Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 128
Перейти на страницу:

— Proszę mi powiedzieć jedną rzecz — zagadnął Moses żołnierza. — Do czego służy to urządzenie z łańcuchami i bębnem z przodu pojazdu?

— To przeciwminowy cep — odparł zamaskowany jegomość.

— Przeciwminowy?

— Gdy „Raglan” porusza się do przodu, łańcuchy uderzają w ziemię. — Zademonstrował to przy pomocy rąk w rękawicach, choć przez cały czas bacznie obserwował Mosesa. Najwidoczniej był Anglikiem i myślał, że my możemy być Niemcami! — Widzi pan? Chodzi o to, żeby zdetonować zakopane miny, zanim na nie najedziemy.

Moses to przemyślał, po czym wszedł za mną do fortecy.

— Czarujący przykład brytyjskiej pomysłowości — powiedział do mnie. — I spójrzcie tylko na grubość tego kadłuba! Kule ześlizgiwałyby się po tym poszyciu jak krople deszczu. Z pewnością tylko działo polowe zdołałoby powstrzymać takiego potwora.

Ciężki właz został zasunięty za nami; zamknął się z głuchym odgłosem i został uszczelniony za pomocą gumowych nakładek.

W ten sposób zostaliśmy odcięci od światła dziennego.

Odprowadzono nas na środek platformy, która biegła wokół wnętrza fortecy. W tej zamkniętej przestrzeni warkot silników był głośny i głęboki. W powietrzu unosił się zapach oleju silnikowego i benzyny oraz lekki odór kordytu. Było tam niezwykle gorąco i poczułem, jak z miejsca pojawia się pot przy moim kołnierzyku. Jedyne światło dochodziło z dwóch lamp elektrycznych — nie wystarczających, by oświetlić tę podłużną, ciasną przestrzeń.

Wnętrze fortecy jawiło mi się niczym mozaika półświatła i cieni. Widziałem kontury ośmiu wielkich kół — każde o średnicy dziesięciu stóp — które rozmieszczone były po bokach fortu i osłonięte wewnątrz kadłuba. Na przodzie fortecy, w dziobie, siedział jeden żołnierz na wysokim, brezentowym krześle; otoczony był dźwigniami, tarczami i czymś, co wyglądało jak soczewki peryskopów; uznałem go za kierowcę. Tylny przedział zajmowały silnik i przekładnia. Tam dostrzegłem niezgrabną maszynerię; w ciemności silniki przypominały bardziej wyląg wielkich bestii niż jakikolwiek wytwór ludzkiej ręki. Wokół maszyn krzątali się żołnierze, w maskach i ciężkich rękawicach, jota w jotę przypominając dozorców, którzy służą jakimś idolom z metalu.

Z długiego sufitu zwisały ciasne, małe kabiny, które wyglądały na niewygodne. W każdej z tych kabin widziałem niewyraźny profil żołnierza. Każdy żołnierz nosił rozmaitą broń i przyrządy optyczne — nie znałem konstrukcji większości z nich — które wystawały na zewnątrz z kadłuba statku. Musiały tam być dwa tuziny tych strzelców i techników — wszyscy nosili maski i charakterystyczne brezentowe stroje oraz berety i wszyscy bez wyjątku gapili się na nas. Możecie sobie wyobrazić, jak Morlok przyciągał ich wzrok!

Było to posępne, zastraszające miejsce: ruchoma świątynia poświęcona ślepej sile. Nie mogłem się powstrzymać, by nie porównać tego z subtelną inżynierią Morloków Nebogipfela.

Podszedł do nas nasz młody żołnierz; po szczelnym zamknięciu fortecy zdjął maskę — wisiała mu na szyi jak zdarta twarz — i zobaczyłem, że rzeczywiście jest dość młody, a jego policzki otacza krąg kropelek potu.

— Zechciejcie podejść bliżej — powiedział. — Kapitan chciałby was powitać na pokładzie.

Pod jego kierownictwem utworzyliśmy szereg i zaczęliśmy ostrożnie iść — mierzeni bezlitosnym spojrzeniem milczących żołnierzy — w kierunku dziobu fortecy. Podłoga była rozwarta i musieliśmy gramolić się wąskimi, metalowymi chodnikami; gołe stopy Nebogipfela prawie nie wydawały dźwięku, kiedy dreptał po metalowych żebrach.

W pobliżu dziobu tej lądowej łodzi, tuż za kierowcą, znajdowała się kopuła z mosiądzu i żelaza, która wystawała ponad dach. Pod tą kopułą stała jakaś osoba — w masce i z rękami zaplecionymi za plecami — która zachowywała się jak dowódca tego pojazdu. Kapitan miał na sobie podobny beret i kombinezon jak żołnierz, który nas powitał, oraz metalowe epolety i broń ręczną przy pasie; jednak ten wyższy oficer nosił również siatkowy pas skórzany, z biegnącym przez ramię paskiem i żabką, a także inne insygnia oficerskie, włącznie z płóciennymi odznakami formacji i patkami. Pierś kapitana udekorowana była licznymi wstążkami za udział w różnych kampaniach.

