Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-093-9
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]». Краткое содержание книги:
Oczy Honor rozbłysły — po stratach w systemie Hancock obawiała się rozwiązania 5. eskadry. Teraz dowiadywała się nie tylko, że to nie nastąpi, ale że jednostka znajdzie się bezpośrednio pod rozkazami admirała White Haven.
— Pani rozkazy powinny nadejść w ciągu najbliższych dwóch dni — ciągnął White Haven. — Jak rozumiem, dowództwo obejmie admirał Mondeau. Naturalnie eskadra będzie potrzebowała co najmniej dwóch miesięcy na zakończenie napraw, a Admiralicja na znalezienie odpowiednich okrętów jako uzupełnień ale rozmawiałem już z nią i wiem, że zamierza obrać HMS Nike za swój okręt flagowy. A to oznacza, że będzie pani jednym z moich kapitanów flagowych, więc pomyślałem, że czas panią powitać, choćby chwilowo nie osobiście.
Honor uśmiechnęła się szeroko — dwa razy pod rząd zostać kapitanem flagowym u dwóch różnych admirałów było wielkim zawodowym sukcesem, a na dodatek miała służyć w zespole dowodzonym przez najlepszego w jej mniemaniu admirała, jakiego posiadała obecnie Royal Manticoran Navy. Dywagacje dziennikarzy, że White Haven jest jej cichym patronem, które ostatnio do niej dotarły, traktowała jako kolejny wymysł opozycji, ale szanowała i lubiła admirała. A jego reputacja oznaczała, że wraz z eskadrą znajdzie się w samym centrum akcji, kiedy tylko te durnie w Izbie Lordów przestaną się kłócić i przegłosują wypowiedzenie wojny.
— Na razie jednakże byłbym zobowiązany, gdyby dziś wieczorem mogła pani zjeść ze mną kolację na pokładzie mojego okrętu flagowego — dodał White Haven. — Chciałbym z panią przedyskutować kilka spraw tak szybko, jak to tylko możliwe. Jeśli będzie to wykonalne, proszę do czternastej potwierdzić. Dziękuję i kończę.
Ekran zgasł, a Honor potarła czubek nosa. Pod koniec ton admirała wyraźnie się zmienił, tylko nie bardzo mogła określić, na czym właściwie polegała ta zmiana. Jakby… ostrożność… albo troska… nie zdawało się to bezpośrednio jej dotyczyć, ale z całą pewnością nie miał na myśli czysto towarzyskiego spotkania.
Westchnęła, potrząsnęła głową i zdjęła kimono. Co by to nie było, mogło poczekać — teraz miała pod prysznicem niezły okaz mężczyzny i należało to wykorzystać.
ROZDZIAŁ XI
Rozległ się przeraźliwy świst trapowy, warta sprezentowała broń, a dowodzący nią, wyprężony jak struna młodziutki porucznik zasalutował, gdy Honor postawiła stopę na pokładzie HMS Queen Caitrin. Zdołała się nie uśmiechnąć, zachowując stosowną u kapitana powagę, za to Nimitz napuszył się dumnie, jakby wszystkie te honory oddawano wyłącznie jemu. Nie zdołała jednak ukryć satysfakcji, gdy dostrzegła oficera czekającego za wartą trapową. Superdreadnaught był wielokrotnie potężniejszy i większy od jej okrętu, a mimo to jego dowódca pofatygował się osobiście, by ją przywitać.
— Witam na pokładzie, lady Harrington. — Kapitan Frederick Goldstein był nie tylko jednym z najbardziej szanowanych kapitanów RMN, ale także miał najdłuższe starszeństwo.
Wieść niosła, że przy najbliższej okazji awansuje do stopnia flagowego. Dla Honor natomiast w tej chwili najważniejsze było to, że uśmiechał się zupełnie szczerze.
— Dziękuję, sir. — Uścisnęła mu dłoń z radością.
— Wyobrażam sobie, jak się pani cieszy, mogąc opuścić Nike bez ryzyka spotkania dziennikarzy — dodał Goldstein z szerszym uśmiechem.
Tym razem Honor się uśmiechnęła.
— Nigdy nie sądziłam, że ludzie potrafią być tak nachalni, sir — przyznała.
— Tak między nami, to nie wiem, czy dziennikarze zasługują na to miano. I także między nami, chciałbym, korzystając z okazji, pogratulować pani akcji w Hancock. To była doskonała robota. Naprawdę doskonała.
— Dzięki, sir — powiedziała cicho i szczerze.
Oficer z takim stażem jak Goldstein musiał wiedzieć z własnego doświadczenia, jak wyglądała ta bitwa, i uznanie z jego strony znaczyło więcej niż wszystkie zachwyty cywilów.
— Chciałabym powiedzieć, że to moja zasługa, ale plan ułożył admirał Sarnow, a mieliśmy doskonałych ludzi, którzy go wykonali. No i szczęście.
