Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Zapiski Stanu Poważnego». Краткое содержание книги:

Wiktoria – reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodzianie, tuż przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią – proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś do kompletu?

Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety – ma on pewne felery, które niestety uniemożliwiają wydanie się za niego i tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie.

Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka żywcem przeniosła z rzeczywistości. Monika Szwaja przyznaje się między innymi do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisków”. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”…

„Zapiski stanu poważnego” otrzymały III nagrodę w konkursie wydawnictwa Zysk i S-ka na „polską Bridget Jones”.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 71
Перейти на страницу:

– W łóżku? – spytałam z niedowierzaniem.

– W łóżku też, tak przynajmniej twierdziła, kiedy już miała mnie dosyć. Ale mam wrażenie, że przede wszystkim rozczarowało ją, że nie chciałem pływać na peweksach, wiesz, na liniach za granicznych.

– Wiem, oczywiście. Robiłam reportaż o ludziach z peweksów.

– No właśnie. Ona by lubiła, żebym pracował na przykład u jakiegoś Greka na takim tankowcu, co to zaraz się rozleci, i przywoził dolary. A ja nawet nie chciałem pływać na rybakach. Wiesz, takie dalekie rejsy, na przykład na Morze Ochockie albo na Falklandy. Parę miesięcy męża w domu nie ma, a pieniążki lecą. To były jeszcze takie czasy, kiedy rybacy dalekomorscy dobrze zarabiali.

– Ty też na biednego nie wyglądasz.

– Ale to nie było tak od razu. Zanim się dorobiłem pierwszego własnego kutra, trochę potrwało. A ona nie lubi czekać.

– Długo byliście razem?

– Dosyć długo. Jedenaście lat. Parę lat nas trzymała miłość… tak, chyba jednak miłość. Z tym że ona od początku wyrażała zniecierpliwienie i niezadowolenie. A ja to wtedy traktowałem z przymrużeniem oka, miałem nadzieję, że jej przejdzie. Ale nie przeszło. Denerwowało ją, że forsy nie ma, a mąż na karku siedzi.

Jej koleżanki marynarzowe miały swobodę, a ona nie. Potem, jak już forsa przyszła, między nami nie było już nic oprócz wzajemne go rozdrażnienia. No więc w końcu kupiłem jej to mieszkanie w Szczecinie i się wyprowadziła. A propos, nie znasz czasem jakiegoś adwokata dobrego w sprawach rozwodowych?

– Ja nie, ale rodzina zna, no i mam przyjaciółkę, która ma cały notes prawników. Wszystkich specjalności. Ona ci coś poradzi. Chyba nie będziesz miał trudności, skoro kilka lat nie jesteście razem.

– Nie wiadomo. Moja żona lubi ten układ, bo ja jej pieniądze daję; mam, to daję, rozumiesz… a swobodę ma pełną. Może nie chcieć zrezygnować z takiego przyjemnego statusu.

– Ona nie pracuje?

– Pracuje. Może nawet miałaś z nią kiedyś do czynienia. Jest rzecznikiem prasowym Urzędu Celnego.

– Och, jasne, że ją znam. Przedtem była w biurze wojewody? Ale ona nie nazywa się Wojtyńska!

– Nigdy się tak nie nazywała. Została przy swoim nazwisku, kiedy się pobieraliśmy. Może myślała, że skoro jej tatuś był swojego czasu szychą, to nazwisko jeszcze się kiedyś przyda.

No tak. Jeżeli jego żoną była ta pani, to nie dziwię się, że się rozeszli. Właściwie dziwię się, że tyle czasu z nią wytrzymał. Upiorna baba. Cyniczna, kłamczucha, fuj, fuj, fuj. Niezależnie od wszystkiego powinien się z nią natychmiast rozwieść!

Niedziela, 10 grudnia

Tymon.

Poniedziałek, 11 grudnia

Wyjechał wczesnym rankiem. Mało brakowało, a powiewałabym za nim białą chusteczką z mojego pięterka.

