Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pieprzony Los Kataryniarza
Pieprzony Los Kataryniarza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pieprzony Los Kataryniarza

Электронная книга - «Pieprzony Los Kataryniarza». Краткое содержание книги:

Po tamtej stronie komputera trwa wirualny świat.
Dla wielu jest miejscem codziennej pracy i skarbnicą rozrywek.
Dla wtajemniczonych to arena bezwzględnej walki o życie.
Powieść zawiera uderzającą wizję Polski XXI wieku wnoszącą w erę wszechpotężnej informatyki bagaż swych narodowych i historycznych nieszczęść. Czerpiąc z tradycji Małej apokalipsy i amerykańskiego cyberpunku, stanowi na polskim rynku dokonanie nowatorskie.
Te teksty wyrażają nowe bądź na nowo uaktywnione religijne i polityczne konflikty Polski i świata już bez czerwonego knebla, ale z pozostałościami silnej czerwonki. Może to jest dopiero fantastyka stricte polityczna, a nie jedynie antytotalitarna.
Maciej Parowski
Najmniej jest tu fikcji. Owszem, pozostaje sztafaż science fiction, lecz w gruncie rzeczy jest to opowieść o Polsce dnia dzisiejszego.
Marek Arpad Kowalski
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 64
Перейти на страницу:

Siedzieli w pubie na rogu placu Bankowego. Panował w nim większy niż zazwyczaj o tej porze tłok, ogródek był wypełniony i musieli usiąść w parnym wnętrzu. Kilkunastu gości korzystało z oferowanej przez kawiarnię możliwości wejścia w sieć; podłączali przynoszone na życzenie gogle i rękawice do ukrytych dyskretnie w stołach gniazd. Pub był lokalem raczej spokojnym, nastawionym na obsługę gości ze znajdującego się w pobliżu hotelu, którzy używali sieci głównie do przeglądania serwisów, danych z giełdy, być może do łączenia się ze swoim miejscem pracy. Siedzieli nieruchomo, poruszając dłońmi w rękawicach nieznacznie i bez pośpiechu. W szpanerskich cyber-cafeteriach wyglądało to inaczej: przy stolikach i wzdłuż baru wszyscy podrygiwali i wili się, wymachując trzymanymi w rękach joystikami, jak w lęgowisku świeżo wyklutych, jeszcze ślepych i niezdolnych się przemieszczać larw. Albo jak w dyskotece pełnej narciarzy, którzy bawią się zbyt dobrze, aby zauważyć, że ktoś pokradł im kijki, pozostawiając tylko same rączki, poprzypinane do stołów telefonicznymi kablami. I wszystko to w nieustającym “kurwa, ale zarobił!” i “zajeb mu, zajeb!”, tak że właściciele lokalu musieli pod groźbą utraty koncesji instalować dźwiękochłonne wykładziny i podwójne drzwi.

Może to zresztą i lepiej. Młodzież nie potrafiła, jak za jego czasów, rozmawiać przy piwie czy zresztą w ogóle rozmawiać – co najwyżej wspólnie coś oglądać lub grać. Za to mordobicia w knajpach zdarzały się podobno daleko rzadziej.

Przez ujętą w masywne, pseudosecesyjne ramy szybę Robert obserwował kątem oka, jak na placu formuje się gigantyczny korek. Zdążył przyjechać w ostatniej chwili.

– To teraz ty mi powiedz – opuścił rękę – za co go zwinęli. Jakieś przekręty?

– Liczyłem, szczerze mówiąc, że mi coś podrzucisz.

– No, tak… Ja niewiele o facecie wiem, zwłaszcza jeśli chodzi o finanse – Robert zamyślił się. – Miał chyba jeszcze kilka innych spółek, wiesz jak to wygląda, takie typowe interesy przy rządzie.

– W innych jego spółkach nie robili jak dotąd przeszukania. Tylko tutaj. Wniosek: usiadł za coś, co bezpośrednio wiąże się z InterDatą. Popraw mnie, jeżeli uważasz ten wniosek za nielogiczny.

Robert nie potrafił nic zarzucić logice Andrzeja. Niestety.

– Widzisz – zaczął po dłuższej chwili – tam naprawdę nie robi się nic, co mogłoby interesować UOP. Rzeczywiście, firma miała duże obroty, to są kosztowne kontrakty, a mało kto je wykonuje, ale…

– Właśnie. Co się robi w takiej agencji, jedynej w Polsce, nawiasem mówiąc?

Przy stoliku raczyła się wreszcie pojawić kelnerka, dając Robertowi cenną chwilę do ułożenia składnej odpowiedzi.

– Wszystko to, co może robić operator w Necie. Z tą poprawką, że my jesteśmy wielokrotnie szybsi niż zwykły użytkownik. Potrafimy nawigować we wszystkich sieciach, znamy ich geografię i wzajemne połączenia, wiemy, jak nawiązać szybki kontakt z potrzebną firmą albo osobą. To się nazywa research. Po angielsku. Jak wszystko, Idą takie czasy, że żadnej poważniejszej sprawy nie ugryziesz bez takiego researchera-kataryniarza.

– Co na przykład?

– Na przykład, ja wiem… Teraz robię raport dla Biura Repatriacji, wiesz, to taki klon wypączkowany z CUP-u, na temat możliwości osiedlania repatriantów w różnych częściach kraju. Taka urzędnicza robota, po prostu my ją robimy kilka razy szybciej. Stan zagospodarowania, infrastruktura, prognozy migracyjne, dynamika demograficzna. W gruncie rzeczy kupa zmarnowanego czasu i pieniędzy – dodał po chwili, – Ludzie i tak poosiedlają się, gdzie akurat będzie miejsce, a tego raportu nikt nie będzie miał czasu nawet przeczytać. Ale to rządowe zlecenie, opłaca się robić.