— W to nie wątpię. Znam Marka Sarnowa i wiem, jaką eskadrę musiał stworzyć. Ale trzeba było dużo wiedzy, odwagi i trzeźwości umysłu, by wykorzystać przewagę, którą dzięki niemu dysponowaliście, tym bardziej że dowodzenie spadło na panią raczej niespodziewanie. Nie wszyscy oficerowie mają odpowiednią kombinację tych cech, a jedno indywiduum, którego nazwiska wolę nie wymieniać, nie posiada żadnej z nich.
Honor przytaknęła bez słowa, a Goldstein wskazał jej gestem kierunek i ruszyli ku windzie. Ponieważ był niższy, zmusiła się do skrócenia kroku, co nie okazało się potrzebne, gdyż poruszał się szybko, jakby wypełniała go nerwowa energia. Podróż windą trwała długo z uwagi na rozmiary okrętu, ale nie dłużyła im się, gdyż Goldstein na prośbę Honor opisał jej krótko a szczegółowo ostatnie bitwy, w których brał udział. A ponieważ earl White Haven przeniósł się na jego okręt jeszcze przed rozpoczęciem walk z Ludową Republiką, Goldstein miał o czym opowiadać, bowiem w grę wchodziły: trzecia bitwa o Yeltsin, bitwa o Chelsea i zdobycie Mendozy. Pierwsza była znacznie większa od bitwy o Hancock, a zdołał ją streścić w kilku zwięzłych, rzeczowych zdaniach. Wszystkie zresztą opisał obrazowo i rzeczowo, nie robiąc wykładu i nie wpadając w suchy styl oficjalnych raportów. Mimo różnicy wieku i starszeństwa była to profesjonalna dyskusja między równymi sobie, toteż Honor szczerze żałowała, gdy dotarli do kabiny earla White Haven i Goldstein się pożegnał. Dopiero gdy stojący na warcie Marine zaanonsował ją, zaczęła się zastanawiać, dlaczego Goldstein sobie poszedł. Był kapitanem flagowym admirała White Haven, a ona niedługo miała dołączyć do zespołu w tej samej roli, choć u innego admirała, więc była to doskonała okazja, by poznali się bliżej… chyba że admirał chciał z nią porozmawiać bez świadków.
Na wszelki wypadek przybrała neutralny wyraz twarzy i z takim wkroczyła do środka, ledwie drzwi się otworzyły.
— Dama Honor. — White Haven wyciągnął rękę na powitanie. — Miło mi znów panią widzieć.
Honor stłumiła uśmiech — ostatni raz widzieli się po drugiej bitwie o Yeltsin, kiedy to wygłosił zwięzły wykład o zaletach panowania nad sobą przy świadkach i niestosowności wycierania podłogi dyplomatami Jej Królewskiej Mości, nawet jeśli na to zasługują. Nie żeby nie miał racji, ale od tego czasu miała okazję posłuchać opowieści o sytuacjach, w których to on stracił cierpliwość, toteż jego wypowiedź traktowała jako należącą do kategorii: „rób jak mówię, nie jak robię”. Najsłynniejszy epizod postawił włosy dęba wówczas admirałowi Janacekowi i White Haven w nagrodę nie dostał żadnego przydziału przez cztery lata standardowe, czyli cały okres, w którym Janacek rządził Królewską Marynarką.
— Proszę usiąść. — Gospodarz wskazał jej fotel, a obok prawie równie bezszelestnie co MacGuiness pojawił się steward z kielichem wina, który przyjęła z cichym podziękowaniem.
White Haven także usiadł i uniósł swój kielich.
— Za doskonale wykonane zadanie, damo Honor — powiedział.
Tym razem zarumieniła się po uszy. Pochwała z ust innego kapitana, choćby o takim starszeństwie jak Goldstein, to jedno, a pochwała z ust admirała White Haven, od którego wyższe starszeństwo miało tylko dziewięciu oficerów w całej Królewskiej Marynarce, to zupełnie co innego. Podziękowała ruchem głowy, nie mogąc wykrztusić słowa, i gospodarz uśmiechnął się łagodnie, rozumiejąc najwyraźniej, co przeżywa. I trochę jej współczując.
— Nie chciałbym pani zawstydzać, ale widziałem, jak dziennikarze panią traktowali od chwili ogłoszenia wyroku. Jakimś cudem sprawa Younga stała się dla nich ważniejsza niż to, co pani i reszta Grupy osiągnęliście w systemie Hancock. Jest to odrażające, ale niestety tak czasem wygląda polityka. Królewska Marynarka na szczęście ma inne zasady i inną hierarchię ważności. Podobnie jak ja. Chciałbym móc powiedzieć, że jestem mile zaskoczony pani zachowaniem w czasie bitwy o Hancock, ale znam pani osiągnięcia i muszę stwierdzić, że zachowała się pani dokładnie tak, jak się tego spodziewałem. Jest to jeden z głównych powodów, dla których chciałem, by 5 eskadra krążowników liniowych została przydzielona do Zespołu Wydzielonego 4, i cieszę się, że Admiralicja spełniła moją prośbę.