Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Świat finansjery [Making Money - pl]
Świat finansjery [Making Money - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Świat finansjery [Making Money - pl]

Электронная книга - «Świat finansjery [Making Money - pl]». Краткое содержание книги:

Była to propozycja nie do odrzucenia... Kto by nie chciał zarządzać Królewską Mennicą w Ankh-Morpork i sąsiadującym z nią bankiem? To posada na całe życie. Ale były oszust, Most von Lipwig, odkrywa, że niekoniecznie znaczy to: na długo.
Główny kasjer jest prawie na pewno wampirem. W piwnicy kryje się coś bezimiennego (a i sama piwnica jest raczej bezimienna). Okazuje się też, że Królewska Mennica przynosi straty. Trzystuletni mag zaczepia jego dziewczynę, a jemu samemu grozi ujawnienie mrocznej przeszłości, choć Gildia Skrytobójców może załatwić go wcześniej. Prawdę mówiąc, bardzo wielu ludzi chciałoby widzieć go martwym. Aha... I codziennie musi wyprowadzać prezesa na spacer. Gdzie nie spojrzy, pojawiają się nowi wrogowie.
Czy znajdzie swoje miejsce w tym nowym ŚWIECIE FINASJERY?
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 90
Перейти на страницу:

Golemy były kiedyś piękne. Tworzyli je najlepsi rzeźbiarze i mogły rywalizować z najpiękniejszymi posągami. Od tego czasu jednak większość o niezgrabnych palcach, która z trudem potrafiła ulepić z gliny węża, odkryła, że ugniatanie materiału w kształt wielkiego i ciężkiego ludzika z piernika daje równie dobry skutek.

Ta stopa należała do pierwszego rodzaju. Była zrobiona z białej porcelany, z żółto-czarno-czerwonym deseniem lekko wypukłych punktów. Przed nią, na małej mosiężnej tabliczce, wygrawerowano napis po überwaldzku: „Stopa umniańskiego golema, Okres Środkowy”.

— Czyli ten, kto wykonał gablotę, pochodził z…

— Każdy, kto patrzy na tabliczkę, widzi napis w swoim ojczystym języku — wyjaśnił ze znużeniem Myślak. — Według zmarłego profesora Fleada ślady istotnie sugerują, że stopa pochodzi z miasta Um.

— Um? — powtórzył Moist. — Um i co? Nie byli pewni, jak je nazwać?

— Tylko Um — odparł Myślak. — Bardzo stare. Około sześćdziesięciu tysięcy lat, o ile pamiętam. Jeszcze w epoce gliny.

— Pierwsi twórcy golemów — szepnęła Adora Belle.

Zdjęła z ramienia torbę i sięgnęła do wnętrza.

Moist stuknął w stopę. Wydawała się cienka jak skorupka jaja.

— To jakiś gatunek ceramiki — wyjaśnił Myślak. — Nikt nie wie, jak oni to robili. Umnianie wypalali nawet statki z tego materiału.

— I pływały?

— Do pewnego stopnia. W każdym razie miasto zostało całkowicie zniszczone podczas pierwszej wojny z lodowymi gigantami. W tej chwili nie ma tam niczego. Uważamy, że stopę włożono do gabloty bardzo dawno temu.

— Albo może zostanie wykopana z ziemi kiedyś w przyszłości?

— Całkiem możliwe, że tak właśnie będzie — zgodził się ponuro Myślak.

— A w takim przypadku, czy nie sprawia to kłopotów? To znaczy, czy ona może być równocześnie w ziemi i w gablocie?

— To, panie Lipwig, jest…

— …niewłaściwym rodzajem pytania?

— Tak. Gablota istnieje w dziesięciu, a może jedenastu wymiarach. Wszystko jest możliwe.

— Dlaczego tylko jedenaście wymiarów?

— Nie wiemy. Ale może po prostu dlatego, że więcej byłoby głupio.

— Czy możecie wyjąć tę stopę, proszę? — odezwała się Adora Belle, która otrzepywała z siana długi pakunek.

Myślak kiwnął głową, z wielką ostrożnością wyjął relikt i umieścił go delikatnie na stoliku za sobą.

— Co by się stało, gdyby pan ją upuś… — zaczął Moist.

— Niewłaściwy rodzaj pytania, panie Lipwig.

Adora Belle położyła pakunek obok stopy i odwinęła ostrożnie. Wewnątrz był fragment ramienia golema, długi mniej więcej na łokieć.

— Wiedziałam! Znaki są takie same! — wykrzyknęła. — I na moim kawałku jest ich więcej. Może pan je przetłumaczyć?

— Ja? Nie — odparł Myślak. — Dziedzina nauk humanistycznych nie mieści się w polu moich zainteresowań — dodał tonem, który sugerował, że jego pole jest o wiele lepsze i rosną na nim ładniejsze kwiaty. — Powinna się pani zwrócić do profesora Fleada.

— Chodzi panu o tego, który jest nieżywy? — upewnił się Moist.

— W tej chwili nie żyje, ale jestem pewien, że w celu zapewnienia dyskrecji mój kolega, doktor Hicks, zorganizuje państwu spotkanie z profesorem po lunchu.

— Będzie wtedy mniej nieżywy? — spytał Moist.

