Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Nie przejmuj się tak okropnie – pocieszyła mnie Alicja. – Grunt, że ona żyje. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, w ten sposуb wiemy na pewno, że to nie ona. Coraz mniej osуb zostaje.
– Ściśle biorąc, już tylko Roj i Anita. Oraz cała reszta ludzkości, jeśli to był ktoś z zewnątrz.
Pan Muldgaard przyłączył się do nas i wyraził zgodę na wypicie kawy, pod warunkiem jednakże, że zaparzymy z paczki, ktуrą przywiуzł ze sobą. Gotowi byliśmy spełnić wszelkie jego życzenia, byle wreszcie powiedział, co było przedtem i skąd wiedział, że morderca jedzie popełnić następną zbrodnię. Zanim jednakże zdążył otworzyć usta, zadzwonił znуw telefon. Alicja spojrzała na zegarek.
– Za dziesięć szуsta – powiedziała złowrogo. – Jeśli to Kangurzyca…
Okazało się, że nie Kangurzyca, tylko Roj. Bez żadnych względуw dla jego uczuć Alicja powiadomiła go, że tym razem zbrodniarz trafił w jego żonę. Roj po drugiej stronie przewodu dostał szału, zupełnie nie duńskiego, szczegуlnie że Alicja nie omieszkała powiedzieć mu przy okazji, co myśli o jego idiotycznym postępowaniu i oburzającym maltretowaniu Ewy. Gdyby się nie wygłupiał z tym ustępowaniem z drogi, Ewa nie uciekłaby z domu, nie nocowała w Allerшd i nie została następną ofiarą…
– Albo zemdlał, albo go w ogуle trafił szlag – powiedziała mściwie, odłożywszy słuchawkę. – Jeśli jest mordercą, to dobrze mu tak. Może się teraz wreszcie pogodzą.
– A jeśli nie jest mordercą, to go będziesz na klęczkach błagać o przebaczenie za nietakty – uzupełniłam. – Ja zresztą też, za lenistwo. Będzie miał dosyć dużo roboty z przebaczaniem.
– Zamknij się wreszcie i dopuść pana do głosu! – powiedziała Alicja z gniewem. – I w ogуle przestańcie przeszkadzać!
Nie wiadomo, do kogo to było skierowane, bo Zosia i Paweł nie odzywali się ani słowem. Bobuś i Biała Glista kotłowali się w swoim pokoju, skąd dobiegały chwilami odgłosy czegoś w rodzaju awantury. Twardo postanowiliśmy nie zwracać na to uwagi.
– Pracownik mуj obaczał czarna figura – rzeki pan Muldgaard. – Zamazana czarna figura przybyła w samochуd. Mercedes. Niepewne być może, albowiem figura owa wizytowała inne ogrody. On posiada radio, on posiada telefon, on wieści dawa do mnie. Na każdy incydent ja telefonowywa tu długi okres, bardzo długi okres, w pełnia obawy wszystkie osoby nieżywe. Potem jedna osoba ku mnie rzecze, niech pani odczepi. Dlaczego pani? Osobliwość taka, kangurzyca, co to jest! Dlaczego? Spodziewanie inne było?
Wszelka policja świata, dzwoniąc do miejsca zbrodni, interesuje się wypowiedziami rozmуwcy, szczegуlnie jeśli уw rozmуwca zmienia policji płeć i wypowiada niezrozumiałe wyrazy. Nic dziwnego, że interesował się tym i pan Muldgaard.
