Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 104
Перейти на страницу:

— Oczywiście, że masz rację — zgodził się Gajusz Filipus. — Nawet nie próbowali udawać niewiniątek. Gdyby mieli choć cień szansy, rzuciliby się na Mavrikiosa bez wahania. On wie o tym, a oni wiedzą, że on to wie. I na takich warunkach mogą ze sobą współpracować.

Dla Rzymian wiosna i wczesne lato były czasem przystosowania, czasem na znalezienie i stworzenie sobie domu w nowej ojczyźnie. Ich pozycji w armii nikt nigdy nie kwestionował; nie po zwycięstwie nad wojownikami z Księstwa w walce na niby. Marek stał się wyrocznią w sprawach piechoty. Niemal codziennie wysokiej rangi Videssańczycy albo oficerowie najemników pojawiali się na musztrze Rzymian, by obserwować i zadawać pytania. Schlebiało to trybunowi i jednocześnie napełniało ironicznym rozbawieniem, bowiem wiedział, że jest tylko żołnierzem amatorem.

Kiedy inne zajęcia uniemożliwiały mu prowadzenie musztry, obowiązek radzenia sobie z obserwatorami spadał na Gajusza Filipusa. Starszy centurion żył dobrze ze swymi towarzyszami po fachu z innych jednostek, lecz organicznie nie cierpiał głupców. Po jednym z takich spotkań zapytał Skaurusa: — Kim jest ten chudy, nieodogolony głupek, który bez przerwy się tutaj kręci? Wiesz, ten z książką pod pachą.

— Ortaias Sphrantzes? — zapytał Marek z zamierającym sercem.

— O, właśnie. Chciał wiedzieć, jak zagrzewam ludzi przed bitwą; i zanim zdołałem powiedzieć słowo, zaczął gadać, że musi zapisać własne przemowy. Głupia kukła. Żeby zwyciężyć po takiej przemowie, musiałby dowodzić nie żołnierzami, ale półbogami.

— Mam nadzieję, że nie powiedziałeś mu tego?

— Ja? Powiedziałem mu, że powinien zaoszczędzić swoje przemowy dla wroga; zanudziłby go na śmierć i zwyciężył bez walki. No i po tym poszedł sobie.

— Och. — Przez kilka następnych dni trybun nieustannie spodziewał się trucizny w jedzeniu albo przynajmniej wezwania od stryja Ortaiasa. Ale nic się nie wydarzyło. Albo młody Sphrantzes nie opowiedział stryjowi o poniżeniu, jakie go spotkało, albo też Vardanes pogodził się z tym, że jego bratanek co jakiś czas potyka się o swoje zabawki. Marek doszedł do wniosku, że w grę wchodziło to pierwsze; rezygnacja z pewnością nie była wyrazem, który chętnie gościł na twarzy Vardanesa Sphrantzesa.

Właśnie gdy Rzymianie zmieniali pojęcie Videssańczyków o sztuce wojennej, obyczaje Imperium odbiły na nich samych swe piętno. Ku zaskoczeniu trybuna, wielu jego ludzi zaczęło czcić Phosa. Choć nie miał nic przeciwko wierze Videssos, to jednak nie przemawiała do niego. Martwił się, by uznanie przez legionistów boga Imperium nie okazało się pierwszym krokiem wiodącym do zapomnienia Rzymu.

Gajusz Filipus podzielał jego troskę.

— To nie w porządku słyszeć, jak chłopcy mówią: „Phos cię usmaży!”, kiedy ktoś potknie się o ich nogi. Powinniśmy rozkazać im, żeby natychmiast przestali gadać takie bzdury.

Szukając bardziej obiektywnej rady, trybun zapytał o to Gorgidasa. — Rozkazać? Przestań pleść bzdury. Możesz powiedzieć ludziom, co mają robić, ale nawet twój centurion o żelaznych pięściach nie może im powiedzieć, co mają myśleć. Nie posłuchają go, jeśli będzie próbował. A jeśli nie wykonają jednego rozkazu, kto zapewni, że wykonają następny? Najłatwiej jechać koniem w kierunku, w którym już podąża.

Skaurus uznał, że lekarz mówi rozsądnie; sam doszedł do wniosku, którym Grek podsumował swoje słowa. Lecz pewność brzmiąca w następnej uwadze Gorgidasa niemal zwaliła go z nóg. — To oczywiste, że zapomnimy Rzym; i Grecję, i Galię.

— Co? Nigdy! — sprzeciwił się bez zastanowienia Marek.

— Daj spokój, w głębi ducha wiesz, że mam rację, choć może ci się to nie podobać. Och, nie chcę przez to powiedzieć, że wszystkie wspomnienia świata, który znaliśmy, znikną; to naprawdę niemożliwe. Lecz w miarę upływu lat Videssos będzie kładło na nas swoją rękę; łagodnie-tak, jednak nadejdzie dzień, kiedy odkryjesz, że zapomniałeś imion połowy sąsiadów swoich rodziców… i tak naprawdę niewiele cię to obejdzie. — Oczy Gorgidasa utkwione były w dal.

