Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 52
Перейти на страницу:

– Czemu się rozstaliście?

– Życie wtedy było ciężkie. Byliśmy nowymi imigrantami bez grosza przy duszy. Oboje pochodziliśmy z zamożnych i szanowanych rodzin, a tu nagle znaleźliśmy się w tej dziurze, w Beer Szewie. Kłóciliśmy się stale, nawet nie pamiętam już o co. Prawdopodobnie o pieniądze. O co ludzie mogą się kłócić?

– O zdradę, zazdrość, dominację. Ale to nieważne, jeśli się kochają. Widocznie nie kochaliście się.

– Widocznie.

– Moje siostry zamieniły się mężami.

– Wiem o tym. Kto w Beer Szewie by nie wiedział? Czy teraz są szczęśliwsze?

– Myślę, że tak. Nie wiem. Można coś takiego wiedzieć?

– Możesz wiedzieć tylko to, co same ci opowiadają. A i temu nie powinno się ostatecznie ufać. Nieszczęśliwe małżeństwo to porażka. Ludzie niechętnie przyznają się do porażek. Na świecie jest bardzo niewiele udanych małżeństw.

– To dlatego nie ożeniłeś się po raz drugi?

– Samotność mnie nie przeraża. Nauczyłem się żyć sam ze sobą.

– Ja też.

– Tak myślałem.

Archimedes uśmiechnął się i nałożył jedzenie. Lizzi słuchała go, smakując łososia. Zastanawiała się przy tym, co się stanie później, kiedy skończą jeść i on będzie ją pieścił w trójkątnej kabinie na dziobie, bo z pewnością do tego dojdzie. Wiedział, dlaczego tu się znalazła, i ona też wiedziała. Nie wiedział tylko, że ona nie ma pojęcia, co się robi w łóżku. Ma już co prawda trzydzieści lat i nie jest dziewicą, ale nic nie wie. Jeśli się odważy i mu o tym powie, nie uwierzy jej. Postanowiła więc zyskać trochę na czasie, przeciągając rozmowę. Zachowuję się jak głupia nastolatka – pomyślała.

– Poznałeś Aleksandrę Hornsztyk, jak byłeś już rozwiedziony?

– Tak. Poznałem ją, gdy ukończyła Technion i wróciła do Beer Szewy jako inżynier budownictwa. Była inteligentna i ambitna. Pogodzona z piętnem, jakie odcisnęła na niej rodzina Lubiczów, rozumiała, że pozycja społeczna otworzy jej wiele drzwi do świata biznesu. Dzięki mnie mogła nabyć większej pewności siebie.

– Przypuszczam, że musiałeś mieć też inne zalety. – Tym razem to Lizzi się uśmiechnęła. Próbowała sobie wyobrazić, jak wyglądał dwadzieścia lat temu. Czy był podrywaczem, czy przeciwnie – to kobiety się za nim uganiały? – Szukała pieniędzy?

– A kto ich nie szuka?

– Ja.

– Wszyscy gonimy za pieniędzmi, Lizzi. Jedni z nas chcą mieć na buty dla dziecka albo na chleb, inni na prywatny samolot, kolejną firmę albo bank. Pieniądze to jedyny motor napędzający ludzkość.

– Wierzysz w to?

– Tylko w to.

– Są rzeczy, których nie możesz kupić.

– Na przykład?

– Młodość. Uroda. Inteligencja. Miłość.

– Można kupić ich namiastki.

– Jak Jackie Danzig?

– Też. A wracając do wcześniejszego pytania – tak, Aleksandra Hornsztyk pragnęła pieniędzy, nie mniej i nie bardziej niż inni ludzie interesu. Przyzwyczaiła się do wygodnego życia i do znaczenia, jakie zapewniają pieniądze. Dyrektorzy banków, wielkich firm, a nawet kibucnicy, woleli robić interesy z kimś śmiałym i przedsiębiorczym. Ludzie odpowiedzialni sprawdzają zawsze „tło” człowieka czy firmy, z którą zamierzają wejść w układy. Aleks o tym wiedziała i potrafiła zadbać, aby wyniki takiego śledztwa były zadowalające. Mówiąc jej słowami: zawsze starała się mieć o szekla więcej, niż jej potrzeba. Do ostatniej chwili go miała. Nie zapomniała, że ojciec wydał ją za Hornsztyka, bo popadł w kłopoty. Wiem, co myślisz. Że mogła odmówić. Ale nie odmówiła. Nie odmówiła, ale i nie wybaczyła. Ani ojcu, ani mężowi. Stała się kobietą cyniczną, która wierzy jedynie w pieniądze.

