Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
– To nie jest lotnisko – powiedziała zdenerwowana, nie ruszając się z miejsca, gdy zatrzymali się na żwirowym skrawku ziemi tuż nad morzem.
– Que?- spytał Pedro, otwierając drzwi. – No hablo ingles.
– No es el aeropuerto. Quiero tomar el avion para La Ceiba.
– Tak, tak – powiedział po hiszpańsku, ściągając jej torbę na ziemię. – We wtorki samoloty odlatują z Roatán. Musisz zaczekać na łódź. – Skinął w stronę pustego horyzontu.
Silnik wciąż pracował i Pedro wyraźnie się niecierpliwił, że Olivia nie wysiada.
– Ale nie ma łodzi.
– Będzie tu za pięć minut.
Olivia, choć pełna podejrzeń, niechętnie wysiadła.
– Poczekaj chwilę – powiedział Pedro i zaczął wdrapywać się do szoferki.
– A ty dokąd jedziesz?
– Do wsi. Wszystko jest OK. Łódź zaraz przypłynie.
Wrzucił bieg, a ona patrzyła zasmucona, jak furgonetka z chrzęstem odjeżdża. Nagle poczuła się tak zmęczona, że nie miała siły na nic. Warkot silnika stopniowo ucichł w oddali. Upał panował ogromny. Nigdzie ani śladu żadnej łodzi. Zaciągnęła torbę pod pobliskie drzewo i sama schroniła się w jego cieniu, oganiając się od much. Po dwudziestu minutach usłyszała słabe zawodzenie. Zerwała się na nogi i radośnie zaczęła przeczesywać lunetką horyzont. Dostrzegła łódź szybko zmierzającą w jej kierunku. Tak bardzo chciała się wynieść z wyspy, że na widok łodzi ogarnęła ją szaleńcza wręcz radość. Gdy łódź podpłynęła bliżej, okazało się, że to elegancka biała motorówka. Nie widziała takiej na Popayan, ale Roatán było znacznie bardziej światowym ośrodkiem turystycznym. Być może tamtejsze lotnisko zapewniało własny transport.
Sternik pomachał do niej, zdusił silnik i eleganckim łukiem podpłynął do przystani. Łódź była piękna, duża, z wykładanymi białą skórą siedzeniami i lśniącymi drewnianymi drzwiami wiodącymi do kabiny pod pokładem.
– Para el aeropuerto Roatán? - spytała Olivia zdenerwowana.
– Si, señorita, suba abordo - odparł sternik, cumując łódź. Wrzucił torbę Olivii na pokład, po czym jej samej podał rękę, by pomóc jej wejść. Rzucił cumę, włączył silnik na najwyższe obroty i skierował motorówkę na pełne morze.
Olivia pełna niepokoju przycupnęła na brzeżku skórzanego fotela, spoglądając na niknący z jej życia brzeg Popayan, a potem niespokojnie omiotła wzrokiem pusty horyzont, ku któremu zmierzali. Drzwi kabiny otworzyły się i ujrzała wyłaniającą się z wnętrza ciemną, lekko łysiejącą na czubku głowę mężczyzny, pokrytą gęsto kręconymi, czarnymi włosami. Popatrzył na nią i na jego twarz wypłynął szeroki, przymilny uśmiech zawodowego pochlebcy.
34
Olivia siedziała na białym skórzanym siedzeniu z przodu łodzi, walcząc z nawracającymi atakami mdłości. Co kilka sekund, ilekroć dostawała w twarz rozbryzgującą się falą, jej głowa podskakiwała jak u szmacianej lalki. Alfonso tymczasem, podobnie jak i ona ociekający wodą, stał za kołem sterowym, kretyńsko wystrojony w białą koszulę, białe szorty, sięgające połowy łydki białe skarpetki i kapitańską czapkę. Kierował łodzią nieumiejętnie i zdecydowanie za szybko przy tak silnym wietrze, wobec czego silnik wył co chwilę, a motorówka z hukiem wpadała na każdą nadciągającą falę. Nie bacząc na to, że coraz bardziej zbliżał się do brzegu, gestykulował i bez przerwy coś do niej wykrzykiwał, chociaż ryk motoru zagłuszał go kompletnie.
