Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zobaczyć! Chociaż przez chwilę. Nie wiedział, czy go zastanie, czy nauczyciel nie
miał teraz jakichś zajęć, ale warto było spróbować.
Starając się uspokoić trzepoczące w piersi serce przystanął przy drzwiach
prowadzących do gabinetu Mistrza Eliksirów i zapukał. Po chwili usłyszał kroki, a
krew zawrzała w nim z podniecenia.
Drzwi otworzyły się. Harry wstrzymał oddech.
Prawie zapomniał, jak piękne jest spojrzenie tych cudownych, czarnych oczu,
które rozszerzyły się teraz w wyrazie zaskoczenia. Harry nie potrafił powstrzymać
uśmiechu, który wypłynął mu na twarz. Snape spoglądał na niego przez chwilę, a
widoczne na jego twarzy zdumienie szybko przerodziło się w niepokój. Brwi ściągnęły
się, a zmarszczki na twarzy pogłębiły.
- Co ty tu robisz, Potter? - zapytał cierpko, widząc, że Harry najwyraźniej zamarł z
maślanym uśmiechem na ustach i chwilowo nie jest w stanie mówić. - Nie
powinieneś być jeszcze w szpitalu?
- Wyszedłem. - Harry nie był w stanie wydusić z siebie czegoś składniejszego. -
Dzisiaj. Czy mogę... wejść? - zapytał nieśmiało.
Snape zmrużył oczy, ale odsunął się i wpuścił go do środka. Kiedy zamknął drzwi,
Harry nie potrafił się już dłużej powstrzymywać. Gwałtownie dopadł do niego i
przyparł go do drzwi, owijając ramiona wokół jego pasa. Z głośnym westchnieniem
oparł głowę na otulonej w czarny materiał piersi i zamknął oczy. Przycisnął policzek
do szorstkiego materiału i wyszeptał:
- Tęskniłem za tobą...
Westchnął jeszcze raz, wdychając cudowny aromat cynamonu i delikatnie
wyczuwalną woń ziół. Przylgnął do szczupłego ciała jeszcze bardziej i usłyszał...
bijące głośno serce.
- Czekałem na ciebie. Ale ty nie przyszedłeś. - Nie potrafił zapanować nad
goryczą, która niepostrzeżenie wkradła się do jego głosu. - Dlaczego mnie nie
odwiedziłeś?
Snape, który do tej pory był najwyraźniej całkowicie zaskoczony jego
zachowaniem, spiął się i wyprostował, jednak nie próbował go odsunąć.
- Byłem zajęty, Potter - wycedził doskonale opanowanym głosem. - Zresztą, nie
miałem ochoty przepychać się przez oblegające cię tłumy - dodał kwaśno.
Harry oderwał rozgrzany policzek od unoszącej się miarowo piersi mężczyzny i
spojrzał w górę, na zaciśnięte w wąską kreskę usta, na blade, napięte oblicze,
aksamitne, czarne włosy, okalające twarz i na ten cudowny, duży nos, który wydawał
mu się najpiękniejszym nosem na świecie.
- Tak bardzo... za tobą tęskniłem, Severusie - powtórzył cicho, spoglądając
głęboko w przypatrujące mu się uważnie oczy Mistrza Eliksirów, które na dźwięk jego
imienia zapłonęły przez moment dziwnym blaskiem.
- Nie dramatyzuj, Potter - powiedział chłodno Snape. - Nie widziałeś mnie
zaledwie przez tydzień. Nie licząc tych kilku dni, kiedy leżałeś nieprzytomny.
Harry'ego uderzyła nagła myśl. Zmarszczył brwi i odsunął się od mężczyzny,
mierząc go przeszywającym, podejrzliwym spojrzeniem.
- Skąd wiesz, kiedy się obudziłem?
Zobaczył, że twarz Mistrza Eliksirów spochmurniała, jakby był zły sam na siebie.
Harry zrozumiał.
- Jednak byłeś! - Jego oczy rozbłysły, a na twarzy pojawił się radosny uśmiech. -
Mogłeś mi powiedzieć.
Twarz nauczyciela przypominała teraz chmurę gradową.
- Skoro już muszę zaspokoić twoją ciekawość, Potter, to zanosiłem Pomfrey
eliksiry - powiedział tak obojętnym tonem, na jaki go było stać, ale Harry był tak
szczęśliwy, że nie uwierzył w ani jedno jego słowo. To znaczy w powody, które nim
kierowały.
- Nie martw się, nikomu nie powiem - wyszeptał żarliwie, nie próbując nawet
zmusić swoich ust, żeby przestały się szczerzyć.
