Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Zapiski Stanu Poważnego». Краткое содержание книги:

Wiktoria – reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodzianie, tuż przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią – proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś do kompletu?

Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety – ma on pewne felery, które niestety uniemożliwiają wydanie się za niego i tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie.

Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka żywcem przeniosła z rzeczywistości. Monika Szwaja przyznaje się między innymi do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisków”. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”…

„Zapiski stanu poważnego” otrzymały III nagrodę w konkursie wydawnictwa Zysk i S-ka na „polską Bridget Jones”.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 71
Перейти на страницу:

Z Malmö do Ystad to już żabi skok. Rozmawialiśmy z Tymonem dość obojętnie o programie, jaki zrobię z tych wszystkich materiałów plus rozmowy w studiu. Zastanawiałam się, czy nagrać to sobie, czy lepiej lecieć na żywo, ale chyba jednak polecimy z rozmowami na żywo.

Na promie była nas już z powrotem cała hałastra. Zresztą zaczęłam się kiepsko czuć i zaraz ległam w koi.

Wtorek, 14 listopada

Rankiem w Świnoujściu rozstaliśmy się po szybkim pożegnaniu, bo spieszyło się nam do roboty, Filip czekał na zdjęcia, a ja musiałam jak najszybciej brać się za konstruowanie programu.

Cała ta podróż, bardzo ekspresowa i męcząca, wydała mi się czymś nierzeczywistym. Jakbyśmy nie wyjeżdżali dalej niż sto kilometrów, co dla nas jest chleb codzienny i w ogóle mięta.

Wchodząc do wieżowca, kupiłam świeżą prasę. W jednej gazecie na pierwszej stronie królował tytuł: „Duńczycy czyści”. Wyraźny dowód pracowitości kolegi, który był z nami w Danii.

Rzuciłam pobieżnie okiem na treść, dobrze mi w końcu znaną, potem wzięłam się za drugi poczytny dziennik.

I omal mnie szlag nie trafił.

Wołami było tam napisane: „Kontrola kutrów była zmanipulowana”.

I pod spodem, nieco mniejszymi wołami: „August Kratky mówi: Ryby zostały wysortowane”.

I jeszcze nieco mniejszymi, ale wciąż sporymi: „Tymon Wojtyński funduje dziennikarzom wycieczkę do Danii”.

No a w treści artykułu, jak się można domyślać, same bzdury. Ten cholerny Kratky w imieniu protestujących polskich rybaków oświadczył, że szyprowie wiedzieli o planowanej kontroli i przesortowali szprotki w morzu. Jak również podmienili sobie sprzęt połowowy na taki bardziej legalny. I tak dalej, i tak dalej.

Złapałam telefon, żeby zadzwonić do Tymona. W tej chwili sam mi zadzwonił w ręce.

– Dzień dobry raz jeszcze. Czytałaś?

– Właśnie przeczytałam. I co ty na to?

– Podam ich do sądu, ale ludzie już wiedzą, jaki ze mnie cwany łobuz. Znasz tego faceta, który to napisał? Co to znaczy „let”?

– Znam, oczywiście. Leszek Trapiec. To taki kajtuś, co nie lubi sprawdzać swoich wiadomości, bo jeszcze by się mogło okazać, że nie ma materiału i nie dostanie wierszówki. Brzydki chłopczyk, nieraz go przyłapałam na szukaniu sensacji. Myślałam, czy by go nie zaprosić do naszego programu, ale chyba nie będziemy gnojkowi robili reklamy…

– Kiedy masz ten program?

– Niestety, dopiero w przyszły poniedziałek. Zagramy go na żywo. Do tej pory będą chodziły wszelkiego rodzaju wiadomości u Filipa. Z naszej strony możesz spodziewać się uczciwego podejścia.

– Ani przez chwilę nie myślałem, że mogłoby być inaczej. Jak tylko będę ci potrzebny, dzwoń.

– Zadzwonię. Trzymaj się.

