Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 113
Перейти на страницу:

To nie szaleństwo nim owładnęło. Nie, Austin nigdy by tego tak nie określił. To było poczucie sprawiedliwości. Owładnął nim słuszny gniew, kiedy zwlókł Madeline z werandy. Kierowała nim prawda, kiedy rzucił ją na ziemię, w brud i kurz.

O, udawała, że go nie chce. Krzyczała i walczyła, ale to było tylko udawanie. Miał prawo, prawo dane mu od Boga, wedrzeć się w nią. Nieważne, że ani na chwilę nie przestała udawać, że szlochała i błagała o litość. W końcu ona też musiała uznać to prawo.

Wypełnił ją swoim nasieniem i jeszcze teraz, po tyłu łatach, pamiętał, jaką przyniosło mu to ulgę. Pamiętał, jak dygotało jego ciało, kiedy oddawał jej to, co było w nim mężczyzną.

Przestała w końcu płakać. Kiedy stoczył się z niej i leżał w piachu wpatrując się w to białe od żaru niebo, wstała, odeszła, zostawiła go z triumfem w duszy i smakiem goryczy w ustach.

Czekaj, dzień po dniu, noc w noc, na przyjście Beau. Narodził się jego drugi syn, żona leżała w łóżku z kamienną twarzą, a Austin czekał z winchesterem w dłoni. I tęsknił aż do bólu za tym, by móc zabić.

Ale Beau nigdy nie przyszedł. Austin zrozumiał, że Madeline zachowała tajemnicę. 1 skazała go na zagładę.

Teraz Beau nie żył. Nie żyła również Madeline. Leżeli we wspólnym grobie na Cmentarzu Błogosławionego Spokoju.

Ale został syn, syn, który obrócił koło przeznaczenia. Syn uwiódł jego córkę. Dziewczyna nie żyła.

Zemsta była jego prawem.

Austin zamrugał powiekami i skupił wzrok ponownie na smugach słonecznego światła, które przenikały przez pręty, przesuwając się wraz ze słońcem. Nadchodził zmierzch. Austin tkwił w przeszłości przeszło dwie godziny.

Nadszedł czas, by zaplanować przyszłość. Z obrzydzeniem spojrzał na swoje szerokie niebieskie spodnie. Więzienne ubranie. Wkrótce się go pozbędzie. Ucieknie. Bóg pomaga tym, którzy pomagają sami sobie. Znajdzie sposób.

Wróci do Innocence i zrobi to, co powinien zrobić przeszło trzydzieści lat temu. Zabije cząstkę Beau, która żyła w jego synu.

I wyrówna rachunki.

Caroline wyszła na ukwiecone patio i wciągnęła głęboko powietrze pachnące latem. Światło złagodniało, nadciągał zmierzch i owady brzęczały w trawie. Caroline doznała uczucia niemal przesytu. Zapomniała, jak bardzo to uczucie może być przyjemne.

Kolacja okazała się furą pysznego jedzenia podawanego na srebrnych tacach. Była to powolna, wykwintna ceremonia wypełniona zapachem, smakiem, rozmową, śmiechem. Teddy pokazywał sztuki magiczne z serwetka i sztućcami. Dwayne, ponury, ale w stopniu możliwym do przyjęcia, zaprezentował niezwykły talent mimiczny, naśladując Jimmy'ego Stewarta. Jacka Nicholsona i miejscowych oryginałów w rodzaju Juniora Talbota.

Tucker i Josie bawili ją obrazowymi opowieściami o skandalach seksualnych, jakie zdarzyły się przed pięćdziesięciu laty.

Jak bardzo różniła się ta kolacja od posiłków w jej domu rodzinnym.

Matka narzucała stosowny temat rozmowy i ani kropla nie spadała na wykrochmalony adamaszkowy obrus. Posiłki te przypominały bardziej konferencje biurowe niż rodzinne biesiady. Nigdy nie omawiano przeszłości przodków, a Georgia McNair Waverly wcale nie byłaby ubawiona, gdyby gość wyciągnął zza jej stanika widelec do sałaty. Za to Caroline bawiła się jak nigdy dotąd w życiu i było jej przykro, że wieczór się kończy.

– Wyglądasz na szczęśliwą – zauważył Tucker.

– Dlaczego nie miałabym być szczęśliwa?

– Nie wiem. To mnie po prostu cieszy. – Wziął ją za rękę. Kiedy ich palce się splotły. Tucker wyczuł w niej więcej niepewności niż oporu. – Masz ochotę na spacer?

Był ładny wieczór, urocza sceneria, nastrój sprzyjał przechadzce.

– Tak.

