Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Серия: Videssos (pl) #1
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-837-X
- Переводчик: Jacek Kozerski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:
Kiedy kości po raz pierwszy trafiły do Skaurusa, trzy razy wyrzucił słońca, nim w końcu wyskoczyły demony, przez co małe kościane sześciany trafiły do rąk siedzącego po jego lewej stronie Namdalajczyka. To pozwoliło mu zwiększyć stawkę, którą natychmiast przegrał w następnej kolejce — już w pierwszym rzucie ujrzał fatalne szóstki.
Od kręgu mieszczącego misę kottabosu rozległy się okrzyki i oklaski. Marek na chwilę uniósł wzrok znad gry, by ujrzeć dokładnie to, co spodziewał się zobaczyć; z niezawodną zręcznością swego nadgarstka, Gorgidas z coraz większych odległości trafiał resztkami wina do misy, która dźwięczała jak dzwon. Gdyby nie to, że wino w końcu zwaliło go z nóg, do świtu ogołociłby połowę Namdalajczyków.
Skaurus grał z mieszanym szczęściem; wygrywał trochę, by zaraz to stracić, tracił i znowu odzyskiwał. Jego uwaga ograniczyła się do narysowanego przed nim kredowego kręgu — leżących w nim pieniędzy, wirujących kości, męskich rąk sięgających po nie, zgarniających wygrane albo stawiających nowe zakłady.
Potem, nagle, kości ujęła zupełnie inna ręka, zgrabna, szczupła w nadgarstku kobieca ręka, z pomalowanymi paznokciami i szmaragdową obrączką na palcu wskazującym. Marek, zaskoczony, uniósł wzrok i ujrzał Komittę Rhangawe, z Thorisinem Gavrasem u boku. Sevastokrata miał na sobie zwykłe spodnie i tunikę, i mógł grać już od godziny, nim Skaurus go zauważył.
Komitta nieco opacznie zrozumiała jego zaskoczenie. Uśmiechając się ślicznie, powiedziała: — Wiem, że to wbrew zwyczajom, ale tak lubię grać. Czy nie masz nic przeciwko temu? — Jej ton ostrzegał, że lepiej, by nie miał.
Tym swobodniej, że rzeczywiście nic przeciwko temu nie miał, powiedział: — Oczywiście, że nie, pani. — Z drugiej strony, nawet gdyby miał, nie mógłby tego powiedzieć; nie kobiecie Sevastokraty.
Wygrała szybko dwa razy po sobie, za każdym razem zwiększając stawkę o wygraną. Kiedy w trzeciej serii rzutów straciła to wszystko, odrzuciła ze złością kości i zaklęła z niegodną damy biegłością. Gracze parsknęli śmiechem. Ktoś wyjął nową parę kości i od tej chwili Komittę traktowano jak każdego innego gracza w kręgu.
Ze swym bogactwem właściciela ziemskiego, Thorisin bez trudu mógł wyłączyć innych z gry, obstawiając stawki, na jakie nie mogliby sobie pozwolić. Pamiętając o jego zakładzie z Vardanesem Sphrantzesem, gdzie stawką było sto sztuk złota, Marek wiedział, że Sevastokrata nie czuje odrazy do wysokich zakładów. Lecz grając z ludźmi o ograniczonych środkach, poprzestawał na stawianiu to jednej, to dwóch sztuk złota, a niekiedy garści srebra. Przyjmował swoje wygrane i przegrane tak poważnie, jak gdyby grał o całe prowincje — cokolwiek robił, lubił robić to dobrze. Był też doświadczonym, rozważnym graczem; wkrótce piętrzył się przed nim wcale spory stos złota i srebra.
— Zdobyłeś to przytykając im miecz do gardła, czy też przegrywają po to, by się tobie przypochlebić? — zapytał ktoś Sevastokratę i Marek ze zdumieniem ujrzał Mavrikiosa Gavrasa stojącego nad swym bratem. Imperator miał na sobie szaty nie bardziej królewskie niż Sevastokrata i towarzyszyło mu tylko dwóch przybocznych halogajskich gwardzistów.
— Nie dostrzegasz prawdziwego talentu nawet kiedy masz go przed oczyma — odciął się Thorisin. — Ha! — Zgarnął kolejną stawkę, kiedy siedzący naprzeciwko niego Namdalajczyk wyrzucił demony.
