Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 128
Перейти на страницу:

— Struktura subatomowa... przedstawiona przez Thomsona! Ba, sam kilka razy widziałem się z Josephem Thomsonem. Zawsze uważałem go za dość pompatycznego niedołęgę. Jest młodszy ode mnie o zaledwie kilka lat...

Nie po raz pierwszy głęboko pożałowałem, że tak pochopnie wyruszyłem w czas! Gdybym tylko pozostał, by uczestniczyć w takim ożywieniu intelektualnym — nawet bez eksperymentów z podróżowaniem w czasie mógłbym się znaleźć w centrum wydarzeń — z pewnością byłaby to przygoda, która wystarczyłaby mi w każdym życiu.

Moses skończył pracę i wyciągnął rękę, żeby wyłączyć lampę sodową, ale szybko ją cofnął z krzykiem.

Nebogipfel dotknął palców Mosesa własną, bezwłosą dłonią.

— Przepraszam — powiedział.

Moses potarł rękę, jakby próbował ją oczyścić.

— Pański dotyk — powiedział. — Jest taki... zimny.

Popatrzył na Nebogipfela, jakby po raz pierwszy dostrzegł jego dziwność.

Nebogipfel znów go przeprosił.

— Nie chciałem pana przestraszyć, ale...

— Tak? — podchwyciłem.

Morlok wyciągnął jeden glistowaty palec i wskazał szkiełko z plattnerytem.

— Spójrzcie.

Razem z Mosesem pochyliliśmy się i spojrzeliśmy przymrużonymi oczami w oświetlone szkiełko.

Z początku nie widziałem nic oprócz cętkowanego odbicia żarówki sodowej, połysku drobinek kurzu na powierzchni szkiełek... A potem zobaczyłem coraz większą jasność, blask dochodzący z głębi samego plattnerytu: zielone światło, które błyszczało, jakby szkiełko było maleńkim oknem do innego świata.

Światło rozjarzyło się jeszcze bardziej i zaczęło się odbijać migotliwie w probówkach, szkiełkach i innych urządzeniach w laboratorium.

Wycofaliśmy się do jadalni. Ogień zgasł już wiele godzin temu i w pokoju panował chłód, ale Moses jakby tego nie dostrzegał. Podał mi kolejną brandy i przyjąłem od niego cygaro. Nebogipfel poprosił o czystą wodę. Zapaliłem cygaro z westchnieniem, podczas gdy Nebogipfel obserwował mnie z czymś, co uznałem za tępe zdumienie — zapomniał o wszystkich ludzkich manierach, których do tej pory nabrał!

— No cóż — odezwałem się. — Kiedy zamierza pan opublikować te niezwykłe odkrycia?

Moses podrapał się po głowie i poluźnił jaskrawy krawat.

— Nie jestem pewien — odparł szczerze. — Wie pan, właściwie to mam tylko zbiór obserwacji dotyczących anomalii substancji, której pochodzenie jest niepewne. Mimo to być może są ludzie bystrzejsi ode mnie, którzy mogliby coś z tym zrobić... może odkryć, jak wyprodukować więcej plattnerytu...

— Nie — zaprzeczył Nebogipfel. — Środki do produkcji materiałów radioaktywnych zostaną wynalezione dopiero za kilkadziesiąt lat.

Moses spojrzał z zaciekawieniem na Morloka, ale nie podjął tematu.

— Ale pan nie zamierza tego publikować — powiedziałem bez ogródek.

Mrugnął do mnie konspiracyjnie — kolejny drażniący nawyk! — i powiedział:

— Wszystko w odpowiednim czasie. Pod pewnymi względami nie jestem podobny do prawdziwego naukowca... No wie pan, chodzi mi o ostrożnego, małego faceta, który w końcu dostaje się do gazet jako „wybitny naukowiec”. Widzi pan, jak taki facet wygłasza pogadankę, na przykład o jakimś tajemniczym aspekcie toksycznych alkaloidów, i może się panu wydać, że w ciemności podczas wyświetlania przezroczy słyszy pan to, czego ten facet nie dopowiedział. I być może dostrzega pan okulary w złotych oprawkach oraz płócienne buty porozcinane z powodu odcisków...

— Ale pan... — powiedziałem.