Wtorek, 12 grudnia

Wracam do rzeczywistości, to znaczy do pracy.

Byliśmy w tym Niechorzu, całym zespołem, na dokumentacji. Redakcja, kierownictwo produkcji, realizacja, technika. Plaży w zasadzie nie musieliśmy oglądać, bo już ją znamy na pamięć i mamy rozrysowaną. Zażyczyliśmy sobie natomiast spotkania z wszystkimi świętymi odpowiedzialnymi za Orkiestrę. Będzie zadyma na dwadzieścia tysięcy osób, więc trzeba wszystko porządnie przygotować.

Pracować umysłowo w zasadzie mogę, ale wciąż czuję dotyk i zapach Tymona. Muszę się bardzo mobilizować.

W końcu mieliśmy wszystko poodhaczane i mogliśmy wrócić do Szczecina.

Teoretycznie w ogóle w tym Niechorzu nie byłam, bo przecież mam zwolnienie lekarskie.

A w domu pusto strasznie! Tęsknię za nim! Może by jednak przemyśleć to małżeństwo… Kotuś miałby tatusia. Tatuś miałby kotusia. Teść miałby zięcia. A ja miałabym Tymona.

Boże, co za głupia baba, ta jego żona. Mieć takiego faceta i go nie chcieć!

Środa, 13 grudnia

Dopadłam Ewę.

– Słuchaj, trzeba rozwieść mojego amanta. Masz jakiegoś stosownego mecenasa? Daj no ten twój notesik!

– Pewnie, że mam – powiedziała Ewa. – Nie potrzebujesz wcale mecenasa, dam ci sędziego.

– Może być sędzia. Kto taki?

– Znasz go. To jest mój narzeczony Ignaś Ignatowicz. To jest taki narzeczony, którego używam do wizyt towarzyskich, kiedy nie mam nikogo innego pod ręką. Bardzo sympatyczny i nie na rzuca mi się. No i jest dostatecznie reprezentacyjny, żebym go mogła wszędzie zabrać. Dobry będzie. Rozwiódł już pół naszej firmy. Masz tu telefon, przepisz sobie i daj temu twojemu. Ten ci dopiero ma dziwne imię. Jak do niego mówisz?

– Ostatnio „kochanie”.

– No, no! Do tego już doszło!

– Do więcej doszło. Mam nadzieję, że nie muszę do ciebie mówić po polsku na ten temat, bo mogę być nieco roztargniona…

– Proszę! I jak?

– Cudownie. Niewyobrażalnie cudownie. I wiesz, co ci powiem? To nie jest tylko seks. To jest dużo, dużo więcej. To jest spełnienie marzeń każdej gęsi. Po raz pierwszy czuję, że facet naprawdę mnie kocha. W każdej sekundzie.

– Ale wpadłaś.

– Jak śliwka w kompot. Sama to widzę. I nie wiem, czy nie powinnam się martwić, bo mi się coś z mózgiem od tego robi, ale na razie jestem szczęśliwa, jak tylko pomyślę o nim.

– A czy ty jesteś pewna, że on cię kocha?

– Tego nigdy nie można być pewnym – odpowiedziałam całkowicie beztrosko. – Ale rozumiesz: mam takie odczucie.

– O kurczę. No to gratuluję.

– Dziękuję uprzejmie. Jest czego. Warto żyć dla takich dwóch dni jak ostatni weekend. Trochę mi teraz nijako wracać do rzeczywistości.

– To może nie wracaj?

– Myślałam o tym. Ale ja tę rzeczywistość też lubię.

– Robicie Orkiestrę?

– Tak. Z plaży w Niechorzu. Jakby moja pani profesor wiedziała, toby mnie zabiła. Ale ja liczę na to, że kotuś trochę się wzmocnił dzięki temu szpitalowi.

– Wiesz już, czy to chłopiec, czy dziewczynka?

– Teoretycznie nie wiem, bo nie chcę wiedzieć; powiedziałam pani profesor, że mnie żadne badania w tym kierunku nie interesują. Ale coś mi mówi, że to facecik.

