tym Harry miał największy
problem. Quidditch był jego największą pasją, ale jak miałby teraz spojrzeć w oczy
komukolwiek z drużyny? Będzie musiał coś wymyślić. Może powie, że się przeziębił i
w najbliższym czasie nie będzie mógł brać udziału w treningach, a do następnego
meczu może sytuacja uspokoi się na tyle, że będzie mógł zagrać. O ile, oczywiście,
wcześniej nie wyrzucą go z drużyny, za to, że pragnie pieprzyć się z najbardziej
znienawidzonym nauczycielem w szkole. Chociaż opuszczanie treningów też pewnie
odegrałoby w tym jakąś rolę...
Harry westchnął ciężko i usiadł na łóżku.
To wszystko przez Snape'a! Ten tłustowłosy sukinsyn spieprzył mu życie! Nie
daruje mu tego! Znajdzie jakiś sposób, żeby się na nim odegrać, a wtedy pożałuje
każdego słowa, każdej złośliwości, każdego wrednego komentarza, jakimi obdarzał
Harry'ego przez wszystkie te lata. Nikt nigdy nie wywoływał w nim takiej gorącej furii,
jak Snape! Wystarczyło, że wypowiedział to nazwisko i wzbierała w nim wielka,
niezmierzona fala nienawiści do tego wstrętnego drania! Na samą myśl o tym, że
mógłby go kiedykolwiek pragnąć, miał ochotę się roześmiać. To było niedorzeczne!
Przed oczami Harry'ego pojawił się obraz czarnych, demonicznych oczu ze snu...
Na samo ich wspomnienie zrobiło mu się gorąco, a na jego twarz wypełzły rumieńce.
To nie mógł być on.
Nie, to na pewno nie był on.
Poza tym, wspomnienie tego snu było tak niewyraźne, że po przebudzeniu Harry
zastanawiał się, czy naprawdę mu się to przyśniło, czy może mu się tylko wydawało.
Zresztą podobno każdy chłopak w jego wieku budzi się czasami w takim stanie... i
nie ma znaczenia to, co mu się śniło... prawda?
Kroki na schodach przerwały rozmyślania Harry'ego. Spłoszony, szybko narzucił
na siebie pelerynę niewidkę, ale był to tylko Ron, który wrócił ze śniadaniem. Harry
zjadł w pośpiechu, a następnie ruszył na Transmutację w zakrywającej go szczelnie