Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 56
Перейти на страницу:

Spojrzałem na Jaworskiego. Prawie skończyłem, ale nie byłem z siebie zadowolony. Za bardzo nabrudziłem, no i nie znalazłem tego, czego szukałem. Owszem, były takie chwile, kiedy wydawało mi się, że jestem tuż-tuż, na granicy czegoś cudownego, u progu jakiegoś zdumiewającego objawienia, które miało coś wspólnego z… Z czym? Z falującą za oknem wodą? Możliwe, ale bez względu, co to było, ani razu tego nie dotknąłem. A teraz został mi jedynie brudny, niechlujny, nie do końca sprawiony, niedający satysfakcji pedofil i ochroniarz, który właśnie do nas szedł.

Nie znoszę przyspieszonych końcówek. Końcówka to niezwykle ważna chwila, to spełnienie i dla mnie, i dla Mrocznego Pasażera. Ale jaki miałem wybór? Przez długą chwilę — ze wstydem przyznaję, że o wiele za długą — zastanawiałem się, czy by go nie zabić — ochroniarza oczywiście — i nie kontynuować pracy. Mógłbym zrobić to bez najmniejszego trudu, a potem zacząć od nowa ze świeżym zapałem, ale…

Nie. Naturalnie, że nie. Postąpiłbym źle. Ochroniarz był niewinny, czysty i niewinny tak jak każdy inny mieszkaniec Miami, o ile ktoś, kto mieszka w Miami, może taki być. Ot, kilka razy strzelał do samochodów na autostradzie Palmetto, na pewno nie zrobił nic gorszego. Był czysty jak łza. Nie, musiałem się szybko wycofać, nie miałem innego wyjścia. Niedokończone dzieło, nie do końca usatysfakcjonowany Dexter. Cóż, trudno. Więcej szczęścia następnym razem.

Popatrzyłem na tego małego, brudnego robaka i zalała mnie fala odrazy. Ta obmierzła pluskwa śliniła się i krwawiła, całą gębę miała w purchlach oślizgłego, ohydnego śluzu. Z ust sączyła mu się strużka obrzydliwej, czerwonej cieczy. W przypływie urażonej dumy poderżnąłem mu gardło. I natychmiast pożałowałem pośpiechu. Z szyi trysnęła mu fontanna krwi — widok godny ubolewania, fatalny błąd. Zbrukany i niespełniony puściłem się pędem do schodów. Tuż za mną, kaprysząc i narzekając, biegł Mroczny Pasażer.

Wyhamowałem na pierwszym piętrze, przy oknie bez szyby. Na dole zobaczyłem wózek golfowy, parkujący przodem do Old Cutler Road, co oznaczało — taką miałem nadzieję — że ochroniarz nadjechał z przeciwnego kierunku i nie widział mojego samochodu. Obok wózka stał tęgi, smagły młodzian o czarnych włosach i czarnych, rzadkich wąsach. Patrzył na blok, na szczęście w drugą stronę.

Co słyszał? Robił rutynowy obchód? Miałem nadzieję, że tak. Jeśli coś słyszał, jeśli wezwał pomoc, najpewniej mnie złapią. Bo chociaż byłem inteligentny i wygadany, nie dałbym rady się z tego wyłgać.

Ochroniarz musnął kciukiem wąsy i pogładził je, jakby zachęcając do szybszego rośnięcia. Zmarszczył brwi i powiódł wzrokiem po ścianie budynku. Cofnąłem się. Gdy chwilę później ponownie wyjrzałem, zobaczyłem tylko czubek jego głowy. Wchodził do bloku.

Zaczekałem, aż wejdzie na schody. Wtedy wypełzłem za okno, z czubkami palców na chropowatym, betonowym parapecie zawisłem między pierwszym piętrem i parterem, puściłem się i wylądowałem na ziemi. Lądowanie było ciężkie, bo obtarłem sobie kłykcie i omal nie skręciłem kostki na kamieniu. A potem, moim najszybszym i najbardziej stylowym krokiem, pokuśtykałem przez mrok do samochodu.

Gdy w końcu usiadłem za kierownicą, serce waliło mi jak szalone. Zerknąłem za siebie. Ani śladu ochroniarza. Odpaliłem silnik, najciszej, jak tylko mogłem dojechałem do Old Cutler Road i skręciłem na południe, żeby dotrzeć do autostrady Dixie i wrócić do Miami trochę dłuższą drogą. W uszach wciąż pulsowała mi krew. Głupie, bezsensowne ryzyko. Nigdy dotąd nie zrobiłem niczego tak spontanicznego, nigdy dotąd nie zrobiłem niczego bez żadnego planu. Zawsze przestrzegałem kodeksu Harry’ego: bądź ostrożny, bądź rozważny, bądź przygotowany. Taktyka działania cichociemnych.