— Och, nie zamierzam potępiać cierpliwych wołów roboczych tego świata! Przypuszczam, że w najbliższych latach mnie też czeka harówka. Ale jestem także niecierpliwy. Widzi pan, zawsze chcę się dowiedzieć, jak sprawy się potoczą. — Pociągnął łyk brandy. — Mam już w dorobku parę publikacji, włącznie z jedną w Philosophical Transactions, i przeprowadziłem kilka badań, z których powinny powstać artykuły. Ale badania plattnerytu...

— Tak?

— Mam dziwną koncepcję, jeśli chodzi o tę sprawę. Chcę zobaczyć, jak daleko sam zdołam ją posunąć...

Pochyliłem się do przodu. Zobaczyłem, jak w bąbelkach w jego kieliszku odbija się światło świec i jak jego twarz ożywia się. Była to pora, kiedy panuje największy spokój, i wydawało się, że widzę wszystkie szczegóły, słyszę tykanie wszystkich zegarów w domu, z nadnaturalną przejrzystością.

— Co chce pan przez to powiedzieć?

Wygładził swoją śmieszną marynarkę dandysa.

— Już panu mówiłem o moich domysłach, że promień światła, który przechodzi przez plattneryt, zostaje przeniesiony w czasie. Mam tu na myśli to, że ten promień przemieszcza się między dwoma punktami w przestrzeni i nie towarzyszy temu żaden odstęp w czasie. Wydaje mi się jednak — dodał powoli — że jeśli światło może pokonywać te odstępy czasowe w taki sposób, to, być może, mogą temu ulec również przedmioty materialne! Mam koncepcję, że gdyby zmieszać plattneryt z jakąś odpowiednią substancją krystaliczną — może kwarcem lub jakąś krystaliczną skałą — wówczas...

Zdawało się, że odzyskał panowanie nad sobą. Odłożył kieliszek na stolik obok swojego krzesła i pochylił się do przodu. Jego szare oczy zdawały się lśnić w świetle świec, sprawiając wrażenie bladych i żywych.

— Nie jestem pewien, czy chcę dalej mówić! Niech pan posłucha: byłem z panem bardzo szczery. Teraz nadszedł czas, żeby pan był wobec mnie równie szczery. Czy pan to zrobi?

Zamiast odpowiadać, spojrzałem mu w twarz — w oczy, które, mimo iż otoczone gładszą skórą, niezaprzeczalnie były moimi własnymi, oczy, które codziennie widziałem w lustrze podczas golenia!

Najwidoczniej nie mogąc odwrócić wzroku, syknął:

— Kim pan jest?!

— Pan wie, kim jestem, prawda?

Chwila ciszy przeciągała się. Morlok przypominał ducha, którego obaj prawie nie dostrzegaliśmy.

W końcu Moses odparł:

— Tak. Chyba wiem.

Chciałem mu dać czas, żeby to wszystko przetrawił. Dla Mosesa realność podróżowania w czasie — jakiegokolwiek przedmiotu bardziej konkretnego od promienia świetlnego — nadal pozostawała w sferze fantazji! Taka nagła konfrontacja z fizycznym dowodem — a co gorsza, spotkanie z własnym wcieleniem z przyszłości — musiała być olbrzymim wstrząsem.

— Być może powinien pan uważać moją obecność tutaj za nieuniknioną konsekwencję własnych badań — podsunąłem. — Czy takie spotkanie nie jest koniecznością, jeśli pójdzie pan dalej ścieżką eksperymentów, którą pan sobie wytyczył?

— Być może...

Teraz jednak uświadomiłem sobie, że jego reakcja — daleka od lęku połączonego z podziwem, którego mogłem się spodziewać — wydawała się świadczyć o mniejszym szacunku. Wydawało się, że Moses poddaje mnie ponownej ocenie; obejrzał taksująco moją twarz, włosy, ubranie.

Spróbowałem zobaczyć się oczami tego zuchwałego dwudziestosześciolatka. To niedorzeczne, ale poczułem się onieśmielony; zaczesałem ręką włosy do tyłu — nie czesałem ich od roku Pańskiego 657 208 — i wciągnąłem brzuch, który już nie był taki płaski jak kiedyś. Na twarzy Mosesa pozostał jednak wyraz dezaprobaty.

— Niech pan się przyjrzy — powiedziałem z emocją. — Tak będzie pan wyglądał w przyszłości!

Pogładził się po podbródku.

— Nie ćwiczy pan zbyt często, prawda?

Wskazał kciukiem na Morloka.

— A on... Nebogipfel... czy on...?

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)