Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]
Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]

Электронная книга - «Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]». Краткое содержание книги:

Michael Poole spędził wiele lat, zmagając się z problemem fizyki kwantowej podczas budowy niezwykłego tunelu czasoprzestrzennego, łączącego teraźniejsze, przeszłe i przyszłe światy. Kontynuując samotnie swe badania w Chmurze Oorta, Michael nie wie, że jego odkrycia są wykorzystywane przez buntowników z przyszłości odległej o tysiąc pięćset lat. Fantyczna grupa Przyjaciół Wignera ucieka w przeszłość sprzed okresu, w którym Ziemia jest okupowana przez tajemniczą rasę qaxów. Dawna przyjaciółka Poole'a, utalentowany naukowiec Miriam Berg, zostaje zmuszona do współpracy z buntownikami. Przewidując katastrofalny wpływ ich działań na rozwój historii, wysyła wiadomość do Michaela z prośbą o pomoc. Qaxowie ruszają w głąb czasu z zamiarem unicestwienia ludzkości.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 59
Перейти на страницу:

Lecz po kilku sekundach Przyjaciele zostawili wirtuala w spokoju. Pokrzykując do siebie, przerzucili swe karabiny przez plecy i ponownie zerwali się do biegu. Harry materializował się przed nimi raz za razem, zniekształcając pierwotną postać swego wirtualnego ciała na najohydniejsze sposoby, lecz Przyjaciele ani na chwilę nie gubiąc kroku, przebiegali przez nieskuteczne chmury pikseli.

Poole wtulił głowę w ramiona i biegł dalej.

— Michael!

Poole gwałtownie podniósł wzrok. Szalupa „Kraba”, stalowoszary opływowy kształt unoszący się parę stóp nad ziemią, pędziła w jego stronę. Angielska trawa falowała i kładła się pod przypominającym pocisk kadłubem. Zachęcające żółte światło emanowało z otwartej śluzy.

Wzmocniony głos Harry'ego odbijał się echem wśród odległych budynków z materiału xeelee.

— Michael, będziesz miał tylko jedną szansę… Mam nadzieję, że odległość potrafisz ocenić dokładniej niż swoją wytrzymałość.

Michael pędził po trawie, trzymając niezgrabnie dziewczynę w ramionach. Oddech palił go w gardle. Szalupa mknęła ku niemu z szybkością pięćdziesięciu mil na godzinę z szeroko rozwartym lukiem.

Nad jego głową zamigotało różowopurpurowe światło, powiało ozonem i w szarobiałym pancerzu szalupy pojawił się niewielki otwór. Na moment wzbiła się z niego ulotna smuga dymu. Szalupa jakby zachwiała się, lecz nie zwolniła.

Wyglądało na to, że Przyjaciele szybko pozbywali się skrupułów co do użycia broni.

Szalupa wypełniła całe pole widzenia Michaela.

Skoczył.

Zahaczył o krawędź otworu prawą nogą i lewą stopą. Poczuł przeszywający ból a potem ciepłą strugę krwi. Runął ciężko na metalową podłogę śluzy, padając na Shirę. Dziewczyna jęknęła pod jego ciężarem, rozwierając szeroko oczy. Splątani potoczyli się po podłodze, poranione nogi Poole'a zostawiły za sobą smugę krwi. Zatrzymali się gwałtownie na ścianie śluzy i ciężko dyszący Michael ponownie uderzył się tak boleśnie, że aż go zatkało.

Promień lasera błysnął parę cali nad jego głową.

Szalupa oderwała się od ziemi, drzwi śluzy powoli się zasuwały. Poole, usiłujący niezdarnie się podnieść, ponownie uderzył o podłogę, tym razem obok dziewczyny. Jego pierś unosiła się spazmatycznie. Nie udało mu się wziąć pełnego oddechu, odkąd zrobił ostatnie kilka kroków po murawie ziemiostatku, i teraz miał wrażenie, że otacza go próżnia.

Zmusił się do podniesienia głowy i obrócenia zamglonych oczu w stronę zamykającego się luku. Ujrzał łososiowy skrawek Jowisza, rozgwieżdżony plaster nieba. Opuścili już mizerną atmosferkę ziemioświata, wydostając się ponad otaczający go strzępek niebieskiego nieba w głąb przestrzeni okołojowiszowej.

Czerń zasnuła jego wzrok. Ból w nogach przebijał się przez zasłonę gasnących zmysłów.

Dziewczyna jęknęła, jakby z wielkiej odległości, i wydało mu się, że słyszy głos Harry'ego. W jego płucach nie pozostał ani gram powietrza. Czuł przenikliwy chłód. Zamknął oczy.

Berg wykonała pół salta, zanim rozrzedzone powietrze nie wyhamowało jej obrotu. Potem zaczęła spadać do góry nogami względem ziemiostatku. przyciągana tak niezauważalnie, że czuła się, jakby zawisła na niebie.

Oddychając zimnym powietrzem, z szeroko rozpostartymi kończynami spoglądała na ziemiostatek. Największym niebezpieczeństwem — spośród całej gamy grożących jej niebezpieczeństw, to prawda — była groźba rozpędzenia się do prędkości ucieczkowej. Czy będzie tak lecieć ku blaskowi Jowisza, podczas gdy jej płuca walczyć będą o każdy oddech? Usiłowała posmakować powietrze, by wyczuć, czy aby nie staje się coraz rzadsze, lecz okazało się to niewykonalne.

