Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Pozdrowienia z Rosji
Pozdrowienia z Rosji - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pozdrowienia z Rosji

Электронная книга - «Pozdrowienia z Rosji». Краткое содержание книги:

– Imię: James. Wzrost: 183 cm. Waga: 76 kg. Budowa szczupła. Oczy niebieskie. Włosy czarne. Blizna na prawym policzku i na lewym ramieniu. Ślady po chirurgii plastycznej na grzbiecie prawej dłoni. Wszechstronny sportowiec. Nie używa przebrań. Języki obce: francuski i niemiecki. Dużo pali (specjalne papierosy z trzema złotymi paskami). Nałogi: pije, ale nie w nadmiarze, kobiety. Każde liczące się państwo ma akta Jamesa Bonda, brytyjskiego tajnego agenta. Śmiertelnie niebezpieczna rosyjska organizacja Smiersz postanowiła go wyeliminować? przynętą jest Tatiana Romanowa. Jej zadaniem jest zwabić Bonda do Stambułu i tam go uwieść, podczas gdy jej zwierzchnicy zajmą się resztą. Kiedy Bond wpada w pułapkę, rozpoczyna się gra, w której 007 jest zarówno stawką, jak i bagrodą.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 60
Перейти на страницу:

Od tego momentu – przez całą drogę w dół tunelu i potem, w biurze Kerima, kiedy dyskutowali nad podpatrzoną sceną – Bond wytężał umysł, aby rozgryźć tę obłędną pantomimiczną zgadywankę, a mimo to jeszcze teraz, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w zachód słońca, trwał w ślepym zaułku.

Dopił drinka i zapalił następnego papierosa. Odsunął od siebie problem i zaczął myśleć o dziewczynie.

Tatiana Romanowa. Z tych Romanowów. Cóż, z pewnością wyglądała na rosyjską księżniczkę, a przynajmniej była podobna do tradycyjnego wizerunku takowej. Wysoka, doskonale zbudowana sylwetka, która poruszała się i trzymała z taką gracją. Gęsta fala włosów do ramion i spokojna władczość profilu. Cudowna twarz w stylu Grety Garbo z jej osobliwie dyskretną pogodą. Kontrast pomiędzy najszczerszą niewinnością wielkich ciemnoniebieskich oczu a namiętną obietnicą szerokich ust. No i sposób, w jaki oblewała się rumieńcem, w jaki powieki o długich rzęsach zakrywały opuszczone oczy. Czy była to pruderia dziewicy? Bond sądził, że nie. Dumne piersi i wyzywająco rozkołysane biodra zdawały się mówić, że je kochano; miały w sobie tę pewność, jaką ciału kobiety daje tylko wiedza, na co zostało stworzone.

Czy na tym, co widział, może oprzeć wiarę, że jest dziewczyną z rodzaju tych, które potrafią zakochać się w zdjęciu i dossier? Taka dziewczyna musiałaby mieć naturę głęboko romantyczną. W oczach i ustach było coś marzycielskiego. W jej wieku – dwudziestu czterech lat – machina sowiecka mogła nie wyorać z niej całego sentymentalizmu. Z krwi Romanowów mogła się zapewne zrodzić tęsknota za mężczyzną innym aniżeli ci współcześni rosyjscy oficerowie, na których towarzystwo jest skazana – surowi, oziębli, mechaniczni, z zasady histeryczni, a za sprawą wychowania partyjnego bezgranicznie nudni.

Może to prawda. Nie miała w swym wyglądzie nic, co podważałoby jej historię. Bond chciał, żeby to była prawda.

Odezwał się telefon. Dzwonił Kerim.

– Nic nowego?

– Nie.

– No to wpadnę po ciebie o ósmej.

– Będę gotów.

Bond odłożył słuchawkę i powoli zaczął się ubierać.

Kerim uparł się co do tego wieczoru. Bond pragnął zostać w hotelu i czekać na pierwszy krok z jej strony – list, telefon, cokolwiek. Kerim się jednak sprzeciwił. Dziewczyna utrzymywała stanowczo, że sama wybierze czas i miejsce. Bond wyrządziłby sobie niedźwiedzią przysługę, niewolniczo ulegając jej kaprysom.

– To kiepska psychologia, mój przyjacielu – nalegał Kerim. – Żadna dziewczyna nie lubi, gdy mężczyzna przybiega na pierwsze gwizdnięcie. Gardziłaby tobą, gdybyś okazał się zbyt łatwy. Znając twą twarz i akta spodziewa się, że okażesz obojętność… nawt butę. Tego właśnie pragnie. Chce cię uwieść, zdobyć pocałunek – Kerim puścił oko – tych okrutnych ust. Zakochała się w twym wizerunku. Zachowaj się jak wizerunek. Graj swoją rolę.