Moses rozglądał się z ogromną ciekawością. Wskazał drabinę nad kapitanem.

— Spójrzcie — powiedział. — Założę się, że kapitan może kazać opuścić drabinę za pomocą tych dźwigni w szynie za jego plecami... Widzicie? A potem wznieść się do tej kopuły powyżej. W ten sposób może rozejrzeć się po terenie wokół fortecy, aby lepiej kierować technikami i strzelcami.

Wydawało się, że jest pod wrażeniem pomysłowości, którą włożono w tę potworną machinę wojenną.

Kapitan ruszył naprzód; widać było, że kuleje. Zdjął maskę, odsłaniając twarz. Zobaczyłem, że jest całkiem młody, najwidoczniej dość zdrowy — choć nadzwyczaj blady — i przypomina typ, który kojarzy się z marynarką wojenną: czujny, spokojny, inteligentny — w najwyższym stopniu kompetentny. Zdjął rękawicę i wyciągnął do mnie rękę. Uścisnąłem ją — była mała jak u dziecka i zniknęła w mojej dłoni — i spojrzałem w tę jasną twarz ze zdumieniem, którego nie potrafiłem ukryć.

— Nie spodziewałam się takiego tłumu pasażerów — powiedziała pani kapitan. — Chyba nie wiedzieliśmy, czego się spodziewamy, ale wszyscy jesteście tu mile widziani i dopilnuję, żeby was dobrze traktowano. — Powiedziała to przyjaznym tonem, ale musiała przekrzykiwać warkot silników. Obrzuciła Mosesa i Nebogipfela spojrzeniem bladoniebieskich oczu z pewną dozą humoru. — Witajcie na pokładzie „Lorda Raglana”. Nazywam się Hilary Bond i jestem kapitanem w dziewiątym batalionie Królewskiego Pułku Molochów.

To była prawda! Kapitan — doświadczony, ranny żołnierz i dowódca bardziej zabójczej machiny bojowej, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić — był kobietą.

8. ODNOWIENIE STAREJ ZNAJOMOŚCI

Uśmiechnęła się, ukazując bliznę na podbródku, i zobaczyłem, że nie ma więcej niż dwadzieścia pięć lat.

— Proszę posłuchać, kapitanie — odezwałem się — chcę się dowiedzieć, jakim prawem nas zatrzymujecie.

Zachowała spokój.

— Moja misja to sprawa najwyższej wagi dla bezpieczeństwa państwa. Przykro mi, jeśli...

I wtedy Moses wysunął się naprzód; w swoim krzykliwym stroju dandysa wyglądał dziwnie nie na miejscu w tym brunatnym, wojskowym wnętrzu.

— Pani kapitan, w roku 1873 nie ma zagrożenia bezpieczeństwa państwa.

— Ale jest w roku 1938. — Zobaczyłem, że pani kapitan jest całkiem nieugięta; promieniowała od niej niewzruszona władza. — Moją misją jest zabezpieczenie doświadczeń naukowych, które przeprowadzane są w tym domu na Petersham Road, a w szczególności zniechęcenie kogokolwiek do anachronicznych zakłóceń ich prawidłowego rozwoju.

Moses zrobił grymas.

— „Anachroniczne zakłócenia”. Rozumiem, że mówi pani o Podróżnikach w Czasie.

Uśmiechnąłem się.

— Urocze słowo to „zniechęcenie”. Czy przywieźliście ze sobą dość broni, by skutecznie „zniechęcać”?

Teraz wystąpił Nebogipfel.

— Kapitanie Bond — powiedział powoli Morlok. — Z pewnością zauważyła pani, że pani misja to logiczny nonsens. Czy pani wie, kim są ci ludzie? Jak może pani zabezpieczyć badania, kiedy ich główny twórca — wskazał owłosioną ręką na Mosesa — jest właśnie uprowadzany z własnych czasów?

W tym momencie Bond popatrzyła na Morloka przez dłuższą chwilę, a potem skierowała uwagę na Mosesa — i na mnie — i wydało mi się, że po raz pierwszy dostrzegła podobieństwo między nami! Nieprzyjemnym tonem zadała nam wszystkim pytania, które miały potwierdzić prawdziwość uwagi Morloka i tożsamość Mosesa. Nie zaprzeczałem — i tak widziałem w tym niewielką korzyść dla nas — a być może, kalkulowałem sobie, będziemy traktowani uprzejmiej, jeśli zostaniemy uznani za historycznie ważne osoby; starałem się jednak jak najbardziej nie podkreślać mojej tożsamości z Mosesem.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)