Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 479 480 481 482 483 484 485 486 487 ... 508
Перейти на страницу:

Stojące w pobliżu ciemne sylwetki rozstąpiły się nieco, aby zrobić mu przejście.

Severus spojrzał na otoczonego swoją potężną, ognistą barierą dyrektora.

Mężczyzna odwrócony był tyłem, nie mógł więc dostrzec stojącego wśród

Śmierciożerców Severusa.

Dumbledore... Owszem, dyrektor poznał go bardzo dobrze przez wszystkie te lata.

Potrafił dotrzeć swym przeszywającym wzrokiem w wyjątkowo ciemne rejony, potrafił

obedrzeć go niemal do naga. Ale zapomniał o jednym. Że kiedy zbyt mocno skupimy

się na obserwacji, możemy nie zauważyć, że sami jesteśmy obserwowani równie

skrupulatnie.

Dumbledore był manipulatorem. Był zaślepionym swą krucjatą przywódcą, który bez

mrugnięcia okiem wykorzystywał każdego, by zwyciężyć.

Usta Severusa wykrzywiły się szyderczo.

W gruncie rzeczy obaj byli do siebie podobni.

Ale z jedną, znaczącą różnicą...

Pochylił się do ucha stojącej przed nim Weasley, wskazując palcem odzianą w błękit

sylwetkę i szepcząc rozkazująco:

- Biegnij do niego.

Dumbledore nigdy nie był mordercą.

Dziewczyna ruszyła biegiem. Śmierciożercy rozstąpili się, patrząc z zaskoczeniem na

drobną, samotną figurę zmierzającą wprost w wirującą pożogę.

Nigdy nie miał na rękach krwi kogoś niewinnego. Nie patrzył w gasnące, błagające

oczy.

Nie. To inni musieli patrzeć w nie za niego.

Zbliżając się do ściany ognia, Ginny mimowolnie uniosła ręce, próbując osłonić się

przed kąsającym żarem.

Ogień zaatakował, wgryzając się w jej lewe ramię i pochłaniając połowę twarzy i

wtedy z jej ust wypłynął dźwięczny, przeszywający krzyk, a Dumbledore odwrócił się

gwałtownie. I w tej samej chwili pożoga opadła, wypuszczając ze swych szponów

ciało dziewczyny i nagle zapadła gęsta cisza, kiedy ciało upadło na ziemię,

odprowadzane wstrząśniętym spojrzeniem Dumbledore'a.

- AVADA KEDAVRA!

Ogłuszający ryk kilkudziesięciu gardeł i oślepiający zielony rozbłysk ze wszystkich

stron sprawił, że Severus musiał na chwilę przysłonić oczy, ale i tak doskonale

widział, jak klątwa za klątwą trafia w odziane w błękit ciało, uderzając w nie raz po

raz, jakby nie było niczym więcej, tylko uwiązaną na sznurkach kukiełką, podrygującą

spazmatycznie w palcach śmierci.

Severus opuścił rękę w tej samej chwili, w której wokół niego rozbrzmiał ryk triumfu.

Jego czarne jak smoła oczy wpatrywały się w leżące na ziemi ciało dyrektora.

Powinien odczuwać satysfakcję, Triumf. Może nawet ulgę.

A nie odczuwał niczego. Zupełnie niczego.

- No no, Severusie! Jestem pod wrażeniem! - Rozradowany głos Yaxleya oderwał

jego spojrzenie od tego, co zostało z dyrektora. Otaczający ich Śmierciożercy

zaczynali się rozbiegać, by jak najszybciej dopaść resztki armi Dumbledore'a. -

Zawsze zastanawiałem się, dlaczego Czarny Pan traktował cię jak swoją prawą rękę.

I chyba w końcu otrzymałem odpowiedź.

Severus posłał mu chłodne, opanowane spojrzenie.

- Gdzie jest Malfoy? - zapytał lodowato.

Yaxley westchnął, przyglądając mu się uważnie.

- Prawdę powiedziawszy, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego Czarny Pan kazał mu

siedzieć w jednym miejscu, podczas gdy mu musieliśmy narażać swoje tyłki -

mruknął, wskazując na otaczające ich, zwęglone ciała. - W końcu dopadliśmy już

Pottera... - Severus poczuł, jak jego puls przyspiesza, ale nie dał tego po sobie

poznać nawet jednym drgnieniem mięśnia. - Ale on zawsze miał jakąś dziwną

obsesję na jego punkcie. Widzisz to wzgórze? - zapytał Śmierciożerca, wskazując

niewielkie wzniesienie na prawo od nich. Zaraz za nim, jakiś kilometr stąd stoi

samotne drzewo. Malfoy miał spotkać się tam z tobą zaraz po bitwie. Ale według

mnie... - jego spojrzenie padło na martwe ciało Dumbledore, a usta wykrzywił

szyderczy uśmiech - ...już jest po bitwie.

