Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zaciskając się na nim.
- Ale on cię nie uratuje. Cokolwiek zrobi, ty i tak tu dzisiaj zginiesz. Jeżeli okaże się, że pozostał mi wierny, przyniesie eliksir i będę mógł dokończyć to, co spartaczył.
Wypiję twoją krew i nasączę się twą mocą. Ale jeśli w jego sercu pojawił się chociaż
cień tej postępującej, wyniszczającej choroby zwanej miłością i nie przyniesie mi
eliksiru... cóż, pozostają dwa wyjścia. Albo czeka cię śmierć w bolesnych i długich
męczarniach. Albo zmuszę go, aby przyniósł mi eliksir, bo inaczej będzie cię czekała
śmierć w bolesnych i długich męczarniach. Cóż za doskonały paradoks, nie
uważasz? Chociaż wątpię, że będę musiał się do tego uciekać. Nie uwierzę w to, że
takie zero jak ty mogłoby mi go odebrać. Przez tyle lat był jednym z mych
najwierniejszych sług. Wykonywał najokrutniejsze, najbrutalniejsze zlecenia.
Spoglądałem w jego serce wiele razy. Jest czarne jak wypełniona smołą otchłań.
Wszystko, co do niej wpada, ginie. I nic nie byłoby w stanie się przez nią przebić. I ty, z tą swoją bezbronną słabością i bezradną naiwnością miałbyś posiąść władzę nad
tą otchłanią?
Harry przełknął ślinę, wpatrując się wprost w płonące oczy Voldemorta i starając się
nie myśleć o niczym. Zupełnie o niczym.
- Dzisiaj Severus udowodni, komu tak naprawdę jest wierny. Przygotowałem dla
niego długą i niezwykle trudną ścieżkę. Ale nawet on nie będzie mógł się tutaj
dostać. Cokolwiek by nie zrobił, nie pozwolę mu się tutaj zbliżyć, dopóki nie będzie
po wszystkim. Dopóki twoje pozbawione mocy ciało nie będzie stygło u moich stóp.
Wszystko zakończy się dzisiaj. A ty będziesz grzecznym chłopcem i wypijesz eliksir. I
nawet nie będę musiał cię do tego namawiać, ponieważ jesteś całkowicie zniewolony
przez to odrażające uczucie, które płonie w twoim sercu. To właśnie ono stanie się
twoją zgubą. A moim zwycięstwem. Czy teraz ośmielisz się powiedzieć, że go nie
doceniam?
Harry zacisnął powieki, czując zawroty głowy od wstrzymywanego powietrza. Jego
dłoń jeszcze mocniej ścisnęła rękojeść noża.
Teraz! Teraz! Teraz! Nie będzie drugiej szansy.
- Jesteś tylko nędznym, naiwnym głupcem, Harry Potterze - wyszeptał bezlitośnie
Voldemort, przysuwając twarz jeszcze bliżej, jakby chciał wyryć te słowa na obliczu
Harry'ego. - Niczym więcej.
Harry wyszarpnął nóż zza paska. Ostrze przecięło powietrze z taką szybkością, iż
trudno było je dostrzec. Dopiero kiedy utkwiło w piersi Voldemorta, czas gwałtownie
zwolnił, a serce Harry'ego zaczęło dudnić z taką siłą, iż słyszał jego echo we
własnych uszach.
Oczy Voldemorta rozszerzyły się. Powoli opuścił głowę, spoglądając na nóż tkwiący
tuż obok miejsca, w którym biło jego serce. Dłoń Harry'ego nadal zaciskała się na
rękojeści, ale kiedy tylko to zrozumiał, zabrał ją z taką szybkością, jakby się sparzył.
Wszystko wokół zamarło. Harry wpatrywał się w nóż i ciemnobordową plamę
rozrastającą się na czarnej szacie Voldemorta.
Zachwiej się, przewróć, strać siły! Zdychaj, do diabła!
Ale Voldemort nie zrobił żadnej z tych rzeczy. Zamiast tego, powoli uniósł głowę i
serce Harry'ego opadło aż do żołądka, kiedy ujrzał na jego twarzy bezwzględny,
triumfalny uśmiech.
- Popełniłeś straszliwy błąd - wysyczał, łapiąc za rękojeść noża i wyciągając go ze
swej piersi.
Harry rozpaczliwie rozejrzał się po ziemi w poszukiwaniu swojej różdżki. Leżała metr
od niego. Nóż zabrzęczał, kiedy uderzył w zmarzniętą ziemię. Harry rzucił się po
swoją różdżkę. Zacisnął wokół niej osłabione palce, ale w tej samej chwili stopa
Voldemorta przygniotła mu dłoń, miażdżąc ją i Harry zawył, czując przeszywający
ból.
