Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]
Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]

Электронная книга - «Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]». Краткое содержание книги:

Michael Poole spędził wiele lat, zmagając się z problemem fizyki kwantowej podczas budowy niezwykłego tunelu czasoprzestrzennego, łączącego teraźniejsze, przeszłe i przyszłe światy. Kontynuując samotnie swe badania w Chmurze Oorta, Michael nie wie, że jego odkrycia są wykorzystywane przez buntowników z przyszłości odległej o tysiąc pięćset lat. Fantyczna grupa Przyjaciół Wignera ucieka w przeszłość sprzed okresu, w którym Ziemia jest okupowana przez tajemniczą rasę qaxów. Dawna przyjaciółka Poole'a, utalentowany naukowiec Miriam Berg, zostaje zmuszona do współpracy z buntownikami. Przewidując katastrofalny wpływ ich działań na rozwój historii, wysyła wiadomość do Michaela z prośbą o pomoc. Qaxowie ruszają w głąb czasu z zamiarem unicestwienia ludzkości.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 59
Перейти на страницу:

— Utraciliśmy kontrolę nad około trzydziestoma procentami osobliwości. Spójność utrzymującej je sieci elektromagnetycznej została zburzona.

Berg zmarszczyła brwi, przetwarzając w milczeniu uzyskane informacje.

— Co to oznacza dla nas?

— Nie przeprowadzaliśmy żadnych symulacji takiego scenariusza. — Odwrócił się w jej stronę, pot na jego głowie lśnił w blasku gwiazdołamaczy. — To katastrofalna klęska. Teraz nie pozostało nam już nic. Uwolnione osobliwości będą się wzajemnie przyciągać, skupią się w ciasnym roju. Obliczenia ruchu dla n ciał byłyby interesujące… Roje osobliwości ostatecznie, oczywiście, implodują. To koniec. — Jego ramiona zadrgały konwulsyjnie pod cienką warstwą ubrudzonego, różowego materiału.

Berg zmierzyła go przeciągłym spojrzeniem. Odniosła wrażenie, że w tej chwili Jaar — kompletnie załamany — byłby gotów powiedzieć jej wszystko, co tylko chciałaby wiedzieć o tym ich cholernym projekcie. Zorientowała się, że na wszystkie pytania, jakie nękały ją przez długie miesiące od chwili wylądowania wprost w objęcia Przyjaciół Wignera, mogłaby wreszcie uzyskać odpowiedź…

— Jezu, gdybym tylko miała na to czas.

Spojrzała na pulpit kontrolny, wyciągnęła dłonie do ekranu — lecz ujrzała zupełnie nową konfigurację. Świetlne kwadraty przesuwały się po ekranie. Cholerstwo zmieniało się na jej oczach.

— Jaar, co się dzieje?

Spojrzał szybko, ze śladowym zainteresowaniem.

— Próba kompensacji po utracie części osobliwości — wyjaśnił. — Rozmieszczenie masy będzie się zmieniać, dopóki uwolnione osobliwości nie utworzą w miarę stabilnej konfiguracji.

— Jasne.

Spojrzała na przesuwające się kolorowe kwadraty, starając się potraktować pulpit jako swego rodzaju byt całościowy. Powoli zaczęła rozumieć zależności nowego układu względem zapamiętanej uprzednio matrycy i niepewnie wyciągnęła dłonie do ekranu…

Wtedy rekonfiguracja, pozornie przypadkowe przesunięcia, zaczęła się na nowo.

Berg opuściła bezradnie ręce.

— Cholera jasna — powiedziała. — Zasłużyłam na to za moją pewność, że pójdzie mi łatwo. — Chwyciła Jaara za ramię, mężczyzna spojrzał na nią bezbarwnym wzrokiem. — Posłuchaj, Jaar, musisz wyleźć z lej swojej skorupy i pomóc mi przy tym. Sama nie dam sobie rady.

— Pomóc ci przy czym?

— Przy odpaleniu osobliwości.

Jaar potrząsnął przecząco głową. Trudno było mieć pewność, ale Berg wydawało się, że niemal uśmiecha się do niej, z cierpliwością tolerując jej ignorancję.

— To bezcelowe. Już ci tłumaczyłem, że bez tych utraconych trzydziestu procent nie zdołamy zakończyć projektu…

— Niech cię szlag — wrzasnęła, przekrzykując wzmagający się wiatr. — Nie zamierzam wystrzelić tego cholerstwa w stronę Jowisza! Posłuchaj mnie. Chcę, żebyś pomógł mi w walce z tym splinem…

Jaar pokręcił głową, wyraźnie zdezorientowany i wystraszony, i spróbował uwolnić się z jej uchwytu.

— Co się z wami dzieje? Wiem, że projekt był ważniejszy od waszego życia, ale zakończył się fiaskiem! Dlaczego nie pomożesz mi was uratować?

Patrzył na nią tak, jakby mówiła w języku, którego już nie rozumiał.

Rozległ się jęk przypominający zew jakiegoś wielkiego zwierzęcia. Kuląc się odruchowo, spojrzała w górę, całe akry kopuły płonęły już białym ogniem, całe połacie zwijały się z gorąca, odsłaniając gwiazdy. Tworzywo xeelee wisiało na krawędziach otworów niczym strzępy spalonej skóry.

