Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 56
Перейти на страницу:

Przypominało to operę mydlaną i nagle miałem tego dość. Poszukałem aspiryny, oparłem się o kuchenny blat i zjadłem trzy. Smakowały tak sobie. Nie lubiłem lekarstw, nie licząc ich zastosowania praktycznego.

Zwłaszcza od śmierci Harry’ego.

16

Harry nie umarł ani szybko, ani bezboleśnie. Nie spieszył się, konał potwornie długo, co było pierwszą i ostatnią samolubną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobił. Umierał przez półtora roku, stopniowo, krok po kroku, tracąc przytomność na kilka tygodni, odzyskując ją, powracając do sił, przyprawiając nas o zawrót głowy i trzymając w nieustannej niepewności. Czy tym razem umrze, czy znowu z tego wyjdzie? Nigdy tego nie wiedzieliśmy, ale ponieważ chodziło o Harry’ego, głupio byłoby się poddać. Bez względu na koszty, tato zawsze robił to, co uważał za słuszne, ale jak to się miało do umierania? Skoro musiał umrzeć tak czy inaczej, czy słuszne było to, że walczył, każąc nam cierpieć i bez końca umierać wraz z nim? Może powinien odejść bez tego zamieszania, po cichu i z wdziękiem?

Miałem wtedy dziewiętnaście lat i nie znałem odpowiedzi na te pytania, chociaż wiedziałem o śmierci dużo więcej niż banda krostowatych idiotów z drugiego roku uniwersytetu w Miami.

Pewnego pięknego jesiennego dnia po zajęciach z chemii szedłem przez kampus do,klubu studenckiego, gdy dopędziła mnie Debora.

— Cześć — powiedziałem z nadzieją, że zabrzmiało to bardzo po studencku. — Chodź na colę.

To Harry kazał mi chodzić do klubu i na colę. Mówił, że pomoże mi to udawać człowieka i nauczy właściwego zachowania. Oczywiście miał rację. Mimo że cola niszczyła mi zęby, nauczyłem się bardzo dużo o tym jakże niemiłym rodzaju.

Debora, która miała wtedy siedemnaście lat i była zbyt poważna jak na ten wiek, pokręciła głową.

— Tato — odparła.

I już wkrótce pędziliśmy przez miasto do hospicjum, gdzie go zabrali. Hospicjum — zła wiadomość. Lekarze chcieli przez to powiedzieć, że tato może już umrzeć i sugerowali, żeby zaczął wreszcie współpracować.

Wyglądał nie najlepiej. Zielony na twarzy, leżał tak nieruchomo, że pomyślałem, iż przyjechaliśmy za późno. Od długiej walki o życie bardzo wychudł i zmizerniał, jakby coś zżerało go od środka. Przy łóżku, niczym Darth Yader z grobu dla żywych, syczał respirator. A więc Harry jednak żył.

— Tatusiu — powiedziała Debora, biorąc go za rękę. — Przyprowadziłam Dextera.

Harry otworzył oczy i jego głowa przetoczyła się po poduszce tak bezwładnie, jakby z drugiej strony popchnęła ją niewidzialna ręka. Patrzył na nas, ale nie były to oczy Harry’ego. Były to dwie mętne, niebieskie jamy, szkliste, puste, niezamieszkane dziury. Ciało wciąż żyło, lecz on już je opuścił.

— Nie jest dobrze — powiedziała pielęgniarka. — Próbujemy zaoszczędzić mu cierpienia. — Wzięła z tacy strzykawkę, napełniła ją, podniosła do góry i wcisnęła tłoczek, żeby wypchnąć z niej powietrze.

— Zaczekaj…

Zabrzmiało to tak cicho, że w pierwszej chwili pomyślałem, iż to respirator. Rozejrzałem się po pokoju i mój wzrok padł na to, co zostało z Harry’ego. W jego mętnych, szklistych oczach tliła się malutka iskierka.

— Zaczekaj… — powtórzył i ruchem głowy wskazał pielęgniarkę. Ta albo go nie słyszała, albo postanowiła go zignorować. Podeszła do łóżka, delikatnie podniosła jego chudą jak patyk rękę i zaczęła przecierać ją wacikiem.

— Nie… — sapnął niemal niesłyszalnie Harry.

Spojrzałem na Deborę. Stała na baczność w doskonałej postawie uroczystej niepewności. Spojrzałem na Harry’ego. Spotkaliśmy się wzrokiem.

