Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Zapiski Stanu Poważnego». Краткое содержание книги:

Wiktoria – reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodzianie, tuż przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią – proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś do kompletu?

Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety – ma on pewne felery, które niestety uniemożliwiają wydanie się za niego i tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie.

Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka żywcem przeniosła z rzeczywistości. Monika Szwaja przyznaje się między innymi do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisków”. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”…

„Zapiski stanu poważnego” otrzymały III nagrodę w konkursie wydawnictwa Zysk i S-ka na „polską Bridget Jones”.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 71
Перейти на страницу:

Może to jeszcze nie koniec?

Jasne, że nie. Spotkamy się na wernisażu u Nusia albo na czymś takim. Na kongresie rybaków dalekomorskich. Albo bliskomorskich. Albo na rybaków wyślę Rocha i się nie spotkamy.

Chyba pójdę jutro do pani profesor, bo coś niewyraźnie się czuję.

Kotuś! Bądź grzeczny! Mamusia cię prosi.

Środa, 22 listopada

A to kicha. Pani profesor przyjmuje jutro, a dzisiaj wyjechała.

Czwartek, 23 listopada

Jestem w szpitalu. Robili mi USG. To, co powiedziała o mnie pani profesor, nie nadaje się do powtórzenia.

Piątek, 24 listopada

Badają mnie, badają i kombinują jak koń pod górę.

Syneczku kochany – albo córeczko kochana – bardzo cię proszę, bez jaj. Po pierwsze, masz rosnąć tam, gdzie jesteś i nie grymasić, po drugie, nie stwarzaj problemów, bo mamusia musi się zająć Orkiestrą. Do stycznia niedaleko, trzeba na gwałt robić dokumentacje, cyzelować scenariusz, ach, tysiąc rzeczy na minutę… Więc proszę, koteczku najmilszy, zachowuj się przyzwoicie.

Mama z Amelią mnie odwiedziły. Ładnie z ich strony, ale nie mam do nich głowy. Widać, że starannie unikają tematu tatusia (mojego) i jego żądań oraz wypisywania mnie z rodziny. I to je strasznie męczy. Nie chce mi się toczyć konwencjonalnych rozmówek.

Śpię, śpię i śpię. A jak nie śpię, to wyobrażam sobie, jakby to mogło być z Tymonem. Jakoś jednak nie potrafię tego powiązać z faktem bycia przyszłą mamusią. W końcu to nie jego.

Może najlepiej będzie tak, jak jest.

Zresztą nie dzwoni. A skoro nie dzwoni, to najpewniej też wraca do swojego normalnego życia, zakłóconego przez tę aferę szprotkową.

Definitywnie wracamy do rzeczywistości.

Sobota, 25 listopada

Śpię. Dzidzia też chyba śpi, bo mi jakoś ogólnie lepiej. Czymś mnie faszerują, ale mało mnie obchodzi, co to jest.

Pani profesor przestała na mnie warczeć. To dobry znak.

Dostałam milion dwieście sms-ów od ukochanych kolegów. Wszyscy mi życzą zdrowia, szczęścia i tłustego dzidziusia.

Jeszcze nie teraz! Dopiero wejdziemy w piąty miesiąc!

Niedziela, 26 listopada

Zadbałam o siebie. Umyłam włosy – dobrze, że się kręcą same, bo suszyć na szczocie już bym nie miała siły. Uporządkowałam paznokcie (jeden się złamał i trzeba było zlikwidować wszystkie). Zaczęłam znowu wyglądać jak człowiek – może jeszcze niepełnowartościowy, ale już homo sapiens. Może jutro zacznę wyglądać jak kobieta.

Nawet zjadłam obiad szpitalny. Po raz pierwszy nie wzbudził we mnie natychmiastowej chęci do wymiotów.

Teraz sobie leżę i słucham z walkmana moich ukochanych wolnych kawałków Beethovena (na kasecie też je mam, w ogóle prawie się z nimi nie rozstaję, wożę je w samochodzie i noszę w kieszeni).