Niewiele ma to wspólnego ze spacerem, pomyślała, kiedy błąkali się pośród krzewów różanych i gazonów gardenii. Przypomina bardziej wałęsanie się. Bez pośpiechu, bez celu, bez problemów. Pomyślała, że takie wałęsanie doskonale pasuje do Tuckera.

– Czy to jest jezioro? – zapytała, kiedy ujrzała błysk wody w ostatnich promieniach słońca.

– Sweetwater. – Posłusznie zmienił kierunek przechadzki. – Beau wybudował tam swój dom, na południowym brzegu jeziora. Zostały jeszcze fundamenty.

Caroline zobaczyła tylko kupę kamieni.

– Jaki piękny mieli stąd widok. Akry własnej ziemi. Jakie to uczucie?

– Nie wiem. Ono po prostu jest.

Rozczarowana patrzyła na szerokie, płaskie pola bawełny. Była dzieckiem miasta, gdzie nawet najbogatsi posiadali na własność jedynie skrawki przestrzeni, a ludzie mieszkali sobie nad głowami. – Posiadać tyle ziemi…

– To ona posiada ciebie. – Zaskoczyły go własne słowa, ale wzruszył ramionami i dokończył myśl. – Nie można się od niej odwrócić, skoro została ci przekazana. Nie można oddać jej w cudzie ręce, kiedy wszystko przypomina ci, że Longstreetowie posiadali tę ziemię od dwóch stuleci.

– Czy tego pragniesz? Odwrócić się?

– Jest parę miejsc na świecie, które chciałbym zobaczyć. – Wzruszył ponownie ramionami i był w tym ruchu niepokój, którego się po nim nie spodziewała. – Tylko że podróżowanie to skomplikowana sprawa. Wymaga tyle wysiłku.

– Przestań!

Omal się nie uśmiechnął, słysząc niecierpliwość w jej głosie.

– Nic jeszcze nie zrobiłem. – Przesunął dłonią po jej ramieniu. – Ale myślę o tym.

Odsunęła się, zła.

– Wiesz, o co mi chodzi. W jednej chwili sprawiasz wrażenie, jakbyś myślał o czymś więcej poza znalezieniem najłatwiejszej drogi ucieczki. W następnej odtrącasz wszystko.

– Nigdy nie widziałem sensu w obieraniu najtrudniejszej drogi.

– Co powiesz na właściwą? Nieczęsto spotykał kobietę, która chciała toczyć filozoficzne dyskusję.

Wyjmując papierosa. Tucker podjął swobodnie wątek rozmowy.

– No cóż, to co właściwe dla jednych, może być niewłaściwe dla drugich. Dwayne pojechał na studia i zrobił dyplom, który zda się psu na budę, ponieważ Dwayne woli siedzieć i dumać o tym, co mogłoby być, a nie jest. Josie wyszła dwa razy za mąż i ucieka stąd trzy razy do roku po to, by wrócić i udawać, że lepiej być nie może.

– A ty? Jaki jest twój sposób na życie?

– Brać je, jak leci. A twój… Twój sposób polega na rozpatrywaniu zdarzeń, zanim one się zdarzą. To nie oznacza, Że któreś z nas postępuje źle.

– Ale skoro doszedłeś do wniosku, że woje życie nie wygląda tak, jakbyś chciał, możesz je zmienić.

– Mogę próbować – zgodził się. – „Wiesz przecież, że to rzecz zwyczajna. Życie kończy się śmiercią. Nasz pobyt na ziemi wiedzie nas ku wieczności”. – Zaciągnął się dymem. – „Hamlet”.

Caroline wybałuszyła na niego oczy. Był ostatnim człowiekiem na ziemi, którego by podejrzewała o cytowanie Szekspira.

– Weźmy choćby to pole. – Objął ją za ramiona i odwrócił. – Ta oto bawełna urośnie. Urośnie, ponieważ ma pod sobą stopę najlepszej ziemi pełną nawozu. Wytrujemy cholerne wołki i kiedy nadejdzie lato, bawełna zostanie zebrana, oczyszczona, załadowana na ciężarówki i sprzedana. Zamartwianie się, czy wszystko to na pewno się zdarzy, ani na jotę nie zmieni sytuacji. Zresztą, mam zarządcę, który odwala za mnie zamartwiania się.

– To nie może być aż tak proste… – zaczęła.

– Sprowadziliśmy kwestię do podstaw, Caro. Bawełna jest sadzona, zbierana i przetwarzana, choćby w tak uroczą sukienkę, jaką masz obecnie na sobie. Oczywiście, mógłbym spędzać bezsennie noce martwiąc się, czy będzie dość deszczu, czy nie będzie go za mało. Czy nie zastrajkują kierowcy, czy kretyni w Waszyngtonie znowu nie spieprzą sprawy i nie wpakują nas w kryzys gospodarczy. Albo mogę się dobrze wyspać. Rezultat będzie identyczny.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)