Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 101
Перейти на страницу:

-Doskonale rozumiem pana pułkownika - powiedział lekarz. - Dobrze, że pan przyszedł.

-Bo jestem osobą prywatną, no i mnie łatwiej było wybrać akurat gabinet pana doktora, ponieważ sądzę, że pańska diagnoza...

-Nie musi pan kończyć - rozpromienił się lekarz. - Mądrej głowie dość dwie słowie. Ja naprawdę pojąłem intencje pana pułkownika i całą niezręczność sytuacji.

Doktor „Breslau horror” był naprawdę dumny ze swojej zlej sławy i przydomka „łowca symulantów”. Oczywiście słowa Holmesa rozumiał po swojemu. Pułkownik naprawdę był w trudnej sytuacji, musiał dać awans komuś, kto zdobył sowieckie radio. Ale co innego zza biurka rozpracować radiostację, a co innego walczyć oko w oko z przeciwnikiem w oblężonej twierdzy. Według Remmerta młodemu oficerowi po prostu strach zajrzał w oczy, więc półprywatnie wysłano go właśnie w ręce „łowcy symulantów”. I dobrze. Zaraz wszystkie kłamstwa wyjdą tu na jaw.

-Co panu dolega, panie kapitanie?

-Nic. Jestem zupełnie zdrowy.

Tu do rozmowy włączył się Holmes.

-Oczywiście nie masz czterdziestu stopni gorączki w nocy?

-Oczywiście, że nie - Schielke był zupełnie spokojny. - Zresztą łatwo sprawdzić. Gdybym aż tak gorączkował w nocy, to teraz powinienem mieć jakieś ślady. Panie doktorze. Proszę mi zmierzyć temperaturę. Zapewniam, że jest normalna.

-Zaraz zmierzymy - zgodził się lekarz. - Skoro jest pan zdrowy, to z jakiego powodu mam pana odesłać do Drezna?

-Ale ja nie chcę jechać do żadnego Drezna. Tam wszyscy zginą!

Oczy lekarza rozszerzyły się lekko.

-To dlaczego wszyscy chcą się tam ewakuować?

-Bo to idioci.

Lekarz spojrzał podejrzliwie i zapytał:

-Otaczają pana sami idioci?

-Ależ skąd.

-A pański przyjaciel? - wskazał na Holmesa.

-Ten? Oczywiste, że to wariat.

-A Heigel, Lempp? - podpytywał Holmes.

-To szczególni idioci.

-A gdzie jest teraz Lempp?

-Na froncie.

-I nie machałeś mu nad głową pistoletem?

-Oczywiście, że nie. - Schielke odwrócił głowę i zwrócił się do lekarza. - Panie doktorze, ja po pierwsze nie umiem strzelać, a po drugie nawet broń mam nienabitą.

-To znaczy, że machał pan nad głową kolegi pistoletem, który nie był nabity? - podjął wątek nagle zainteresowany Remmert.

-Ja w ogóle nie machałem. Chcę tylko powiedzieć, że w ogóle nie umiem strzelać. Instruktor na strzelnicy powiedział, że wcale się do tego nie nadaję i on mi pokaże tylko, jak się nie zabić.

-Aha, to on już wtedy miał podejrzenia, że chciał się pan zabić?

-Nie chciałem się zabić! - wrzasnął zdenerwowany Schielke. - Ja nawet dość długo w szkole Abwehry nosiłem szczotkę do butów w kaburze, żeby była czymś wypchana.

-Nie dawano panu broni do ręki? Tak?

-Dawano! Chcę tylko powiedzieć, że mam zawsze broń nienabitą! Więc nie mogłem machać bronią gotową do strzału.

Lekarz pokiwał głową z pewnym zrozumieniem.

-Więc przyznaje pan, że machał przed Lemppem bronią, z tym, że pistolet był pusty?

-Nie machałem! - wrzasnął znowu Schielke. - To dwie różne sprawy! Lempp i mój pistolet to dwie różne sprawy! Mam broń nienabitą!

Rozpiął kaburę i wyciągnął lugera. Jak każdy człowiek nieobyty z bronią oczywiście wycelował prosto w lekarza.

-O, proszę. - Ciągle mierząc mu w głowę, przeładował pistolet.

Remmert na szczęście długo służył w wojsku. Runął za biurko, robiąc przepisowe „padnij”.

-Jezus Maria! - krzyknął Holmes i skoczył do przodu, wyrywając lugera z ręki Schielkego. - O Chryste...