– Całuję cię mocno…

I wyłączył się. Ale tym razem nie miałam czasu na rozmyślania o ostatnim zdaniu naszej rozmowy, tonie, jakim zostało wygłoszone i związanych z tym implikacjach, bo musiałam energicznie rzucić się na robotę. Zanim jednak rzuciłam się na nią na dobre, wykonałam jeszcze jeden telefon.

– Cześć, Leszku, Wiktoria Sokołowska…

– No, witam cię serdecznie!

– Ty nie bądź taki serdeczny. Powiedz mi, co do ciężkiej cholery miałeś na myśli, pisząc, że Wojtynski zafundował nam wycieczkę?!

– Ach, ty też byłaś? Gdybym wiedział, to bym się może po wstrzymał.

– Bo co, dlaczego niby miałbyś się powstrzymać? A dlaczego sam nie ruszyłeś tyłka i nie pojechałeś do tej Danii?

– Słuchaj, Wika…

– Zamknij się! I to ty słuchaj! Ta wycieczka to było trzydzieści godzin w samochodzie na tyłku, pięć godzin snu w byle jakim hoteliku plus dwie noce na naszych pięknych promach, plus osiem godzin roboty w porcie nad Morzem Północnym, gdzie diabeł mówi dobranoc, w śnieżycy, wichrze i zamieci! I płaciły za to nasze własne redakcje, zawiadamiam cię uprzejmie, że wszyscy obecni mieli delegacje służbowe! I to my zaglądaliśmy do śmierdzących ładowni i rozmawialiśmy z ludźmi, i widzieliśmy na własne oczy te szproty jak krowy! A jeżeli wydaje ci się, że można przesortować ryby w morzu, na kutrze, podczas wiejącej szóstki, kiedy się ma ładownie zapchane po brzegi, to znaczy, że w życiu na oczy nie widziałeś kutra ani szprotki, chyba że w puszce!

– No, no, moja droga, ależ ty jesteś zaangażowana osobiście.

Kutry w puszce… Czyżbym jednak miał rację? Może nawet niekoniecznie w kwestii wycieczki do Danii…

– A jeżeli myślisz, że stawać po czyjejś stronie można tylko ze względów osobistych lub komercyjnych, to jesteś gorszy dupek niż mi się do tej pory wydawało!

Przerwałam rozmowę.

Nie byłam z siebie całkiem zadowolona, bo zawsze w ramach ćwiczeń charakteru powtarzam sobie, żeby nie wdawać się w pyskówki, a zwłaszcza nie wywoływać pyskówek, ale tym razem to było silniejsze ode mnie.

Leszek to mściwe bydlę i będzie sobie teraz na mnie używał, pewnie wszyscy dookoła dowiedzą się, że Wojtynski nas przekupił, zwłaszcza mnie, ale mam to w nosie. Poszłam na przeglądarkę popatrzeć, jak też nam wyszły te dramatyczne zdjęcia. Wyszły, owszem, bardzo dobrze. Filipek był szczęśliwy jak dziecko. Zanim jeszcze rzucił okiem na materiały, zdążył je posprzedawać do wszystkich krajowych dzienników. Zdolny z niego chłopak.

A ja jeszcze tylko poprosiłam Krysię, żeby zamówiła studio, umówiłam się z Rochem na jutro na naradę bojową i pojechałam do domu. Wykąpać się porządnie i spać!

Środa, 15 listopada

Myślałam, że te wszystkie Kratkie i inne protestanty odmówią spotkania z Wojtyńskim w studiu, żeby się nie wygłupić, ale okazało się, że nie znam do końca natury ludzkiej. Z radością się zgodzili. Zamierzają dać mu łupnia. No to świetnie.

Cały dzień spędziłam na odwalaniu telefonów, aż mi ucho spuchło i zachrypłam. Jedyna pociecha, że pachniałam przy tym bardzo ładnie i rzęsy miałam jak firanki dwie… Szkoda, że mnie teraz nie widział… tylko w tej podróży, wymiąchaną, zaryczaną i ogólnie nieestetyczną.

Czwartek, 16 listopada

Pomontowałam sobie klocki do programu, napisałam szkic scenariusza i pobiegłam do pani profesor.

