Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– Rozumie się. – Junior wyciągnął paczkę winstonów z kieszeni koszuli poplamionej olejem. Wytrząsnął papierosa z paczki i kiedy Tucker się poczęstował, schował ją starannie do kieszeni. Potem przykucnął, żeby przyjrzeć się zgniecionemu błotnikowi. Zapadła kolejna długa cisza.
– Niezła z niej była gablota.
Tucker wiedział, że Junior nie chce rozdrapywać jego ran. Po prostu w jego naturze leżało stwierdzanie rzeczy oczywistych. Tucker wsunął rękę do samochodu i ze skrytki na rękawiczki wyjął pudełko zapałek.
– Chyba złożą mi ją do kupy w Jackson. Junior namyślał się nad tym przez chwilę.
– Chyba – zdecydował. – Chociaż mogłeś wygiąć kadłub. Mają teraz sposoby, żeby go naprostować. Kiedyś wygiąłeś kadłub i mogłeś się pożegnać z gablotą.
Tucker uśmiechnął się przez chmurę dymu.
– Nie ma jak postęp.
– Prawda. – Nie śpiesząc się, Junior wstał, obejrzał bruzdy na poboczu drogi, odłamki szkła, stwierdził brak śladów poślizgu. Po krótkim namyśle zdecydował, że on też zapali.
– Wiesz, Tucker, zawsze mówiłem, że jesteś najlepszym kierowcą, jakiego widziałem, od czasu, gdy pojechałem na pięćsetkę w Daytonie.
Caroline parsknęła niecierpliwie, co zostało zignorowane.
– Pamiętam, jak skasowałeś Bonnych na dwadzieścia dolców w wyścigu na szosie numer jeden. W lipcu siedemdziesiątego szóstego. Wystawił camaro przeciwko twojemu mustangowi. – Junior wziął zapałkę od Tucke i zapalił pocierając o paznokieć kciuka. – Nie mieli szans.
Tucker przypomniał sobie wyścig z przyjemnością.
– Mieliby większe, gdyby Billy T. pozwolił prowadzić Johnowi Thomasowi.
Junior skinął głową.
– Większe, może. Ale żaden z nich nie ma twojego talentu do kółka.
– Idioci – mruknęła Caroline pod nosem. Nawet jeżeli Junior ją usłyszał, udawał, że nie. Był żonaty od ponad roku i wiedział, kiedy mężczyzna, powinien udawać głuchego.
– Powiedz mi – ciągnął Junior tym samym powolnym, spokojnych głosem – jak to się stało, że wjechałeś w ten słup.
– No cóż… – Tucker zaciągnął się w zamyśleniu. – Można powiedzieć żeśmy się rozeszli, wóz w jedną, a ja w drugą. Układ sterowniczy.
Junior skinął głową i spokojnie palił dalej. Caroline miała wielką ochotę zapytać, czy nie przynieść im ogrodowych krzeseł, żeby mogli pogawędzić na siedząco.
– Coś mi się zdaje, że nawet nie zdążyłeś przydepnąć hamulca.
– Zdążyłem – odparł Tucker. – Hamulce nie działały.
W oczach Juniora błysnęło ożywienie. Ktoś inny na jego miejscu zlekceważyłby całą historię. Ale Junior znał i podziwiał umiejętności Tuckera jako kierowcy.
– Zagadkowa sprawa – powiedział. – Zły układ kierowniczy, złe hamulce. Wszystko naraz w takiej bryce? Miała coś ze sześć miesięcy, no nie?
– Zgadza się. Junior pokiwał głową.
– Trzeba jej się przyjrzeć.
– Byłbym wdzięczny, Juniorze.
Caroline milczała, dopóki Junior nie wrócił do swojej ciężarówki.
– Co ma wspólnego wyścig sprzed piętnastu lat z faktem, że wjechałeś w moją skrzynkę pocztową?
Tucker uśmiechnął się.
– Co to była za noc! Odsuń się od wozu, skarbie. Może się przechylić przy szarpnięciu. – Żeby utrwalić jej kiełkujące współczucie. Tucker zarzucił jej rękę na ramię i pozwolił się odprowadzić parę kroków w tył.
– Słabo ci?
Nie było mu słabo, ale w jej głosie usłyszał tyle troski!
– Odrobinę – powiedział zwolna, jakby nadrabiał miną. – To minie. – Stłumił uśmiech, kiedy opasała go w pasie ramieniem.
– Chodźmy do samochodu. Odwiozę cię do domu.