— Nie… — W jego oczach dostrzegłem coś na kształt przerażenia. — Żadnych… zastrzyków.

Zrobiłem krok do przodu i chwyciłem pielęgniarkę za rękę, zanim zdążyła wbić igłę w żyłę.

— Chwileczkę — powiedziałem. Popatrzyła na mnie i przez ułamek sekundy widziałem coś w jej oczach. Zaskoczony omal nie zatoczyłem się do tyłu. To coś było zimną furią, nieludzką, jaszczurczą żądzą, wiarą, że świat jest jej prywatnym łowiskiem. To był tylko króciutki błysk, ale to wystarczyło. Ta kobieta miała ochotę wbić mi igłę w oko za to, że jej przeszkodziłem. Chciała wbić mi ją w pierś i przekręcić, rozewrzeć mi żebra, wyrwać serce, zmiażdżyć je rękami i wycisnąć zeń życie. Miałem przed sobą potwora, myśliwego i zabójcę. Wcielenie zła, bezdusznego drapieżnika.

Takiego samego jak ja.

Na jej twarz błyskawicznie powrócił cukierkowaty uśmiech.

— Co się stało, skarbie? — spytała słodziutko. Ostatnia pielęgniarka, pielęgniarka doskonała.

Spuchł mi język i długo trwało, zanim odpowiedziałem. Ale w końcu odpowiedziałem.

— Tato nie chce zastrzyku.

Ostatnia Pielęgniarka uśmiechnęła się ponownie cudownym uśmiechem, który przywarł do jej twarzy niczym błogosławieństwo wszechmądrego bożka.

— Wasz tato jest bardzo chory. Bardzo go boli. — Znowu podniosła strzykawkę i z okna padła na nią melodramatyczna smuga światła. Igła zaskrzyła się w niej jak święty Graal. — Musi dostać zastrzyk.

— On nie chce — powtórzyłem.

— On cierpi — odparła.

Harry coś powiedział, ale nie dosłyszałem co. Patrzyłem na pielęgniarkę, ona patrzyła na mnie: dwa potwory nad jednym ścierwem. Nie spuszczając jej z oczu, nachyliłem się nad łóżkiem.

— Chcę, żeby… bolało — wyszeptał Harry.

Aż drgnąłem. Spojrzałem w dół. Z małej, kościstej głowy, porośniętej króciutkimi, mimo to za długimi teraz włosami, przemawiał do mnie dawny Harry. Wrócił i przebijał się właśnie przez mgłę ku pełnej świadomości. Powoli, powolutku wziął mnie za rękę i ścisnął mi palce.

Spojrzałem na Ostatnią Pielęgniarkę.

— Tato chce, żeby go bolało — powiedziałem i w jej lekko zmarszczonych brwiach, w nadąsanym ruchu głową usłyszałem ryk dzikiej bestii, która widzi, jak zdobycz umyka do nory.

— Będę musiała powiedzieć lekarzowi — odparła.

— Dobrze. Zaczekamy. Tutaj.

Wyszła na korytarz jak wielki, drapieżny ptak. Harry ścisnął mnie za rękę. Widział, jak na nią patrzyłem.

— Widzisz… to? — spytał.

— W niej? — Zamknąłem oczy i lekko kiwnąłem głową, tylko raz. — Tak. Widzę.

— To samo, co… u ciebie?

— O czym wy mówicie? — wtrąciła się Debora. — Tatusiu, dobrze się czujesz? Dexter, co w niej widzisz? Co to znaczy?

— Że się jej spodobałem — wyjaśniłem. — Tato tak uważa.

— Aha — mruknęła siostra, aleja patrzyłem już na Harry’ego.

— Co zrobiła? — spytałem.

Próbował pokręcić głową, ale zdołał tylko lekko nią zakołysać. Wykrzywił twarz. Zrozumiałem, że znowu go boli, tak jak chciał.

— Za dużo… — wyszeptał. — Daje za dużo… — Głośno sapnął i zamknął oczy.

Tamtego dnia musiałem być wyjątkowo tępy, bo nie załapałem.

— Za dużo czego?

Harry otworzył zamglone bólem oko.

— Morfiny.

Zalała mnie wielka fala nagłego olśnienia.

— Podaje za duże dawki. — Nareszcie go zrozumiałem. — Zabija morfiną. A w hospicjum, gdzie należy to niemal do jej obowiązków, nikt jej nic nie zarzuci… Rany, przecież to…

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)