Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
Zaparkował samochód przed izbą przyjęć. Z ciężkim sercem podszedł do stanowiska pielęgniarek, przy którym tyle razy widywał Suzie. Dwie pielęgniarki popatrzyły na niego oczami rozszerzonymi przerażeniem.
– Więc to prawda – odezwała się jedna z nich. – O Suzie?
– Przykro mi.
– Była wspaniałą dziewczyną – powiedziała pielęgniarka i łzy popłynęły po jej policzkach. – Zawsze miła, nawet kiedy byłyśmy przepracowane. I taka ładna…
– I była dobrą pielęgniarką – powiedziała druga, zaciskając pięści w bezsilnym gniewie. – Cholera! Parszywy drań! Takich morderców powinno się tępić jak szkodniki. Jak szczury.
Harry przyznał jej w duchu rację.
– Przykro mi – powtórzył. Poszedł wolno korytarzem do sali, gdzie czekała na niego rodzina Walkerów.
– Terry Walker leżała na łóżku całkowicie ubrana. Zdjęli jej tylko buty.
Otrzymała silne środki uspokajające, oczy miała otwarte, lecz widać było, że nie może skupić wzroku. Mimo to, kiedy wszedł do pokoju, usiadła. Trochę przypominała Suzie, tylko włosy miała ciemniejsze.
Pani Walker siedziała na krześle przy łóżku i Harry pomyślał, że nie ma wątpliwości, po kim jej córki odziedziczyły wygląd. Miała rude włosy i zielone oczy, jasną cerę, upstrzoną piegami i wystające kości policzkowe. Płakała bezgłośnie, nie ocierając łez. Mąż stał nad nią, mocno trzymając ją za rękę. Był wysoki i masywny, a na jego twarzy malował się wyraz tępej rozpaczy.
Harry dałby wiele, żeby oszczędzić im śledztwa, ale musiał robić, co do niego należało. Przedstawił się, wymienił uścisk dłoni z ojcem Suzie. Ręka Walkera była lodowato zimna. Harry przywołał pielęgniarkę i poprosił o dzbanek gorącej herbaty.
– Znałem Suzie – powiedział. – Widywałem ją często w szpitalu. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo mi przykro. Przykro mi również, że muszę narzucać się w takiej chwili z pytaniami, ale, jeżeli mamy złapać tego… sprawcę przestępstwa, muszę dowiedzieć się od państwa pewnych rzeczy.
– Tato, powiedz mu o taśmie – głos Terry drżał. Znowu zamknęła oczy, jakby nie mogła znieść widoku, ludzi.
– Wszystko jest na taśmie – Ed Walker wręczył Harry’emu małe urządzenie do nagrywania rozmów. Widać było, że ogromnym wysiłkiem woli stara się wyrażać zwięźle i jasno, ale głos mu drżał. Z trudem dobierał właściwe słowa.
– Suzie… zadzwoniła do Terry, zostawiła wiadomość… urwała w pół zdania… powiedziała: „Och, Boże, Boże… co pan tu robi?… a potem był ten straszny dźwięk i… potem już nic…
Harry nie wierzył własnym uszom. Jeżeli to, co mówił Walker okaże się prawdą, mieli zbrodnię na taśmie. Widział już pętlę zaciskającą się na szyi mordercy Suzie.
– Miałyśmy się spotkać – powiedziała Terry matowym głosem. Poszukała wzrokiem jego oczu. – Wiem, że była umówiona tego wieczoru z facetem z Beth Israel.
Nazywa się Karl Hagen, jest tam internistą.
– Od dawna go znała?
– Nie wiem. Ale może on to zrobił?
– Masz jakieś podstawy, by tak twierdzić, Terry? Potrząsnęła głową.
– Suzie nieczęsto chodziła na randki, a w takich razach chodzi zwykle o seks, prawda?
Harry usłyszał jęk pani Walker i powiedział szybko:
– Nie w przypadku Suzie. Zakładamy, że przeszkodziła włamywaczowi.
– Przecież Suzie nie miała nic, co warto ukraść! – wybuchnął Ed Walker. – Była młodą kobietą, pielęgniarką, jeszcze na studiach. Nie miała nic: żadnej biżuterii, żadnych pieniędzy. Nic z wyjątkiem telewizora.
– Człowiek, który potrzebuje pieniędzy na narkotyki, panie Walker, ukradnie wszystko.
Ed Walker wpatrywał się w podłogę, niezdolny wykrztusić słowa. Harry dotknął ze współczuciem jego ramienia.
– Dziękuję panu – powiedział cicho. – Nie będę już państwa niepokoił. Kiedy będziecie gotowi do wyjścia, radiowóz odwiezie was do domu. Skontaktuję się z państwem później.