Zrozumiała, że być może pozostało jej zaledwie parę sekund do całkowitej awarii urządzeń — albo do ostatecznego rozpadu systemu zabezpieczeń, a wtedy pozostanie jej jedynie grać w bilarda tysiącem uwolnionych spod kontroli czarnych dziur wielkości miejskiej dzielnicy — albo do zawalenia się tego cholernego stropu…

A ona o mały włos nie zmarnowała ich, trzymając tego faceta za rękę.

— Jaar krzyknęła wasz projekt diabli wzięli. Jedyną możliwością jego powodzenia, w przyszłości, jest rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Wytworzenie nowych osobliwości, zbudowanie następnego ziemiostatku. Ale nie pozostało nam wiele możliwości. Nie możemy uciekać, ponieważ z silnika, jak i z kopuły, pozostał tylko żużel. Możemy jedynie walczyć. Jaar, musisz mi w tym pomóc. Musimy zniszczyć splina, zanim on zniszczy nas.

Wciąż to samo puste spojrzenie, tępo otwarte usta.

Zirytowana wbiła mu pięść w ramię.

— To dla dobra projektu. Jaar. Projektu. Musisz przeżyć i znaleźć sposób na jego wskrzeszenie. Chyba to rozumiesz, prawda, Jaar?

Kolejny fragment kopuły rozpadł się w deszczu wirujących odłamków. Zamigotało światło gwiazdołamacza.

Jasoft Parz latał po całym oczodole niczym ziarno grochu w filiżance. Fragmenty rozbitego urządzenia podtrzymującego życie trzepotały na końcu pępowiny jak niedorzeczne, metalowe łożysko. Ściany komory były miękkie i elastyczne, a płyn wewnątrzustrojowy stanowił doskonały amortyzator.

Wydało mu się to prawie zabawne.

Samo urządzenie stanowiło żałosny widok. Wymontował tyle elementów w poszukiwaniu sposobu rozpalenia swego ogniska — nie wspominając o zmarnowaniu połowy swojego zapasu powietrza dla podtrzymania ognia, że trudno mu było uwierzyć, by mogło utrzymać go przez życiu dłużej niż przez kilka minut.

Wątpił, by teraz miało to większe znaczenie, bez względu na wynik tej krótkiej, zawziętej bitwy. Nie sądził, by akurat jemu pozwolono ją przeżyć.

A jednak wcale go to nie obchodziło. Od lat nie czuł podobnego spokoju.

Prowizoryczny namiot tlenowy wciąż jeszcze się trzymał, mimo turbulencji i falowania płynu wewnątrzustrojowego, iskrzący elektryczny płomień skwierczał w zetknięciu z nagim nerwem splina. System nerwowy zdezorientowanego stworzenia zalewać musiały fale cierpienia. Przez zasnuwającą się mgłą soczewkę splina dostrzegał strumienie wiśniowego światła, smugi ognia omiatające przestrzeń. A więc promienie gwiazdołamaczy ostrzeliwały zbliżający się statek fazowy. Lecz nawet on widział, jak niecelne i chaotyczne były to strzały.

Pierwszy raz dopuścił do siebie myśl, że być może jego plan jednak się powiedzie.

— Jasotcie Parz. — Syntetyczny, przetłumaczony głos qaxa, jak zauważył z rozbawieniem Parz, wciąż był tak miarowy i pozbawiony znaczenia, jak komputerowo generowane informacje o terminach podróży… lecz stanowił maskę dla wrzasku wściekłości. — Zdradziłeś mnie.

Jasoft roześmiał się.

— Bardzo mi przykro. Ale czego się spodziewałeś? Kto by pomyślał, że tak łatwo jest unieszkodliwić spliński okręt… pod warunkiem, że jest się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Tak czy owak, jesteś w błędzie. Prawda jest taka, że sam siebie zdradziłeś.

— Jak to?

— Przez swą nieznośną pobłażliwość — odparł Parz. Byłeś tak pewien łatwego zwycięstwa. Cholera jasna, qaxie, ja wynurzyłbym się z tego portalu, strzelając ze wszystkich dział — rozniósł tych ludzi z przeszłości, zanim zdążyliby zrozumieć, co się w ogóle dzieje! Ale nie ty — chociaż wiedziałeś przecież, że Przyjaciele Wignera być może zorganizowali opór przeciw w twojej flocie… I, co gorsze, zabrałeś ze sobą mnie — człowieka, jednego z twych wrogów — w najwrażliwsze miejsce swego okrętu tylko po to, by zwiększyć smak swego triumfu. Pobłażliwość, qaxie!

— Wciąż jeszcze kontroluję tego splina — odparł qax. — Jego procesy tłumiące ból nie były przygotowane na poradzenie sobie z uszkodzeniami, jakie spowodowałeś. Lecz obwody heurystyczne usuną zakłócenia w kilka sekund. A ty, Jasotcie Parz, możesz przygotować się na przybycie limfobotów, które usuną przyczynę uszkodzenia…

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)