Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 72
Перейти на страницу:

— To kawior — mruknął Casanunda.

Siedział z głową opartą na dłoni i obserwował nianię Ogg oczarowany. Ze zdumieniem odkrywał, że świetnie się czuje, choć nie jest w pozycji horyzontalnej.

Wiedział, jak powinna przebiegać taka kolacja. Należała do podstawowej broni w arsenale uwodziciela. Amoratrix była zmiękczana dobrym winem i kosztownymi, lecz lekkimi potrawami. Ważny był kontakt wzrokowy nad stołem i splatanie stóp pod nim. A także znaczące zjadanie gruszek, bananów i tak dalej. W ten sposób okręt pożądania kierował się wolno, lecz nieuchronnie do wygodnego doku.

Ale to była niania Ogg.

Niania Ogg doceniała dobre wino na swój własny sposób. Casanundzie nie przyszłoby do głowy, że ktoś może białe wino popijać porto tylko dlatego, że skończyła się butelka.

Co do jedzenia… cóż, także je doceniała. Casanunda nigdy dotąd nie widział takiej pracy łokci. Niani Ogg wystarczyło pokazać dobrą kolację, by ruszyła na nią z nożem, widelcem i młotem. Obserwowanie, jak je homara, było przeżyciem trudnym do zapomnienia. Obsługa przez parę tygodni będzie wydłubywać z desek kawałki szczypiec.

A szparagi… Mógłby zapewne próbować zapomnieć nianię Ogg rozprawiającą się ze szparagami, ale podejrzewał, że wspomnienia i tak powrócą.

To pewnie chodzi o czarownictwo, powiedział sobie. Czarownice zawsze bardzo dobrze wiedzą, czego chcą. Gdyby tak ktoś wspiął się na urwiska, pokonał rzeki, zjechał z gór, by Gycie Ogg przynieść pudełko czekoladek, wyjadłaby nugatowe z dolnej warstwy, zanimby zdążył zdjąć z butów raki. To jest to… Cokolwiek robi czarownica, robi to w stu procentach. Hubba-hubba!

— Będziesz jeszcze jadł krewetki? No to przesuń tutaj talerz.

Spróbował dotknięcia stopą, żeby zachować kontrolę nad sytuacją, ale przypadkowe kopnięcie w kostkę jednym z podkutych butów niani przerwało te odruchowe zaloty.

Potem nastąpiła sprawa z cygańskim skrzypkiem. Z początku niania narzekała, że ktoś jej gra nad uchem, kiedy próbuje się skupić najedzeniu, ale między kolejnymi daniami wyrwała biedakowi instrument, rzuciła smyczek do doniczki z kamelią, przestroiła skrzypki na coś przypominającego banjo i odśpiewała Casanundzie trzy dziarskie strofy pieśni, którą — ponieważ był cudzoziemcem — nazwała Il porcupino nil sodomy est.

Potem wypiła jeszcze wina.

Podziw Casanundy budziła też jej twarz. Kiedy niania Ogg się śmiała, twarz zmieniała się w masę zabawnych poziomych linii — a śmiała się często.

Prawdę mówiąc, Casanunda odkrywał właśnie, przez delikatną mgiełkę wina, że czuje się doskonale.

— Jak sądzę, nie ma pana Ogga? — zapytał w końcu.

— Ależ jest pan Ogg. Pochowaliśmy go cale lata temu. Nie było wyjścia, bo umarł.

— Życie samotnej kobiety musi być trudne…

— Okropne — przyznała niania, która nigdy nie ugotowała jedzenia ani nie chwyciła miotełki od dnia, gdy jej najstarsza córka była dość duża, by się tym zająć, i której przynoszono dziennie co najmniej cztery posiłki, przygotowane przez zastraszone synowe.

— Szczególnie nocą musi doskwierać samotność — powiedział Casanunda, głównie z przyzwyczajenia.

— Jest przecież Greebo. Rozgrzewa mi stopy.

— Greebo?

— Kot. Czy podadzą jeszcze jakiś deser?

Później poprosiła o pustą butelkę, żeby zabrać trochę wina do domu.

* * *

Pan Brooks, pszczelarz, nalał do szprycy trochę zielonej, cuchnącej cieczy z rondla, zawsze bulgocącego w jego tajemnej szopie. Na ogrodowym murze pojawiły się gniazda os. Rankiem będą już kostnicami.

Zabawna rzecz z tymi pszczołami. Zawsze pilnują wejścia do ula i nawet zginą, by go bronić. Lecz osy potrafią znaleźć jakąś szczelinę w deskach od tyłu i ani się człowiek obejrzy, jak te smukłe dranie siedzą w środku i kradną. A pszczoły im pozwalają. Pilnują wejścia, ale kiedy już osy znajdą drogę do wnętrza, pszczoły nie wiedzą, co robić.

