Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Myślisz, że jesteś zabawny, Potter? Jesteś żałosny.
Echo dwóch ostatnich słów odbiło się od niewidzialnych ścian umysłu, sprawiając, że
obraz zaczął falować i zmieniać się. Tym razem Severus znajdował się w swoim
tajnym laboratorium i ze skupionym wyrazem twarzy kołysał w dłoni zielonkawą ciecz
znajdującą się w niewielkiej fiolce.
Jeżeli dobrze wyliczyłem proporcje, powinienem dodać trzynaście kropel, każdą w
odstępie dokładnie dwóch sekund od poprzedniej. - Przymknął powieki i wziął głęboki
oddech. - Jeżeli coś pójdzie nie tak, będę musiał zaczynać od początku...- Otworzył
oczy i zawiesił dłoń dziesięć centymetrów nad bulgoczącą w kociołku cieczą.
Przechylił fiolkę i ze zmarszczonymi brwiami przypatrywał się, jak pierwsza kropla
opada do kociołka. Po dwóch sekundach opadła druga. Potem następna i następna.
Pozostały jeszcze trzy, gdy absolutną ciszę zakłóciło natarczywe pukanie w drzwi
komnat Severusa. Nagły i niespodziewany hałas wytrącił mężczyznę z równowagi,
jego ręka zadrżała i do mikstury wpadło kilka kropel naraz. Eliksir zasyczał i zmienił
barwę na jadowity turkus.
Do oczu Snape'a napłynęła furia. Podniósł wzrok na drzwi. Dłoń, w której trzymał
fiolkę, drżała.
Pukanie rozległo się ponownie, jeszcze głośniejsze i bardziej natarczywe.
Potter! Przysięgam, że tego pożałujesz!
Z nieopanowanym gniewem roztrzaskał fiolkę o podłogę i niczym chmura gradowa
zwiastująca prawdziwą nawałnicę, wybiegł z pomieszczenia. Ściana zasunęła się za
nim tuż przed tym, zanim z rozmachem otworzył drzwi.
- Dobry wieczór, Severusie - powiedział szybko Harry i bez wahania wsunął się do
środka prześlizgując się pod ramieniem mężczyzny i rozglądając po pomieszczeniu.
Snape powoli zamknął za nim drzwi. Jego oczy ciskały błyskawice. Błyskawice
stworzone z lodu.
Harry odwrócił się i kiedy jego wzrok padł na twarz mężczyzny, pojawił się w nim
strach i niepewność.
- Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie. - Mam nadzieję, że ci w niczym nie
przeszkodziłem. - Rozejrzał się ponownie po pokoju.
- Czego chcesz, Potter? - Głos Snape'a był niczym stalowe ostrze. Zimne i raniące. -
Przyszedłeś, żeby mnie zadowolić?
- Ja tylko... - Harry otworzył usta, ale mężczyzna nie pozwolił mu dokończyć.
- Nie gadaj, tylko rozbieraj się. Wolisz najpierw mnie zaspokoić... - Długie palce
sugestywnie powędrowały do rozporka, ale po chwili zatrzymały się, a twarz
mężczyzny wykrzywił okrutny, kpiący wyraz - ...a może od razu mam cię pieprzyć? -
Chłopak po prostu stał i wpatrywał się w niego z otwartymi ustami. - Zamierzasz tak
stać i gapić się na mnie, Potter? Klękaj!
Och tak, widzę, że cię to boli. I bardzo dobrze. Zapłacisz za to, co zrobiłeś. Będzie
boleć jeszcze bardziej. Nauczę cię, że to nie jest hotel, do którego możesz sobie
przychodzić niezapowiedziany. Nauczę cię posłuszeństwa.
- O co chodzi, Potter? Przecież po to właśnie przyszedłeś, czyż nie? Zawsze
przychodzisz tylko po to - wysyczał Snape, z przyjemnością obserwując każdy
spazm bólu, który jego słowa wywoływały na twarzy Harry'ego.
- Widzę, że masz zły humor - wydusił w końcu chłopak cichym, łamiącym się głosem.
- To ja już pójdę. Nie chcę...
O nie, jeszcze z tobą nie skończyłem!
- Zawsze mam zły humor, kiedy plątasz się wokół mnie, niczym żałosny, skomlący
szczeniak - warknął mężczyzna, wbijając w niego mordercze spojrzenie. - Oddany,
uzależniony szczeniak, który zrobi wszystko, co mu się każe. No dalej...
- Zamknij się! - Z ust Harry'ego wyrwał się wściekły krzyk, a w powietrzu zafalowała
sugestia pełnego satysfakcji śmiechu, który rozbrzmiewał w duszy Snape'a.
