Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
może jednak nie wsiąknął w nóż...? Próbował sobie cokolwiek przypomnieć o jego
działaniu, ale był zbyt otępiały. Zresztą jakie to miało teraz znaczenie? Wszystko
zawiodło, nie miał już żadnych szans. Wszyscy zginą, a on nie potrafił ich ocalić.
Ogarnęło go poczucie beznadziejności, zupełnie jakby ktoś gasił wszystkie światełka
w tunelu, pogrążając go w otchłani rozpaczy, w której słychać było jakieś odległe,
rozdzierające okrzyki... słyszał je... znał je...
Dementorzy...
Harry niejasno zdawał sobie sprawę z tego, że to oni tak na niego oddziaływali.
Wysysali nadzieję, aż nie pozostawało nic, poza czarną rozpaczą. Byli zbyt blisko...
Z największym trudem rozkleił piekące powieki i ujrzał wycelowaną w siebie różdżkę
oraz dwie czerwone, płonące otchłanie. Usłyszał cicho wypowiadane słowa i w tej
samej chwili wszystko zniknęło, pochłonięte przez ciemność.
I z tej ciemności... wyłoniły się ręce. Wynurzyły się spod ziemi, jakby nie należały do
świata żywych. Blade, o pomarszczonej, zielonkawej skórze i długich, żółtych,
ostrych jak brzytwy pazurach. Złapały go za nogi i ręce, zagłębiając mu się w skórze i
próbując wciągnąć pod ziemię.
Harry zaczął się szamotać, próbując się wyrwać, ale było ich zbyt wiele. Wbijały mu
się w ciało, rozdrapywały skórę, czepiały się ubrania, zaciskały na szyi, dusiły,
szarpały za włosy. Cuchnęły zgnilizną i odorem siarki, pokryte oślizgłą, lepką mazią,
która zostawała mu na palcach, kiedy próbował oderwać je od swojej twarzy i uwolnić
się od ich nieustannego ataku.
Ale były zbyt silne, były wszędzie. Ich uścisk bolał, paznokcie raniły, a rozcięcia
piekły. Dwie z nich zacisnęły mu się na szyi z taką siłą, iż zaczęło brakować mu
powietrza, ale nie był w stanie się od nich uwolnić. Dusił się i charczał, wołając
rozpaczliwie:
Severusie!
Próbował je rozewrzeć, krzyczał, krzyczał z całych sił, ale one wciskały mu się do ust
i mógł tylko jęczeć i szarpać się.
Severusie
Słyszał w uszach bicie własnego serca. Przekręcił głowę na bok, walcząc z białymi
plamami, które zaczęły wykwitać mu przed oczami z braku powietrza i wtedy...
zobaczył go.
Stał tuż obok, otulony swoją czarną peleryną. Jego twarz ukryta była w cieniu włosów
i Harry nie mógł jej dostrzec. Ale w tym samym momencie Severus pochylił się nad
nim i Harry był pewien, że wystarczy wyciągnąć rękę, a uda mu się go dosięgnąć...
Kręciło mu się w głowie, płuca piekły boleśnie, błagając o upragnione powietrze,
którego ich pozbawiono. Jego wycieńczone walką ciało znieruchomiało i Harry
przestał się szarpać, wpatrując się spod wpółprzymkniętych powiek w twarz
Severusa.
Widział... widział na niej coś tak pięknego... tylko Severus tak na niego patrzył... tylko on.
Chciał wyciągnąć do niego rękę. Dotknąć... chociaż skrawka jego szaty. Był tak
blisko...
Ale ręce przytrzymywały go mocno. Zbyt mocno.
- Nie boję się - wyszeptał z największym trudem, poświęcając na te słowa resztkę
swojego tchu.
Severus uśmiechnął się w odpowiedzi.
I Harry nie zobaczył już nic więcej. Ogarnęła go nieprzenikniona, gęsta ciemność.
68. The world is in your eyes
The yearning to be near you
I do what I have to do
Deep within I'm shaken by the violence
Of existing for only you*
Pochwycony w kleszcze rozpaczy umysł poszukuje wszystkiego, co mogłoby ulżyć
cierpieniu, przeobrażając to, z czym sobie nie radzi, w uczucie, które jest równie
silne, ale pozwala... odreagować. Uwolnić się od ciężaru, chociaż na krótką chwilę.
Zawsze ktoś musi być... winny.
- To ty ją zabiłeś, skurwielu! Jesteś po ich stronie! - wycharczał Ron, przeszywając
Severusa spojrzeniem, które już dawno wykroczyło poza ramy niepoczytalności i
niebezpiecznie szybko zbliżało się do szaleństwa.
