Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Życzeń, to wszystko, co się wydarzyło, było tylko... moim życzeniem. Iluzją. Że to się
nie stało naprawdę. Wiem, że to głupie... - dodał, widząc marszczące się czoło
mężczyzny. - Ale tak strasznie chciałem, byś wrócił, że przez jakiś czas wydawało mi
się, że wszystko to sobie wymyśliłem. Jednak potem... sięgnąłem do kieszeni i
znalazłem kamień. I już wiedziałem, że to było prawdziwe. Że ty byłeś prawdziwy. I
że naprawdę wróciłeś. - Uśmiechnął się promiennie, nie potrafiąc powstrzymać
radości w swoim głosie.
Severus przymknął oczy. Jednym szybkim ruchem przechylił szklankę i wypił całą jej
zawartość, a następnie odstawił ją z trzaskiem na blat i nie patrząc na Harry'ego,
nalał sobie kolejną porcję.
Harry zagryzł wargę. Cóż, nie spodziewał się, że Severus zareaguje jakoś bardzo
entuzjastycznie na jego wyznanie, ale sądził, że może... nieważne. Sięgnął po swoją
filiżankę, a wtedy oczy mężczyzny momentalnie skierowały się na jego dłoń i wbiły w
nią z taką przenikliwością, że to aż parzyło. Harry przysunął filiżankę do siebie, ale
zatrzymał ją w połowie drogi, słysząc wydobywające się z ust Snape'a słowa:
- Wiesz... w całym swoim życiu nie spotkałem większego tchórza niż twój ukochany
ojciec chrzestny. Nigdy nie odważył się zaatakować samotnie. Zawsze musiał mieć
jak największą widownię, żeby wszyscy mogli oglądać jego szczeniackie popisy i
zadzieranie nosa.
Harry zamarł, wpatrując się w Snape'a szeroko otwartymi oczami.
Co to miało znaczyć? Co Snape sobie wyobrażał, tak nagle atakując Syriusza? Co
go nagle ugryzło?
- Czy moglibyśmy o tym nie rozmawiać? - zapytał, przysuwając filiżankę do ust.
Widział, jak oczy mężczyzny uważnie śledzą każdy jego ruch i wpatrują się w niego z
niemal płonącą intensywnością. - Nie mam ochoty słuchać o tym, jak bardzo
nienawidziłeś Syriusza. - Kiedy Harry dotknął wargami brzegu naczynia, Snape
wypalił ostrym, kąsającym tonem:
- Twój ojciec był jeszcze gorszy. Arogancki do granic możliwości. Uwielbiał się
popisywać. Wiecznie otoczony wianuszkiem takich samych przygłupów jak on,
którym imponował swoimi niebezpiecznymi, idiotycznymi pomysłami. Chodził po
szkole, zachowując się jak pan i władca, wyobrażając sobie, że wszystko mu wolno,
a prawda jest taka, że był napuszonym, żałosnym prostakiem.
Harry odsunął filiżankę od ust, czując, jak wzbiera w nim gniew. Jak Snape śmie
mówić takie rzeczy o jego ojcu? Jak śmie? Przecież doskonale zdaje sobie sprawę,
że to drażliwy temat! Jak może, teraz, przed ich wspólnym wyjściem, zachowywać
się tak, tak... egoistycznie?
- Mój ojciec wcale nie był prostakiem - wysyczał, wbijając wyzywające spojrzenie w
siedzącego naprzeciw i przyglądającego mu się z szyderczym uśmieszkiem na
cienkich wargach mężczyznę. - Nie życzę sobie, żebyś tak o nim mówił! Co cię tak
nagle ugryzło? - Położył filiżankę na kolanach i machnął drugą ręką w nieokreślonym
kierunku. - Jeszcze przed chwilą wszystko było w porządku, a teraz nagle
wyskakujesz z czymś takim. Nie mam ochoty wysłuchiwać tych twoich nędznych
wynurzeń. - Zobaczył, jak po tych słowach w oczach Severusa rozbłyska ogień, ale
nie interesowało go to. Nie pozwoli mu na takie zagrywki. Nie po to tu przyszedł! -
Chciałem po prostu miło spędzić z tobą czas. Zresztą sam tego chciałeś, więc o co ci
teraz chodzi?
Severus zacisnął usta. Harry westchnął.
- Czasami w ogóle nie potrafię cię zrozumieć. Jesteś tak cholernie... trudny w obyciu.
