Angielski pacjent [The English Patient - pl]
- Автор: Ондатже Майкл
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Muza
- ISBN: 83-7079-253-7
- Переводчик: Waclaw Sadkowski
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:
Wtedy, w ogrodzie botanicznym, uderzyła głową w słup bramy z determinacji i wzburzenia. Zbyt dumna na to, by być kochanką, tajemnicą. Nie ma komórki do wynajęcia w jej świecie. Zawrócił ku niej, z uniesionym palcem. Jeszcze za tobą nie tęsknię.
Będziesz tęsknił.
Przez te miesiące rozłąki zgorzkniał i zamknął się w sobie. Unikał jej towarzystwa. Nie mógł sprostać opanowaniu, z jakim na niego patrzyła. Dzwonił do nich do domu, rozmawiał z jej mężem i słyszał w głębi jej śmiech. Miała w sobie urok, którym wszystkich podbijała. To właśnie w niej kochał. Teraz nie ufał już niczemu.
Podejrzewał, że go sobie zastąpiła nowym kochankiem. W każdym jej geście skierowanym do kogoś innego upatrywał oznaki przyzwolenia. Kiedyś w hallu schwyciła Roundella za poły marynarki i potrząsnęła nim, zaśmiewając się, a on coś burczał pod nosem; śledził wtedy Bogu ducha winnego doradcę rządowego przez dwa dni, by sprawdzić, czy ich coś więcej nie łączy. Już nie wierzył jej ostatnim pieszczotom. Zwróciła się przeciw niemu. Nie mógł znieść nawet kuszących uśmiechów ku niemu kierowanych. Nic wypijał napojów, które mu podawała. Kiedy w czasie obiadu zwracała mu uwagę na wazę z pływającą w niej lilią z Nilu, nie patrzył w tę stronę. Jeszcze jeden pieprzony kwiatek. Miała teraz nowy krąg zaufanych, z którego wykluczyła i jego, i męża. Nikt do męża nie wraca. Na tyle znał się na miłości i naturze ludzkiej.
Kupił cienką brązową bibułkę do papierosów i wkładał jej arkusiki między strony Dziejów, opowiadających o wojnach, które go nie interesowały. Spisał wszystkie jej zarzuty przeciw sobie. Wkleił je do książki — sobie przyznając tylko rolę obserwatora, słuchacza, „jego”.
Na kilka dni przed wojną wyruszył po raz ostatni do Gilf Kebir, aby uporządkować bazę obozową. Jej mąż miał go stamtąd odebrać. Mąż, którego kochali oboje, zanim zakochali się w sobie nawzajem.
Clifton przyleciał do Uweinatu, aby go zabrać umówionego dnia, zniżając się nad zaginioną oazą tak bardzo, że kiście akacji uczepiły się steru samolotu. Moth ześliznął się w dolinę i zaciął — podczas gdy on stał na wzniesieniu dając sygnały kawałkiem brezentu. Samolot poderwał się ponownie, potoczył w jego stronę i zarył w ziemię o czterdzieści metrów przed nim. Niebieska smuga dymu spod podwozia. Ale nie było ognia.
Jej mąż oszalał. Zabijając ich wszystkich. Zabijając siebie i żonę — a także jego, bo już nie było teraz drogi wyjścia z pustyni.
Tyle że ona nie zginęła. Uwolnił jej ciało, wyniósł je z pogiętego wraku samolotu, kryjącego w sobie zwłoki jej męża.
W jaki sposób wzbudziłeś w sobie nienawiść do mnie? — szepce w Grocie Pływaków, poprzez ból poranionego ciała. Złamany obojczyk. Połamane żebra. Byłeś wobec mnie okropny. Dlatego właśnie mój mąż zaczął cię podejrzewać. Ciągle tego w tobie nienawidzę — tego znikania na pustyni lub w barach.
To ty porzuciłaś m n i e w parku Groppi.
Ponieważ mnie nie pragnąłeś jak niczego na świecie.
Ponieważ mi powiedziałaś, że twój mąż zwariuje.
Nie na długo. A ją zwariowałam jeszcze przed nim, uśmierciłeś we mnie wszystko. Pocałuj mnie, dobrze? Przestań się przede mną bronić. Pocałuj mnie i zwracaj się do mnie po imieniu.
Ciała ich spotykały się w swych zapachach, w pocie, oszalałe z pragnienia przebicia się przez tę cienką otoczkę językiem i zębami, jakby każde z nich mogło uchwycić w ten sposób istotę natury tego drugiego i wydobyć ją z jego ciała.
Nie ma już teraz talku na jej ramieniu ani wody różanej na udzie.