„Jak to możliwe – myślała Olivia ponuro – żebym była aż tak cholerną idiotką?” Panna Ruthie pracuje dla Alfonso. Na pewno zatruła bananowe ciasto i odcięła Dwayne'owi głowę. Jest jak zły skrzat w czerwonym kubraczku z Teraz nie patrz. Za chwilę wychynie z kabiny w stroju Czerwonego Kapturka i poderżnie mi gardło. Co ja mam zrobić? Bez trudu domyśliła się, że nic. W dalszym ciągu ściskała w dłoni szpilkę do kapelusza, a rozpylacz pieprzu nadal tkwił w kieszeni jej szortów, lecz nawet uzbrojona, szansę na pokonanie dwóch silnych mężczyzn miała – oględnie rzecz ujmując – raczej znikomą.
– Dokąd płyniemy?! – krzyknęła. – Chcę się dostać na lotnisko.
– To niespodzianka! – odkrzyknął wesoło Alfonso. – Niespodzianka pana Feramo.
– Zatrzymaj się, zatrzymaj! – wrzasnęła. – Zwolnij!
Zignorował ją, tylko zachichotał gardłowo, pakując łódź na kolejną falę.
– Zaraz zwymiotuję! – zawołała i nachyliła się w stronę jego nieskazitelnie białego stroju, udając, że szarpią nią wymioty.
Alfonso odskoczył przerażony i z miejsca wyłączył silnik.
– Za burtę – powiedział, machając ręką. – Tam. Pedro. Aqua. Szybko.
Bardzo przekonująco – zbytnio starać się nie musiała – zaczęła krztusić się przechylona przez burtę. Po chwili wyprostowała się i dłonią dotknęła czoła.
– Dokąd płyniemy? – spytała słabym głosem.
– Do hotelu Messer Feramo. To niespodzianka.
– Dlaczego nikt mnie nie zapytał? To zwykłe porwanie.
Alfonso ponownie uruchomił łódź, spoglądając na nią z tym swoim paskudnym, przymilnym uśmiechem.
– To piękna niespodzianka!
Żałowała, że znowu nie zbiera jej się na wymioty. „Następnym razem zrobię to naprawdę”, obiecała sobie. „I to prosto na te jego śliczne szorciki”.
Gdy opłynęli cypel, jej oczom ukazał się idylliczny wakacyjny obrazek: biały piasek i turkusowe morze, baraszkujący w płyciźnie przy brzegu rozbawieni ludzie. Olivia zapragnęła pognać na brzeg, rzucić się na nich i krzyczeć: „To jest siedlisko zła! Wszystko tu zbudowane jest na zabijaniu i śmierci!”
Marynarz podszedł, by przejąć ster, lecz Alfonso odgonił go niecierpliwym machnięciem ręki, z rykiem silnika pędząc w stronę przystani, jak gdyby występował w reklamie miętowych czekoladek na deser, żelu do kąpieli lub wybielacza do zębów. W ostatniej chwili zorientował się, że źle sobie wszystko wymierzył. Ostro skręcił w lewo, rozpędzając na wszystkie strony pływających i o włos mijając skuter wodny, zrobił niezdarne kółko, burząc powierzchnię wody. Niestety, i tak zdusił silnik odrobinę za późno i walnął w keję z rozpędem, co skwitował głośnym przekleństwem.
– Cóż za maestria – zauważyła Olivia.
– Dziękuję – powiedział z uśmiechem, nie dostrzegając ironii. – Witamy na La Isla Bonita.
Olivia westchnęła ciężko.
Kiedy jednak stanęła na stabilnej powierzchni kei, przemoczone ubrania powoli schły na słońcu, a nudności stopniowo ustępowały, pomyślała sobie, że może jednak sytuacja nie przedstawia się najgorzej. Czarujący młodzieniec w bieluteńkich, sięgających kolan szortach wziął jej torbę i zaproponował, że zaprowadzi ją do pokoju. Doszła do wniosku, że czarujący boye hotelowi stają się motywem przewodnim jej podróży. Przypomniała sobie bagażowego ze Standard Hotel o nienaturalnie błękitnych oczach, okazałych mięśniach, bokobrodach i koziej bródce, którego twarz wyglądała jak magnetyczna zabawka zapamiętana z dzieciństwa, i zapisała w pamięci, by sprawdzić, czy w pokoju nie ma przypadkiem jakiejś pluskwy. I wtedy nagle ją oświeciło: Morton C z krótko obciętymi, tlenionymi włosami i szarymi, bystrymi oczami; zakapturzony nurek o spokojnych, nieruchomych oczach spoglądających na nią spoza maski; boy hotelowy ze Standard Hotel o muskularnym ciele i jasnoniebieskich oczach, dziwnie niepasujących do zarostu. Istniało coś takiego jak kolorowe soczewki kontaktowe. Wszyscy ci trzej mężczyźni w rzeczywistości byli jedną i tą samą osobą.