Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 475 476 477 478 479 480 481 482 483 ... 508
Перейти на страницу:

gardle zacisnęła się zimna, stalowa pętla, kiedy uświadomił sobie, kto jeszcze może

tam być.

Severus!

Nie, tylko nie on! Złapią go! Będą torturować! Było ich zbyt wielu. Widział te zastępy.

Nie mieli szans. Nikt nie miał szans z taką armią. Wszyscy zginą!

Jego usta otworzyły się, łapiąc haustami powietrze i próbując uspokoić ogarnięte

paniką serce, kiedy wpatrywał się w odległe rozbłyski zaklęć i dobiegające do jego

uszu, niesione wiatrem echo odgłosów wydobywających się z kilkuset gardeł.

- Czuję twój strach - odezwał się cicho Voldemort, przeciągając powoli sylaby i

upajając się tym, co widział na twarzy Harry'ego. - Pełzający po ziemi, brudny i słaby,

pożerający cię od środka. Nieważne jak bardzo będziesz próbował udawać

nieustraszonego. Twoje przegniłe uczuciami serce nie jest w stanie znieść cierpienia

innych i dlatego zawsze będę miał nad tobą przewagę. Ale ich poświęcenie jest

daremne. Nie odnajdą cię. Będą tam wszyscy walczyć i ginąć za ciebie, jeden po

drugim. A ty przeżyjesz, żeby oglądać ich śmierć. A kiedy będzie już po wszystkim,

zrobię stos z ich trupów i podpalę je, a smród ich płonących ciał pokryje całą okolicę.

- Odwołaj ich! - wykrzyknął rozpaczliwie Harry, próbując uwolnić się od

przytrzymującej go siły. - Przyszedłem do ciebie! Masz, co chciałeś! Załatwmy to

pomiędzy sobą!

Voldemort jedynie się roześmiał. Harry miał wrażenie, że ten śmiech tnie jego serce

na kawałki.

- Mój drogi Harry... - wyszeptał groźnie, kiedy jego śmiech już przebrzmiał. - Nie tyle

ich nie odwołam, co z przyjemnością im pomogę.

Przytrzymująca Harry'ego siła zniknęła, kiedy Voldemort przestał celować w niego

różdżką i skierował ją ku ziemi. Harry upadł na kolana i ręce, przyglądając się z

przerażeniem, jak Voldemort wypowiada długą i skomplikowaną inkantację, a ziemia

zaczyna drżeć i pękać.

- Vobis ad infernum. - zakończył i z jego różdżki wydobyła się niewidzialna,

zniekształcająca przestrzeń fala, która wniknęła w ziemię i niczym strzała pomknęła

w stronę rozbłyskujących na niebie zaklęć. Harry usłyszał ogłuszający huk,

dobiegający spod jego kolan, jakby ziemia, rozdzierana na pół, wydała z siebie ryk

bólu.

Musi to powstrzymać! Musi!

Błyskawicznie odnalazł wzrokiem swoją porzuconą niedaleko różdżkę i bez namysłu

rzucił się w jej stronę. Złapał ją, niemal się przewracając, kiedy osłabione nogi ugięły się pod nim i wycelował w Voldemorta, wykrzykując ochryple:

- Scorpio stimulus!!!

Voldemort poderwał głowę i w ostatniej chwili zdołał unieść różdżkę, odbijając

zaklęcie Harry'ego.

I Harry zdołał zobaczyć jeszcze tylko wściekły rozbłysk w jego czerwonych oczach i

równie czerwony promień, pędzący w jego stronę, zanim poczuł odbierające oddech,

potężne uderzenie w żołądek, które odrzuciło go do tyłu i świat pogrążył się w

ciemnościach.

*

Słyszał krzyki. Odległe, wypełnione cierpieniem wrzaski, które sprawiały, że ogarniał

go przenikliwy chłód.

W ciemności coś się poruszało. Widział skrzydlate cienie, które wydawały się

zasysać przestrzeń, próbując wciągnąć go w lepki, grząski mrok. Widział

wyciągające się ku niemu ręce. Chciał uciec, wyrwać się im, znaleźć się jak najdalej

stąd, ponieważ nie mógł znieść tego, co ze sobą przynosiły. Nie wiedział jak to

nazwać, ale było przerażające i kroczyło ku niemu. A on pragnął jedynie zwinąć się w

kłębek i udawać, że go nie ma. Może go nie zauważy, może odejdzie... ale to

wyczuwało jego uczucia. Rozpacz, która wstrząsała jego ciałem. Strach, który oplatał

go za szyję i ściskał, tamując oddech. Jakby lodowata dłoń zaciskała mu się na

sercu, wbijając w nie swe szpony i próbując mu je wyrwać. Albo zmiażdżyć.

