Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– Lecę jak głupia z kiermaszu, myśląc, że rozbiłeś sobie głowę albo co gorszego, a ty mi mówisz, że mamy gości na kolacji! – Della grzmotnęła wałkiem w bryłę ciasta. – Teraz nie wiem, ile pieniędzy zebrałyśmy. Musiałam zostawić wszystko w rękach Susie Truesdale, a ona tak się zna na handlu jak nie przymierzając ty.
Ponieważ refren ten rozbrzmiewał od dobrych trzech godzin, Tucker uznał, że czas działać. Wyciągnął z kieszeni dwadzieścia dolarów i położył jej na kuchennym blacie.
– Masz. To mój wkład w kiermasz ciast Świętej Trójcy.
– Hmmm. – Zwinne palce Delii chwyciły banknot i upchnęły go w czeluściach fartucha. Ale pieniądze nie mogły kupić jej milczenia.
– Myślałam, że dostanę zawału. Przylatuje Earleen i mówi, żeś rozbił samochód. A mówiłam ci, kiedyś go kupował, że zrobili go cudzoziemcy i nic dobrego z tego nie wyniknie. Podobnie jak ze ścigania się po drogach w dzień święty. – Włożyła rozwałkowane ciasto do formy. – A kiedy przybiegam do domu zobaczyć, czy jesteś żywy czy martwy, ty mi mówisz, że zaprosiło gościa na kolację.
Pofukując, przycinała odstające końce ciasta.
– Jakby szynka się miała upiec sama. Wnuczka Etidht! Miałam dużo sympatii dla Edith. Opowiadała mi, jak to jej wnuczka jeździ do Paryża i Włoch, że była w samym Pałacu Buckingham i jadła kolację z prezydentem w Białym Domu. – Rozwałkowała następną grudę ciasta. – I ona przychodzi na kolację, a je nie mam nawet czasu sprawdzić, czy nie trzeba wyczyścić sreber. Twoja mama przewróciłaby się w grobie, niech spoczywa w pokoju, gdybym nie użyła dobrych sreber. – Otarła wierzchem dłoni czoło, zadzwoniły ciężkie bransolety na jej przegubach. – A on myśli, że niedzielna kolacja zrobi się sama. Iście po męsku.
Tucker spojrzał wilkiem na ziemniaka, którego właśnie obierał.
– Przecież ci pomagam, prawda? Parsknęła pogardliwie.
– Wielka mi pomoc. Za grubo obierasz ziemniaki i rozrzucasz łupiny na mojej czystej podłodze.
– Jezu Chryste!
Oczy Delii błysnęły gniewem. Tucker skulił się w sobie.
– Nie używaj imienia Pańskiego nadaremnie, nie w mojej kuchni w niedzielę.
– Zmyję podłogę, Della.
– Pewnie, że zmyjesz. Tylko nie waż się brać najlepszego ręcznika, jak ostatnim razem.
– Tak jest. – Czas wytoczyć największą armatę, uznał Tucker. Wstawił miskę z ziemniakami do zlewu i otoczył ramionami pokaźną talię Delii.
– Chciałem tylko zrobić coś miłego dla Caroline po tym, jak opatrzyła mi głowę.
Della chrząknęła znacząco.
– Widziałam ją i mogę sobie wyobrazić, co to jest, to coś miłego. Uśmiechnął się zanurzając twarz w jej czerwonych lokach.
– Nie mogę zaprzeczyć. Taka myśl zaświtała mi w głowie.
– Chyba w rozporku. – Ale usta jej drżały od hamowanego śmiechu. – Trochę za chuda jak na twój gust.
– Cóż, liczę na to, że się podtuczy na twoim wikcie. Wiesz, że nikt nie serwuje takich frykasów jak ty. Prawdę mówiąc, chciałem jej trochę zaimponować. Najpewniejszy sposób to kazać jej spróbować twojej marynowanej szynki.
Della parskała, prychała i rumieniła się z dumy.
– Myślę, że nie zaszkodzi nakarmić dziewuszyny przyzwoitą kolacją.
– Przyzwoitą?! – Uścisnął Delię. – Złotko, nie jadła lepszej w Białym Domu. Masz to jak w banku.
Della zachichotała i odepchnęła jego ręce.
– Dostanie figę z makiem, jeżeli nie skończę. Wrzuć ziemniaki do wrzątku i zmiataj stąd. Skończę prędzej, jeżeli nie będziesz mi pomagał.
– Sie robi! – Tucker wycisnął na jej policzku pocałunek. Wymruczała coś z zadowoleniem. Wychodząc parę minut później z kuchni, Tucker natknął się na Dwayne'a rozciągniętego na podłodze w salonie. Oglądał kolejny mecz baseballowy.
