Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lot nad kukułczym gniazdem». Краткое содержание книги:

Lot nad kukułczym gniazdem to jedna z najgłośniejszych i najszerzej w świecie znanych powieści amerykańskich drugiej połowy XX wieku. Ukazuje brutalne dławienie indywidualności na przykładzie zamkniętego zakładu psychiatrycznego, w którym pacjentów odziera się z resztek wolności i godności osobistej. Powieść stanowi wnikliwą analizę psychologiczną szaleństwa zbiorowości.
Książka Keseya wstrząsnęła opinią amerykańską, a przybyły w tym czasie do USA, zrewoltowany przeciw władzy komunistycznej czeski reżyser Milosz Forman nakręcił na jej podstawie film ze słynną kreacją Jacka Nicholsona. Film ten przydał sławy powieści (podobnie jak jej adaptacja teatralna), uwypuklając metaforyczną, antytotalitarną wymowę. W krajach ówczesnego bloku sowieckiego przyjęto go szczególnie żywo, jako czytelną aluzję do sowieckich psychuszek, w których osadzano i prześladowano opozycjonistów.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 79
Перейти на страницу:

Lekarz odchylił głowę i spojrzał na oddziałową przez binokle. Nie mówiła mu, że zabrała wszystkim papierosy, aby ukrócić hazard.

– O co tu chodzi, siostro Ratched? Nic mi nie wiadomo…

– Uważam, panie doktorze, że trzy, cztery, a czasem nawet i pięć paczek papierosów dziennie to stanowczo za dużo. A tyle właśnie zaczęli palić pacjenci, odkąd zjawił się na oddziale pan McMurphy. Dlatego uznałam, że najlepiej będzie rekwirować pacjentom papierosy kupowane w bufecie i wydzielać je im po paczce dziennie.

McMurphy pochylił się do przodu i szepnął głośno do Cheswicka:

– Słyszałem, że jej najnowsze rozporządzenie dotyczy chodzenia do sracza: mało, że każdy musi zabierać ze sobą siedmiu kumpli, to wolno mu chodzić tylko dwa razy dziennie i jedynie wtedy, kiedy ona się zgodzi!

Po czym osunął się na oparcie i śmiał tak głośno, że przez okrągłą minutę nikt nie mógł nic powiedzieć.

McMurphy setnie się bawił, wszczynając cały ten rejwach, choć nie mógł zrozumieć, dlaczego personel nie stara się go ukrócić, a zwłaszcza dlaczego Wielka Oddziałowa schodzi mu z drogi.

– Myślałem, że twardsza z niej sztuka – rzekł do Hardinga po kolejnym zebraniu. – A wystarczyła jedna awantura, żeby nauczyć babę moresu. Co prawda zachowuje się tak – zmarszczył brwi – jakby miała asy ukryte w rękawie białego fartucha.

Ale bawił się tylko do następnej środy. Wtedy dowiedział się, dlaczego Wielka Oddziałowa jest taka pewna siebie. W środy czarni zbierają wszystkich, którzy nie mają grzybicy albo innego syfa, i prowadzą na basen, nie pytając, czy kto ma na to ochotę, czy nie. Kiedy oddział zalegała mgła, kryłem się w niej, żeby nie iść. Bałem się basenu; przerażało mnie, że wejdę na głęboką wodę i utonę, że wessie mnie rura odpływowa i wyrzuci dopiero na środku oceanu. Kiedy byłem mały i mieszkałem nad rzeką Kolumbia, nie brakło mi odwagi: wraz z mężczyznami piąłem się po rusztowaniach wzniesionych przy wodospadach, biegałem w tęczowej mgiełce po śliskich deskach nad ryczącą, spienioną wodą – i to nawet bez podkutych ćwiekami butów, które wkładali mężczyźni. Ale gdy zobaczyłem, że tata zaczyna ulegać różnym lękom, mnie również ogarnęły strachy; w końcu bałem się nawet kałuży.

Wyszliśmy z przebieralni prosto na rozkołysany basen, pełen chlapiących się mężczyzn, których wrzaski i krzyki odbijały się od sufitu, jak zawsze na krytych pływalniach. Czarni zagonili nas do wody. Była przyjemna i ciepła, ale nie miałem ochoty oddalać się od brzegu; ponieważ zaś czarni chodzą wzdłuż basenu z długimi bambusowymi drągami i wypychają wszystkich na środek, postanowiłem trzymać się blisko McMurphy’ego -wiedziałem, że nikt nie będzie go zmuszał wbrew jego woli do wypłynięcia na głęboką wodę.

Rozmawiał z ratownikiem, a ja znajdowałem się o kilka kroków od niego. Musiała być pod nim jakaś dziura, bo przebierał nogami, żeby utrzymać się na wodzie, podczas gdy ja bez trudu dotykałem stopami dna. Ratownik stał na brzegu basenu; miał gwizdek i podkoszulek z numerem swojego oddziału. Porównywali warunki w szpitalu i w więzieniu; McMurphy wychwalał szpital, ale jego racje nie przekonywały ratownika. Usłyszałem, jak mówił McMurphy’emu, że na przykład skierowanie na przymusowe leczenie jest znacznie gorsze od wyroku.

– Przy wyroku wiesz przynajmniej z góry, kiedy skończysz odsiadkę – rzekł.

McMurphy przestał przebierać nogami. Podpłynął wolno do brzegu, uczepił się poręczy i spojrzał uważnie na ratownika.