Wszystko spowiła ciemność, a śmiech powoli zanikał i wizja przeskoczyła ponownie.
Harry siedział w fotelu naprzeciw Snape'a. Na jego twarzy malowało się
zdecydowanie, kiedy mówił:
- Zabiję go. Zabiję Voldemorta.
Snape rzucił mu bardzo długie spojrzenie.
Doprawdy? Ty? Ty chcesz zabić najpotężniejszego czarodzieja wszechczasów? Nie
rozśmieszaj mnie... Nigdy ci się to nie uda. Nic nie potrafisz. Jesteś zerem.
- A jak zamierzasz to zrobić? - zapytał w końcu Snape.
- Jeszcze nie wiem - odparł cicho chłopak i widząc szyderczy uśmiech, który pojawił
się na twarzy Mistrza Eliksirów, dodał szybko - Ale znajdę jakiś sposób. Voldemort
zapłaci za wszystko, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię!
Snape przestał patrzeć na Harry'ego z kpiną i zmarszczył brwi.
- Czy mam to rozumieć jako twoją gotowość do poświęcenia życia, aby zabić
Czarnego Pana?
Czyżbyś aż tak chciał mi to ułatwić, Potter?
- Wiem, że niewiele umiem, a on jest niezwykle potężny. Ale spróbuję i jeżeli zginę...
to przynajmniej zabiorę go ze sobą.
Twarz Severusa poszarzała, a jego brwi uniosły się.
No no, Potter... Czasami potrafisz trafić w sedno. Skąd przyszedł ci do głowy taki
pomysł? Czyżbym w jakiś sposób się zdradził? Nie, to niemożliwe... Jesteś zbyt tępy,
by zauważyć pewne drobne niuanse. Oczywiście, że zabierzesz ze sobą Czarnego
Pana... ale tylko i wyłącznie z moją pomocą.
- Oczywiście. Uwielbiasz odgrywać bohatera, Potter. A prawda jest taka, że jesteś
zwykłym durniem. Nie udałoby ci się nawet zranić Czarnego Pana. Nic nie umiesz.
Zabiłby cię, zanim zdążyłbyś wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Obojętne, jak
szlachetne pobudki tobą kierują, cokolwiek spróbujesz zrobić, nie masz w starciu z
nim żadnych szans.
Możesz się przydać tylko i wyłącznie jako przynęta. Jako kukułcze jajo podrzucone
do gniazda. Nie masz żadnej innej wartości.
Obraz ponownie zafalował i wizja przeskoczyła. Nadal obaj siedzieli przed
kominkiem, ale Snape wyglądał na zdenerwowanego i rozdrażnionego.
- Nie potrafiłeś nauczyć się obrony przed zwykłą Legilimencją, a chciałbyś poradzić
sobie z Legilimens Evocis? Nie rozśmieszaj mnie, Potter - parsknął mężczyzna,
zwracając twarz w stronę kominka.
- Nie chcę, by Voldemort rzucił na mnie to zaklęcie. Wolałbym śmierć niż życie w
koszmarze! - wykrzyknął Harry łamiącym się głosem. Snape spojrzał na niego i
zacisnął usta.
- Czarny Pan nie rzuci na ciebie tego zaklęcia, Potter - powiedział Snape
zdecydowanym głosem, podnosząc się z fotela.
Ma wobec ciebie zupełnie inne plany...
Wizja rozmyła się, zastąpiona kolejną. Severus siedział przy stole nauczycielskim w
Wielkiej Sali, obserwując jak Harry wybiega z pomieszczenia. Obok niego leżał
Prorok Codzienny z rzucającym się w oczy tytułem: "Harry Potter - Nadzieja
Czarodziejskiego Świata Czy Tchórz?"
Cholera, ten głupi chłopak jest tak przewrażliwiony, że nie wiadomo, co teraz strzeli
mu do głowy. Będę musiał przemówić mu do rozumu. Wykorzystam tę sytuację.
Odbuduję jego zaufanie. Czeka mnie trochę aktorstwa, ale Potter jest tak naiwny, że
połknie haczyk bez zastanowienia.
Obraz zawirował i przekształcił się. Pojawiła się sypialnia Snape'a. I Harry, siedzący
na jego łóżku z rozstawionymi szeroko nogami i dłonią zaciśniętą wokół swojego
naprężonego penisa. Całkowicie nagi, jedynie z zawiązanym na szyi zielonym
krawatem, który kołysał się miarowo w rytmie, w którym Harry poruszał dłonią,
masturbując się przed Snape'em. Tylko przed Snape'em. Tylko dla niego.
Czarne oczy wbijały się w Harry'ego z oszałamiającą intensywnością.