Lodowate palce złapały go za gardło, owijając mu się wokół szyi niczym pajęcze nogi
i Harry został oderwany od ziemi i uniesiony, zawisając w uścisku Voldemorta niczym
kukiełka na sznurkach.
- Ty głupcze! Myślisz, że pokonasz mnie czymś tak prymitywnym jak nóż?
Dusił się. Jego płuca płonęły, walcząc o oddech. Miał wrażenie, że jego szyja zaraz
pęknie, utrzymując cały ciężar ciała. Rozpaczliwie machał nogami w powietrzu,
usiłując rozewrzeć poturbowanymi palcami śmiertelny uścisk na gardle, ale
Voldemort był zbyt silny. Napływająca zewsząd ciemność wyciągała po niego swe
oślizgłe szpony, ale on widział jedynie płonące czerwienią, diabelskie oczy i słyszał
przesiąknięty wściekłością syk:
- Błagaj. Błagaj mnie o to, abym pozwolił ci zaczerpnąć tchu.
Nie! Nigdy!
Zaczęło mu się kręcić w głowie. Świat powoli odpływał, pogrążając się w płomieniach
i rozbłyskach bólu.
I w tej samej chwili żelazny uścisk zniknął i Harry runął na twardą ziemię. Do jego
poparzonych płuc wdarło się zimne powietrze, tnąc jego pulsujący przełyk i gardło.
Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w krążących w górze Dementorów, biorąc
płytkie, urywane wdechy i mając wrażenie, że leży na wbijających mu się w ciało
kolcach.
- Zaczęło się! - Usłyszał dobiegający jakby z oddali, rozradowany głos Voldemorta,
po którym napłynął wysoki, zimny śmiech, przebijając się przez nadwątlone zmysły
Harry'ego i rozbrzmiewając echem w jego głowie.
Chciał się podnieść. Walczyć dalej. Spróbować. Ale nie miał siły. Jego ciało
przypominało kamienną rzeźbę, nad którą nie miał żadnej kontroli. Próbował unieść
rękę, ale miał wrażenie, że waży tonę.
- Wstawaj! - Usłyszał ostre warknięcie, ale w tej chwili było to dla niego równie
niewykonalne, jak wykrzesanie z siebie chociaż iskierki nadziei na to, że po tym, jak
zawiódł jego jedyny plan, ma jeszcze jakiekolwiek szanse na przeżycie. -
Powiedziałem, wstawaj! - Nieznana siła poderwała go z ziemi i Harry zawisł w
powietrzu, czując się jak szmaciana lalka, utrzymywana w pionie jedynie przez
przytwierdzony do kręgosłupa, niewidzialny kij. - Spójrz!
Harry podążył wzrokiem za wyciągniętym ramieniem Voldemorta. Dementorzy
rozsunęli się na boki, niczym kurtyna i Harry dopiero teraz zrozumiał, że znajdują się
w samym środku szerokiej, pustej doliny, otoczonej ze wszystkich stron zalesionymi
wzgórzami. Za jednym z nich... - wytężył wzrok - ...dostrzegł jasne rozbłyski i
wzbijający się w niebo, czarny dym. Nie miał pojęcia, co mogło to oznaczać, ale w
jednej chwili ogarnęły go złe przeczucia.
Czując na sobie wzrok Voldemorta, spojrzał na niego przekrwionymi oczami i poczuł
spływającą po plecach falę zimnego przerażenia, kiedy pozbawione warg usta
rozciągnęły się w paskudnym uśmiechu.
- Tak jak się tego spodziewałem. Przyszli za tobą. Wszyscy.
Harry poczuł się tak, jakby podtrzymująca go siła zniknęła i teraz opadał bardzo,
bardzo długo, na samo dno nicości, w każdej chwili spodziewając się śmiertelnego
zderzenia z jej dnem.
- Wszyscy twoi drodzy przyjaciele. Wszyscy ci głupcy, którzy uwierzyli w moc Złotego
Chłopca i mają nadzieje, że ich poświęcenie da ci czas, aby mnie pokonać.
Nie. To niemożliwe. Niemożliwe! Skąd mieliby...? Dlaczego? Jak się tu...? Co z
Ronem i Hermioną? Co z resztą? Czy Dumbledore odkrył...? Wezwał Zakon?
Ministerstwo? Czyżby to Zgredek go wydał?
Nagłe zderzenie z dnem sprawiło, że płuca Harry'ego przestały funkcjonować, a na