Myślisz, że jesteś obrazoburcą, ale nim nie jesteś. Po prostu porzucasz coś, czego mieć nie możesz, lub zastępujesz czym innym. Jeśli coś ci się nie uda, wycofujesz się i zabierasz do czegoś innego. Nic cię nie zmieni. Ile miałeś kobiet? Porzuciłam cię, ponieważ zrozumiałam, że cię nigdy nie zmienię. Czasami zachowywałeś się w swym pokoju tak spokojnie, nie odzywając się słowem, jakby największą zdradą wobec siebie samego miała być zmiana twej postawy, choćby na jotę.
Rozmawialiśmy w Grocie Pływaków. Byliśmy oddaleni tylko o dwa stopnie szerokości geograficznej od bezpiecznego schronienia w Kufra.
Milknie i wyciąga rękę. Caravaggio kładzie tabletkę morfiny na czarnej dłoni, tabletka niknie w czarnych ustach mężczyzny.
Przeszedłem łożysko wyschniętego jeziora do oazy Kufra, niosąc z sobą tylko ubranie dla osłony przed słońcem i chłodem nocy, mojego Herodota zostawiłem przy niej. A w trzy lata później wędrowałem ku ukrytemu samolotowi niosąc ją tak, jak rycerz niesie swą zbroję.
Na pustyni narzędzia przetrwania znajdują się pod powierzchnią — troglodyckie jaskinie, wody pulsujące pod ukrytymi przed okiem roślinami, broń, samolot. 25 długości, 23 szerokości, dokopywałem się do brezentu i nagle wyłonił się samolot Madoxa. Była noc, ale spociłem się nawet w jej chłodnym powietrzu. Odniosłem naftową lampę i postawiłem przy niej, przysiadłem na chwilę przy jej jakby uśpionej postaci. Dwoje kochanków i pustynia — świeciły gwiazdy, albo księżyc, nie pamiętam. A wszędzie wokół toczyła się wojna.
Samolot wynurzył się z piasku. Nie miałem nic do jedzenia, czułem się osłabiony. Kotwica była zbyt ciężka, nie zdołałem jej wyciągnąć, po prostu ją odciąłem.
Po dwóch godzinach snu, o świcie, zasiadłem za pulpitem sterowniczym. Zapaliłem silnik, zaskoczył. Ruszyliśmy z miejsca i, o całe lata zbyt późno, wzbiliśmy się w niebo.
Głos zatrzymuje się. Poparzony człowiek patrzy przed siebie oszołomiony morfiną.
Teraz ma w oczach samolot Powolny dźwięk wznosi go z wysiłkiem nad ziemię, maszyna zacina się chwilami, jakby traciła dach, jej warkot wdziera się do kabiny, warkot straszny po wielodniowym marszu w ciszy. Spogląda w dół i spostrzega krople oliwy skapujące na kolana. Skrawek jej sukni powiewa na wietrze. Akacja i kość. Jak wysoko wzleciał ponad ziemię? Jak nisko wzbił się w przestworza?
Podwozie zaczepia o czubek palmy, on podrywa samolot, plama oliwy na fotelu, jej ciało osuwa się na nią. Jakieś zwarcie wykrzesuje iskrę, gałązki akacji na jej kolanie podchwytują ogień. Przerzuca jej ciało na tylne siedzenie. Wspiera się rękami w szkło tablicy rozdzielczej; szkło nie daje się usunąć. Szarpiąc szklaną płytką, rozkruszając ją, w końcu ją łamie i widzi języki i błyski ognia. Jak nisko znajduje się nad ziemią? Ona zsuwa się z siedzenia — kwiaty i liście akacji, gałęzie, które przybrały formę ramion oplatających się wokół niego. Wir powietrza zaczyna ją wyciągać z kabiny za wystające na zewnątrz ręce. Ślad morfiny na języku. Odbicie Caravaggia w czarnym stawie jego oka. Wznosi się teraz i opada jak ramię studni. Krew gdzieś na twarzy. Leci płonącym samolotem, płetwy hamujące na skrzydłach rozwierają się od pędu. Oni są już padliną. Jak daleko pozostawili za sobą drzewo palmowe? I jak dawno to było? Wyciąga nogi z oleistej mazi, ale są takie ciężkie. Nie jest już w stanie nimi poruszać. Jest starcem. Umęczonym życiem bez niej. Nie może już ułożyć się w jej objęciach i uwierzyć, że będzie go strzegła dniem i nocą, kiedy zaśnie. Nie ma już nikogo. Jest wyczerpany nie pustynią, lecz samotnością. Madox odszedł. Kobieta przemieniła się w liście i gałązki, połamana szyba nad nim wyszczerzona w niebo jak szczęka.
Wsuwa się w nasycony oliwą spadochron i wychyla na dół, przez wybitą szybę, wiatr wpycha jego ciało z powrotem do kabiny. W końcu uwalnia nogi, już zawisł w powietrzu, rozjarzony, nie wiedząc, dlaczego tak jaśnieje, aż do chwili, w której sobie uzmysławia, że płonie.
Hana słyszy glosy dobiegające z pokoju rannego Anglika, stoi w hallu i stara się zrozumieć, co mówią.