Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Pozdrowienia z Rosji
Pozdrowienia z Rosji - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pozdrowienia z Rosji

Электронная книга - «Pozdrowienia z Rosji». Краткое содержание книги:

– Imię: James. Wzrost: 183 cm. Waga: 76 kg. Budowa szczupła. Oczy niebieskie. Włosy czarne. Blizna na prawym policzku i na lewym ramieniu. Ślady po chirurgii plastycznej na grzbiecie prawej dłoni. Wszechstronny sportowiec. Nie używa przebrań. Języki obce: francuski i niemiecki. Dużo pali (specjalne papierosy z trzema złotymi paskami). Nałogi: pije, ale nie w nadmiarze, kobiety. Każde liczące się państwo ma akta Jamesa Bonda, brytyjskiego tajnego agenta. Śmiertelnie niebezpieczna rosyjska organizacja Smiersz postanowiła go wyeliminować? przynętą jest Tatiana Romanowa. Jej zadaniem jest zwabić Bonda do Stambułu i tam go uwieść, podczas gdy jej zwierzchnicy zajmą się resztą. Kiedy Bond wpada w pułapkę, rozpoczyna się gra, w której 007 jest zarówno stawką, jak i bagrodą.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 60
Перейти на страницу:

Instynktownie Bond odstąpił na bok, aby za plecami mężczyzn nie było tłumu, wymierzył w ich nogi powyżej kolan i dwukrotnie nacisnął spust. Obaj upadli bezgłośnie twarzami na murawę.

Dwie kule zużyte. Zostało sześć. Bond przysunął sią bliżej miejsca walki.

Obok jego głowy świsnął nóż i z brzęknięciem upadł na posadzkę kręgu.

Był wymierzony w Kerima, który wypadł z mroku, mając na karku dwóch ludzi. Ten drugi stanął, uniósł nóż do rzutu, a wówczas Bond nie celując strzelił z biodra i zobaczył, że mężczyzna pada. Jego kompan zawrócił i pognał pomiędzy drzewa, Kerim zaś przyklęknął koło Bonda i jął się mocować z pistoletem.

– Osłaniaj minie! – wrzasnął. – Zaciął się przy pierwszym strzale. To ci cholerni Bułgarzy. Bóg jeden wie, co im odbiło.

Jakaś dłoń zamknęła usta Bonda i szarpnęła go w tył. Padając poczuł zapach mydła karbolowego i nikotyny. Kopnięto go w kark. Przetoczył się* w trawie, oczekując palącego żywym ogniem pchnięcia noża. Napastnikom jednak, których było trzech, zależało na Kerimie. Dźwignąwszy się z trudem na kolano Bond ujrzał krępe postaci, opadające z wszystkich stron na pochylonego mężczyznę, który raz tylko machnął w górę bezużytecznym pistoletem, a potem runął pod ciężarem trzech ciał.

W tej samej chwili, gdy skoczywszy w przód Bond opuścił kolbę Beretty na okrągły wygolony łeb, coś zamigotało przed jego oczyma i z unoszonych oddechem pleców wyrósł zakrzywiony sztylet wodza Cyganów. Zaraz potem Kerim był już na nogach, trzeci napastnik umykał, jakiś mężczyzna stojąc w wyłomie wykrzykiwał raz za razem jedno słowo, na co Bułgarzy odrywali się od przeciwników, podbiegali doń i wpadłszy w wyłom niknęli na ulicy.

– Strzelaj, Jemes, strzelaj! – ryknął Kerim. – To Krilienko. Zerwał się do biegu. Broń Bonda splunęła raz, ale mężczyzna uchylił się za mur, a trzydzieści jardów to zbyt daleki dystans na nocne strzelanie z automatu. Kiedy Bond opuszczał swój rozgrzany pistolet, rozległo się suche pokaszliwanie szwadronu zapuszczanych Lambrett, a potem rój os spłynął ze wzgórza.

Ciszę zakłócały teraz tylko jęki rannych. Bond obserwował nieuważnie Kerima i Vavrę, którzy wróciwszy przez wyłom w murze kroczyli pomiędzy ciałami, od czasu do czasu przewracając któreś stopą. Z drogi wracali również inni Cyganie, a spośród drzew śpieszyły starsze kobiety, aby zająć się mężczyznami.

Bond otrząsnął się. O co w tym wszystkim u diabła chodziło? Zginęło dziesięciu ludzi, może tuzin. Po co? Kogo próbowano załatwić? Nie jego, Bonda. Kiedy leżał gotów do uśmiercenia, napastnicy ominęli go i zabrali się za Kerima. Była to druga próba zlikwidowania Kerima. Czy miało to jakiś związek ze sprawą Roma-nowej? A jeśli tak, to jaki?

Bond stężał. Jego pistolet dwa razy zagadał z biodra. Nóż, który nie zdołał sięgnąć pleców Kerima, nieszkodliwie stuknął o ziemię. Postać, powstała nagle spośród martwych, okręciła się powoli jak baletnica i osunęła na twarz. Bond podbiegł do przodu. Zdążył w ostatniej chwili. Na ostrzu zamigotał blask księżyca, no i miał czyste pole strzału. Kerim spojrzał na podrygujące ciało, a potem odwrócił się do Bonda.

Bond stanął gwałtownie.

– Ty cholerny głupcze! – powiedział gniewnie. – Czy do cholery nie mógłbyś lepiej się pilnować!?

Gniew Bonda brał się w przeważnej mierze ze świadomości, że to on ściągnął na Kerima śmiercionośną chmurę. Darko Kerim uśmiechnął się z zażenowaniem.

