Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 113
Перейти на страницу:

– Idę – powiedziała Caroline stanowczo. – Zadzwonię do Delii jutro.

– Poczekaj chwilę. – Próbował rozpoznać markę samochodu. Wszystko, co mógł stwierdzić na pewno, to że tłumik urwał się już jakiś czas temu. Hałas obudziłby umarłego. Aż trudno było uwierzyć, że stateczny czarny lincoln, który zarył się kołami w żwir tuż za BMW Caroline, może wydawać z siebie tak nieprzystojne dźwięki.

Kiedy drzwi się otworzyły i ukazała się siwowłosa kobieta w bawełnianej koszulce, dżinsach i wojskowych butach. Tucker ryknął śmiechem.

– Kuzynka Lulu!

– To ty, Tucker? – Jej głos nasuwał myśl o pociągu towarowym w pełnym biegu. Huczał i turkotał. – Co ty tam robisz w ciemnościach z tą dziewczyną?

– Mniej niżbym chciał. – W dwóch susach znalazł się przy Lulu i zgiąwszy się niemal wpół ucałował jej upudrowany policzek o skórze cienkiej jak pergamin. – Śliczna jak zawsze – oznajmił. Lulu zachichotała i grzmotnęła go w plecy.

– Sam jesteś śliczny. Wyglądasz bardziej na swoją matkę niż ona sama. Hej, ty tam! – Kiwnęła na Caroline kościstym palcem. – Chodź tu, żeby cię mogła obejrzeć.

– Tylko jej nie przestrasz – ostrzegł Tucker. – Kuzynko Lulu, to jest Caroline Wavedy.

– Waverly, Waverly. Nie z łych stron. – Obejrzała dziewczynę od stóp do głowy. – 1 nie w twoim typie, Tucker. Nie ma zbyt wiele w głowie ani nie jest całkiem głupia.

– Dziękuję – powiedziała Caroline.

– Jankeska! – Lulu wydała skrzek, który rozbiłby kryształ, gdyby jakiś znajdował się w pobliżu. – Panie na wysokościach. Ona jest Jankeska!

– Tylko w połowie – powiedział Tucker szybko. – To wnuczka panny Edith.

– Edith McNair? – zapytała Lulu przymrużając oczy. – George'a i Edith?

– Tak, psze pani – powiedziała Caroline, wepchnąwszy sobie język pod policzek. – Zwekslowałam się na lato do domu dziadków.

– Umarli, zdaje się? Tak, umarli, ale byli Missisipijczykami z krwi i kości, a to już coś. Czy to twoje włosy, dziecko, czy peruka?

– Moje… – Odruchowo Caroline podniosła dłoń do głowy. – Moje włosy.

– Dobrze. Nie ufam łysym kobietom ani trochę bardziej niż Jankeskom. No, zobaczymy. A teraz, Tucker, weź moje walizki i załatw mi kieliszek brandy. I zadzwoń do Talbota w sprawie mojego wozu. Zgubiłam tłumik gdzieś w Tennessee. A może było to w Arkansas? – Przystanęła u podnóża schodów. – No, na co czekasz, dziewczyno? Chodź!

– Ja… Właśnie odjeżdżałam…

– Tucker, powiedz tej dziewczynie, że kiedy proponuję kieliszek brandy Jankesowi, niech ten Jankes lepiej go wypije.

I kuzynka Lulu weszła na schody, dudniąc wojskowymi buciorami.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Cyr Hatinger miał wilgotne dłonie. Reszta jego osoby też nie była idealnie sucha, jak to mówią w reklamach dezodorantów. Czuł wilgoć pod pachami, mimo obfitejki Banu w kulce. Już dobry rok temu pojawiło mu się tam owłosienie. Między nogami też. Fakt ten zawstydzał go i zachwycał zarazem.

Jego pot był potem młodości, czystym i bezzapachowym. Wywołał go poranny upał, strach i podniecenie. Cyr miał zamiar zrobić coś, co sprowadziłoby na niego ojcowski gniew w formie tęgiego lania.

Szedł prosić Longstreetów o pracę.

Przypomniał sobie, że ojciec jest w więzieniu i fakt ten trochę go pocieszył. Jednocześnie poczuł ukłucie winy i spocił się jeszcze bardziej.

„Jak to dobrze, że użyłeś Dialu! Czy nie było miło, gdyby inni używali go również?”

Od dawna już zauważył, że myśli reklamami. Pewnie dlatego, że matka trzymała włączony telewizor dzień i noc. Dla towarzystwa, mawiała, wyłamując sobie palce i patrząc na niego pustym wzrokiem. Powieki miała wiecznie zaczerwienione, ponieważ płakała nieustannie, prawie nie dostrzegając jego i Ruthanne.