- Pokręcił głową i ponownie podniósł filiżankę do ust, a wtedy znowu usłyszał ten
kpiący, obliczony jedynie na zadanie ciosu głos:
- Nie tylko był żałosnym prostakiem - kontynuował Snape, zupełnie ignorując słowa
Harry'ego - ale również najgorszą kanalią, jaką kiedykolwiek spotkałem na swojej
drodze. Razem z Blackiem zaśmiewali się ze swych marnych dowcipów i w tych
swoich mikroskopijnych móżdżkach uroili sobie, że są ponad resztą, że nie dotyczą
ich żadne zakazy ani reguły, że na zawsze pozostaną lepsi od innych... a teraz obaj
nie żyją. Jakież to przykre... - Lekceważące prychnięcie, które towarzyszyło ostatnim
słowom, sprawiło, że w Harrym coś pękło. Z całej siły odstawił filiżankę, rozlewając
jej zawartość na blat i zerwał się na równe nogi.
- Dosyć! Odwołaj to! Natychmiast to odwołaj! Nic nie wiesz o moim ojcu! To ty jesteś
żałosnym prostakiem, a nie on! - krzyczał, kipiąc z gniewu i zaciskając dłonie w
pięści. Okrążył stolik i stanął nad mężczyzną, który jednak na niego nie patrzył.
Wpatrywał się w rozlaną na stoliku herbatę, a w jego oczach płonęło coś bardzo
niebezpiecznego. - Mówisz te wszystkie rzeczy teraz, kiedy już go nie ma i nie może
się obronić. Dlaczego wtedy mu się nie postawiłeś? Dlaczego nie wyzwałeś go na
pojedynek, skoro tak go nienawidziłeś?
Snape oderwał wzrok od rozlanej herbaty i podniósł się z fotela, spoglądając na
Harry'ego z góry. Wyglądał na absolutnie rozjuszonego, jakby coś go nagle jeszcze
bardziej rozwścieczyło.
- Ponieważ był tchórzem - wysyczał Harry'emu prosto w twarz. - Nigdy nie przyjąłby
mojego wyzwania na pojedynek sam na sam. Zawsze zasłaniał się swoimi durnymi
przyjaciółmi, grał odważnego tylko w otoczeniu swojego fanklubu. Bez nich był jak
kaleka, który nie trafiłby w cel, nawet gdyby dać mu mapę. Bez nich był nikim!
- Mówisz tak, bo mu zazdrościłeś!
TRZASK!
Głowa Harry'ego odskoczyła do tyłu, okulary zsunęły mu się na czubek nosa, a on
sam cofnął się o kilka kroków, odrzucony siłą uderzenia. Policzek piekł go żywym
ogniem. Odruchowo przycisnął dłoń do rozpalonej skóry.
O boże. Severus go uderzył. Severus go uderzył. Jeszcze nigdy... nigdy nie posunął
się do...
Harry znał to uczucie. Uczucie, kiedy w gardle pojawia się ta nieprzyjemna gula.
Kwaśna i gorzka zarazem, niepozwalająca na przełknięcie śliny. Kiedy oczy
zaczynają szczypać i nic nie można na to poradzić, ponieważ jedyne, co czujesz, to
przenikający wszystko ból.
Powoli odwrócił głowę i spojrzał na Snape'a z niedowierzaniem. Mężczyzna z
oszołomieniem wpatrywał się w swą uniesioną dłoń, jakby nie potrafił uwierzyć, że
należy do niego. Ostrożnie zgiął palce i przeniósł spojrzenie na trzymającego się za
wściekle zaczerwieniony policzek Harry'ego. Potem ponownie na swą dłoń i
ponownie na Harry'ego.
Harry nie mógł już tego znieść. Czuł napływające do oczu łzy. Łzy zdrady i
rozczarowania. Jeszcze wczoraj Severus go przepraszał, mówił te wszystkie rzeczy,
okazywał mu czułość i zachowywał się tak, jak Harry zawsze marzył... a dzisiaj
znowu go zaatakował, zupełnie bez powodu, pokazujący tym samym, że wcale się
nie zmienił. Że to wszytko, co wczoraj powiedział, było... tylko kłamstwem!
Opuścił rękę i rozmytym od łez wzrokiem zauważył, jak oczy Snape'a rozszerzają
się, kiedy mężczyzna ujrzał pełnię rozległej czerwieni pokrywającej policzek
Harry'ego. Przełykając pierwsze, spływające po twarzy łzy, odwrócił się. Stał bez
ruchu, próbując zebrać w sobie dostatecznie dużo siły, aby ruszyć z miejsca i dojść
do drzwi. Nie wiedział, jak ma to zrobić, ponieważ jego nogi trzęsły się tak bardzo, że
z trudem się na nich utrzymywał. Poprawił zsunięte okulary, mając nadzieję, że może