Bond wzruszył ramionami.

– W porządku, Darko. Chyba masz rację. Co sugerujesz?

– Rób to, co zrobiłbyś w normalnych okolicznościach. Wracaj do domu, wykąp się, strzel drinka. Miejscowa wódka jest zupełnie niezła, jeśli dodasz do niej toniku. Jeśli nic się nie zdarzy, przyjdę po ciebie o ósmej. Zjemy kolację u pewnego mojego cygańskiego przyjaciela. Nazywa się Vavra. Głowa rodu. Muszę się z nim dziś zobaczyć tak czy owak. To jeden z moich najlepszych informatorów. Węszy, kto próbował wysadzić mi biuro. Kilka jego dziewczyn zatańczy dla ciebie. Nie będę sugerować, aby dostarczyły ci bardziej intymnych rozrywek. Nie możesz tępić swego oręża. Jest przysłowie: „Kto raz królem, zawsze królem". Ale wystarczy, jeśli królem zostaniesz raz.

Bond uśmiechał się na wspomnienie powiedzonka Kerima, kiedy telefon zadzwonił ponownie. Podniósł słuchawkę. Tylko samochód.

Spiesząc po schodach do czekającego w Rollsie Kerima Bond musiał powiedzieć sobie uczciwie, że jest rozczarowany.

Jechali pod górę przez uboższe dzielnice nad Złotym Rogiem, gdy szofer z lekka odwrócił głowę i powiedział coś beznamiętnie.

Kerim odrzekł mu jedną sylabą.

– Mówi, że śledzi nas Lambretta. Jeden z Szarych. To bez znaczenia. Jeśli chcę, utrzymuję swe ruchy w tajemnicy. Często śledzili ten wóz całymi milami, a na tylnym siedzeniu tkwiła kukła. Rzucające się w oczy auto ma swoje plusy. Wiedzą, że przyjaźnię się z tym Cyganem, ale nie mają pojęcia dlaczego. Nie zaszkodzi, jeśli będą sądzić, że dziś w nocy oddajemy się rozrywkom. Wszystko inne byłoby niezwykłe w sobotni wieczór i to w towarzystwie przyjaciela z Anglii.

Bond wyjrzał przez tylną szybę i jął obserwować zatłoczone ulice. Spoza tramwaju, stojącego na przystanku, ukazał się na chwilę skuter i zaraz skrył za taksówką. Bond odwrócił się, rozmyślając przez chwilę o tym, jak prowadzą swoje placówki Rosjanie, mający do dyspozycji tyle pieniędzy i sprzętu, ile zapragną, gdy tymczasem Secret Service przeciwstawia im garstkę licho opłacanych awanturników, jak ten obok niego – ze swym używanym Rollsem i własnymi dziećmi do pomocy. A przecież to Kerim trzymał Turcję w garści. Może, koniec końców, dobry człowiek jest więcej wart niż dobry aparat.

O ósmej trzydzieści stanęli w połowie wysokości długiego wzniesienia na przedmieściach Istambułu przed obskurną kafejką na otwartym powietrzu z kilkoma wystawionymi na chodnik pustymi stolikami. Na jej tyłach spoza wysokiego kamiennego muru wyzierały wierzchołki drzew. Wysiedli z auta, które natychmiast odjechało. Czekali na Lambrettę, ale jej przypominające osę bzycze-nie umilkło, a zaraz potem odezwało się na nowo i jęło słabnąć w dole wzgórza. Kierowcę widzieli tylko przez moment: był niskim przysadzistym mężczyzną w goglach.

Pomiędzy stolikami Kerim poprowadził Bonda do kafejki. Była pusta, lecz zza baru szybko podniósł się jakiś mężczyzna. Jedną dłoń trzymał pod ladą, gdy jednak rozpoznał gości, obdarzył Kerima nerwowym uśmiechem, a coś z brzęknięciem upadło na podłogę. Wyszedł zza baru, poprowadził obu przybyłych przez zaplecze i pas żwiru, do drzwi w wysokim murze, zapukał raz, odryglował zamek, a potem gestem zaprosił Bonda i Kerima, aby weszli.

Za murem był ogród z rozrzuconymi pod drzewami drewnianymi stołami i kręgiem tanecznym w środku. Otaczały go ciemne teraz lampiony, porozwieszane na drążkach wbitych w ziemię.

Po przeciwnej stronie kręgu przy długim stole pożywiało się dwadzieścioro ludzi w różnym wieku; na widok wchodzących odłożyli noże i popatrzyli ku drzwiom. Dzieci bawiące się w trawie dookoła stołu też były czujne i milczące. Księżyc w trzeciej kwadrze kąpał wszystko w jasnym świetle, a pod drzewami kreślił pocętkowany deseń.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)