Do domu! Cholera! A już zaczynał robić postępy. – Wolałbym wyciągnąć się na kanapie, zanim odzyskam siły. Czuł, że ona się waha. Wtedy usłyszał klakson i zmełł w ustach przekleństwo. Dwayne zatrzymał swojego białego caddy na samym środku drogi i wyskoczył. Był nie ogolony, a włosy sterczały mu na wszystkie strony. – Jezu miłosierny, chłopie!
Obrzucił Tuckera szybkim spojrzeniem, stwierdził, że brat stoi na obu nogach i przeniósł całą uwagę na samochód, który Junior zdejmował ze słupa.
– Wybrałeś się na niedzielną przejażdżkę, Dwayne?
– Crystal dzwoniła. – Dwayne gwizdnął przez zęby, kiedy zobaczył przód porsche'a. – Singleton Fuller był na stacji, kiedy Junior odebrał telefon. Wpadł na Jeda Larssona, który opowiedział wszystko Crystal, która przyszła po skrzynkę coli. Dobrze, że to ja odebrałem telefon, a nie Josie. – Pod wpływem cudownych leków Josie jego kac ustąpił na tyle, że Dwayne był w stanie odczuwać coś poza własnym bólem głowy. – Kurczę blade, Tucker, załatwiłeś to cacuszko.
Tracąc cierpliwość, Caroline wciągnęła gwałtownie powietrze.
– Twój brat czuje się lepiej, niż można by się spodziewać w tych okolicznościach – wystrzeliła. – Mogło być gorzej, a tak, zadrapał sobie tylko czerep. To zrozumiałe, że niepokoi cię stan brata, ale proszę mi wierzyć, nic mu nie będzie.
Junior przerwał robotę i zamarł z papierosem zwisającym z kącika ust. Dwayne zamrugał bezradnie powiekami. Tucker robił co w jego mocy, by nie ryknąć śmiechem.
Ona za mną szaleje, zdecydował.
– Tak – powiedział Dwayne ze skrupulatną uprzejmością. – Widzę, że nic mu nie jest. Przyjechałem zabrać go do domu.
– Cóż za troskliwa rodzina.
– Faktycznie, trzymamy się razem. – Kiedy się uśmiechał, było w nim coś zniewalającego, mimo przekrwionych oczu i aury przepicia.
– Nigdy nie spotkałam podobnej rodziny – powiedziała Caroline szczerze.
– Załatwione, Tuck – zawołał Junior. – Sprawdzę, co i jak, i dam ci znać.
– Dzięki, Junior. – Tucker musiał się odwrócić. Po prostu nie mógł patrzeć, jak odholowują jego samochód. Było to niemal tak przykre, jak Widok kogoś bliskiego na noszach.
– Miło cię było znowu widzieć, Caroline – powiedział Dwayne, po Czym ruszył w stronę swojego samochodu. – Chodź, Tucker. Zaczynał się mecz, kiedy Crystal zadzwoniła. Straciłem już pierwszą połowę.
– Za chwilę. – Tucker odwrócił się ku Caroline. – Dziękuję za opiekę. – Dotknął jej włosów. – I za to, że mnie wysłuchałaś. Nie cwałem sobie sprawy, jak bardzo chcę z kimś porozmawiać.
Potrzebowała chwili, by uświadomić sobie, że Tucker mówi poważnie. Nie dostrzegła kpiącego błysku w jego oczach.
– Zawsze do usług – powiedziała.
– Chciałbym ci się jakoś odwdzięczyć. – Kiedy cofnęła głowę przed jego dotknięciem, Tucker ujął ją za podbródek. – Chciałbym zaprosić cię dzisiaj na kolację do Sweetwater.
– Naprawdę, Tucker, nie musisz tego…
– Nagle zapragnąłem, byś zobaczyła mnie w bardziej sprzyjających okolicznościach niż te, które udawało mi się stworzyć dotychczas. – Błądził palcami między jej uchem a podbródkiem. – Zapragnąłem cię zobaczyć, kropka.
– Nie chcę niczego zaczynać, z nikim – powiedziała spokojnie, choć puls walił jej w skroniach.
– Zapraszanie sąsiadów na niedzielną kolację jest starą tradycją w tych okolicach.
Musiała się uśmiechnąć.
– Nie będę łamała starych tradycji.
– Cholera, Tuck, pocałuj ją po prostu i chodźmy – zawołał Dwayne. Oddając uśmiech, Tucker przesunął kciukiem po jej wargach.
– Nie pozwoli mi. Na razie. Czekam o piątej, Caro. Oprowadzę cię po Sweetwater.
– Dobrze.
Patrzyła, jak idzie do cadillaka i sadowi się ostrożnie na przednim siedzeniu. Zdążył jeszcze posłać jej szybki uśmiech, zanim Dwayne wystrzelił w stronę Sweetwater, jadąc dokładnie środkiem drogi.