Zadzwonił!

Przepraszał, że milczał od poniedziałku, ale musiał na gwałt jechać do Warszawy w sprawie tych procesów, co je powytaczał ministerstwu. A nie chciał rozmawiać na chybcika. Czy uważam, że możemy się spotkać?

– Wykluczone! W każdym razie nie w najbliższym czasie – powiedziałam, szczęśliwa niebotycznie.

Chyba się zmartwił.

– Zrezygnowałaś ze mnie całkiem? Byłem ci potrzebny tylko do programu?

A to ci heca. A ja myślałam, że to ja byłam mu potrzebna tylko do programu!

– Uchowaj Boże, tylko ja się teraz nie nadaję do spotkań.

– Coś się stało?! – To już było autentyczne zaniepokojenie. – Wika, jesteś zdrowa?

– Nie jestem całkiem pewna. Jestem w szpitalu, na patologii. Wcale nie chcę, żebyś mnie oglądał w charakterze szlafrokowej zmory. Co to, to nie. Musisz poczekać.

– Ale co ci jest?

– Nie dociekam. Jakieś drobne zawirowania. To się chyba nazywa zagrażające poronienie. Pani profesor, która mnie prowadzi, nie lubi opowiadać pacjentkom o szczegółach. Mówi, że jeśli chcemy, to ona powie, ale po co mamy sobie głowę zawracać. Tu się nami zajmują bardzo pieczołowicie. Ale trochę jeszcze poleżę.

Cisza w słuchawce.

– Hej, jesteś tam jeszcze?

– Boże święty… To moja wina, nie powinienem był wymyślać tej Danii, wiedziałem, że jesteś w ciąży i wiedziałem, że tam pojedziesz!

– No, nie martw się tak. Pani mówiła, że już jest stabilnie. Trochę się przetrenowałam ostatnio i coś tam… Nie bądź taki prokurator, nie będę ci opowiadała o moich narządach!

– Wika, ja muszę cię zobaczyć!

– Ale ja nie chcę!

– Wika, ja muszę!

– Nie możesz poczekać, aż wyjdę?

– Nie, nie mogę. Gdzie leżysz?

– Na Unii.

– Będę u ciebie za dwie godziny.

– Zwariowałeś!?

– Chyba tak. Nic nie mów. Jadę.

I wyłączył się.

O Boże, a ja wciąż nie wyglądam jak kobieta.

A może właśnie wyglądam? Jak prawdziwa kobieta, tyle że trochę zmarnowana, ale prawdziwa, nie z plastyku.

Mimo wszystko rzuciłam trochę pudru na oblicze.

Nie wiem, jak to zrobił, ale wystarczyły mu te dwie godziny na wyjechanie z domu, przeprawienie się promem i przejechanie drogi ze Świnoujścia do Szczecina. Przyjęłam go w łóżku, bo pani profesor srogo zabroniła mi ruszać się dalej niż do klopka. Na szczęście obie moje współlokatorki też miały odwiedziny, a jako osoby bardziej na chodzie, poszły sobie z mężusiami do świetlicy.

Miał na sobie ten idiotyczny kitelek dla gości. W kolorze trawiastozielonym. Poza tym był jak najbardziej sobą. Poznałam to po tym, że serce skoczyło mi jak szalone. Oczywiście starałam się zachować twarz pokerzysty. To znaczy pokerzystki.

Nie miał kwiatków! Aha, na oddziale jest zakaz. Bakterie się mnożą. Zresztą na diabła mi kwiatki. Tymon jest.

Stanął w drzwiach i rozejrzał się po sali. Leżałam w kąciku pod oknem. Pomachałam mu łapką spod kołdry.

Przysunął sobie taboret i siadł koło mnie. Spoglądał przy tym na mnie z wyrazem jakiejś niesłychanej czułości. Chyba że mi się wydawało. Ale chyba jednak nie.

Siedział i nic nie mówił. Robił wrażenie, jakby już nigdy w życiu nie miał przemówić.