Trybuna przebiegł dreszcz. — Patrzysz daleko przed siebie, prawda?

— Co? Nie. Daleko za siebie. Już raz wyrwałem swoje życie z korzeniami, kiedy opuściłem Elis, by wykonywać swój zawód w Rzymie. To daje mi perspektywę, której ty nie możesz mieć.

— Poza tym — ciągnął Grek — będziemy mieć sporo Videssańczyków w naszych szeregach. Apokavkos sprawuje się dobrze, a my nie znajdziemy innych Rzymian, by uzupełnić straty, jakich doznamy.

Skaurus nic na to nie odpowiedział; Gorgidas miał dar poruszania spraw, nad którymi on raczej wolałby się nie zastanawiać. Postanowił utrwalić każde swoje wspomnienie tak mocno, by nigdy nie zdołało się zatrzeć. Jednak nawet kiedy czynił to postanowienie, czuł na plecach zimny powiew daremności. Cóż, zatem staraj się najlepiej jak potrafisz — powiedział sobie — i to go zadowoliło. Niepowodzenie nie hańbiło; obojętność — tak.

Zwyczaje Videssańczyków zaczęły również zmieniać to, co Marek uważał za podstawę wojskowego myślenia Rzymian — ich postawę wobec kobiet. Armia Rzymu tak często brała udział w rozmaitych kampaniach, że małżeństwa w czasie służby legionowej były zakazane, jako wpływające niekorzystnie na dyscyplinę. Ani Videssańczycy, ani ich wojska zaciężne nie kierowali się tą zasadą. Wiele czasu spędzali w garnizonach, co dawało im możliwość tworzenia długotrwałych związków, jakie nie mogłyby istnieć w bardziej aktywnej armii.

Trybun zdawał sobie sprawę, że tak jak przed czczeniem boga Imperium, tak nie zdoła powstrzymać swoich ludzi przed wiązaniem się z kobietami Videssos. Gdyby próbował, musiałby stawić czoło buntowi; tym bardziej że miejscowi żołnierze posiadali ów przywilej, jakiego chcieli dla siebie legioniści. Najpierw jedna, a potem druga z czterech sal koszar, gdzie stacjonowali Rzymianie, została przeobrażona przez pospiesznie wznoszone przepierzenia z drewna i materiału w kwatery, które mogły zapewnić prywatność. Nie minęło też wiele czasu, nim pierwsi dumni Rzymianie zaczęli się chełpić, że zostaną ojcami wspaniałych synów — przynajmniej taką mieli nadzieję — którzy kiedyś zajmą ich miejsce.

Dla Gajusza Filipusa stanowiło to nieustanny powód do narzekań. — Już nas widzę za parę lat — berbecie wrzeszczące pod stopami, żołnierze awanturujący się, ponieważ ich gałganice się posprzeczały. Na Marsa w niebiesiech, do czego my zdążamy?! — W przeczuciu nadchodzących złych czasów ćwiczył z legionistami ciężej niż kiedykolwiek przedtem.

Skaurus również odnosił się do tego z rezerwą, lecz spostrzegł, że choć większość Namdalajczyków miała kobiety, wcale, jak się zdawało, nie czyniło to z nich gorszych żołnierzy. Z pewnego punktu widzenia mógł nawet patrzeć na to, jak na zaletę — tak osobiście zaangażowani w istnienie Videssos, legioniści mogli zacieklej walczyć o Imperium.

Jednak rozumiał też, że towarzyszki życia były jeszcze jednym uderzeniem w klin, który Videssos wbijał w dusze jego ludzi; kolejnym krokiem wiodącym do ich całkowitego wchłonięcia przez Imperium. Za każdym razem, kiedy widział jakiegoś Rzymianina nie zwracającego uwagi na nic z wyjątkiem kobiety, której kibić obejmował swym ramieniem, na nowo uderzała go nieuchronność tego, o czym mówił Gorgidas. Rzymianie byli kroplą atramentu, która spadła do wielkiego jeziora; z czasem ich barwa musiała zniknąć.

Ze wszystkich ludzi, których poznali w stolicy, legioniści zdawali się najlepiej rozumieć z Namdalajczykami. Wprawiało to Skaurusa w zakłopotanie, bowiem rezerwował swoją lojalność dla Imperatora i wiedział, że mieszkańcy Księstwa z radością rzuciliby się na Videssos, gdyby tylko nadarzyła się sposobność. Lecz nie można było na to zamknąć oczu — Rzymianie i Namdalajczycy przylgnęli do siebie jak dawno rozdzieleni krewni. Może wspólna walka na niby i uczta, która miała później miejsce, ułatwiły przyjaźń; a może po prostu chodziło o to, że Namdalajczycy byli mniej powściągliwi niż Videssańczycy i chętniej wychodzili Rzymianom naprzeciw. Bez względu na to, jakibył powód, legionistów zawsze radośnie witano w tawernach, które obsługiwały wyspiarzy, a pomiędzy koszarami Namdalajczyków i kwaterami Rzymian płynął stały strumień drobnego handlu.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)