– Dobra, Bóg z nimi. Coś innego.

– Dane do analiz rynku, to najczęstsze. – Bardzo chciał pomóc Andrzejowi, tylko że naprawdę nie miał pojęcia, jak to zrobić. – Był w jakiejś radzie nadzorczej -przypomniał sobie nagle. – Jakiegoś banku. Prezes, znaczy. Nie pamiętam którego.

Milczeli przez chwilę, przeczekując kelnerkę, która pojawiła się z kawą dla Andrzeja i herbatą dla Roberta.

– Popraw mnie, jeśli się mylę – zaczął Andrzej i by przerwa po tych słowach była odpowiednio długa, upił ostrożnie pierwszy łyk kawy. Większość z tych, którzy pijają kawę, twierdzi, że pomaga im to myśleć. Większość dziennikarzy pije ją na zasadzie głębokiego uzależnienia, nie dlatego, żeby po kawie myślało im się lepiej, tylko że bez niej nie są już w stanie wycisnąć z mózgu absolutnie niczego. Z nią zresztą też coraz rzadziej.

– Jeżeli przyjmiemy, że aresztowanie ma związek nie z żadną inną sprawą, tylko z InterDatą, a są powody tak uważać, to co wchodzi w grę? Przekręty finansowe, sam mówisz, raczej nie. I dobrze, bo tego było już tyle, że nie przyjęliby mi nawet piętnastu sekund. Firma zajmuje się zbieraniem danych w sieci komputerowej, prawda? Prawda. Czy za zbieranie informacji można usiąść? Można. Od niepamiętnych czasów. Mam swoje przecieki, kierujące sprawę w tę stronę…

– Tak?

– Nakaz aresztowania wydała prokuratura wojskowa.

– To częste i przy przekrętach. Tłumaczył mi kumpel, który robi researchy dla prawników. Jeśli delikwent ma kogoś w prokuraturze, wiążą go przez wojskową, żeby patron nie mógł go wyjąć przed pierwszym przesłuchaniem.

Andrzej zapisał sobie w pamięci, że w razie czego można szukać tu konsultanta.

– Tak się robi również wtedy, gdy sprawa wychodzi z Wydziału Pierwszego, wywiad i kontrwywiad MSW. Nie pytaj mnie, skąd wiem, bo i tak nie mogę powiedzieć. Jest szansa, że grzebaliście gdzieś, gdzie oni sobie grzebania nie życzą. Włamaliście się do jakiejś zastrzeżonej bazy danych, szpiegowaliście tajne plany, rozumiesz, weszliście do systemów wojskowych… – Andrzej uniósł wzrok i zobaczył błąkający się po wargach rozmówcy uśmiech, który odebrał jako wyraz politowania. Przerwał.

– Nie, stary – rzekł Robert, wciąż z tym dziwnym uśmiechem na twarzy. – Ja rozumiem, że chcesz mieć materiał, ale, jakby powiedzieć… Nie chciałbym cię dotknąć…

– Syp.

– Nie masz o tym bladego pojęcia.

– Jasne, że nie mam. – Andrzeja wcale to nie obrażało. – Dziennikarz zna się na wszystkim, ale tylko przez tych parę godzin, kiedy robi na ten temat materiał. Po to cię właśnie potrzebuję, żebyś mnie doinformował.

Andrzej mówił szybko, połykając końcówki słów, jakby pośpiech wszedł mu w krew do stopnia czyniącego zeń drugą naturę. Musiał to być wpływ telewizji, bo Robert nie przypominał sobie podobnej nerwowości u swego kolegi w czasach, gdy pracowali wspólnie.

– Naoglądałeś się filmów albo naczytałeś o hakerach. Ale to przeszłość, miniona epoka. – Niepostrzeżenie sam zaczął przejmować ten styl szybkich, urywanych zdań. Nieczęsto zauważał, że takie przystosowywanie się do rozmówcy nie było u niego rzadkością, a już na pewno nie przyszłoby mu do głowy, iż jest to inna strona jego wrodzonego talentu do kataryniarstwa.

– To był taki okres dla informatyki, jak dla lotnictwa czas samolotów z dykty i płótna, które różni zapaleńcy montowali po stodołach za prywatne pieniądze. A ty teraz rozmawiasz z facetem, który pilotuje rejsowy odrzutowiec i musi się trzymać co do punktu czterystu różnych regulaminów i protokołów, bo straci pracę i licencję.

– Chcesz powiedzieć…

– Chcę powiedzieć, że kataryniarze pracują wyłącznie w ogólnodostępnych częściach sieci. Czasem, bywa, zapędzisz się i dostajesz ostrzeżenie: obszar zastrzeżony, podaj swój kod i hasło albo wycofaj się. Amerykanie wyświetlają jeszcze listę paragrafów, z których będziesz odpowiadał za próbę nie autoryzowanego wejścia. Bo oni mają taki zwyczaj, że ktokolwiek złamie ich prawo, w dowolnym miejscu na świecie, jeśli wpadnie im w łapy, może być ukarany przez amerykański sąd. Zauważ: ukarany za samą próbę wejścia, nawet jeśli niczego nie odczyta. Zaręczam ci, każdy kataryniarz się w takim momencie kłania i wyskakuje.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 64
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)