– Co ci mówi?

– Coś, coś, coś. Siły nadprzyrodzone. W końcu to mój synek. Mam z nim niezły kontakt. Lubimy się, rozumiesz.

– A jak on ma na imię? Tymon? A może tak jak ten jego tatuś?

– Wykluczone. Ma na imię Maciek. Tak jak Maciek.

– Nasz Maciek?

– Tak. Widzisz, ja chcę, żeby on był taki jak Maciek. Żeby miał talent i żeby był przyzwoitym człowiekiem.

– Jeśli będzie dziewczynka, nazwij ją Ewa. Matkę chrzestną już masz zaklepaną?

– Krysia zaklepała kolejkę. Co do imienia, to Ewy są stuknięte. Ale pomyślę. No dobrze, dawaj tego Ignaca. Czy wystarczy, jeśli Tymon do niego zadzwoni i powoła się na ciebie?

– Ignasia, proszę. On jest delikatny. Ten twój niech dzwoni spokojnie, Ignaś jest już przyzwyczajony, stale ktoś z telewizji do niego dzwoni w tej sprawie. Albo w innej. Słuchaj, a co za jedna ta jego żona? Wiesz coś o niej?

– Wiem i ty też wiesz. Niejaka Irena Radwanowicz.

– Ta larwa?! Boże, gdzie on miał rozum, jak się z nią żenił?

– Prawdopodobnie nie w głowie. Niemniej ożenił się, a teraz należy go z nią rozwieść jak najszybciej!

Czwartek, 14 grudnia

Krysia miała atak rozsądku.

– Wika, proponuję, żebyśmy zaangażowali przy Orkiestrze jeszcze jednego dziennikarza. Na wypadek, odpukać, gdyby tobie coś nie wyszło.

– Wszystko mi wyjdzie. Ale może i masz rację. Lalka? Ewka?

– Lalka nie, ona siedzi teraz po uszy w jakichś zwierzakach, bo złapała cykl do Warszawy i produkuje taśmowo. Może być Ewka, jeżeli wam się razem dobrze pracuje. Słuchaj, trzeba jechać do Świnoujścia, załatwiać ten okręt.

Wymyśliliśmy, że w Niechorzu można by postawić okręt wojenny przy najdłuższym pirsie. Teraz należało skłonić pana admirała do podesłania nam jakiegoś. Z żadnym admirałem jeszcze nie miałam do czynienia, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.

Telefon do marynarki dostałam od nieocenionego Emanuela. Nusio, jak wiadomo, miał z admirałem dobre układy.

Umówiliśmy się na poniedziałek. Wiem, co zrobię. Pojadę tam już w sobotę albo nawet w piątek. A Kryśka niech przyjedzie z Ewą. Ewy samochodem.

Zadzwoniłam do Tymona. Trafiłam go w jakichś okolicznościach służbowych. Bardzo był oficjalny w tonie. Ja przeciwnie.

– Słyszę, że masz tam jakąś naradę w tle, dobrze mi się wydaje?

– Tak, ma pani rację, oczywiście.

– Zaraz się wyłączę, tylko powiedz mi, czy masz wolny weekend?

– Zdecydowanie tak.

– Ach, to świetnie po prostu. Ja muszę być w poniedziałek w Świnoujściu, może bym przyjechała wcześniej?

– To dobre wyjście z sytuacji. I kiedy oni chcą tam jechać?

– Sobota?

– Wolałbym to załatwić wcześniej.

– Piątek po południu?

– Siedemnaście, osiemnaście.

– Tęsknisz za mną?

– To oczywiste. Proszę kontynuować.

– To znaczy, mam ci powiedzieć, że cię kocham?

– Cieszę się, że się rozumiemy. Na pewno uda nam się to załatwić.

– Liczę na to, jak nie wiem co. No dobrze, nie męcz się, jutro porozmawiamy normalnie. Całuję cię…

– Jeżeli chodzi o mnie, to znacznie więcej. Proszę na mnie liczyć. Do zobaczenia.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)