Na próbę wcisnął tłok. Strumień cieczy wystrzelił, zabulgotał i zostawił dymiącą plamę na podłodze.

Osy pięknie wyglądają, to prawda. Ale jeśli człowiek hoduje pszczoły, musi być wrogiem os.

W zamku trwało chyba jakieś przyjęcie. Niejasno sobie przypominał, że dostał nawet zaproszenie, ale takie imprezy nigdy go specjalnie nie interesowały. Zwłaszcza teraz. Działo się coś niedobrego: żaden z uli nie zdradzał oznak wyrojenia. Ani jeden.

Kiedy mijał ule, usłyszał głośne buczenie. Takie rzeczy zdarzały się w gorące noce: bataliony pszczół unosiły się przy wejściach i skrzydełkami zagarniały powietrze, żeby ochłodzić jajeczka. Teraz jednak słyszał też bzykanie pszczół latających wokół ula. Były zagniewane. I czujne.

* * *

Na samej granicy Lancre zbudowano na rzece ciąg jazów. Babcia Weatherwax podciągnęła się na mokre deski i wdrapała na brzeg, gdzie wylała wodę z butów. Po chwili z prądem nadpłynął szpiczasty kapelusz maga; uniósł się, ujawniając pod sobą szpiczastego maga. Babcia wyciągnęła rękę, by pomóc Ridcully’emu wyjść z wody.

— Po wszystkim — rzekła. — Orzeźwiające, prawda? Tak mi się wydawało, że przyda ci się zimna kąpiel.

Ridcully próbował oczyścić ucho z mułu. Spojrzał na babcię ponuro.

— Dlaczego nie jesteś mokra?

— Jestem.

— Nie, nie jesteś. Jesteś wilgotna. A ja przemokłem do suchej nitki. Jak możesz płynąć z prądem i być tylko wilgotna?

— Szybko wysycham.

Babcia Weatherwax rozejrzała się dookoła. Niedaleko stąd stromy trakt prowadził do Lancre, ale babcia znała też inne, bardziej dyskretne dróżki wśród drzew.

— No tak — mruknęła mniej więcej do siebie. — Ona nie chce dopuścić, żebym tam dotarła, tak? No to zobaczymy.

— Dokąd dotarła? — zdziwił się Ridcully.

— Nie jestem pewna. Wiemy tyle, że skoro ona nie chce, żebym tam doszła, tam właśnie pójdę. Chociaż nie spodziewałam się, że pojawisz się nagle i krew ci napłynie do serca.

Ridcully wykręcił szatę — odpadła z niej duża część cekinów. Potem zdjął kapelusz i odkręcił czubek.

Nakrycie głowy przechwytuje wibracje morficzne. Swego czasu wiele problemów na Niewidocznym Uniwersytecie spowodował kapelusz byłego nadrektora, który wychwycił zbyt wiele magicznych wibracji, spędzając długie lata na magicznych głowach, i w końcu wykształcił własną osobowość. Ridcully zażegnał niebezpieczeństwo, zamawiając nowy kapelusz. Złożył szczegółową specyfikację w ankh-morporskiej firmie kompletnie obłąkanych kapeluszników.

Nie był to zwykły kapelusz maga. Niewielu magów w ogóle korzystało ze szpiczastego czubka — czasem tylko trzymali tam parę skarpet. Ale kapelusz Ridcully’ego mieścił w środku prawdziwe komody i krył liczne niespodzianki. Miał cztery teleskopowe nogi i zwój natłuszczonego jedwabiu tuż nad rondem, co pozwalało zmienić go w nieduży, ale wystarczający namiot. Miał wewnętrzne kieszenie z żelaznymi racjami na trzy dni. A czubek można było odkręcić, by nalać odpowiednią objętość napoju alkoholowego, do użytku w sytuacjach nadzwyczajnych — na przykład kiedy Ridcully poczuł pragnienie.

Wyciągnął mały, szpiczasty kieliszek w stronę babci.

— Brandy? — zaproponował.

— Co ty masz na głowie?

Ridcully delikatnie dotknął czaszki.

— Tego…

— Moim zdaniem pachnie to jak miód i końskie jabłka. A co to za dziwo?

Ridcully zdjął z głowy niewielką klatkę. Umocowano w niej nieduży pas transmisyjny i skomplikowaną kratownicę szklanych prętów. W klatce siedziała mała, włochata, a obecnie całkiem przemoczona mysz.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)