Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 91
Перейти на страницу:

San nie był przekonany.

— Tyran był czarodziejem, na przykład… A przynajmniej taki przykład dawał mój ojciec, kiedy była mowa o tych sprawach.

Ido poczuł niepokój. Myślał już o tym kilka razy. Z tych niewielu faktów, jakie znał z biografii Tyrana, wynikało, iż był on cudownym dzieckiem, dokładnie tak jak San. Zaczął się zastanawiać, czy to wszystko nie stanowiło części planu Yeshola.

— To skrajny przypadek. Weź na przykład twojego dziadka, on dokonał wielkich rzeczy za pomocą czarów, nie sądzisz? — powiedział, żeby zmienić temat.

San nie umiał na to odpowiedzieć.

— To wszystko kwestia tego, w jaki sposób używa się swoich darów. To przecież dobrze, że teraz mnie leczysz, nie? A czy zastanawiałeś się, jak udało ci się uwolnić, kiedy byliśmy z Zabójcą w Wielkiej Krainie?

San zaczerwienił się.

— Ja nie chciałem, prawie nie zdawałem sobie sprawy z tego, co zrobiłem… Moje dłonie same stały się ogniem, a kiedy popatrzyłem w dół, sznury były na wpół przepalone.

Ido pogratulował sobie w myślach. Dobrze zatem widział.

— To była magia, San, i ona pozwoliła ci się uratować. Ocaliła też mnie.

Chłopiec dalej go leczył, nie komentując.

Ido nie był pewien, czy był dość przekonujący.

— Masz nadzwyczajny dar. Twój dziadek tak zaczynał. Wiedziałeś, że mówił do smoków?

San natychmiast nadstawił uszu.

— Naprawdę?

Ido kiwnął głową.

— Ty mówisz do zwierząt, San. To są nadzwyczajne dary, których nie można marnować. To dlatego radziłem ci, żebyś się uczył.

Rozumiał jego opory. Jego ojciec zmarł niedawno i chłopiec z pewnością bał się zdradzić jego pamięć, robiąc coś, czego mu zakazywano.

—  Nie masz obowiązku zostać czarodziejem — ciągnął Ido. — Zrobisz to tylko, jeżeli będziesz chciał, w przeciwnym razie możesz obrać taką karierę, jaką zechcesz, może nawet w Akademii.

Uśmiechnął się szeroko i San odpowiedział mu z ulgą, ale trwało to tylko chwilę.

— A co będzie później, Ido? Nie mam domu, nie mam żadnych krewnych.

Gnom dobrze rozumiał jego poczucie zagubienia.

— Jesteś młody i masz tysiące drzwi otwartych przed tobą. Nie bój się, sam będziesz wiedział, gdzie iść i co robić.

San opuścił wzrok.

— Czasami myślę o tym w nocy. Budzę się i mówię sobie, że mam mało czasu, zbyt mało. Każdy kolejny dzień to o jeden mniej i boję się. — Przełknął ślinę. — Boję się, że to wszystko nigdy się nie skończy, boję się, że Gildia mnie odnajdzie, i boję się Tyrana…

— Nie powinieneś o tym myśleć, musisz patrzeć naprzód. Tyran został pokonany. To, co nadciąga teraz, to tylko jego blady cień i na zawsze zostanie tylko tym: cieniem.

San kiwnął głową. Było widać, że ślepo wierzy w to, co mówi Ido; potrzebował tylko jego słów pocieszenia, żeby móc kontynuować swoją drogę.

— Zaufaj mi. Wszystko pójdzie dobrze, również dlatego, że ja będę cię bronił nawet za cenę życia, San, zgoda?

Chłopak przytaknął zdecydowanie.

— Nie ma nikogo, komu bym ufał tak jak tobie.

Ido uśmiechnął się, a on rzucił mu się na szyję. Żebro zakłuło boleśnie.

— Powoli… — szepnął gnom, ale był szczęśliwy z tego uścisku i przyciągnął Sana do siebie.

Ido obudził się z dziwnym uczuciem. Maszerowali już osiem dni i w sumie wszystko szło gładko. Nocą przemieszczali się, a przed świtem zatrzymywali się na odpoczynek. Trzymali warty, ale tak naprawdę gnom nigdy nie pozwalał sobie na zbyt głęboki sen. W końcu byli ścigani.

W ciszy wsłuchał się w swoje ciało. Nie potrafił powiedzieć, co czuje w kościach, ale miał złe przeczucie. Sądząc po cienkim pasku wyblakłego błękitu, który można było dostrzec na zachodzie, ciemność musiała zapaść niedawno. Noc wydawała się identyczna jak inne, tylko jaśniejsza, z wyjątkowo wspaniałą ćwiartką księżyca. A jednak coś było nie tak.

