Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]
Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]

Электронная книга - «Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]». Краткое содержание книги:

Michael Poole spędził wiele lat, zmagając się z problemem fizyki kwantowej podczas budowy niezwykłego tunelu czasoprzestrzennego, łączącego teraźniejsze, przeszłe i przyszłe światy. Kontynuując samotnie swe badania w Chmurze Oorta, Michael nie wie, że jego odkrycia są wykorzystywane przez buntowników z przyszłości odległej o tysiąc pięćset lat. Fantyczna grupa Przyjaciół Wignera ucieka w przeszłość sprzed okresu, w którym Ziemia jest okupowana przez tajemniczą rasę qaxów. Dawna przyjaciółka Poole'a, utalentowany naukowiec Miriam Berg, zostaje zmuszona do współpracy z buntownikami. Przewidując katastrofalny wpływ ich działań na rozwój historii, wysyła wiadomość do Michaela z prośbą o pomoc. Qaxowie ruszają w głąb czasu z zamiarem unicestwienia ludzkości.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 59
Перейти на страницу:

— Jezusie — mruknął. — To obrzydliwe.

Parz trzymał się parę kroków przed nim. Teraz roześmiał się i odezwał swą szybką, rytmiczną angielszczyzną.

— Nie — powiedział. — Jeszcze dla wielu pokoleń ludzi — nawet w mojej przyszłości — będzie to najdoskonalszy z istniejących pojazdów międzygwiezdnych, i tak właśnie wygląda życie na jego pokładzie.

Parz był szczupłym, fertycznym mężczyzną średniego wzrostu; miał rzednące śnieżnobiałe włosy, posępną, pochyloną twarz i niski podbródek. W opinii Michaela wyglądał jak karykatura starzejącego się biurokraty — karykatura, której jedyną dodatnią cechę stanowiły oszałamiająco zielone oczy. Parz w swym przezroczystym, obcisłym kombinezonie poruszał się znacznie sprawniej w tym klaustrofobicznym, lepkim środowisku niż Michael, zakopany w ciężkim skafandrze przystosowanym do wyjścia w otwarty kosmos. Jednak obserwując Parza prześlizgującego się jak ryba przez kloaczną ciemność, Poole nagle zaczął cieszyć się z chłodnej suchości swego skafandra.

Mięsisty płat, szeroki na jard, usunął się nagle w podłodze tunelu. Poole odskoczył z okrzykiem przerażenia. W przedzie Parz zatrzymał się i obrócił. Kule odpowiednika krwi wielkości pięści wypłynęły z otworu, dygocząc, a następnie rozbryzgując się lepko na nogach Poole'a. Za nimi wyskoczył limfobot — jeden z tych małych robotów, od których zdawał się roić ten cholerny statek. Ten wyglądał jak spłaszczona kula o średnicy jednej stopy. Poruszał się. przeskakując ze ściany na ścianę. Nagle na kilka sekund zatrzymał się przed Poole'em. Drobne czerwone plamki światła lasera zatańczyły na łydkach i kolanach Poole'a. Michael napiął mięśnie, oczekując ukłucia bólu. Lecz punkty światła porzuciły go nieoczekiwanie i omiotły ściany oraz globulki krwi niczym reflektory.

Limfobot migocząc silnikami, popędził w głąb przejścia, znikając im z oczu.

Poole stwierdził, że cały dygocze.

Parz roześmiał się irytująco.

— Nie powinien się pan nimi przejmować. To tylko zwykłe urządzenie remontowe…

— Uzbrojone w lasery.

— Używało ich wyłącznie do pomiarów odległości, panie Poole.

— I zapewne nie mogło zastosować ich do bardziej ofensywnych działań, co?

— Przeciwko nam? Limtbboty tego splina są doskonale przyzwyczajone do obecności ludzi, panie Poole. Prawdopodobnie uważają, że my sami również jesteśmy częścią ekipy remontowej, Nie śmiałyby zaatakować ludzi. Oczywiście, jeśli nie otrzymałyby szczegółowych rozkazów.

— Też mi pociecha — stwierdził Poole. — Tak czy owak, co on tu robił? Wydawało mi się. że powiedział pan, że ten cholerny splin nie żyje.

