Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Gavin upadł ciężko na trap. Darby krzyknęła i cofnęła się przerażona. W uszach dzwonił jej huk wystrzału, słyszała rozwrzeszczanych ludzi, pokazujących Verheeka palcami. Mężczyzna z pistoletem biegł w stronę centrum handlowego, gdzie mógł łatwo ukryć się w tłumie. Jakiś gruby, obwieszony aparatami facet rozwrzeszczał się histerycznie. Widziała uciekającego zabójcę nie dłużej niż sekundę. Potem zniknął. Nie miała pojęcia, kim był. Krzyczała na całe gardło i nie mogła przestać.
– On ma pistolet! – zawołała jakaś kobieta.
Tłum otaczający Verheeka cofnął się. Gavin podniósł się na kolana, w prawej dłoni trzymał mały rewolwer. Kołysał się żałośnie w przód i w tył, jak cierpiące na chorobę sierocą dziecko. Z brody ściekała mu krew, gromadząca się w kałużę u jego stóp. Zwiesił głowę. Miał zamknięte oczy. Przesunął się na kolanach o kilka cali, prosto w kałużę własnej krwi.
Tłum cofnął się jeszcze bardziej, przerażony widokiem człowieka walczącego ze śmiercią. Postrzelony znów ruszył chwiejnie przed siebie, nie wiadomo po co – może w nadziei, że ruch utrzyma go przy życiu. Zaczął bełkotać. Z jego gardła wydobywały się głośne, bolesne jęki – żałosna skarga w trudnym do rozpoznania języku.
Krew spływała mu z nosa i brody. Wciąż zawodził w jakimś niezrozumiałym dialekcie. Dwóch członków załogi parowca stało na trapie i przyglądało się agonii, bojąc się zbliżyć. Widzieli kołyszący się wraz z ciałem rewolwer.
Jakaś kobieta wybuchnęła płaczem, potem następna. Darby cofnęła się o krok.
– To Egipcjanin – usłyszała szept niskiej pani o ciemnym kolorze skóry.
Tłumowi zahipnotyzowanemu śmiercią było to obojętne.
Zakołysał się po raz kolejny i dotarł do krawędzi bulwaru. Rewolwer wpadł do rzeki. Verheek upadł na brzuch. Z głowy, zwieszonej nad wodą, skapywała krew. Z tyłu rozległy się jakieś krzyki. Obok umierającego stanęło dwóch policjantów. Tłum przybliżył się, chcąc zobaczyć trupa. Darby szła tyłem, z trudem unosząc stopy. W końcu odwróciła się i odeszła.
Policjanci będą zadawać pytania, na które i tak nie odpowie, więc wolała uniknąć spotkania z nimi. Czuła ogarniającą ją słabość. Musi gdzieś usiąść i pomyśleć. W pasażu przy Riverwalk był bar z ostrygami – zatłoczony, jak zwykle w porze lunchu. Przeszła na tył i znalazła toalety. Zamknęła drzwi kabiny i usiadła na sedesie.
Opuściła Riverwalk, gdy zapadł zmrok. Od hotelu Westin dzieliły ją tylko dwie przecznice; miała nadzieję, że zdoła tam dotrzeć, zanim ktoś zastrzeli ją na ulicy. W centrum handlowym kupiła nowe rzeczy. Zmieniła także okulary i kapelusz. Miała już dosyć wydawania pieniędzy na kolejne przebrania. Miała dosyć wszystkiego.
Dotarła do Westin bez problemu, okazało się jednak, że wszystkie pokoje są zajęte. Przez godzinę siedziała w jasno oświetlonym foyer i piła kawę. Musiała uciekać, ale bez paniki. Miała sporo rzeczy do przemyślenia.
A może za dużo myślała? Może zorientowali się, że starannie planuje swoje posunięcia i dostosowali się do niej.
Wyszła z hotelu i zatrzymała jadącą Poydras taksówkę. Za kierownicą siedział przygarbiony siwy Murzyn.
– Muszę dostać się do Baton Rouge – powiedziała.
– Chryste, dziecino, to kawał drogi!
– Ile pan weźmie? – spytała szybko.
Pomyślał chwilę.
– Stówkę i pięćdziesiąt.
Wpełzła na tylne siedzenie i podała kierowcy dwa banknoty.
– Dam panu dwieście, tylko proszę jechać szybko i sprawdzać od czasu do czasu, co się dzieje z tyłu. Mogę być śledzona.