Obudził Sana, nie wtajemniczając go we własne myśli. Nie było sensu niepotrzebnie go straszyć, już i tak był wystarczająco zdenerwowany.

— Wyruszamy natychmiast.

Chłopiec przetarł oczy.

— Nie jemy?

— Zrobisz to podczas jazdy.

Wsiedli na konia i Ido zmusił zwierzę do szybszego biegu.

— Czy coś jest nie tak? — spytał podejrzliwie San.

Ido wzruszył ramionami.

— Nic.

— Nigdy tak nie biegliśmy.

— Im szybciej dotrzemy, tym lepiej.

Powietrze wibrowało niską i niewyraźną nutą. Może to wciąż dręcząca go skwarna atmosfera robiła mu przykry dowcip, chociaż oddalał się od Krainy Ognia. Ido jednak czuł jakby dawne wezwanie szepczące mu do ucha; w tym wibrującym dźwięku było coś, co był w stanie rozróżnić tylko chwilami.

Potem nagle zrozumiał. Odgłos był jeszcze daleki i słaby, ale wkrótce miał stać się aż nazbyt wyraźny i bliski. Gnom popędził konia do galopu i położył dłoń na rękojeści miecza.

Instynktownie pomyślał o Vesie, o tym, jak by mu się przydał przy tej okazji i jak jego boki zawibrowałyby mu pod udami na dźwięk tego odgłosu. Tak, bo to, co słyszał, było krzykiem smoka, rykiem, który przez tyle czasu oznaczał dla niego przyjaciół i sprzymierzeńców, ale od kiedy Dohor był przy władzy, zwiastował tylko śmierć.

Koń nigdy nie mógł wygrać ze smokiem, ale on i tak popędził zwierze, docisnął je do granic możliwości i wyciągnął miecz.

— Cokolwiek się stanie, ty uciekaj, jasne?

— Nie zostawiaj mnie! — wrzasnął przerażony San.

— Twoje przeżycie jest ważniejsze niż wszystko inne, więc zrób, co ci powiedziałem!

Powietrze zadrżało i wiatr zaczął popychać ich w plecy.

Poczuli, jak przelatuje nad ich głowami, niezmierzony i pulsujący. Przez chwilę unosił się w powietrzu, zasłaniając księżyc, po czym odwrócił się w ich stronę i znalazł się przed nimi. Stanowił ciemną, zakrywającą horyzont masę o ledwie oświetlonych zarysach. Jego skrzydła były przejrzyste, a pysk przypominał płonący piec. Rozdziawił gardziel i ściana płomieni spaliła drogę, jaką mieli przed sobą.

Blask ognia całkowicie oświetlił cielsko smoka, jego jaskrawozieloną skórę i czerwone łuski na grzebieniu i na grzbiecie. W środku podnosiła się ciemna i złowroga sylwetka Jeźdźca Smoka.

Ido zawrócił gwałtownie konia i popędził wzdłuż ściany ognia w poszukiwaniu wyjścia, jednocześnie przygotowując się do obrony.

Smok wyłonił się spośród płomieni ze swoim srebrzystym jeźdźcem na grzbiecie — tak małym, że w porównaniu z rozmiarami zwierzęcia wydawał się zaledwie żołnierzykiem. Jedna z łap uderzyła konia w locie i Ido potoczył się na ziemię pośród czarnych drzazg pustyni razem ze swoim rumakiem. Krzyk Sana natomiast dobiegł go z daleka. Uciekł? Został złapany przez smoka?

Przeturlał się daleko od konia, żeby go nie przygniótł, starając się jednocześnie utrzymać orientację, z dłonią gotową na rękojeści. Kiedy udało mu się wstać, ledwo zdążył zobaczyć drobną sylwetkę wijącą się pod łapą olbrzymiego zwierzęcia. Bez wątpienia koń z Sanem na grzbiecie. Ido poczuł, jak krew zastyga mu w żyłach. Zaraz potem kolejny krzyk, a chwilę później oślepiło go coś w rodzaju błyskawicy.

Kiedy otworzył oczy, na ziemi, niedaleko niego, leżał teraz bezwładnie gigantyczny kształt z dwoma niewyraźnymi tobołkami z boku. Smok, koń i San.

— San! — krzyknął Ido i już miał rzucić się pędem, kiedy jego bieg został zatrzymany przez syk ostrza, które przemknęło mu o włos od głowy. Uskoczył w bok, podniósł się i natychmiast rozpoznał swojego nieprzyjaciela.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)