— Oczywiście, że nie żyje — odparł Parz z cieniem dobrodusznego zniecierpliwienia. Ach, lecz czymże jest w takim razie śmierć dla istoty takich rozmiarów? Wtargnięcie pańskiego napędzanego silnikiem fazowym pojazdu do serca splina wystarczyło, by przerwać kanały dowodzenia i zakłócić większość wyższych funkcji nerwowych. Coś na kształt przerwania rdzenia kręgowego u człowieka. Ale czy jest martwy? — Parz zawahał się. Panie Poole. proszę wyobrazić sobie, że wpakował pan kulę w mózg tyranozaura. Gad jest niemal martwy, jego mózg został zniszczony. Ale jak długo trwać będą procesy bezwładnościowe w jego ciele, sprzężenia zwrotne usiłujące na oślep przywrócić pozory homeostazy? A limfoboty są prawie autonomiczne — niektóre nawet częściowo organiczne. Po zniszczeniu świadomości splina działać będą bez odgórnych dyrektyw. Większość z nich po prostu przestanie funkcjonować. Lecz te bardziej skomplikowano — takie jak nasz niedawny gość — nie muszą czekać na rozkazy, by wiedzieć, co mają robić. Wędrują przez ciało splina w poszukiwaniu zadań do wykonania, napraw do przeprowadzenia. Zapewne jest to system odrobinę anarchiczny, ale jednocześnie wysoce efektywny. Elastyczny, szybko reagujący na zmiany, mobilny, o inteligencji rozproszonej aż do najniższego szczebla… Odrobinę przypomina to idealne ludzkie społeczeństwo, jak sądzę. Wolne jednostki poszukujące sposobów powiększania wspólnego dobrobytu. — Śmiech Parza wydał się Poole'owi aż nadto delikatny, wręcz afektowany. Być może powinniśmy żywić nadzieję, jak przystoi jednemu rozumnemu gatunkowi wobec innego, że limfoboty znajdą zadania nadające znaczenie ich istnieniu tak długo, jak zachowają świadomość.

Poole zmarszczył czoło, przypatrując się okrągłej, poważnej twarzy Parza. Jasoft Parz wydawał mu się odpychający w dziwny sposób, niczym owad. Jego poczucie humoru było zbyt zgorzkniałe jak dla Michaela. a poglądy na świat nadto wyrafinowane, ironiczne, oderwane od bezpośrednich, zwykłych trosk ludzkiej percepcji.

Oto człowiek, który zdystansował się od własnych emocji, pomyślał Poole. Stał się równie obcy jak qaxowie. Świat jest dla niego grą, zagadką, którą trzeba rozwiązać — nie, nawet i nie to, którą należy podziwiać, tak, jak można by zachwycać się zapisanymi posunięciami starożytnej partii szachów. Bez wątpienia był to skuteczny sposób na przetrwanie dla kogoś pracującego w branży Parza. Poole znalazł w swym sercu współczucie dla człowieka z przyszłości.

Parz, maszerując tunelem przed Poole'ern, mówił dalej:

— Nigdy przedtem nie przebywałem na pokładzie martwego splina. panie Poole. Podejrzewam, że upłynąć mogą całe dni, zanim ciało przestanie normalnie funkcjonować. Tak więc jeszcze przez jakiś czas napotykać pan będzie oznaki życia — pociągnął uważnie nosem. — Ostatecznie splin nie będzie się już nadawał do zamieszkania, to oczywiste. Próżnia przeniknie w najgłębsze jego zakątki. Staniemy się świadkami wyścigu między rozkładem a zlodowaceniem… zawahał się. W pobliżu znajdują się inne statki, które mogłyby nas stąd zabrać? Mam na myśli ludzkie statki z tego okresu.

Poole roześmiał się.

— Cała flotylla, pod wszystkimi banderami układu. Cholernie wielki mieliśmy z nich pożytek. — Floty wojenne nadciągały w pokaźnej ilości. Jednak kluczowe bitwy zakończyły się w kilka minut, na długo zanim planety wewnętrzne w ogóle uświadomiły sobie realność inwazji z przyszłości. Jak dowiedział się Poole, gwiezdne bitwy stanowiły efektowny spektakl, rozgrywający się na żywo na olbrzymich wirtualach zawieszonych na niebie wszystkich planet… — Poprosiliśmy ich, żeby jeszcze przez parę godzin powstrzymali się od działania, dopóki nie skończymy naszych oględzin. Chcieliśmy się upewnić, że ten obiekt jest bezpieczny — martwy nieaktywny zanim pozwolimy komukolwiek wejść na pokład.

— Och, uważam, że jest tu całkowicie bezpiecznie — odparł sucho Parz. — Gdyby splin był nadal zdolny do ataku, zapewniam pana. że już by pan nie żył. Aha — dodał — jesteśmy na miejscu.

Żyłopodobny tunel gwałtownie otwarł się szeroko wokół Jasofta. Wypłynął na otwartą przestrzeń, a luminosiera cierpliwie podążyła w ślad za nim. Jej białe światło rozjaśniało odrobinę ściany komory, która w ocenie wyglądającego ostrożnie z wylotu tunelu Poole'a miała około ćwierć mili szerokości. Ściany były różowe i poznaczone szkarłatnymi żyłami grubymi jak ramię Poole'a. Odpowiednik krwi wciąż pulsował w co większych przewodach, a dygoczące kuliste krwinki, niektóre szerokie na kilka jardów, dryfowały przez ciemność niczym stateczne galeony.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)