Czasem natykał się na nią w środku dnia, siedzącą w szlafroku na wyblakłej, zapadniętej sofie. Kosz z brudną bielizną stał u jej nóg, a ona chlipała i oglądała „Dni naszego życia”. W takich razach Cyr nie wiedział, czy matka płacze nad sobą, czy nad mieszkańcami mitycznego miasta Salem.

Dla Cyra Brady'owie z Salem byli bardziej realni niż jego własna matka, która snuła się nocami po domu jak duch, podczas gdy telewizja nadawała monologi Leno, powtórki seriali albo reklamy gadżetów takich jak Clapper, magicznego przełącznika, który gasił światła i uruchamiał telewizor na odgłos klaśnięcia.

Przypominało to oklaskiwanie urządzenia elektronicznego.

Cyr wyobrażał sobie matkę z Clapperem, jak szlocha i klaszcze jednocześnie, podczas gdy światła gasną i zapala się ekran.

– Dziękuję, dziękuję – mówi stary, obdrapany telewizor. – A oto mój następny punkt programu, wielebny Samuel Harris powie wam, grzesznikom, jak przekroczyć bramy raju.

O tak, mama lubiła programy religijne z nawiedzonymi pastoramio hipnotycznych głosach, którzy potępiali grzech i obiecywali zbawienie zamian za czeki.

Poprzedniego dnia, kiedy wrócił z wyprawy na ryby, dom wypełniała muzyka organowa i chóralne alleluja. Przeszedł przez kuchnię do salonu i zobaczył matkę wpatrującą się w telewizor szklistym wzrokiem. Przestraszył się trochę, ponieważ przez chwilę – tylko przez chwilę – twarz kapłana była twarzą jego ojca i z ekranu wpatrywały się w niego wszystkowidzące oczy ojca. – Masz włosy między nogami i grzeszne myśli w głowie – ostrzegał go ojciec. – Następny etap to cudzołóstwo. Cudzołóstwo! Między nogami masz też narzędzie szatana, synu!

Idąc poboczem zakurzonej drogi, Cyr poprawił sobie narzędzie szatana, które zdawało się kurczyć pod wpływem głosu ojca.

Ojciec nie może mnie zobaczyć, powiedział sobie Cyr i otarł czoło wierzchem dłoni. Ojciec jest w więzieniu i pozostanie tam przez jakiś czas. Tak jak A.J., który przerzucił się z kradzieży papierosów i czekoladowych Marsów na kradzież samochodów. W chwili, gdy drzwi celi zamknęły się za jego najstarszym bratem, ojciec powiedział, że nie ma już syna o imieniu Austin Joseph. Teraz znalazł się w takich samych tarapatach i Cyr zastanawiał się, czy to oznacza, że on nie ma już ojca.

Ulga, jakiej doznał na tę myśl, wywołała kolejny sygnał poczucia winy, tym razem o wiele boleśniejszy.

Nie będzie myślał o ojcu. Będzie myślał o tym, by dostać pracę. Cyr wiedział, że matka nie pozwoliłaby mu postawić nogi na ziemi Longstreetów. Spojrzałaby na niego tym pustym, udręczonym wzrokiem, który pojawiał się w jej oczach, ilekroć ojciec uznał, że zasłużyła na karę.

Jakie grzechy popełniła jego matka? zapytywał Cyr sam siebie, zaciskając i rozprostowując palce. Jakie to mogły być grzechy, które musiała zmywać własną krwią?

A kiedy ojciec uratował ją już z rąk szatana, podbijając jej oko albo rozcinając wargę, matka szła do sąsiadów opowiedzieć o swoim upadku. Przyjeżdżał szeryf, a ona przywoływała ten swój okropny, przerażający uśmiech na twarz i powtarzała ciągle od nowa, że zleciała ze schodków Werandy.

Niezależnie do tego, jak często i z jaką mocą spadały na nią te wielkie Pieści, matka stała niewzruszenie po stronie ojca.

Więc Cyr zdawał sobie sprawę, że nie pozwoli mu pójść do Sweetwater. Dlatego w ogóle jej o tym nie powiedział.

Ostatnio nie istniało dla niej nic poza telewizyjnym światem i płaczliwymi telefonami do prawnika. Cyr nie miał żadnych trudności z wymknięciem się z domu. Nie przyspieszył nawet kroku, wiedząc, że gdy matka wyjrzy przez okno i zobaczy go na ścieżce, jej wzrok przemknie tylko po nim i natychmiast wróci do ekranu telewizora.

Przebył pięć kilometrów bitej drogi i wszedł na Gooseneck Road, skąd udało mu się podjechać trzy kilometry w ciężarówce Hartfrodta Pretta. Pozostawał jeszcze co najmniej sześciokilometrowy spacer do Sweetwater.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)