Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Jak miło. Choć to nie do końca prawda.
– Pieprzyć ich – mruknęła Glynnis. – Prasa zawsze wszystko pokręci.
Z niesmakiem rzuciła gazetę na stolik i zerwała się na równe nogi. Glynnis była pulchna, a właściwie gruba, ale miała energię gimnastyczki. Victory ją uwielbiała, jednak jako klientka, przy wzroście sto sześćdziesiąt centymetrów, Glynnis była koszmarem każdego projektanta. Jednak Glynnis zadzwoniła do niej o ósmej rano, tuż po usłyszeniu o swojej nominacji, i zaczęła błagać Victory o pomoc. Upierała się, że tylko Victory nie będzie próbowała przebrać jej, jak to określiła Glynnis, za „jakąś pieprzoną maturzystkę na balu".
Wiosenne słońce wpadało przez okna gabinetu i przez chwilę Victory poczuła melancholię na myśl o tym, jak bardzo kocha swoje obecne życie. Czy mogło być coś lepszego niż własny gabinet w firmie, którą stworzyła od podstaw, i miejsce na liście pięćdziesięciu najbardziej wpływowych kobiet Nowego Jorku (co niekoniecznie musiało cokolwiek oznaczać, ale zawsze to miło), i ubieranie Glynnis Rourke na Oscary? Glynnis, naturalnie, to tylko początek; w najbliższych dniach Victory miała zostać zalana zamówieniami od aktorek i ich stylistów, a wszystkim zależało na idealnej sukni. Stylistka Jenny Cadine już zdążyła zadzwonić. Victory pomyślała, że powinna być przeszczęśliwa, ciągnąć to w nieskończoność. Ale rzecz jasna nie mogła tego zrobić. Za kilka dni będzie musiała podjąć najważniejszą decyzję w życiu…
– Glynnis? – Victory popatrzyła na Glynnis, która podskakiwała dookoła, boksując powietrze. – Czy kiedykolwiek pomyślałaś, że spotka cię coś takiego?
– Nieustannie zadaję sobie to pytanie – Glynnis zamachnęła się na niewidzialnego przeciwnika. – Jako dziecko pragniesz bogactwa i sławy, ale tak naprawdę nie wiesz, co to takiego. Potem przyjeżdżasz do Nowego Jorku, zaczynasz rozumieć i kombinować, jak do cholery to osiągnąć. Ale uwielbiasz to, co robisz, więc z tego nie rezygnujesz, i potem zdarza ci się jeden czy drugi przełom i nagle zaczynasz dokądś zmierzać. Ale to jak jazda pociągiem we właściwym kierunku. Ci nawiedzeni wariaci w Hollywood twierdzą, że wszystko zależy od decyzji wszechświata – bach, bach – ale większość z nich jest tak słaba, że nie chce wziąć odpowiedzialności nawet za podtarcie sobie tyłka. Chociaż coś chyba w tym jest. I jeśli masz szansę, musisz z niej skorzystać. Jasne, że musisz liczyć się z tym, że zapłacisz za to pewną cenę, czyli że rozmaite gnojki bez przerwy będą usiłowały cię zabić i kontrolować. – Wyczerpana Glynnis opadła na fotel, ale po chwili zregenerowała siły i stuknęła palcem w gazetę. – Wejdziesz w to? – zapytała.
Victory westchnęła i potarła wargę.
– To mnóstwo pieniędzy – odparła. – A ja chcę zarabiać. Zawsze mi się wydaje, że kłamiemy, kiedy twierdzimy, że zarabianie pieniędzy nie jest ważne – w końcu, jeśli się rozejrżymy, widać, że nie ma prawdziwej władzy bez pieniędzy, i właśnie dlatego to mężczyźni wciąż rządzą światem, prawda? Ale sama nie wiem…
– Pozwól, że coś ci powiem – mruknęła Glynnis. – Zarobienie dwóch milionów jest trudne. Ale zarobienie dwudziestu jest znacznie trudniejsze. A jeśli już je zarobisz, wiesz, co się dzieje? Z jakiegoś dziwacznego powodu, którego do dziś nie rozgryzłam, ich posiadanie nieszczególnie się różni od posiadania dwóch milionów. Cholera, nawet nie wystarczy na kupno samolotu.
– Wystarczy na latanie netjetami – zauważyła Victory.
Nagle znowu popadła w zadumę. Gdzie poza Nowym Jorkiem można było znaleźć kogoś takiego jak Glynnis, Wendy czy Nico? Na pewno nie w Paryżu, gdzie nawet kobiety sukcesu, z ich apaszkami, prostymi spódnicami z tweedu i powściągliwością, zachowywały się jak wyspecjalizowana rasa zdegenerowanych psów. Nigdy nie rozmawiały o pieniądzach ani o podboju świata. Cholera jasna, pomyślała. Lubiła rozmowy o pieniądzach i o podboju świata. Nawet jeśli nie miała szans, myślenie o tym było ekscytujące.