– A jak jesteś na przymusowym leczeniu? – zapytał po chwili.

Ratownik wzruszył muskularnymi ramionami i szarpnął dłonią gwizdek wiszący mu na szyi. Był to stary futbolista z czołem poznaczonym przez piłkarskie korki, któremu często – gdy był poza swoim oddziałem – coś nagle przeskakiwało w mózgu, zaczynał wtedy mamrotać wyliczankę, opadał na czworaki jak do młyna, a następnie gnał za przechodzącą pielęgniarką i walił ją barkiem w nerki, żeby zrobić miejsce dla zawodnika z piłką. Dlatego właśnie przebywał na oddziale furiatów: kiedy nie pilnował kąpiących się w basenie, mógł w każdej chwili rzucić się na kogoś.

Znów w odpowiedzi wzruszył ramionami i upewniwszy się, że w pobliżu nie ma czarnych, ukląkł na brzegu basenu. Podsunął McMurphy’emu pod nos zgiętą rękę.

– Widzisz ten gips?

McMurphy spojrzał na nią i rzekł:

– Nie masz żadnego gipsu, stary.

Ratownik tylko się uśmiechnął.

– No więc mam go dlatego, że w ostatnim meczu z Browns odniosłem skomplikowane złamanie. Nie mogę wrócić na boisko, dopóki kość się nie zrośnie i nie zdejmą mi gipsu. Siostra z mojego oddziału mówi, że potajemnie leczy mi rękę. Twierdzi, że jeśli będę uważał i nie będę jej zbytnio forsował, zdejmie mi gips i będę mógł wrócić do klubu.

Zgiął nogi i wsparł się pięścią o mokre kafle, żeby sprawdzić, czy ręka dobrze się zrasta. McMurphy przyglądał mu się przez chwilę, po czym spytał, jak długo już czeka, żeby ręka mu wy dobrzała i by mógł wyjść ze szpitala. Ratownik wyprostował się wolno i potarł ramię. Wyglądało na to, że poczuł się dotknięty pytaniem McMurphy’ego, zupełnie jakby ten zarzucił mu, że cacka się ze sobą jak baba.

– Jestem na przymusowym leczeniu – oświadczył. – Gdyby to ode mnie zależało, już dawno bym się stąd wyniósł. Może z tą niesprawną ręką nie byłbym pierwszą gwiazdą, ale przynajmniej mógłbym składać w szatni ręczniki, no nie? Coś mógłbym robić. Ale pielęgniarka na oddziale wciąż mówi lekarzowi, że jeszcze nie jestem gotów. Nawet do tego, żeby składać w szatni głupie ręczniki, nawet do tego!

Odwrócił się, podszedł do swojego stanowiska, wspiął się na górę po drabince niczym otumaniony narkotykiem goryl i spojrzał na nas, wysuwając dolną wargę.

– Zatrzymano mnie za awanturowanie się po pijaku, a siedzę tu już osiem lat i osiem miesięcy – wyznał.

McMurphy odepchnął się od brzegu i znów przebierając nogami, żeby utrzymać się na wodzie, zaczął rozmyślać nad tym, co usłyszał. W sądzie dostał pół roku, z czego dwa miesiące odsiedział na farmie, natomiast cztery miał jeszcze przed sobą – ale więcej niż cztery miechy nigdzie nie zamierzał kiblować. Już prawie miesiąc spędził w tym domu wariatów, a choć żyło mu się tu znacznie lepiej niż na farmie – miał wygodne łóżko i sok pomarańczowy na śniadanie – to jednak nie o tyle lepiej, żeby chciał tu tkwić latami.

Dopłynął do schodków po płytkiej stronie basenu i przesiedział na nich do końca pory kąpieli, szarpiąc kępkę włosów na piersi i marszcząc brwi. Obserwując go, gdy tak siedział zafrasowany, przypomniałem sobie, co powiedziała Wielka Oddziałowa na zebraniu w pokoju lekarskim, i ogarnął mnie lęk.

Kiedy rozległ się gwizdek oznajmiający, że czas już wyjść z wody i udać się do przebieralni, pacjenci z innego oddziału wchodzili właśnie na basen. W brodziku z prysznicem, pod którym trzeba było przejść, leżał jeden z nich – otyły w biodrach chłopak z grubymi nogami i wielką, gąbczastą, różową głową, przypominający ściśnięty w połowie balon pełen wody – leżał na boku i mruczał jak śpiąca foka. Cheswick i Harding postawili go na nogi, ale zaraz położył się z powrotem. Głowa kołysała mu się na wodzie przesyconej chlorem. McMurphy spojrzał na Okresowych, którzy znów podnosili chłopaka.

– A temu co jest, do diabła? – zapytał.

– Wodogłowie – odparł Harding. – O ile wiem, to zaburzenie węzłów chłonnych. Głowa wypełnia się płynem. Pomóż nam go podnieść.

Kiedy go puścili, chłopak z cierpliwym, bezradnym, a jednocześnie upartym wyrazem twarzy jeszcze raz położył się w brodziku, zaczął prychać i puszczać ustami bańki w mlecznobiałej wodzie. Harding ponownie poprosił McMurphy’ego, żeby im pomógł, i wraz z Cheswickiem pochylił się nad chłopakiem. McMurphy przepchnął się obok nich, przeszedł nad leżącym i stanął pod prysznicem.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)