Taksówkarz wyłączył licznik i wsadził pieniądze do kieszeni na piersi. Darby wyciągnęła się na tylnym siedzeniu i zamknęła oczy. Jazda taksówką nie była rozsądnym posunięciem, ale rozsądek i rozwaga w niczym jej nie pomogły. Stary był dobrym kierowcą. Po kilku minutach byli już na autostradzie.
Dzwonienie w uszach ustało, lecz wciąż słyszała strzał i widziała swego towarzysza na kolanach, kołyszącego się w przód i w tył, walczącego o każdą sekundę życia. Thomas mówił o nim kiedyś “Holender Verheek”. Potem podobno Gavin złościł się, gdy się tak do niego zwracali. Skończyli już wtedy studia i poważnie zajęli się robieniem kariery. Holender Verheek nie był Egipcjaninem.
Człowieka, który go zabił, widziała przez ułamek sekundy – mimo to rozpoznawała w nim kogoś… Mężczyzna biegnąc spojrzał w prawą stronę i wtedy poznała go i… zapomniała. Wpadła w histerię, nie mogła opanować krzyku, pamiętała wszystko jak przez mgłę.
Wszystko jak przez mgłę… W połowie drogi do Baton Rouge zapadła w głęboki sen.
ROZDZIAŁ 26
Voyles ze słuchawką przy uchu stał za swym dyrektorskim obrotowym fotelem. Nie miał na sobie marynarki, a większość guzików jego dawno nie zmienianej, wymiętej koszuli była rozpięta. Dochodziła dziewiąta wieczorem i, sądząc po stanie garderoby, Voyles spędził w biurze przynajmniej piętnaście godzin. I nie miał zamiaru wyjść.
Wysłuchał informacji podawanej przez telefon, wydał kilka bełkotliwych poleceń i odłożył słuchawkę. Po drugiej stronie biurka siedział K.O. Lewis. Drzwi były otwarte, wszędzie paliły się światła; nikt nie zbierał się do domu. W gabinecie panował poważny nastrój, z korytarza dobiegały przyciszone rozmowy.
– Dzwonił Eric East – powiedział Voyles, siadając ostrożnie w fotelu. – Jest na miejscu od dwóch godzin. Właśnie skończyli sekcję zwłok. Kula przeszła przez prawą skroń, ale Verheek umarł wcześniej od ciosu zadanego w C-2 i C-3. Kręgi są strzaskane w drobny mak. Na dłoni nie znaleźli śladów prochu. Dostał jeszcze jeden cios… w krtań… prawdopodobnie wcześniej, bo nie było to przyczyną śmierci. Leżał na łóżku nagi. Umarł między dziesiątą a jedenastą zeszłej nocy.
– Kto go znalazł? – spytał Lewis.
– Pokojówka. Weszła do pokoju około jedenastej przed południem. Przekażesz wiadomość żonie?
– Jasne – odparł K.O. – Kiedy przywiozą ciało?
– East powiedział, że za kilka godzin, prawdopodobnie koło drugiej w nocy. Przekaż żonie Verheeka, że zrobimy wszystko, czego od nas zażąda. Poinformuj ją, że wysyłam stu agentów do przeczesywania miasta. Przysięgnij, że znajdziemy mordercę i tak dalej, i tak dalej…
– Są jakieś ślady?
– Chyba nie. East mówił, że weszli do pokoju o trzeciej po południu i niczego nie znaleźli. Kolejna czysta robota. Brak śladów włamania. Ofiara nie stawiała oporu. Nie mają niczego, co mogłoby nam pomóc, ale dopiero zaczynają. – Voyles potarł oczy i zamyślił się.
– Jak to możliwe, że gość pojechał na najzwyklejszy pogrzeb i zginął? – spytał Lewis.
– Węszył wokół sprawy “Pelikana”. Carlton, jeden z naszych agentów, powiedział Eastowi, że Gavin próbował odnaleźć dziewczynę; gdy skontaktowała się z nim, poprosił Carltona o pomoc i ochronę. Rozmawiał z Verheekiem parę razy, dał mu namiary na studenckie knajpki w mieście. Nic więcej nie wie. Aha, mówił jeszcze, że trochę się bał o Verheeka, bo ten naiwniak afiszował się pracą w FBI. Według Carltona Gavin zachowywał się jak szurnięty.