Wyjaśniliśmy mu bez oporуw kwestię Kangurzycy oraz przyczyny, dla ktуrych jego telefon został tak oryginalnie przyjęty. Zaspokoiwszy ciekawość, poinformował nas dalej, że jego człowiek zajmował się każdym samochodem, plączącym się w nocy po terenie Allerшd. Drуg wjazdowych było na szczęście niewiele. Wszystko wskazywało na to, że czarna figura, ktуrej zamazanie polegało na niemożności rozpoznania, kim jest, przekradła się do ogrodu Alicji przez inne posesje, po czym uciekła wcale nie do pojazdu, ktуrym przybyła i przy ktуrym człowiek pana Muldgaarda przytomnie czatował, tylko w zupełnie inną stronę. Niewyraźne dźwięki, dochodzące z tej innej strony, wskazywały na obecność drugiego samochodu, ktуrym figura odjechała. Należało z tego wnosić, że miała wspуlnika i obawiała się zasadzki. Złapany mercedes okazał się zwyczajnie ukradziony z parkingu na Andersen Boulevard, w pobliżu miejsca, gdzie sama kiedyś mieszkałam. Właściciel mercedesa spał błogim snem i nic nie wiedział o kradzieży, co zbadano na poczekaniu. Był poza podejrzeniami.
– Ja bardzo proszę – rzekł pan Muldgaard z naciskiem. – Żadne więcej goście!
Kategorycznie, gwałtownie i z zapałem Alicja przysięgła, że nikogo więcej nie wpuści za prуg domu. Nawet gdyby następni mieli nocować na dworcu kolejowym!
– Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!
Akurat w tym momencie Biała Glista wyszła z pokoju i usłyszała ostatnie słowa. Nie zdołała się opanować.
– Co takiego? – spytała, patrząc na pana Muldgaarda wzrokiem zaskoczonej harpii.
Pan Muldgaard, żeby nie było wątpliwości, stanowczym gestem pokazał ją palcem, zanim zdążyliśmy go powstrzymać.
– Pani Biała Glista i ten pan proszę precz! Odjazd!
Białej Gliście zabrakło tchu. Nam też. Nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że pan Muldgaard zasłyszane miano potraktuje poważnie i uzna je za nazwisko. Ujawnianie przed Bobusiem i jego ukochaną wszystkich naszych uczuć nie leżało w niczyich zamiarach, a od lat używane określenie stanowiło naszą słodką tajemnicę. Szczegуlnie teraz, kiedy Biała Glista upasła się nieprzyzwoicie i przestała ubierać się na biało, straciło właściwie uzasadnienie i wymagało daleko idących wyjaśnień. Zaciekawiło mnie, czy Bobuś zerwie z Alicją wszelkie kontakty, czy też poprzestanie na zrobieniu awantury.
Za Białą Glistą trzasnęły szarpnięte gwałtownie drzwi.
– No to teraz chyba wreszcie wyjadą – powiedziała mściwie Zosia.
Stropiona i zakłopotana przez chwilę, Alicja machnęła ręką.
– Bierz ich diabli – powiedziała z determinacją. – Jak Bobuś chce, to mu mogę w oczy powiedzieć, co o nich myślę. Nawet będzie lepiej, niech sobie nie wyobraża, że ja to aprobuję! Zamtuz sobie znaleźli!…
Pan Muldgaard, nie mając pojęcia, co narobił, wrуcił do tematu, dopytując się, dlaczego Ewa w piżamie Alicji spała na kanapie i dlaczego Alicja nie spała we własnym łуżku. Sam wprawdzie zalecał to ostatnie, był jednak ciekaw, czy jego zalecenie wystarczyło.
Wytrąceni nieco z rуwnowagi, w zdenerwowaniu zdradziliśmy mu więcej niż pierwotnie mieliśmy ochotę, i kłopotliwy Giuseppe stał się nagle obiektem jego zainteresowania. Widząc, że nie ma już innego wyjścia, powiedzieliśmy o kontaktach Edka z czarnym facetem w Polsce. Pan Muldgaard nie okazał zdziwienia, poczynił sobie notatki, zganił naszą powściągliwość w udzielaniu informacji, pochwalił ostrożność i porzucił towarzystwo.
Bobuś uniуsł się honorem do tego stopnia, że zostawił czek na sumę wyrуwnującą wartość magnetofonu. Biała Glista opuściła dom Alicji bez słowa, nie żegnając się z nikim. Alicja włożyła czek do koperty i wysłała na adres żony Bobusia. Przyszło dwуch facetуw, przynieśli szybę i wstawili ją w okno. O jedenastej zapanował święty spokуj.