Podniosła szkic i wstała, po czym podeszła do długiego stołu pod oknem.
– Problem polega na tym, że to mi wygląda na łatwe pieniądze – powiedziała. – Dwadzieścia pięć milionów za wykupienie firmy i mojego nazwiska. Nie ufam łatwym pieniądzom, Glyn, zawsze jest jakiś haczyk. Przy okazji, na Oscary dla ciebie widzę Beatlesów. Zwłaszcza Abbey Road. John Lennon w białym garniturze.
– Garnitur? Dobry pomysł. – Glynnis zerwała się i podbiegła do długiego stołu.
– Dziewczyno, spodoba ci się wszystko, co na ciebie włożę – oświadczyła Victory żartobliwie. – Nigdy nie dyskutuj – z projektantem. Myślisz, że mogłabyś pójść boso, jak Paul McCartney? I zadzierać palce u stóp do góry?
– Coś ty? Upadłaś na głowę? – wykrzyknęła Glynnis, chociaż nie dała się nabrać. – Nie wpuszczają bez butów, o ile się nie mylę, Julia Roberts raz próbowała. To ma coś wspólnego z bhp.
– Pamiętasz Beatlesów na okładce Abbey Road, prawda? – zapytała Victory. – Uszyjemy długie spodnie, dzwony fruwające w okolicy stóp; długą i luźną jedwabną koszulę, jasnoniebieską, ale nie błękitną, raczej szafirową, żeby podkreślić twoje ciemne włosy, a do tego cienki, granatowy jedwabny krawat, luźno zawiązany, i marynarkę – krótką, w piękną jasnoniebieską kratę z czerwoną i żółtą nitką – tylko pozornie zwyczajną, bo obszyjemy ją przezroczystymi cekinami.
– O rany. – Glynnis wzięła do ręki szkic. – Jak ty to robisz, do cholery?
– To moja praca. Ja nie mam pojęcia, jak ty robisz to, co robisz.
– Towarzystwo wzajemnej adoracji, co? – Glynnis, która miała skłonności do namiętnych i dramatycznych wybuchów emocji, nagle się wzruszyła. – Jezu, Vic. Zrobisz to dla mnie?
– Jasne, skarbie.
– To genialne. Będę najlepiej ubraną kobietą na gali. – Teraz, po załatwieniu spraw, Glynnis przeszła do innego tematu. – Jak sądzisz, co powinnam włożyć na ewentualną rozprawę?
– Wybierasz się do sądu? – Victory uniosła brwi.
– Być może. – Glynnis usadowiła się z powrotem na fotelu i lekko przesunęła na jego skraj. – Martwisz się tym, że B et C przejmie twoje nazwisko? Mam podobny problem. Chodzi o to czasopismo, które robię razem ze Splatch-Verner. Naturalnie to ma być ściśle tajne łamane przez poufne, – ale my, dziewczyny, musimy sobie ufać. – Usiadła wygodniej i zmrużyła oczy. Patrząc na jej minę, Victory przypomniała sobie, że choć świat postrzegał Glynnis jako zabawną wariatkę, w prawdziwym życiu była bezwzględną kobietą interesu. – Rozumiesz? Jestem trochę wkurzona, Vic. A nie warto ze mną zadzierać, kiedy jestem wkurzona. Victory pokiwała głową.
– W czym problem? – zapytała.
– No cóż. – Glynnis skrzyżowała ramiona. – Słyszałaś o facecie, który się nazywa Mike Harness?
„Nico O'Neilly, czterdzieści dwa lata", napisano w artykule Pięćdziesiąt najbardziej wpływowych kpbiet w „Post". „Nie dajcie się zwieść jej legendarnemu chłodowi. W świecie czasopism nie ma gorętszego nazwiska. Zamieniła upadający»Bonfire«w najbardziej dochodowy magazyn Splatch-Verner. Wieść niesie, że wkrótce stanie na czele całego działu wydawniczego, o wartości trzech miliardów".
Nico pokręciła głową i zamknęła gazetę, po przeczytaniu tego tekstu mniej więcej dziesiąty raz tego poranka. Może nie była to katastrofa, ale nieszczególnie potrzebowała takiej reklamy. Wciąż wyobrażała sobie, jak Mike Harness siedzi w swoim pokoju śniadaniowym na Upper East Side (albo w wiejskim domu w Greenwich w Connecticut), je płatki i po przeczytaniu tych słów dostaje apopleksji. W analogicznej sytuacji ona dostałaby ataku. Wyobraziła sobie, że Mike już dzwoni do Victora Matricka i żąda wyjaśnień, a Victor go uspokaja, mówi, że wszystko jest w porządku, dziennikarze zawsze kręcą, i chyba on powinien o tym wiedzieć najlepiej?