Tymczasem, proszę. Mogli mnie złapać. Mogli mnie zobaczyć — gdybym w porę nie usłyszał młodego ochroniarza, musiałbym go zabić. Zabić niewinnego człowieka, zastosować wobec niego przemoc — jestem przekonany, że Harry by tego nie pochwalił. Poza tym to takie brudne i nieprzyjemne.

Oczywiście nie byłem jeszcze bezpieczny, bo przecież jeśli ochroniarz przejeżdżał wózkiem golfowym obok mojego wozu, mógł zapisać sobie numer rejestracyjny. Podjąłem straszliwe, zupełnie idiotyczne ryzyko, postąpiłem wbrew wszystkim pedantycznie wypracowanym zasadom, rzuciłem na szalę całe moje starannie zbudowane życie — i po co? Po to, żeby poczuć miły dreszczyk towarzyszący zabijaniu? Wstyd. Niczym echo, głęboko w mrocznych zakamarkach mojego umysłu rozbrzmiał cichutki głosik: Och, och, co za wstyd! I znajomy chichot.

Wziąłem głęboki oddech i popatrzyłem na spoczywającą na kierownicy rękę. Mimo wszystko wyprawa była ekscytująca. Prawda? Dziko podniecająca, głęboko frustrująca, pełna życia i nowych wrażeń. Była czymś zupełnie nowym i ciekawym. I jeszcze to dziwne wrażenie, że to wszystko gdzieś prowadzi, do jakiegoś ważnego miejsca, miejsca nowego i jednocześnie znajomego. Następnym razem będę musiał zbadać je lepiej i dokładniej.

Nie, żebym zamierzał to powtórzyć. Nigdy więcej nie zrobiłbym czegoś równie głupiego i spontanicznego. Nigdy. Ale trzeba przyznać, że zabawę miałem przednią.

Nieważne. Pojadę do domu, wezmę długi, wyjątkowo długi prysznic i zanim wyjdę z kabiny…

Czas. Myśl niechciana i nieproszona. Przecież umówiłem się z Ritą i sądząc po zegarze na desce rozdzielczej, umówiłem się z nią mniej więcej teraz. Tylko po co? Pewnie w jakimś ponurym celu, ale nie wiedziałem dosłownie nic na temat funkcjonowania umysłu kobiety. I dlaczego myślałem o tym akurat w tej chwili, skoro zakończenia moich wszystkich włókien nerwowych stały dęba i wyły z frustracji? Nie miałem zielonego pojęcia, co Rita chce mi powiedzieć, a raczej co do mnie wywrzeszczeć. Jej celne uwagi na temat ułomności mojego charakteru zupełnie mi nie przeszkadzały, irytowała mnie jedynie świadomość, że będę musiał jej wysłuchiwać, mając na głowie dużo poważniejsze sprawy. Konkretnie mówiąc, chciałem się na spokojnie zastanowić, co powinienem był zrobić i czego nie zrobiłem świętej pamięci Jaworskiemu. Do chwili tego niedokończonego, brutalnie przerwanego punktu kulminacyjnego zdarzyło się mnóstwo nowych rzeczy, których przeanalizowanie wymagało wytężonego wysiłku umysłowego. Musiałem pomyśleć, musiałem to dokładnie przemyśleć i zrozumieć, dokąd to prowadzi. I jaki ma związek z artystą, który podążał za mną trop w trop i rzucał mi wyzwanie.

Czekało mnie naprawdę dużo pracy, więc po co mi była Rita?

Ale pójść do niej oczywiście zamierzałem. Ta zbożna i pokorna wizyta miała zapewnić mi alibi po miłej przygodzie z panem woźnym. „Jak pan w ogóle mógł pomyśleć, że byłbym w stanie… Poza tym, w tym czasie kłóciłem się z moją dziewczyną. To znaczy, byłą dziewczyną”. Bo nie miałem najmniejszych wątpliwości, że Rita chce tylko… Jak się to mówi? Tak, że chce się na mnie wyżyć. Miałem kilka poważnych wad charakterologicznych, a ona chciała mi je wytknąć w gwałtownym wybuchu emocji, dlatego moja obecność była nieodzowna.

Skoro tak, musiałem doprowadzić się do porządku. Zawróciłem do Coconut Grove i zaparkowałem po drugiej stronie mostu nad kanałem. Kanał był dobry, głęboki. Spod rosnących na brzegu drzew wytoczyłem kilka kamieni, włożyłem je do torby z gumowymi rękawicami, plastikową maską i nożem i wrzuciłem torbę do kanału.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)