- Czyżby Pomfrey napoiła cię jakimś wywarem rozśmieszającym, Potter? -
warknął Mistrz Eliksirów. Harry nie zwrócił uwagi na zgryźliwy ton nauczyciela.
Przypomniał sobie, dlaczego tutaj przyszedł. Podziękować mu.
Uśmiech powoli znikł z twarzy chłopca. Snape zmarszczył brwi. Harry westchnął
głęboko i wyciągnąwszy rękę, złapał smukłą dłoń Mistrza Eliksirów. Uniósł ją i z
namaszczeniem przyłożył do swojego policzka, wtulając w nią twarz i zamykając na
chwilę oczy. Dotyk chłodnych palców posłał przyjemny dreszcz wzdłuż jego ciała.
- Dziękuję ci - powiedział cicho, pocierając policzkiem wnętrze dłoni - za
uratowanie mi życia. Otworzył oczy i spojrzał na twarz Snape'a, która w tej chwili
wyrażała jedynie głęboką konsternację. - Ja... niewiele pamiętam, ale Ron i
Hermiona mówili mi, że nie mogłem oddychać, a ty... użyłeś jakiegoś zaklęcia
uzdrawiającego... i mnie ocaliłeś. - Oderwał dłoń od policzka i przyłożył do swoich
ust, wciąż nie spuszczając wzroku z twarzy mężczyzny i przyglądających mu się z
uwagą ciemnych oczu, w których dostrzegł iskierkę nieokreślonej emocji. - Dziękuje
ci - wyszeptał, spuszczając wzrok i całując delikatnie długie, smukłe palce.
Niezwykle przyjemne, ciepłe uczucie zalało jego serce. Nieważne, co było
wcześniej. Nieważne, jak bardzo został zraniony. Wszystko stało się takie bez
znaczenia. Teraz miał dowód, że Snape'owi na nim zależy. Uratował go. To
wymazywało wszystkie jego winy. I nawet, jeżeli Snape nadal będzie go źle
traktował, jeżeli nadal będzie go ranił, żadna z tych ran już nie zagłębi się w jego
sercu, ponieważ teraz otaczała je niezwykle silna bariera wiary i świadomości, że
Severusowi zależy na nim. Że naprawdę mu zależy.
Ta wiedza dawała Harry'emu siłę, aby rozpocząć długą i żmudną wspinaczkę na
otaczające serce Snape'a zimne, nieprzystępne mury. A może kiedyś pomoże mu
nawet rozbić te mury? Kiedy on sam stanie się silniejszy i twardszy...
Ucałował jeszcze raz chłodną dłoń i kiedy w końcu ją wypuścił, poczuł, jak dotyka
jego podbródka i unosi jego twarz w górę. Jego spojrzenie napotkało błyszczące
dziwnym blaskiem oczy Mistrze Eliksirów. Usłyszał wypowiadane cichym, łagodnym
szeptem słowa:
- Nie ma za co, panie Potter.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się, a uśmiech ponownie powrócił na jego twarz.
Snape cofnął dłoń i wyprostował się.
- Ale zrób mi tę przysługę i przestań się tak głupkowato uśmiechać, bo obawiam
się, że mój wzrok już dłużej tego nie wytrzyma - dodał kwaśno mężczyzna i Harry
pomyślał, że jeszcze nigdy w życiu szyderczy komentarz Mistrza Eliksirów nie wydał
mu się tak... uroczy.
* * *
- Jak się czujesz, Harry? - zapytała Hermiona, kiedy spotkał się z nią i Ronem
przed wejściem do Wielkiej Sali.
- W porządku - odparł, wzruszając ramionami.
Od napaści Hermiona zachowywała się gorzej niż pani Weasley. Matkowała mu,
chuchała na niego i ciągle pytała o jego samopoczucie, wciąż przypominając, że
według niej, powinien przeleżeć w szpitalu jeszcze kilka dni. Na szczęście Ron
stawał w jego obronie, co prawie zawsze kończyło się zwyczajową kłótnią.
"Oni nigdy się nie zmienią" - pomyślał z ciepłym uczuciem w sercu.
Już teraz planował, jakim sposobem mógłby wyrwać się spod ich skrzydeł. Harry
tak bardzo chciał dłużej porozmawiać z Severusem, a wcześniej nie mógł tego
zrobić, ponieważ musiał szybko wyjść, gdyż czekali na niego przyjaciele. Nie zdążył
się nim nacieszyć. Dlatego męczył go tak długo, aż ten w końcu zgodził się, aby
chłopak wpadł do niego wieczorem, ale pod warunkiem, że nikt go nie zobaczy. To