— Kiedy doktor Hicks zje lunch — tłumaczył cierpliwie Myślak — profesor z przyjemnością przyjmie gości, ehm, zwłaszcza pannę Dearheart. Jest światowej sławy ekspertem od umniańskiego. Jak rozumiem, każde słowo w tym języku ma setki znaczeń.

— Czy mogę zabrać stopę? — zapytała Adora Belle.

— Nie — odparł krótko Myślak. — Jest nasza.

— To niewłaściwy rodzaj odpowiedzi — stwierdziła Adora Belle i wzięła stopę. — W imieniu Powiernictwa Golemów przejmuję tego golema. Jeśli potraficie wykazać swoje prawa do niego, zapłacimy uczciwą cenę.

— Gdyby to było takie proste… — Myślak uprzejmie odebrał jej stopę. — Widzi pani, jeśli osobliwość zostanie wyjęta z szuflady w gablocie na dłużej niż czternaście godzin i czternaście minut, gablota przestaje działać. Ostatnim razem potrzebowaliśmy trzech miesięcy, żeby ją ponownie uruchomić. Ale w każdej chwili może nas pani odwiedzić i sprawdzić, czy traktujemy tę stopę odpowiednio.

Moist położył Adorze dłoń na ramieniu, by zapobiec Incydentowi.

— W kwestii golemów jest bardzo zapalczywa — uprzedził. — Powiernictwo cały czas je wykopuje…

— To godne pochwały — zapewnił Myślak. — Porozmawiam z doktorem Hicksem. Jest szefem zakładu komunikacji post mortem.

— Komunikacja post mortem? — zdziwił się Moist. — Czy to nie to samo, co nekroman…

— Powiedziałem: zakład komunikacji post mortem! — przerwał mu bardzo stanowczo Myślak. — Proponuję, żeby wrócili państwo o trzeciej.

* * *

— Czy cokolwiek w tej rozmowie wydało ci się normalne? — zapytał Moist, kiedy wyszli znowu na światło słońca.

— Prawdę mówiąc, uważam, że poszło nam bardzo dobrze — odparła Adora Belle.

— Nie tak sobie wyobrażałem twój powrót — przyznał Moist. — Skąd ten pośpiech? Czy wystąpiły jakieś kłopoty?

— W szybie znaleźliśmy cztery golemy.

— To… to dobrze, prawda?

— Tak. A wiesz, na jakiej głębokości?

— Nawet się nie domyślam.

— Spróbuj zgadnąć!

— Nie wiem! — Moist był zaskoczony, że nagle zmusza go do gry w zgadywanki. — Dwieście stóp pod powierzchnią? To więcej niż…

— Pół mili pod ziemią!

— Niemożliwe! To głębiej niż węgiel!

— Nie krzycz tak, co? Możemy gdzieś usiąść i spokojnie porozmawiać?

— A co powiesz na… Królewski Bank Ankh-Morpork? Jest tam prywatna jadalnia.

— I pozwolą nam z niej skorzystać?

— Pewnie. Prezes jest moim dobrym znajomym.

— Dobrym znajomym?

— Oczywiście — zapewnił ją Moist. — Ledwie dziś rano polizał mnie po twarzy.

Adora Belle zatrzymała się i odwróciła, by mu się przyjrzeć.

— Naprawdę? — spytała. — W takim razie dobrze, że już wróciłam.

Rozdział siódmy

Rozkosze Mopsików — Pan Bent wychodzi na lunch — Mroczne Sztuki Piękne — Amatorscy aktorzy: jak unikać zakłopotania — Pióro Potępienia — Profesor Flead w romantycznym nastroju — „Żądza pojawia się w wielu odmianach” — Bohater Bankowości — Puchar Cribbinsa się przelewa

Słońce wpadało przez okna bankowej jadalni, oświetlając scenę perfekcyjnego zadowolenia.

— Powinieneś sprzedawać bilety — stwierdziła z rozmarzeniem Adora Belle, opierając brodę na dłoniach. — Ludzie w depresji mogliby tu przychodzić i odchodziliby wyleczeni.

— Z pewnością trudno na to patrzeć i być smutnym — zgodził się Moist.

— To przez ten entuzjazm, z jakim usiłuje wywrócić swoją paszczę na lewą stronę.

Pan Maruda mlasnął głośno, gdy udało mu się przełknąć resztkę lepkiego toffi. Potem starannie sprawdził miskę, czy może jest tam coś więcej. Nigdy nie było, ale Pan Maruda nie był psem, który ustępuje prawom przyczynowości.

— No więc… — podjęła Adora Belle — …zwariowana staruszka… no dobrze, bardzo przebiegła zwariowana staruszka… umarła i zostawiła ci psa, który tak jakby nosi bank na obroży. Potem wytłumaczyłeś wszystkim, że złoto jest warte mniej niż ziemniaki, wyrwałeś tego swojego strasznego zbrodniarza z celi śmierci, a on teraz siedzi w piwnicy i projektuje dla ciebie banknoty, dodatkowo zirytowałeś jedną z najpaskudniejszych rodzin w mieście, a ludzie stają w kolejce, żeby założyć konto w banku, ponieważ ich rozśmieszasz… Coś pominęłam?

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)