Severus przyglądał się, jak odchodzi. Nie minęła chwila, a na polanie pozostał tylko

on i martwe ciała. Rozejrzał się po spalonej, parującej ziemi.

Dostrzegł ją. Leżała z rozrzuconymi kończynami, jej ciało podrygiwało lekko. Powoli

podszedł i spojrzał w dół.

Połowa jej twarzy i ciała od szyi do pasa była głęboko poparzona. Lewego oka w

ogóle nie było widać. Prawe było szeroko otwarte i wpatrywało się w niebo z

wyrazem tępego, niemego bólu. Ogień musiał poparzyć także jej struny głosowe,

ponieważ jej usta były otwarte, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Ale

Severusowi wystarczyło, że słyszał krzyk jej umysłu.

Sięgnął w głąb swej szaty i wyciągnął jedną z fiolek. Odkorkował ją, pochylił się nad

nią i wlał do jej otwartych ust Eliksir Morfeusza. Krzyk ucichł, a drgające ciało

rozluźniło się. Umysł pogrążył się w śpiączce.

Jeśli znajdą ją wystarczająco szybko, to ma szansę przeżyć.

Severus wyprostował się i spojrzał na rozwiewający się powoli dym. Dzięki niemu

szala przechyliła się na stronę zwolenników Czarnego Pana. Wszędzie widział

poruszające się ciemne sylwetki i rozbłyski rzucanych przez nie klątw.

Jeżeli ktokolwiek ocaleje, aby ją znaleźć...

Twarz Severusa wyostrzyła się, a do jego oczu napłynęła gęsta ciemność,

wchłaniająca wszelkie światło. Zacisnął usta i odwrócił się powoli, aby odejść, ale w

tej samej chwili do jego uszu dopłynął głuchy tumult, jakby rozpędzonego stada

bawołów. Severus obejrzał się i ujrzał armię centaurów, zbiegającą z jednego ze

wzgórz i szarżującą wprost na ustawiającą się pospiesznie w bojowy szyk grupę

odzianych w czerń sylwetek. Niebo zaroiło się od strzał i różnobarwnych rozbłysków

zaklęć.

Zanim jednak obie armie wymieszały się ze sobą, Severus odwrócił głowę z

powrotem i spojrzał na wskazane mu przez Yaxleya wzgórze.

Nie miało znaczenia, kto zwycięży w tej bezsensownej wojnie. Kompletnie nie miało

to znaczenia.

Ponieważ dla niego zwycięstwo mogło mieć tylko jeden, jedyny smak.

Wanili z domieszką czekolady.

***

Drzewo było niskie i ponure. Z daleka wyglądało niczym czarna, wynurzająca się z

ziemi dłoń o długich, ostrych szponach. Pozbawione liści i rozłożystej korony,

przypominało zaledwie upiorny cień. Jakby krew wszystkich, którzy dzisiaj zginęli

wniknęła w ziemię, zatruwając korzenie każdej rosnącej w okolicy rośliny i

zamieniając je w coś, co mogło w każdej chwili ożyć i owinąć swoje wilgotne gałęzie

wokół nóg, wciągając w swe trzewia wszystko, co żywe.

I u stóp tego właśnie tworu natury stała samotna sylwetka. Jej długie, jasne włosy

falowały na wietrze, kiedy wpatrywała się w zbliżającego się Severusa.

Lucjusz Malfoy, nawet w takim miejscu jak to, nie zamierzał rezygnować z

lakierowanych butów i podbitej aksamitem peleryny. Jakby tylko czekał na to, aby

dumnym krokiem zwycięzcy przejść się pomiędzy trupami pokonanych wrogów,

kiedy tylko bitwa dobiegnie końca i kiedy będzie mógł wyruszyć, aby wykonać swe

zadanie. Zadanie, które wyznaczył mu sam Czarny Pan, a które z pewnością nie

obejmowało sytuacji, w której ścigana przez niego zwierzyna, która już dawno

powinna leżeć na wpół żywa wśród pozostałych zdrajców i czekać na jego przybycie,

sama do niego przyjdzie. I to w wyjątkowo dobrym stanie.

Różdżka znalazła się w jego dłoni zanim w ogóle jeszcze pomyślał o tym, aby ją

wyciągnąć.

Severus zobaczył to już z daleka, ale on nie musiał wyciągać swojej. Miał ją w dłoni

1 ... 479 480 481 482 483 484 485 486 487 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)