Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Fred i George wydawali się być rozdarci pomiędzy pragnieniem rzucenia się na
Snape'a nawet z gołymi pięściami, jeżeli zaszłaby taka potrzeba, a pomiędzy
koniecznością zapewnienia siostrze bezpieczeństwa.
- Puść ją, już je odkładamy - powiedział Fred, podnosząc lewą dłoń w geście
poddania się i jednocześnie opuszczając różdżkę.
- Nie, on i tak ją zabije! Tak jak zabił Hermionę! - wykrzyknął Ron, podchodząc o krok
bliżej.
- Ron, uspokój się i odłóż tę cholerną różdżkę! - warknął George, ruszając w stronę
brata, ale w tej samej chwili do ich uszu dotarło kilka wykrzyczanych w pobliżu zaklęć
i powietrze rozświetliły ostre rozbłyski, a po dwóch urwanych wrzaskach z mgły
wynurzyli się Molly i Arthur Weasleyowie.
- Fred, George! Mieliście się nie oddalać! - wykrzyknęła Molly, podbiegając do
synów. Jej suknia była ubłocona i podarta, tak jakby właśnie przedarła się przez pole
kolczastych krzewów. - Wiesz, ile czasu was szukaliśmy? Ron! Merlinowi niech będą
dzięki, że cię odnaleźli! Gdzie wasza sios...? - Jej rozbiegane spojrzenie padło na
cofającego się powoli Severusa. - Severusie, co ty wyprawiasz? - zapytała głosem
nasączonym zdumieniem, w tej samej chwili, w której jej mąż wycelował w Snape'a
różdżką. Najwyraźniej o wiele szybciej kojarzył fakty.
- Puść naszą córkę, Severusie - powiedział ostro.
Severus jeszcze mocniej zacisnął dłoń na szyi swojego zakładnika, szarpiąc ją do
tyłu i robiąc kolejny krok. Dziewczyna jęknęła z bólu.
- Twoje szczeniaki mnie zaatakowały. Na przyszłość radzę ci je trzymać na
smyczach, albo wszystkie je powybijam.
- Nie będziesz groził moim dzieciom - wycedziła Molly Weasley, stając obok swojego
męża i podnosząc różdżkę.
Severusie...
W pierwszej chwili Severus chciał odwrócić głowę w poszukiwaniu źródła tego jakże
znajomego, ciepłego głosu, ale bardzo szybko się zreflektował. Nie może stracić
czujności. Nawet na chwilę. To tylko il...
Severusie...
Merlinie, jak bardzo chciałby mu odpowiedzieć. Żeby wytrzymał. Że jest już blisko,
coraz bliżej...
- Severusie! - ostry głos Artura Weasleya wyrwał go z ciepła, ściągając z powrotem
na usłane ciałami pole walki.
- Odsuńcie się! - wysyczał, cofając się jeszcze bardziej i zanim którekolwiek z nich
zdążyło wykonać jakikolwiek gest, powietrze zaroiło się od wylatujących z dymu
klątw.
Weasleyowie rozpierzchli się, odbijając klątwy i ciskając zaklęciami w krążące we
mgle, ciemne sylwetki, ale Molly Weasley zdawała się nie widzieć niczego, poza
swoją córką. Jednak Severus nie miał zamiaru pozbywać się swojego zakładnika.
Czy ją zostawi i ucieknie, czy zabierze ze sobą, i tak mogą podążyć za nim. Ale
mając ją przy sobie, przynajmniej będzie miał pewnego rodzaju zabezpieczenie.
Odbił rykoszetujące zaklęcie i ponownie przystawił różdżkę do szarpiącej mu się w
rękach dziewczyny.
- Imperio - wyszeptał, wtłaczając do jej głowy rozkazy.
Natychmiast przestała się szamotać, zastygając bez ruchu.
- Impedimento! - wykrzyknęła w jego stronę Molly Weasley, kiedy już udało jej się
powalić nacierającego na nią Śmierciożercę.
Severus uniósł różdżkę, aby odbić zaklęcie, ale Ginny była szybsza:
- Protego!
Zaklęcie jej matki odbiło się od wyczarowanej przez nią tarczy i Severus był pewien,
że długo nie zapomni zszokowanej i przerażonej miny Molly Weasley.
- Grzeczna dziewczyna - powiedział, wykrzywiając kpiąco wargi i wycofując się z
zasięgu rażenia. Zanim jednak zaszył się w kłębach dymu, ujrzał kolejną czwórkę
Śmierciożerców nacierającą na Weasleyów. - Za mną.
