Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М.
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-479-9
- Переводчик: Marcin Krygier
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]». Краткое содержание книги:
Podniosła się ponownie. Pachniało ozonem. Wiatr uderzył ją w pierś, słaby w rozrzedzonym powietrzu. Bliźniacze punkty światła — niewątpliwie osobliwości — wspięły się ku niebu na kolumnie dymu, wirując wokół siebie niczym zaaferowane świetliki. Krzyknęła ochryple: wyglądało na to, że pozytywni bohaterowie nareszcie wzięli się do dzieła…
Lecz wtedy dostrzegła, że kolumna dymu, na której unosiły się osobliwości, niemal ociera się o powierzchnię kopuły, przeciska się precyzyjnie przez szczelinę między kopułą a ociężałym brzuchem splina i wygina ku Jowiszowi.
Przyjaciele nie próbowali zaatakować splina, nie usiłowali się bronić. Wystrzeliwali swe osobliwości w stronę Jowisza. Nawet w takiej chwili obchodził ich jedynie ten cholerny projekt.
— Dupki — oznajmiła Berg i rzuciła się do biegu.
Ignorując ból w płucach spowodowany rzadką atmosferą, intensywny smród rozgrzanego powietrza, porywiste wiatry i rozdygotaną kopułę, usiłowała zastanowić się, co powinna zrobić po dotarciu do wylotu miotacza. Rury miały jakieś trzy stopy średnicy i czekał ją dwudziestojardowy upadek do wnętrza kopuły. Zapewne będzie mogła ześliznąć się przez pierwsze parę jardów, a potem przyhamować przy użyciu dłoni i stóp…
Ogień gwiazdołamacza zapłonął upiornie dookoła niej. Porzucając zdroworozsądkowe planowanie, osłoniła twarz ramionami i skoczyła głową naprzód do lufy miotacza.
Choć stanowiska ogniowe splina musiały już być otwarte — i chociaż okręt wojenny z przyszłości musiał wyglądać niczym przesłaniająca niebo cielista ściana, masywna i groźna, w oczach ludzi z tej epoki samotny statek pędził ku nim od strony towarzyszącej im flotylli, kierując się wprost na splina po krzywej wywołującej przeciążenia rzędu 2g.
Jasoft Parz nie mógł w to uwierzyć.
Statek miał około mili długości. Jego ognie wylotowe tryskały z bloku lodu kometarnego pochodzenia, przytwierdzonego do długiej, ażurowej łodygi z metalu zwieńczonej przezroczystą kopułą mieszkalną. Kopuła stanowiła plamę mglistego światła. Jasoft wyobrażał sobie, że dostrzega poruszające się w jej wnętrzu istoty, prawdziwych ludzi.
Jasoft zidentyfikował model statku dzięki badaniom, jakie przeprowadził dla zabitego gubernatora. Mieli do czynienia ze statkiem fazowym, napędzanym fazową energią rozdzielających się superoddziaływań. Robił wrażenie niezwykle kruchego.
Coś drgnęło we wnętrzu Jasofta, zagubionego i odizolowanego w groteskowej gałce ocznej splina.
Na pewno istniało coś, co mógł zrobić, by im pomóc.
Odepchnął się od soczewki. Krótkimi, gwałtownymi ruchami miotał się w płynie wewnątrzustrojowym po pomieszczeniu, szukając sposobu na uszkodzenie swego splińskiego gospodarza.
Berg z łomotem sunęła w dół przezroczystej lufy miotacza osobliwości.
Lufa ochraniała ją przed ogniście czerwonym blaskiem ostrzału gwiazdołamaczami, lecz jej powierzchnia okazała się śliska i twarda. Nie mogła znaleźć na jej ścianach żadnego oparcia dla dłoni ani stóp. Tak więc kopała w ściany, zderzając się z nimi, zapierając się w nie ze wszystkich sił, byle tylko uzyskać choć odrobinę tarcia. Wiedziała, że wylot lufy znajduje się sześć stóp nad krystalicznym podłożem wewnętrznej sali. Berg usiłowała obrócić się w tubie tak, by wylądować na pośladkach, osłaniając głowę i ręce…
Wystrzeliła z działa.
Warstwa osobliwości, diamentowe punkciki w krystalicznej sieci błękitnobiałego światła, uderzyła ją w plecy.
Przez kilka długich sekund leżała niczym przyszpilony motyl, wpatrując się w kopułę z tworzywa xeelee. Zalewały ją fale bólu, lecz najwyraźniej niczego sobie nie złamała. Miała jednak wrażenie, że jej płuca, plecy i pierś stanowią pojedynczy, wielki siniec i poruszanie klatką piersiową, by wziąć porządny oddech, sprawiało jej trudność.