Jakoś ostatnie dni nie sprzyjały myśleniu o kotusiu. Ale jemu i tak jest nieźle. Buja się gdzieś w moim brzuchu, ciepło ma i bezpiecznie. Miejmy nadzieję, że mamusina huśtawka nastrojów nie bardzo go dotknęła.

Pani profesor zadowolona była za mnie średnio.

– Powinna pani trochę spauzować – powiedziała. – Nie może pani sobie zrobić tygodnia luzu?

– Wolałabym nie teraz. Od wtorku… jak pani profesor myśli?

– No dobrze, właściwie nic się takiego nie dzieje. Ale proszę pamiętać: jakiekolwiek niepokojące objawy i natychmiast dzwoni pani do mnie z meldunkiem. Bez żartów!

– Tak jest, pani profesor. To ja się kłaniam i idę spać.

Nie poszłam spać, tylko wyłożyłam się na łóżku i włączyłam taką jedną płytę, o której zrobienie specjalnie poprosiłam kiedyś Bartka. Ponagrywał mi na nią same wolne części Beethovena. Nawet adagio z IX Symfonii przycięliśmy przy końcu, żeby nie było już tego „bum”. Niech sobie teraz dziecko posłucha uspokajającej muzyki.

Odwiedzili mnie Krzysio z Bartkiem. Proponowali życzliwie małego rodzinnego pokerka, ale podziękowałam. Krzyś ponadto zatroszczył się o moje zdrowie.

– Ty się nie przemęczasz, szwagierko?

– Przemęczam się – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Ale byłam dzisiaj u mojej pani profesor i ona o tym wie. A poza tym gdybym się nie przemęczyła, to bym teraz nie miała poczucia dobrze spełnionego obowiązku.

– Ja cię rozumiem. – Mój mądry szwagier kiwnął głową. – Ale ty uważaj. A gdybyś przypadkiem potrzebowała nagłej pomocy to dzwoń do mnie na komorę, przylecę cię ratować o każdej porze. No to się relaksuj dalej.

Poszli.

Co oni wszyscy tak mnie ostrzegają?

Z drzemki wyrwał mnie dzwonek telefonu. Krysia. Podekscytowana.

– Wicia, siedzisz?

– Nie, leżę.

– A to świetnie, to cię nie powali. Słuchaj: zgadnij, co zrobił Rysio Pawłowicz?

– Ten radiowy? Ten, co był z nami w Danii?

– Ten radiowy! W Danii! To znaczy nie w Danii, tutaj.

– Nie męcz, powiedz.

– Zgaduj, zgaduj!

– Ty, Kryśka, mnie nie wolno denerwować. Co zrobił?

– Dał w mordę Leszkowi!

– Trapcowi?!!

– Tak! Spotkali się w okolicznościach neutralnych, czyli w knajpie, i Rysio powiedział, co myśli o takich insynuacjach, że wiesz, ta wycieczka do Danii, sugestia, że Tymon wszystkich przekupił. Trapiec próbował coś mówić o tobie, że tak strasznie bronisz Wojtyńskiego, że coś w tym musisz mieć, i natychmiast dostał w dziób! Aż się obalił!

– Och, nie mów! To piękne! Kochany Rysio! Kiedy mu to zrobił?

– Kwadrans temu. Paweł przy tym był i natychmiast do mnie zadzwonił, bo gdzieś posiał komórkę z twoim numerem, a mój pamiętał na pamięć.

– Ajajaj… A Trapiec parszywiec co na to?

– Nic. Coś tam chciał, ale Rysio był jak lew, a poza tym stanął za nim Pawełek i też chciał go lać, więc zmienił lokal.

– Krysia! Kochana! To najpiękniejsza wiadomość ostatniego stulecia! Są jeszcze ludzie na tym świecie… Czekaj, to ja natychmiast wysyłam sms-a do Ryśka.

– No, to ja się wyłączam. Cieszę się, że sprawiłam ci przyjemność.

– Wielką jak kamienica! Pa, do jutra.

Wystukałam na komórce: „Rysiu, jesteś wielki, wspaniały i ja cię kocham!”, po czym wysłałam wiadomość.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)