Dym był znakomitą osłoną. Wiedział, że minie sporo czasu, zanim Weasleyowie
rozprawią się z atakiem i zaczną go ścigać. Zresztą w tych warunkach wątpił, czy
uda im się go znaleźć.
Spojrzał na biegnącą koło niego rudowłosą Gryfonkę.
Szczególnie, że miał za żywą tarczę ich córkę i mógł kazać jej zrobić wszystko.
*
Wiedział, że zatrzymywanie każdego napotkanego Śmierciożrcy i pytanie go, czy wie
gdzie jest Malfoy, jeśli oczywiście uda już mu się go powalić albo odeprzeć jego atak,
jest równie bezcelowe, jak pytanie ich o miejsce pobytu Czarnego Pana. Musiał
znaleźć kogoś wyższego rangą. I zmusić go do współpracy.
Bellatriks, Greyback i Nott nie żyli. Kto więc mu pozostał?
Jego oczy zmrużyły się.
Yaxley!
I chyba wiedział, gdzie może go znaleźć...
Spojrzał na unoszącą się w górze, jasną łunę i skierował się wprost w jej stronę. Z
każdym krokiem powietrze wydawało się coraz gorętsze, a dym gęstszy.
Co jakiś czas mijały ich przebiegające w pobliżu grupki czarodziejów, albo
pojedynczy aurorzy, ale za każdym razem Severus zaszywał się w spowijającym
okolicę dymie, pociągając za sobą towarzyszącą mu dziewczynę.
- Ginny? Co ty tu robisz?
Cholera, ukrywając się przed aurorami, nadział się na niewielką grupkę Gryfonów i
Puchonów. Rozpoznał zaskoczoną twarz Lavender Brown i Hanny Abbott, ale nie
miał czasu się zatrzymywać. Minął ich szybkim krokiem, warcząc w ich stronę:
- Zjeżdżajcie stąd!
Żar stawał się coraz wyraźniejszy. Zamiast aurorów, w okolicy pojawiało się coraz
więcej zakapturzonych postaci i Severus musiał naprawdę uważać, aby ominąć ich
bez wykrycia. Chociaż Weasley okazała się być wyjątkowo przydatna w tej kwestii,
odbijając niemal każdą zabłąkaną klątwę i krążąc wokół niego niczym mały,
agresywny psiak, szczerzący kły na wszystkich, którzy mogliby mu zagrozić.
Byłoby znacznie prościej, gdyby uwierzyli, że Severus jest po ich stronie, ale po tym,
co Czarny Pan musiał im o nim powiedzieć, przekonanie do tego choćby jednego z
nich wydawało się niemal niemożliwe, a co dopiero wszystkich...
Z każdym krokiem słyszał coraz głośniejszy, jednostajny huk, przypominający odgłos
znajdującego się niezwykle blisko huraganu. I rozbrzmiewające co jakiś czas okrzyki
rzucanych klątw, przerywane wrzaskami cierpiących.
I ogień. Widział go coraz wyraźniej. Konsumujący wszystko żywioł, pozostawiający
po sobie wypaloną ziemię i zwęglone ciała Śmierciożerców. Ale to, co ujrzał, kiedy
dym rozstąpił się nagle, wypuszczając go ze swych trzewi, przekroczyło jego
wyobrażenia.
Zobaczył hordę odzianych w czerń postaci, otaczających zwartym kręgiem stojącą na
wzniesieniu samotną postać w jasnobłękitnej szacie. Nie mogli jednak podejść bliżej
z powodu ryczącej trąby ognia, otaczającej dyrektora niczym śmiercionośny kokon,
który pożerał każdego, kto próbował się zbliżyć. Ich klątwy rozbijały się o wirującą
pożogę, wchłaniane przez żywioł. Ziemia wokół zasłana była na wpół spalonymi
trupami, wypełniając powietrze cuchnącym odorem zgnilizny i siarki.
Ten widok okazywał się dla wielu Śmierciożerców wystarczającym dowodem na
potęgę Dumbledore'a - jedynego czarodzieja, którego obawiał się sam Czarny Pan.
Lecz często okazywał się także ostatnim widokiem w ich życiu.
Severus rozejrzał się.
Część nie zajętych próbami zmęczenia dyrektora Śmierciożerców stanowiła swego
rodzaju straż, osłaniającą resztę przed mogącymi zjawić się tu aurorami. Severus
widział także i ich trupy, leżące wśród nadpalonych ciał.