– Mógłbyś się ogolić.
Dwayne przekręcił się na bok i sięgnął po butelkę coca – coli.
– Jest niedziela. Nigdy nie golę się w niedzielę.
– Mamy gościa na kolacji.
Dwayne pociągnął tęgi łyk i zaklął, kiedy baseballista puścił piłkę.
– Jeżeli się ogolę, ona zobaczy, że jestem przystojniejszy od ciebie. I jak będziesz wtedy wyglądał?
– Zaryzykuję.
Dwayne parsknął pogardliwie.
– Przycisną tego miotacza jeszcze w tej części gry, jeżeli mają trochę oleju w głowie. Dobra, ogolę się.
Zadowolony z takiego obrotu spraw, Tucker ruszył w górę po schodach. Zanim dotarł do swojego pokoju, wezwała go Josie.
– Tucker? Czy to ty, skarbie?
– Idę wziąć prysznic.
– Chodź tu na chwilę i pomóż mi.
Zerknął na zegarek dziadka, stwierdził, że do przyjścia Caroline zostało jeszcze pół godziny, i wszedł do pokoju Josie.
Wyglądał jak dom towarowy po wyprzedaży. Bluzki, sukienki, halki, buty leżały rozrzucone na krzesłach, łóżku, parapecie okiennym. Pajacyk z czarnej koronki zwisał bardzo sugestywnie z trąby różowego słonia, którego jakiś zapomniany adorator Josie wygrał na stanowym festynie.
Wciąż miała na sobie czerwony szlafrok, a głowę trzymała w szafie. między resztą odzieży.
Jak zwykle w pokoju unosił się zapach będący kombinacją perfum. pudrów i rozmaitych płynów kosmetycznych. W rezultacie pachniało trochę jak w sklepie perfumeryjnym, trochę jak w luksusowym burdelu.
Tucker obrzucił wnętrze szybkim spojrzeniem i doszedł do oczywistego wniosku.
– Masz randkę?
– Teddy zawozi mnie na przedstawienie do Greenville. Powiedziałam żeby wpadł na kolację, skoro i tak mamy gościa. Co powiesz na to? – Odwróciła się, trzymając na wysokości bioder skórzaną minispódniczkę.
– Za gorąco na skórę.
Ubolewała nad tym przez chwilę, ponieważ spódnica odsłaniała pięknie jej nogi, po czym odrzuciła ciuch na łóżko.
– Masz rację. Wiem, czego mi potrzeba, tej skąpej różowej kiecki. Miałam ją na sobie na przyjęciu w Jackson w zeszłym tygodniu i otrzymałam jedną. ofertę małżeńską i trzy niemoralne propozycje. Gdzie ona jest, do cholery.
Tucker patrzył, jak przetrząsa ubrania już odrzucone.
– Myślałem, że wypróbowujesz doktora dla Crystal.
– Prawda. – Podniosła głowę i uśmiechnęła się od ucha do ucha. – Ale uznałam, że on wcale nie jest w typie Crystal. Zresztą wraca za parę dni na Północ i rozstanie złamałoby jej serce. Nie może pozwolić sobie na podróże do Waszyngtonu, a ja, owszem. Głowa boli cię jeszcze?
– Nie bardzo.
– Spójrz tutaj. – Pokazała na niewielki siniak na łydce. – Wyrwałeś stąd tak prędko, że poleciał żwir. Teraz będę musiała zapudrować nogę albo włożyć spodnie.
– Przepraszam.
Wzruszyła ramionami i podjęła poszukiwania różowej sukienki.
– Nie ma sprawy. Byłeś zdenerwowany. Wszyscy się dowiedzą, że ona kłamała, Tucker. Dowiedzą się, zanim pogrzebią ją we wtorek.
– Chyba tak. – Dostrzegł rąbek czegoś różowego i wyciągnął spod stosu sukienkę. – Już się uspokoiłem. W pierwszym momencie faktycznie trochę mnie poniosło.
Dotknęła bandażu na jego czole i przez chwilę stali przy sobie, w obłoku perfum Josie. Łączyło ich coś więcej niż twarz matki, więcej niż nazwisko ojca. Istniała między nimi więź mocniejsza niż wspólnota krwi. Kochali się.
– Przykro mi, że ona cię zraniła, Tucker.
– Pokiereszowała trochę moją męską dumę, to wszystko. – Pocałował Josie leciutko w usta. – Już się zabliźnia.
– Jesteś za dobry dla kobiet, Tucker. Zakochują się w tobie. Masz z tego tylko kłopoty. Gdybyś był dla nich trochę twardszy, nie wzbudzałbyś takich nadziei.
– Będę o tym pamiętał, Josie. Następnym razem, kiedy umówię się z kobietą, powiem jej, że jest brzydka.