Ziemiostatek rozpościerał się przed nią niczym na diagramie. Patrzyła na płaską, szeroką na ćwierć mili kopułę z szarego materiału konstrukcyjnego xeelee, stanowiącą jego rdzeń. W kopule widniały okrągłe otwory, każdy szeroki na jard, będące niewątpliwie wylotami miotaczy osobliwości opisanymi przez Poole'a. Kopuła niedorzecznie przywodziła jej na myśl stary stadion sportowy, wydarty z Ziemi i ciśnięty nogami do góry na orbitę wokół Jowisza. Jednak u podstawy tego stadionu znajdowała się ściśnięta grupka budynków z materiału xeelee oraz sponiewierane starożytne głazy megalitycznego kręgu. Niedaleko krawędzi dostrzegła dwóch ścigających ją mężczyzn. Nie odrywając od niej oczu, trzymali się trawiastego podłoża niczym odziane na różowo muchy, ich broń leżała przy nich, przyciśnięta do murawy odwróconą siłą ciążenia.

Poza ziemiostatkiem spliński okręt przesuwał się po niebie, a Jowisz rzucał na jego słoniowatą skórę wielobarwne, długie plamy światła.

Wtedy w jej uszach zaszemrał najdelikatniejszy z możliwych wietrzyk i złożone, słabe pole grawitacyjne ziemiostatku powoli wciągnęło ją z powrotem na sztuczny nieboskłon. Poczuła głęboką ulgę. Cóż, przynajmniej nie umrze wskutek asfiksji, zawieszona od niechcenia nad Jowiszem.

Ziemiostatek jakby odchylał się od niej, przechylając swą przykrytą kopułą sekcję i ukrywając przed jej wzrokiem porośniętą trawą powierzchnię. Wkrótce nawet i splin skrył się za jego krawędzią.

Przez krótką, niesamowitą chwilę pozostała sama. Wisiała w pęcherzyku chłodnego, błękitnego nieba. Postrzępione białe chmury snuły się w powietrzu, przesłaniając skraj ziemiostatku. Zapanowała absolutna cisza, prawie spokój. Nie czuła strachu ani żalu. Niosła ją teraz górska kolejka wydarzeń i Berg mogła jedynie się odprężyć, dać się jej porwać i reagować na to, co wydarzy się jako następne. Spróbowała opróżnić umysł z niepotrzebnych myśli i skupić się wyłącznie na braniu kolejnych bolesnych oddechów.

Teraz podmuch wiatru już znacznie mocniej owiewał jej twarz. Czuła go w swych krótkich włosach, luźny skafander napierał delikatnie na jej pierś i nogi.

Przyjrzała się uważniej kopule, skupiając wzrok na najbliższym z pozornie nieregularnie rozmieszczonych wylotów miotaczy osobliwości, oddalonym o jakieś dwieście jardów od skraju pojazdu. Porównując jego wielkość ze swym paznokciem, przekonała się, że nieznacznie się powiększa, przywodząc jej na myśl rozwierającą się powoli olbrzymią paszczę.

Westchnęła cicho, z odrobiną żalu, co zdziwiło nawet ją samą. Tyle jeśli chodzi o krótką przerwę w powietrzu. Wyglądało na to, że świat wydarzeń raz jeszcze wciągałją w sferę swych wpływów.

Szara kopuła już przesłaniała jej widok. Wszystko wskazywało na to, że uderzy w nią mniej więcej dwadzieścia jardów od krawędzi. Cóż, była zadowolona z tego, że, przynajmniej na razie uda się jej ominąć otwory. Tworzywo xeelee było monomolekularne i dobrze pamiętała ostre krawędzie wejścia do chaty Shiry…

Siła ciążenia w tej części kopuły będzie około czterokrotnie mniejsza od normalnego ziemskiego ciążenia we wnętrzu statku. Dosyć, by uderzenie było raczej mocne. Omiatana przybierającym na sile wiatrem usiłowała zmienić położenie, podginając lekko ręce i nogi, zasłaniając twarz dłońmi.

Michael otworzył oczy.

Oddychał normalnie. Dzięki Bogu. Pozwolił sobie na luksus zachłyśnięcia się gęstym, ciepłym powietrzem.

Znajdował się w metalowej klatce będącej śluzą szalupy. Leżał na miękkiej podłodze… zbyt miękkiej. Wsunął prawą dłoń pod plecy i przekonał się, że metalową podłogę od kręgosłupa dzieli kilka cali pustki. Mimowolnie wzbił się jeszcze nieco wyżej.

Stan nieważkości. Udało im się przedrzeć w kosmos.

Kiedy się obracał, głowa, ramiona, klatka piersiowa i kark wciąż jeszcze bolały od wcześniejszych ekscesów w rozrzedzonym powietrzu ziemiostatku. Shira leżała obok niego zwinięta na podobieństwo znaku zapytania, rozproszone światło śluzy lśniło na eleganckiej kopule jej czaszki. We śnie jej twarz wyglądała bardzo młodzieńczo. Strużki krwi, wijące się w powietrzu wskutek braku siły ciążenia, wysnuwały się z jej uszu.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)