George, Fred i Greg wpatrywali się w Rona wstrząśnięci. Ginny zamarła, patrząc na
brata tak, jakby nagle zaczął mówić w innym języku. Wyglądali niczym rozstawieni na
scenie aktorzy, którzy nagle zrozumieli, że jeden z nich postanowił całkowicie
zmienić scenariusz. I jeżeli szybko nie zareagują, to cała sztuka legnie w gruzach. A
Severus przyglądał się ze spokojem wpatrzonym w niego, płonącym nienawiścią
oczom, mając wrażenie, że ogląda przedstawienie wyreżyserowane przez szaleńca.
Ron potoczył przekrwionymi oczami po ziemi i zanim ktokolwiek zdążył go
powstrzymać, rzucił się ku swojej różdżce, odwracając się w stronę Severusa i
ciskając w niego zaklęciem porażenia ciała.
Ale Severus nie miał żadnego problemu z odbiciem zaklęcia, które zrykoszetowało i
świsnęło tuż obok Weasleyówny. Dziewczyna krzyknęła i natychmiast przykucnęła,
osłaniając głowę rękami. Fred i George rzucili się ku bratu, łapiąc go wpół i próbując
odebrać mu różdżkę.
- Co ty wyprawiasz, Ron?
Ale chłopak wydawał się być całkowicie zaślepiony. Wyrwał się im, uderzając łokciem
w brzuch jednego z braci, a pięścią trafiając w twarz drugiego i ponownie wycelował
w Severusa, wykrzykując rozpaczliwie:
- Reducto!
Mężczyzna błyskawicznie odbił zaklęcie, posyłając w kierunku rozwścieczonego
chłopaka zaklęcie rozbrajające, które trafiło go prosto w pierś i odrzuciło na kilka
metrów do tyłu. Weasley upadł na plecy, a z jego ust wyrwał się głośny jęk.
Fred i George niemal natychmiast rzucili się ku niemu, łapiąc go za ręce i
przyciskając do ziemi, aby nie mógł się już podnieść.
- Ron, przestań. Odwaliło ci? - zapytał jeden z nich, wycierając rękawem krew
płynącą ze swojego rozbitego nosa.
- NIE! Puśćcie mnie! Nic nie wiecie! - wrzeszczał Ron, szamocząc się i próbując
wyrwać. - On zabijał aurorów! Widziałem to! Jestem pewien, że to on ją zabił! Jest
zdrajcą! Zwykłym mordercą!
Fred i George znieruchomieli i odwrócili głowy. Severus poczuł na sobie kilka par
zdumionych spojrzeń.
Świetnie, tylko tego mu brakowało...
- To prawda? - zapytał Fred Weasley, puszczając brata, podnosząc się z ziemi i
wpatrując się w Snape'a podejrzliwym spojrzeniem.
Severus rozejrzał się. Ujrzał unoszące się różdżki. Wszyscy trzej Weasleyowie oraz
chłopak z Ravenclawu stali obok siebie, celując w niego.
Cóż za niewdzięczni, bezrozumni gówniarze! Powinien ulotnić się stąd od razu, kiedy
tylko się pojawili. Weasleyowie zawsze sprowadzali jedynie kłopoty. Nie zamierzał im
się tłumaczyć. Ani tracić czasu na bezsensowne potyczki.
- Ginny, chodź tu - wyszeptał ostrożnie Greg i kiedy tylko spojrzenie Snape'a padło
na podnoszącą się powoli z ziemi i wpatrującą w niego z niedowierzaniem,
rudowłosą dziewczynę, jego wyćwiczona przez lata szybkość drapieżnika
zaprocentowała. Doskoczył do niej, błyskawicznie łapiąc ją za gardło, przystawiając
różdżkę do jej głowy i osłaniając się nią przed wycelowanymi w siebie różdżkami.
- Zostaw ją! - krzyknął Greg, jeszcze mocniej zaciskając drżącą dłoń na swojej broni.
- Na waszym miejscu opuściłbym te nieprzydatne patyczki, chyba, że chcecie narazić
swoją siostrę na niebezpieczeństwo - wysyczał, tocząc bezwzględnym spojrzeniem
po zaskoczonych twarzach.
- Mówiłem, że jest zdrajcą! Obłąkany, pieprzony bydlak! - ryknął Ron, celując w
Snape'a z taką zawziętością, jakby pragnął go spopielić samym tylko spojrzeniem.