Lot nad kukułczym gniazdem
- Автор: Кизи Кен
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Lot nad kukułczym gniazdem». Краткое содержание книги:
Książka Keseya wstrząsnęła opinią amerykańską, a przybyły w tym czasie do USA, zrewoltowany przeciw władzy komunistycznej czeski reżyser Milosz Forman nakręcił na jej podstawie film ze słynną kreacją Jacka Nicholsona. Film ten przydał sławy powieści (podobnie jak jej adaptacja teatralna), uwypuklając metaforyczną, antytotalitarną wymowę. W krajach ówczesnego bloku sowieckiego przyjęto go szczególnie żywo, jako czytelną aluzję do sowieckich psychuszek, w których osadzano i prześladowano opozycjonistów.
Coś poruszyło się pod oknem, przebiegło trawnik, rzucając długi, pająkowaty cień i znikło za żywopłotem. Kiedy wyłoniło się znowu, zobaczyłem, że to pies – młody, wyrośnięty kundel, który wyrwał się z domu, by zbadać, co się dzieje na świecie po zapadnięciu mroku. Obwąchiwał nory ziemnych wiewiórek, ale nawet nie próbował się do nich dokopać; po prostu był ciekaw, co robią o tej porze. Wsadzał do nory pysk, wypinał tyłek i merdał ogonem, a potem pędził do następnej. Mokra trawa wokół niego lśniła w blasku księżyca, a pies biegając tam i z powrotem zostawiał na niej ciemne odciski łap, zupełnie jakby ktoś chlapał ją czarną farbą. Kundel ganiał od jednej fascynującej nory do drugiej, tak oszołomiony całą sytuacją – księżycem, nocą i wiatrem przesyconym tysiącem szalonych zapachów, które działały na szczeniaka jak alkohol – że wreszcie przewrócił się na grzbiet i zaczął tarzać w trawie. Prężył się brzuchem do góry i miotał jak ryba, a gdy podniósł się i otrząsnął z rosy, jej krople zalśniły w świetle księżyca niczym srebrne łuski.
Jeszcze raz powąchał szybko wszystkie nory, żeby dobrze zapamiętać ich woń, po czym nagle zamarł, nasłuchując z jedną łapą w górze i z głową przekrzywioną na bok. Ja też zacząłem nasłuchiwać, ale oprócz szelestu zasłony nie dobiegł mnie żaden odgłos. Czekałem długo. Wreszcie usłyszałem wysokie, podobne do śmiechu gęganie, zrazu odległe, potem coraz bliższe. Dzikie gęsi lecące zimować na południu. Ile to razy skradałem się i czołgałem, chcąc na nie zapolować, ale ani jednej nie udało mi się ustrzelić.
Starałem się patrzeć tam gdzie pies, żeby je dojrzeć, ale było za ciemno. Gęganie stawało się coraz bliższe; miałem wrażenie, że gęsi lecą przez sypialnię i zaraz przefruną mi nad głową. A potem ujrzałem je na tle księżyca – czarny, ruchomy naszyjnik w kształcie litery V lecący za gąsiorem przewodnikiem. Przez sekundę przewodnik znajdował się na samym środku tarczy, większy od innych ptaków, czarny krzyż zamykający i rozpościerający ramiona, a potem znów znikł w mroku razem z całym kluczem.
Wreszcie krzyk gęsi ucichł w oddali i słyszałem go już tylko w pamięci. Pies słyszał ptaki znacznie dłużej ode mnie. Nadal stał z łapą w górze – nawet gdy przelatywały nad nami, nie drgnął ani nie zaszczekał. Kiedy przestał je słyszeć, zaczai biec za nimi w podskokach przez trawnik w stronę szosy, równo i pewnie, jakby miał wyznaczone spotkanie. Wstrzymałem oddech i słyszałem miarowy tętent jego szerokich łap, a potem dobiegł mnie warkot samochodu przyspieszającego po wyjściu z zakrętu. Reflektory rozbłysły nad wzniesieniem i spojrzały w dół szosy. Patrzyłem, jak samochód i pies zdążają do tego samego punktu.
Pies dobiegał akurat do barierki okalającej teren szpitala, kiedy poczułem, że ktoś staje obok mnie. Dwie osoby. Nie odwracając się, poznałem, że to czarny nazwiskiem Geever i pielęgniarka ze znamieniem i krzyżykiem na szyi. Zaczęło mi wirować w głowie ze strachu…
Czarny chwyta mnie za ramię i odwraca twarzą do siebie.
– Odprowadzę go – mówi.
– Panie Bromden, przy oknie jest chłodno – oświadcza pielęgniarka. – Wrócimy grzecznie do miłego, ciepłego łóżeczka, prawda?