— Przesuń się i pozwól, by twój starszy brat pokazał ci, jak to się robi. Od rana wysłuchiwałem księgowych i już mi się wnętrzności przewracały od tego ich: „Niezmiernie mi przykro, Wasza Imperatorska Wysokość, lecz w chwili obecnej odradzałbym to”. Ba! Czasami wydaje mi się, że dworski ceremoniał jest jakąś wolno działającą trucizną, którą wymyślili biurokraci, żeby zanudzić na śmierć uzurpatorów, tak by sami mogli cichcem znowu objąć władze. — Uśmiechnął się do Marka. — Moja córka twierdzi, że jest inaczej, ale ja jej już nie wierzę.
Mruknąwszy: — Dziękuję ci, kochanie — wziął kubek z winem od przechodzącej dziewczyny. Aż zatoczyła się z zaskoczenia, kiedy uświadomiła sobie, kogo obsłużyła. Mavrikios może i nie ufał Namdalajczykom, gdy w grę wchodziły interesy Imperium — pomyślał Marek — lecz z pewnością nie obawiał się o swoją osobę, kiedy przebywał wśród nich.
Bracia Gavras, rzecz oczywista, przy każdym zakładzie zajmowali odmienne stanowiska. Nie przerywając szczęśliwej passy, która trwała przez większość wieczoru, Thorisin wygrał kilka razy z rzędu po tym, jak jego brat zasiadł w kręgu graczy.
— Wracaj do swoich gryzipiórków i zostaw kości ludziom, którzy je rozumieją — powiedział. — Prędzej doprowadzisz nieboszczyka do pierdnięcia, niż odbierzesz mi miedziaka.
Mavrikios prychnął. — Nawet ślepy wieprz co jakiś czas natknie się na żołądź. Mam cię! — zawołał. Marek wyrzucił właśnie słońca, a Thorisin postawił przeciwko niemu. Imperator zwrócił się do swego brata z wyciągniętą ręką. Wzruszywszy ramionami, Thorisin podał mu wygraną.
Marek szybko doszedł do wniosku, że ci dwaj mężczyźni nie powinni grać przeciwko sobie. Tak bardzo angażowali się w grę, że każdą przegraną traktowali jako osobistą kieskę i wkrótce z ich przekomarzania zniknęła dobroduszność. Z zaciśniętymi wargami nie spuszczali oczu z kości; ich zakłady przeciwko sobie wielokrotnie przewyższały zakłady jakichkolwiek innych graczy w kręgu. Stos wygranych wcześniej przez Thorisina pieniędzy zniknął. Kiedy Mavrikios kolejny raz wyrzucił słońca, jego brat musiał sięgnąć do sakiewki, by zapłacić.
Mavrikios wytrzeszczył oczy na monety, jakie wyciągnął jego brat. — Co to jest? — zapytał, rzucając połowę z nich na ziemię. — Płacisz mi pieniędzmi z Yezd?
Thorisin ponownie wzruszył ramionami.
— Dla mnie wyglądają jak złoto i są lepsze niż te, które obecnie bijemy, jeśli już o to chodzi. — Podniósł z ziemi te, które rzucił Mavrikios, i cisnął je daleko w tłum. Radosne okrzyki powiedziały, że nie zginęły na długo. Ujrzawszy minę swojego brata, Thorisin powiedział: — Jeśli nie mogę płacić nimi swoich zobowiązań, to na co mi pieniądze? — Twarz Mavrikiosa z wolna stała się ciemnoczerwona.
Każdy, kto był świadkiem tej wymiany zdań pomiędzy braćmi, ze wszystkich sił starał się udawać, że nic nie widział ani nie słyszał. Niemniej jednak atmosfera koleżeństwa otaczająca krąg graczy rozwiała się bez śladu i Marek nie zmartwił się, kiedy parę minut później gra się skończyła. Bowiem mogło tylko źle wróżyć Imperium to, że brat Imperatora zawstydza go publicznie, a Marek wiedział, że płotki jedynie wyolbrzymią całe to zdarzenie.
Wchodząc po schodach w ogromnym budynku, który mieścił Wielką Salę Sądu — od przeciwnej strony niż biura Nephona Khoumnosa — Marek zastanawiał się, jak szeroko w ciągu paru ostatnich dni rozeszły się pogłoski. Przed nim po schodach wspinał się chudy urzędnik, który przyniósł mu zaproszenie na to spotkanie, a jeszcze wyżej przed urzędnikiem znajdowało się miejsce, do którego, jak sądził Skaurus, nigdy nie zostanie zaproszony — biura Vardanesa Sphrantzesa.