– Niedobrze się stało, James. Za wiele razy ocaliłeś mi życie. Mogliśmy być przyjaciółmi. Teraz dzieli nas zbyt wielki dystans. Przebacz, bo nigdy nie zdołam ci odpłacić. – Wyciągnął do Bonda rękę.

Bond ją odepchnął.

– Nie bądź cholernym durniem, Darko – powiedział brutalnie. – Moja broń była sprawna. Twoja nie. Lepiej zafunduj sobie taką, która działa. Na rany Boskie, powiedz, o co do diabła chodzi? Za wiele wychlapało się tu dzisiejszego wieczoru krwi. Rzygać mi się od tego chce. Muszę się napić. Chodźmy wykończyć raki. – Ujął ogromnego mężczyznę za ramię.

Gdy dochodzili do stołu, zasłanego resztkami wieczerzy, z głębin ogrodu dobiegł okropny, przeraźliwy skowyt. Bond położył dłoń na pistolecie, ale Kerim pokręcił głową.

– Wnet się dowiemy, o co chodziło Szarym – powiedział posępnie. – Zajęli się tym moi przyjaciele. Mogę zgadywać, co odkryją. Sądzę, że nigdy mi nie wybaczą, iż byłem tutaj dziś wieczorem. Pięciu ich ludzi nie żyje.

– Mogła być równie dobrze martwa kobieta – odrzekł Bond bez współczucia. – Przynajmniej ocaliłeś jej życie. Myśl trzeźwo, Darko. Ci Cyganie zdawali sobie sprawę z ryzyka, kiedy zaczęli szpiegować dla ciebie Bułgarów. To po prostu wojna gangów. – Ochrzcił wodą dwie szklanki raki.

Obydwaj opróżnili je jednym haustem. Czyszcząc czubek zakrzywionego sztyletu pęczkiem trawy nadszedł Vavra, usiadł i przyjął od Bonda szklankę raki. Wyglądał na zupełnie zadowolonego. Bond odniósł wrażenie, iż walka trwała dlań za krótko. Powiedział coś z łobuzerską miną.

Kerim parsknął śmiechem.

– Mówi, że ocenił cię trafnie. Dobrze zabijałeś. Teraz chce, żebyś się zabrał za te dwie kobiety.

– Powiedz mu, że nawet jednej byłoby na mnie za dużo. Ale powiedz też, iż sądzę, że to dobre kobiety. Byłbym rad, gdyby uznał walkę za nie rozstrzygniętą. Już dość jego ludzi zginęło dzisiejszego wieczoru. Będzie potrzebował tych kobiet, aby rodziły dzieci dla jego szczepu.

Kerim przetłumaczył. Cygan kwaśno popatrzył na Bonda i wyrzekł kilka gorzkich słów.

– Mówi, że nie powinieneś był prosić go o tak trudną przysługę. Powiada, że masz za miękkie serce jak na dobrego zabijakę. Zrobi jednak, o co prosisz.

Cygan zignorował dziękczynny uśmiech Bonda. Zaczął mówić szybko do Kerima, a ów przerywał mu niekiedy pytaniem. Często padało nazwisko Krilienko. Potem głos zabrał Kerim. Mówił głosem pełnym skruch i nie reagował na protesty Cygana. Wymienił Krilienkę po raz ostatni. Potem zwrócił się do Bonda.

– Przyjacielu – oświadczył sucho – to osobliwa sprawa. Wygląda na to, że Bułgarzy dostali rozkaz, aby zabić Vavrę i tylu jego ludzi, ilu zdołają. Na razie wszystko jest proste. Wiedzą, że Cyganie pracują dla mnie. No, może trochę drastyczne. Lecz w kwestii zabijania Rosjanie rzadko okazują subtelność. Uwielbiają masową zagładę. Vavra zatem był celem głównym. Ja drugim w kolejności. Wypowiedzenie wojny mnie osobiście również mogę zrozumieć. Tobie jednak, jak się zdaje, nie miała przytrafić się krzywda. Zostałeś dokładnie opisany, aby nie popełniono błędu. To dziwne. Może pragnięto uniknąć reperkusji dyplomatycznych. Kto wie? Atak był dobrze zaplanowany. Dostali się okrężną drogą na szczyt wzniesienia i byśmy niczego nie usłyszeli, zjechali w dół z wyłączonymi silnikami. To pustkowie i w promieniu wielu mil nie ma żadnego policjanta. Wyrzucam sobie, że traktowałem tych ludzi tak lekko. – Kerim wyglądał na stropionego i nieszczęśliwego. Odnosiło się wrażenie, że próbuje coś postanowić. Na koniec powiedział: – Mamy północ. Rolls już jest. Przed powrotem do domu i pójściem spać pozostaje do zrobienia pewna drobnostka. I czas najwyższy, byśmy pożegnali tych ludzi. Czeka ich do świtu masa pracy. Jest wiele ciał, które trzeba wrzucić do Bosforu, muszą też naprawić mur. Rano po tym zamieszaniu nie może pozostać żaden ślad. Nasz przyjaciel życzy ci wiele dobrego. Powiada, że musisz wrócić, a Zora i Vida będą twoje dopóty, dopóki nie obwisną im piersi. Nie godzi się, bym przyjmował na siebie winę za to, co się stało. Powiada, że mam mu nadal podsyłać Bułgarów. Dzisiejszej nocy zginęło dziesięciu. Miałby chętkę jeszcze na kilku. Teraz uściśniemy mu dłoń i pójdziemy. Tylko o to nas prosi. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, ale gajo. No i przypuszczam, że nie chce, byśmy widzieli, jak jego kobiety opłakują poległych.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)