– On nic nie słyszy – stwierdza czarny. – Odprowadzę go. Ciągle się odwiązuje i łazi po oddziale.
Poruszam się – wtedy pielęgniarka cofa się o krok i mówi do czarnego:
– Jeśli byłby pan tak dobry…
Cały czas obraca w palcach łańcuszek na szyi. W domu zamyka się w łazience, żeby jej nikt nie widział, rozbiera do naga i pociera krzyżykiem znamię biegnące od kącika ust przez ramiona aż do piersi. Trze znamię ile sił, klepiąc jednocześnie zdrowaśki, lecz to nic nie pomaga. Spogląda do lustra; znamię jest jeszcze ciemniejsze, niż było. Wtedy pielęgniarka bierze drucianą szczotkę używaną do zeskrobywania farby z łódek, zdrapuje nią znamię, naciąga koszulę nocną na krwawiącą ranę i kładzie się do łóżka.
Ale za dużo ma w sobie tego świństwa. W nocy podchodzi jej do gardła, wylewa się kącikiem ust i ścieka po podbródku na ramiona i piersi. Rano pielęgniarka widzi, że znów ma znamię, nie przychodzi jej jednak do głowy, iż wypłynęło z niej samej – niby dlaczego? Jest przecież dobrą katoliczką! – i winą obarcza mnie oraz pozostałych pacjentów, którymi musi się opiekować. To nasza wina i pielęgniarka zemści się na nas, choćby miała skonać. Och, żeby McMurphy się obudził i mi pomógł!
– Niech go pan przy wiąże do łóżka, panie Geever, a ja przygotuję zastrzyk.
Na zebraniach grupy wywlekano urazy tak dawne, że często ich przyczyny zostały już usunięte. Teraz, gdy mieli za sobą McMurphy’ego, chłopcy krytykowali wszystko, co im się nie podobało na oddziale.
– Dlaczego w soboty i niedziele zamyka się rano sypialnie? – pytał Cheswick albo któryś inny. – Czy człowiek nie może mieć ani chwili dla siebie?
– Właśnie, siostro Ratched – wtrącał McMurphy. – Dlaczego?
– Gdybyśmy nie zamykali sypialni, to jak wiemy z doświadczenia, większość pacjentów wracałaby do łóżka prosto po śniadaniu.
– Co w tym złego? Przecież nawet normalni ludzie lubią dłużej pospać w wolne dni.
– Panowie dlatego znaleźli się w szpitalu – mówiła oddziałowa takim tonem, jakby powtarzała to po raz setny – że nie potrafili się dostosować do życia w społeczeństwie. Doktor Spivey i ja uważamy, że każda chwila spędzona w towarzystwie kolegów – co prawda nie wszystkich – ma znaczenie terapeutyczne, podczas gdy każda chwila spędzona na samotnych rozmyślaniach tylko powiększa waszą alienację.
– Czy dlatego musi być przynajmniej ośmiu chętnych, zanim można iść na terapię zajęciową czy fizjoterapię?
– Właśnie.
– A więc jeśli ktoś chce być sam, to znaczy, że jest chory, tak?
– Tego nie powiedziałam…
– Czyli idąc się załatwić, też powinienem brać siedmiu kumpli, żebym przypadkiem nie rozmyślał, siedząc na kiblu?
Zanim oddziałowa miała czas odpowiedzieć, Cheswick zrywał się z krzesła i krzyczał:
– Tak siostra uważa, tak?
– Właśnie tak? Właśnie tak? – dopytywali się inni Okresowi siedzący w świetlicy.
Oddziałowa czekała, aż zamilkną i znów zapanuje cisza, po czym mówiła spokojnie:
– Jeśli panowie się opanują i będą się zachowywać jak dorośli, a nie jak banda rozwrzeszczanych dzieci, zapytamy doktora, czy jego zdaniem zmiana regulaminu byłaby obecnie wskazana. Panie doktorze?
Wszyscy wiedzieli, co orzeknie lekarz, więc zamiast go dopuścić do głosu, Cheswick zgłaszał szybko następną pretensję.
– Co z naszymi papierosami, siostro Ratched?
– Właśnie, właśnie – mruczeli pacjenci.
Tym razem, nim oddziałowa się namyśliła, co odpowiedzieć, McMurphy zwrócił się wprost do lekarza:
– A więc co z naszymi papierosami, doktorze? Jakim prawem ona trzyma nasze papierosy u siebie na biurku, jakby sama je kupiła, i wydziela nam po paczce, kiedy jej przyjdzie ochota? Nie po to kupuję karton szlugów, żeby ktoś mi dyktował, kiedy mogę je palić!