Przyjemnie tak leżeć, pomyślała sobie, po prostu leżeć i oglądać ten pokaz fajerwerków…
Blask gwiazdołamacza zapłonął raz jeszcze poza kopułą — nie, pojęła zszokowana, teraz przeświecał przez nią — na jej oczach tworzywo xeelee pokryło się pęcherzami niczym topiący się plastik.
Postanowiła, że odłoży utratę przytomności na później.
Przetoczyła się na brzuch i boleśnie dźwignęła na nogi, ignorując uporczywą sztywność oraz ból w nogach i piersi.
Wydrążone wnętrze ziemiostatku wypełniała pospieszna krzątanina. Wszędzie biegali Przyjaciele, przenosząc elementy urządzeń, obsługując pulpity kontrolne, wykrzykując do siebie polecenia. Lecz nigdzie nie dostrzegała oznak chaosu czy paniki. Przyjaciele dokładnie wiedzieli, co robią. Scena ta przywodziła na myśl olbrzymie instalacje — może elektrownię — w środku sytuacji kryzysowej.
W tym zamieszaniu nikt najwyraźniej nie zauważył jej niezwykłego wtargnięcia. Wszędzie dostrzegała ślady zniszczeń, rezultat potężnego ataku splina. W pobliżu zauważyła wypalony pulpit przykryty dwoma szczupłymi, młodymi ciałami.
Zapłonęła kolejna lufa. zmuszając ją do osłonięcia oczu. Para osobliwości wyskoczyła z płaszczyzny pod jej nogami, z oślepiającym blaskiem przemknęła przez lufę i wzniosła się ponad kopułę niczym umykające dusze. Poczuła pod stopami dygotanie, gdy pojazd zareagował na wystrzelenie tak wielkiej masy.
Wtedy do jej świadomości przedostał się narastający dźwięk, dobiegający z góry niczym oddech giganta. Pospiesznie zadarła głowę. Uszkodzony fragment kopuły zaczął żarzyć się białym światłem. Mniej więcej jedna czwarta kopuły powoli zapadała się, tracąc swą spoistość pod ciągłym ostrzałem splina.
W powietrzu zapachniało spalenizną.
Berg rozpoznała mężczyznę — jeszcze chłopaka — Jaara, Przyjaciela, który oprowadził Poole'a po tym pomieszczeniu. Jaar pracował otoczony niewielką grupką Przyjaciół, mozoląc się nad minikompami przedstawiającymi wykresy przypominające modele trajektorii osobliwości. Sadza i krew pokrywały jego nagą czaszkę, jego podarty kombinezon również oblepiał brud. Wyglądał na zmęczonego, lecz wciąż panował nad sytuacją.
Kilkoma krokami Berg przeszła przez pomieszczenie. Przecisnęła się przez grupkę ludzi i chwyciła Jaara za ramię, zabierając mu minikomp sprzed oczu, tak, że zmuszony był na nią spojrzeć.
Na jego twarzy zarysowała się irytacja przemieszana z napięciem.
— Miriam Berg, jak się tu dostałaś? Sądziłem…
— Później ci wyjaśnię. Jaar, zostaliście zaatakowani. Co zamierzacie z tym zrobić?
— Doprowadzamy do końca nasz projekt — powiedział, uwalniając ramię. — Proszę, Miriam…
Berg złapała go za ramiona i obróciła twarzą do siebie.
— Spojrzyj do góry, cholera jasna! Splin używa gwiazdołamaczy. Cały strop zaraz zleci wam na głowy i żaden materiał xeelee wam nie pomoże. Nie będzie czasu na dokończenie waszego ukochanego projektu. Nie uda się wam, Jaar, chyba że spróbujecie coś na to poradzić.
Zmęczonym gestem pokazał szaleńczą krzątaninę wokół nich.
— Przygotowaliśmy awaryjny harmonogram realizacji projektu, ale już jesteśmy spóźnieni. I mamy ofiary śmiertelne. — Podniósł wzrok i jakby skulił się w sobie na widok zapadającej się kopuły.
— Dlaczego nie użyjecie napędu superprzestrzennego?
— Już go utraciliśmy — odparł Jaar. — Jego elementy wbudowane były w strukturę kopuły. Straciliśmy manewrowość wkrótce po rozpoczęciu ataku…
— Jezu — Berg przesunęła zesztywniałymi palcami po włosach. A więc nie mieli jak uciec. Pozostała im tylko walka. I nie będą walczyć jedynie za ludzkość, lecz i o własne życie… W porządku, Jaar. Pokaż mi, jak działają te cholerne miotacze osobliwości.