Słyszał płacz. Żałosne zawodzenie w ciemności. Znowu był sam, zamknięty w

dusznym schowku. Uderzał w drzwi, drapał, chciał wyjść. Nie chciał być tu sam.

Dlaczego nie otworzą? Dlaczego po niego nie przyjdą? Słyszał ich śmiech zza drzwi.

Słyszał Dudleya naśmiewającego się z niego i chrupiącego swoje ulubione chipsy.

Ich zapach wdzierał się przez szpary w drzwiach i żołądek Harry'ego skręcał się

mimowolnie. Był taki głodny. Mógłby zjeść nawet ten wysuszony na wiór chleb, który

ciotka Petunia gromadziła w jednym z pojemników, na wypadek gdyby Dudziaczek

chciał wybrać się do parku, nakarmić kaczki. Cokolwiek, co zapełniłoby jego

skamlący żołądek.

Nagle ciemność przeszył kolejny krzyk. Wspomnienie zielonego światła. I żaru, który

otulił go, nie dopuszczając, by światło go dosięgło. Oplatające go ramiona.

- Odsuń się, głupia...

A potem ramiona zniknęły. Pozostał jedynie chłód, który obejmował go, kiedy siedział

na zimnej podłodze z podkulonymi nogami, wpatrując się w drzwi schowka.

I wspominał to ciepło.

A potem, potem...

Mrok uformował się w coś, co rozpoznawał. Znajomy kształt. Znajomy chłód. I nawet

jeśli był to tylko stworzony z mroku cień... to w jego objęciach było... ciepło.

*

Wyłonienie się z ciemności przypominało zaczerpnięcie tchu po zbyt długim

przebywaniu pod wodą. Nastąpiło nagle, jakby Harry został przywrócony do życia po

zachłyśnięciu się nią. Jego płuca bolały, a ciało pulsowało.

Próbował podnieść głowę i się rozejrzeć, ale nie był w stanie się poruszyć. Mógł

jedynie wodzić oczami i mrugać, próbując przegonić mgłę, która wydawała się

przykrywać całą okolicę. Świat był zniekształcony. Jakby odbijał się w rozbitym

lustrze. I dopiero, kiedy Harry uświadomił sobie, gdzie jest i co się stało, zrozumiał,

że jego okulary musiały pęknąć przy upadku.

Wciąż widział wiszące nad sobą, upiorne cienie. Słyszał w uszach dzwonienie, jego

głowa pulsowała tak bardzo, iż miał wrażenie, że zaraz eksploduje. Musiał się w nią

porządnie uderzyć...

Wzdrygnął się mimowolnie, kiedy poczuł coś zimnego sunącego wzdłuż jego łydki. Z

największym wysiłkiem przekręcił głowę odrobinę w bok i zobaczył... ogromnego

węża, prześlizgującego się po jego rozrzuconych bezwładnie na ziemi nogach.

- Skoro w końcu się ocknąłeś, to może przywitasz się z Nagini? - usłyszał lepki,

groźny głos Voldemorta.

Harry stęknął, przesuwając głowę jeszcze odrobinę i spoglądając na stojącą

nieopodal, wysoką sylwetkę.

- Rozczarowałeś mnie, chłopcze. To, co zrobiłeś, nie było zbyt mądre.

Nie miał siły odpowiedzieć. Bolało go całe ciało. Chciał po prostu zamknąć oczy i

odpłynąć z powrotem w ciemność. Nic nie czuć. O niczym nie wiedzieć. O niczym nie

pamiętać.

Zniknąć.

- Zaraz zrozumiesz, jak kończą ci, którzy próbują mi się przeciwstawiać. To, co do tej

pory przeżyłeś, wyda ci się niczym, w porównaniu z tym, co jeszcze dla ciebie

przyszykowałem.

Harry przymknął rozpalone powieki.

Dlaczego Voldemort nie mógł go po prostu zabić? Byłoby po wszystkim.

Gdzieś na obrzeżach jego zdruzgotanej świadomości krążyła myśl o niewielkiej fiolce

ukrytej w nogawce spodni, ale był zbyt słaby i zbyt otępiały, by ta myśl cokolwiek

teraz dla niego znaczyła.

Chciał po prostu zasnąć. I już więcej się nie obudzić.

Ale nie może... musi zabrać go ze sobą, cokolwiek się stanie... fiolka była jego

ostatnią szansą. Ale dlaczego nóż go nie osłabił? Może eliksir trzeba było wypić,

1 ... 475 476 477 478 479 480 481 482 483 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)