W końcu chyba się napatrzył, bo przemówił:

– Kocham cię.

Miałam na czubku języka tysiąc inteligentnych odpowiedzi, bo przecież byłam pewna, że z jego strony to po prostu mieszanina poczucia winy z poczuciem wdzięczności. Wdzięczności za pomoc i winy za narażenie mnie na trudy, które proszę, do czego doprowadziły. Zamiast tego powiedziałam wbrew sobie, bo nie miałam zamiaru niczego takiego mówić:

– Ja też cię kocham.

Na to on wziął mnie w ramiona i mogłam w nich sobie wreszcie trochę poprzebywać na jawie, a nie tylko w marzeniach.

– Mógłbym cię tak całować do jutra – mruknął, wypuszczając mnie z objęć. – Ale ta twoja pani profesor zakazała cię męczyć.

– Widziałeś się z panią profesor?

– Widziałem i wydobyłem z niej zeznania. Poleżysz jeszcze ty dzień albo dwa. Wikuś, jedyna moja, żebyś ty wiedziała, ile ja przepisów złamałem, jadąc do ciebie… Skorumpowałem dwa patrole po drodze!

– Mówiłam ci przecież, że idzie ku dobremu!

– A kto by tam wierzył kobiecie! – Zaśmiał się i powrócił do uprzedniego zajęcia. – Całą drogę przez tę cholerną Danię myślałem wyłącznie o tym. I nie odważyłem ci się tego powiedzieć!

– Nie żartuj. – Wydobyłam się z ukochanych ramion, bo jedna z moich współlokatorek już się kiwała koło drzwi, najwyraźniej z zamiarem wejścia. – Ja tak samo. Tylko myślałam, że jesteś po prostu uprzejmy wobec mnie z powodu, że się poświęcam w twojej sprawie, a tak naprawdę to jestem ci całkowicie obojętna; no, w końcu obca baba, dziennikarka, tyle że w miarę przyzwoita.

– A dlaczego tak płakałaś w tym klozecie?

– Właśnie dlatego. Tak mi się cudnie z tobą jechało, potem powiedziałeś, że żałujesz, że ta Dania taka mała i ja doszłam do wniosku, że chcesz mi dać do zrozumienia, że Dania się skończy i sprawa się skończy.

– Wika, Wika! Obiecaj mi, że nigdy, ale to nigdy nie będziesz próbowała zgadnąć, co ja myślę, tylko mnie o to pytaj. Ale, prawdę mówiąc, ja nie lepszy. Też wyobrażałem sobie mnóstwo rzeczy… Przede wszystkim, że jestem dla ciebie wyłącznie obiektem zainteresowania zawodowego, że stajesz po prostu po stronie uczciwości.

– Bo staję!

– No właśnie. Ale wygląda na to, że jednocześnie miałaś jakieś tam prywatne odczucia, a ja się bałem, że jesteś po prostu zawodowcem.

– Bo jestem.

– Jesteś, ale nie po prostu. A poza tym jesteś kobietą. Słuchaj, po co my tyle mówimy…

Obejrzał się, czy baba jeszcze stoi w drzwiach, ale nie stała. Może poszła na ploty. Wykorzystaliśmy moment.

Baba przyszła i wdrapała się na swoje łóżko. Tymon ułożył mnie wygodnie na poduszce.

– Jesteś śliczna, wiesz? – powiedział półgłosem.

– Masz coś z oczami, kochany – zawiadomiłam go uprzejmie. – Wyglądam jak nieboszczka po reanimacji!

– Niczego sobie nieboszczka. Boże, jak ja się bałem… Przez całą drogę. A jak mnie szarpały wyrzuty sumienia! Nie powinienem był ci na to wszystko pozwolić.

– A dużo byś miał do pozwalania. Byłam w pracy i tyle.

– Ależ ty masz charakterek… Wyjdziesz za mnie?

– Czekaj, nie tak zaraz. Dlaczego mam wyjść za ciebie?

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)