Harry odszukał siostrę przełożoną. Podobnie jak Kłosowski, czuła się winna.
– Powiedziałam jej, że nie nadaje się do pracy i żeby poszła do domu – wyznała pielęgniarka głuchym głosem. – To moja wina. Wysłałam ją na śmierć.
– Wypadki i zabójstwa są najczęściej wynikiem zbiegu okoliczności – powiedział Harry. – Suzie miała migrenę i nie była w stanie pracować. Tak czy inaczej musiałaby wrócić do domu.
– Tak pan myśli?
Harry widział, jak bardzo kobieta pragnie w to uwierzyć.
– Oczywiście. Tak to najczęściej bywa. Niefortunny splot wydarzeń. To smutne, ale prawdziwe.
– Była dobrą pielęgniarką, miłą dziewczyną. Chryste, była jeszcze taka młoda, że trudno ją nawet nazwać kobietą… Za młoda, żeby… Nie zasługiwała na to.
– Nikt na to nie zasługuje – powiedział Harry. Spisał zeznanie, chwycił papierowy kubek z kawą i pojechał do kostnicy.
Klimatyzacja szumiała głośno, kiedy wszedł przez metalowe drzwi do zimnej, wykafelkowanej sali autopsyjnej. Ponad szumem klimatyzatora dobiegł go głos doktora Blacke’a. Analizując ciało Suzie, Walker nucił przy pracy.
Leżała na metalowym stole w powodzi światła jarzeniówek. Blake skończył już wstępne badanie i dyktował spostrzeżenia do mikrofonu wiszącego nad stołem.
Każdy paznokieć Suzie został już oskrobany w poszukiwaniu cząsteczek skóry lub włókna, każdy włos na ciele przeczesany. Torba, w której ją tu przywieziono powędrowała wraz z jej bielizną do laboratorium kryminalistycznego.
Obecny na sali autopsyjnej fotograf utrwalał na taśmie wideo każdy ruch doktora Blacke’a.
W chwili, gdy Harry wszedł na salę, lekarz oczyścił ciało i przystępował do dalszego badania.
– Najprawdopodobniej umarła w pozycji klęczącej, tak jak ją znaleziono – powiedział z werwą do mikrofonu. Nucił, nanosząc na wykres dokładne umiejscowienie ran i ich głębokość. Zrobił wymaz, by stwierdzić, czy ofiara została zgwałcona, po czym oznajmił, że nie.
Zerknął na Harry’ego, stojącego ciągle w drzwiach.
– Proszę dalej, detektywie – powiedział łagodnie. – Widzę, że obaj zrobiliśmy sobie nocny dyżur.
Harry pozostał na swoim miejscu. To, co przydarzyło się Suzie, było wystarczająco obsceniczne. Nie chciał patrzeć, jak doktor Blake pastwi się nad jej ciałem, nawet jeżeli należało to do jego obowiązków.
– Wiecie już, kto to jest, prawda? – stwierdził rzeczowo Blake. – Nie znałem dobrze siostry Walker, nie mój wydział. Ale pracowaliśmy razem w zeszłym tygodniu, podczas tropikalnej burzy, która spowodowała to pandemonium na drogach. Była dobrą pielęgniarką, bystrą, mądrą. To wielka strata. Tak, wielka strata.
Nucił ujmując skalpel. Harry pomyślał z irytacją, że, jeżeli już musi nucić, mogłaby to być konkretna melodia. Bulgotał jak filtr do wody.
Blake wzniósł nóż nad ciałem Suzie i zrobił cięcie od szyi po krocze, omijając twardsze połacie skóry.
– Hmmm – powiedział, zaglądając do wnętrza. – Hmmm – wyjął organy wewnętrzne, odłożył na bok żołądek, rozciął go nożyczkami i przelał zawartość do wielkiego słoja.
– Niewiele tego – zwrócił się do Harry’ego. – Prawie nie jadła ostatniego dnia.
Piła też mało.
Harry był obecny przy wielu autopsjach, ale patrząc na sekcję Suzie, miał wrażenie, że jest zabijana po raz drugi. Odwrócił się, chory z żalu.
– Proszę przesłać mi wyniki najszybciej jak to możliwe, doktorze – zawołał, pchnąwszy ciężkie drzwi. Chłód przeniknął go do szpiku kości.
Powiedział sobie, że to przez tę lodową salę.
Powoli jechał na posterunek, z głową pełną dźwięków i obrazów strasznej nocy.
Rossetti czekał na niego przed komputerem, do którego wprowadzał dane o śmierci Suzie Walker.