Lizzi zamyśliła się nad jego słowami. Czy Archimedes Lewi także wierzył jedynie w pieniądze. A ona? Czy oczarowałby ją, gdyby był biedny? Gdyby nie miał tej marynarki, citroena, wędzonego łososia, jachtu, martini z oliwką i tego stylu bycia, mówiącego, że wszystko leży w zasięgu jego ręki. Skoro jednak jest aż tak wyrafinowany, czego właściwie chce od niej? Nie jest ani ładna, ani sławna, ani bogata. Czego w niej szuka? Seksu? Trzeba oddać sprawiedliwość faktom – powiedziała sobie w duchu. Seks w naszych czasach to nie rzadki znaczek, którego szuka się z lupą po całym świecie. Ty, moja droga, masz swoje zalety, ale seksbombą niewątpliwie nie jesteś. Widocznie jednak działa tu owa tajemnicza „chemia”, której nikt jeszcze nie zbadał, i to ona obezwładnia teraz jej ciało, a może także i jego? Lizzi, Lizzi, uspokój się, dopij resztkę pinot chardonnay, oprzyj nogi o burtę i pozwól Archimedesowi, człowiekowi światowemu, znaleźć drogę do przystani.

W okrągłym bulaju kabiny na dziobie widać było gwiazdkę. Koja była wystarczająco szeroka, aby Lizzi zdołała nauczyć się wszystkiego o tym, co łączy mężczyzn i kobiety, zamieniając ich w jedno ciało, które nie wstydzi się niczego. Po raz pierwszy nie wstydziła się swoich wielkich piersi, płaskich stóp i zaokrąglonego brzucha. Przyjemność wypełniała całe jej ciało, od stóp do głowy. Czuła się piękna i wyjątkowa jak egzotyczny owoc odkryty na pustyni. Wybuch rozkoszy był tak silny, że dopiero później pomyślała o mężczyźnie, który go spowodował.

Archimedes leżał z zamkniętymi oczami, ale wiedziała, że nie śpi. Delikatnie pogładziła jednym palcem jego powieki, fioletowe cienie pod oczami, niewielkie zagłębienie nad górną wargą, bruzdy w kącikach ust. Wdychała jego oddech, ciepło rozchodzące się w szczelinie między ich wargami, błagając go bez słowa, aby otworzył oczy i znowu wziął ją w ramiona. Była gotowa zrobić wszystko, o co ją poprosi. Była jego, duszą i ciałem. Zwłaszcza ciałem. Mowa, zwykle tak elastyczna i prężna, tym razem ją zawiodła. Lizzi w żaden sposób nie potrafiła opisać rozmiarów własnego pożądania i jego spełnienia.

Archimedes ułożył jej głowę na swoim ramieniu, odgarnął dłonią włosy. Jej noga była przyciśnięta jego nogami, policzek spoczywał w zagłębieniu między ramieniem a piersią. Lizzi zamknęła oczy.

Obudził ją zapach jedzenia. Archimedes, ubrany w szorty i koszulę z podwiniętymi rękawami, stał przy kuchence i obracał omlet na drugą stronę. Miał ładne, silne nogi, proste i nie nazbyt umięśnione, opalone jak jego twarz i ręce.

– Pływasz?

– Dzień dobry! Już myślałem, że będę musiał cię obudzić. Jest północ. I… tak, pływam.

– Na uniwersytecie?

– Nie, w basenie hotelu „Savoy”. Jesteś głodna?

– Tak.

Archimedes uśmiechnął się. Lizzi przeprosiła i wyjaśniła, że z powodu nieregularnego rozkładu zajęć nigdy nie może zrobić na czas zakupów w spożywczym, a w restauracjach nie bywa, bo nie czuje się tam swobodnie. W efekcie jest wiecznie głodna i bardzo się cieszy, kiedy ktoś zaprasza ją na omlet.

– A mężczyźni?

Omlet był gorący i smaczny, nie za suchy i nie za płynny. Lizzi jadła z przyjemnością, zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Nie ma żadnych – odparła w końcu.

– Nikt cię nie podrywa?

– Ty.

– Oprócz mnie. Miałaś przecież innych mężczyzn przede mną, Lizzi.

Omlet utknął jej w gardle. Popiła go winem i wlepiła wzrok w klamkę lodówki.

– Nie miałaś? – zapytał w końcu, prawie szeptem.

Lizzi pokręciła głową, starając się na niego nie patrzeć. Cóż – pomyślała – jest co prawda Beni Adulam, który się do mnie przyczepił, ale to nie mężczyzna, tylko kolega. Klamka zatraciła kontury, zamieniając się w plamę na białym tle.

– Skończyłaś jeść?

Czy wydawało się jej, że słyszy w jego głosie złość? Skinęła głową, ciągle starając się nie patrzeć mu w oczy.

Włożył naczynia do zlewu, umył je, wytarł i schował w szafce. Lizzi zastanawiała się, czy często mu się zdarza przywozić tutaj kobiety. Czyżby była zazdrosna? Zerwała się z miejsca i szybko ubrała. Jest dorosły i wolny. Podziękuj więc, Lizzi, i milcz.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)