Po dłuższej chwili zza blatu biurka wychynęło oko lekarza. Na razie tylko jedno. Holmes wyjął magazynek. Był pełny. Przeładował broń. Z komory wyskoczył nabój, upadł na biurko i potoczył się dokładnie w kierunku rozszerzonego przerażeniem oka. Remmert westchnął ciężko. Mokry od potu uniósł się z podłogi i rozpiął kołnierzyk.

-To tak wygląda według pana nienabita broń, którą pan nie machał?

-Ja nigdy nie macham bronią.

-A przed chwilą co pan robił? Chciał mnie pan zabić?

-Nie wiem, skąd się wzięły naboje... - nagle Schielke palnął się w czoło. - Wiem! Heini czyścił mi broń i pewnie on ją naładował.

-No tak. - Lekarz usiadł na powrót za biurkiem. - Pan nawet nie wie, co się z panem dzieje.

-Ależ wiem doskonale. Proszę nie robić ze mnie wariata!

-Ja robię? To pan nie chce jechać do Drezna, bo tam wszyscy zginą! A co pan będzie robić tutaj?

-Będę strzelać do Rosjan!

-O Chryste... Przed chwilą udowadniał nam pan, że w ogóle nie umie strzelać.

Schielke dał się zaskoczyć. Przez moment toczył wzrokiem od jednego do drugiego. Potem jednak ryknął:

-Nie róbcie ze mnie głupka. Jestem oficerem! Palcem będę wskazywał żołnierzom, gdzie mają mierzyć. - Wyciągnął rękę przed siebie. - Palcem! O tak!

-Czy pan jest oficerem liniowym? - spytał Remmert spokojnie.

-Nie.

-To jakim żołnierzom zamierza pan wskazywać cel palcem?

Schielkego zatkało. Holmes jednak dodał:

-Na ostatnią akcję wziął gońca, telefonistkę i kucharza.

„Postrach symulantów” poczuł się bardzo zmęczony.

-Czy to prawda? - prawie szepnął.

-Tak, ale...

-Wystarczy. Wszystko jasne.

Drżącą ręką zaczął wypisywać zwolnienie i masę recept.

-Niech pan się przez miesiąc w jednostce nie pokazuje! - dogadywał w złości. - Strzępek nerwów, dosłownie wrak człowieka. Nikt panu nie powiedział, że to ostatni stopień skrajnej nerwicy? Ja się nie dziwię, że pułkownik musiał z panem wysłać do mnie cywila. Bo pan by mi udowodnił, że zaraz wygra wojnę, dowodząc kompanią kucharzy!

-Ale...

Doktor przerwał na chwilę pisaninę.

-Tu mi kaktus wyrośnie, jeśli pozwolę panu pójść na front! Prędzej mi ta ręka uschnie! Pan przecież tam zaraz jakichś ludzi pozabija! - krzyczał.

Holmes przymknął oczy, a Schielke mruknął już dość spokojnie:

-Ale na froncie chyba o to chodzi.

-Milczeć!

Kiedy po kilku minutach wyszli na korytarz, Schielke był zupełnie opanowany.

-Ale wariata nie musiałeś ze mnie robić - mruknął.

-Ja robiłem? Słuchaj, jest wojna, a tobie nic nie dolega, czego więcej chcieć? Skutecznie odróżniłeś się od innych chorych i masz efekty.

-Jakie efekty? Przecież nie będę żarł tych lekarstw.

-Masz papier, że na front się nie nadajesz i nie musisz stawiać się w pracy codziennie o ósmej. I to nie podpisany przez koleżkę czy za łapówkę. Ty masz papier z podpisem samego doktora „Breslau horror”!

Jechali rozklekotaną ciężarówką na holzgas wąskimi drogami na zachód od Breslau. Ich celem była wieś numer 247 leżąca nad rzeczką numer 108B. Nikt nie wiedział, co oznacza litera B, ani jak brzmi nazwa rzeczki i wsi. Żadnej nazwy na wojskowej mapie nie naniesiono, nie było też drogowskazów - zdemontowano je kilka dni wcześniej. Podobno także odpowiednie służby zarekwirowały z księgarni wszystkie mapy turystyczne. Koncepcja bardzo słuszna. Co zrobiłby sowiecki agent, kiedy już go zrzucą w nocy na spadochronie gdzieś tutaj? Przecież pierwsza rzecz, jaka mu przyjdzie do głowy, to odwiedzenie rano najbliższej księgarni i kupienie mapy turystycznej. A tu klops. Ani map, ani drogowskazów. Agent zgłupieje więc, nie wiedząc, gdzie jest, i albo się podda, albo powiesi z rozpaczy.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)