Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pieprzony Los Kataryniarza
Pieprzony Los Kataryniarza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pieprzony Los Kataryniarza

Электронная книга - «Pieprzony Los Kataryniarza». Краткое содержание книги:

Po tamtej stronie komputera trwa wirualny świat.
Dla wielu jest miejscem codziennej pracy i skarbnicą rozrywek.
Dla wtajemniczonych to arena bezwzględnej walki o życie.
Powieść zawiera uderzającą wizję Polski XXI wieku wnoszącą w erę wszechpotężnej informatyki bagaż swych narodowych i historycznych nieszczęść. Czerpiąc z tradycji Małej apokalipsy i amerykańskiego cyberpunku, stanowi na polskim rynku dokonanie nowatorskie.
Te teksty wyrażają nowe bądź na nowo uaktywnione religijne i polityczne konflikty Polski i świata już bez czerwonego knebla, ale z pozostałościami silnej czerwonki. Może to jest dopiero fantastyka stricte polityczna, a nie jedynie antytotalitarna.
Maciej Parowski
Najmniej jest tu fikcji. Owszem, pozostaje sztafaż science fiction, lecz w gruncie rzeczy jest to opowieść o Polsce dnia dzisiejszego.
Marek Arpad Kowalski
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 64
Перейти на страницу:

Pytał o to Boga, jak ma o tym mówić, jak przekazać to ludziom, jak ich poruszyć, jak samemu otrząsnąć się z odrętwienia, z jakim coraz częściej patrzył na to wszystko, co się działo z jego krajem; pytał Boga, jak nieść tym ludziom wiarę, jak zszywać ich podziurawione dusze i poszatkowane mózgi, jakich słów użyć, do jakich uczuć sięgnąć, by obudzić w nich tęsknotę za czymś większym, wyższym, piękniejszym – ale Bóg nie odpowiadał mu inaczej, jak tylko widokiem masek o nieludzko pustych oczach, i wciąż widział te maski przed sobą, ciągle i wszędzie, nawet teraz, gdy spoglądał na przesuwające się za oknem samochodu szare bloki Natolina.

*

– Ja to takich rzeczy nie używam – uznał za stosowne wyjaśnić Syguś. – Zdrowy mężczyzna, sami wiecie panowie, jak te sprawy załatwia. Ale czasem sobie człowiek dorabia, to klienci opowiadają różne rzeczy.

Po wymianie kości rozszerzeń i pamięci stałej, kiedy zaczęło się zestrajanie sterownika, Syguś nie miał nic do roboty. To była praca dla specjalisty. Konwersował więc teraz z Wyższym i Grubszym na tematy komputerowe. Ściślej, na temat wirtualnych sex-butików. Syguś twierdził, że jego klienci polecają berliński UsheSexLand, który ostatnio otworzył polskojęzyczną ścieżkę dostępu z warszawskiej sieci miejskiej.

– A jaka to różnica – śmiał się Wyższy. – Po polsku czy nie po polsku. Jeszcze po francusku, to rozumiem… -zarechotał. Lutek siedział do nich plecami, wpatrzony w monitory swojej aparatury. Na dwóch bocznych oscylowały mżące zielenią sinusoidy, środkowy zestawiał obok siebie trzy kolumny siedmiocyfrowych liczb. Co jakiś czas udawało mu się zgodzić wszystkie trzy liczby w jednym rzędzie, na co sprzęt reagował aprobującym brzdęknięciem i usunięciem ich z ekranu.

– Iii, kochany, oni tam podobnież mają cały teatr. Panna dziedziczka ze służącym, rozumiesz, w szpitalu z pielęgniarką, w internacie… Co chcesz.

– U nas na kompanii to był taki plutonowy – odezwał się głos od drzwi – co mówił, jak piliśmy, że jego to nic nie rajcuje, tylko tak: żeby dziewczyna była z dużą dupą, w samym staniku, chodziła przed nim po pokoju i tak się tą dupą ocierała o meble.

Te słowa powiedział bysiorowaty blondyn, zwabiony najwyraźniej tematem prowadzonej rozmowy. Podkreślił wymownym gestem rozmiar postulowanego narządu do ocierania mebli. Trójka za plecami Lutka ponownie zarechotała, bysior zawtórował im tubalnie, uszczęśliwiony faktem, że zdołał czymś zaimponować towarzystwu.

– Ty, Jeti, weź to zapisz i tam wyślij. Może samochód wygrasz.

– Niby jak?

– No poważnie. Oni tam taki konkurs mają, czytałem w ogłoszeniu. Kto im wymyśli najlepszy scenariusz, znaczy, z taką komputerową panienką, to co miesiąc losują samochód. Spróbuj, na te meble to pewnie jeszcze nikt nie wpadł.

– Eee… – Jeti nie wydawał się zainteresowany karierą pisarską.

– Zresztą, co to za radocha, z komputerem. To tak jakby z fotografią.

– No, to zależy – to znowu Syguś. Musiał się pomądrzyć. – Tak na goglach i tej gumce na siusiaka, co sprzedają, to i nic. Ale tacy faceci, jak ci, co tutaj robią, to pewnie się już w ogóle normalnie nie rypią.

– No, pewnie, im to przecież idzie przez rdzeń kręgowy. Znaczy, wszystko czują jak normalnie.

– Jak to się upowszechni, dziwki pójdą na zasiłek -zauważył przytomnie Grubszy.

Przemądrzały szczeniak. Lutek był pewien, że łże -tak naprawdę siedzi w SexNecie każdą wolną chwilę i trzepie sobie konia sterowaną elektronicznie gumową pochwą. Nie miał na to oczywiście żadnych dowodów, poza tym że gęba jego pomocnika już z daleka, uważał, zdradzała upodobanie do onanizmu.

Rzecz w tym, że prawdziwe kobiety są kłopotliwe, a te komputerowe można ustawić jednym pociągnięciem po panelu. Ale nie powiedział tego. W przeciwieństwie do Sygusia wyczuwał różnicę klasy, jaka dzieli sprzętowca, zatrudnionego na oficerskim etacie eksperckim, od byle bezpieczników.

– Tu nawet nie chodzi o taką prostą imitację zwykłych bodźców – tak, Syguś wyraźnie był w tym temacie świetnie zorientowany, jak na kogoś, kto tylko mimochodem słucha opowieści klientów. A słowo “bodźców” wymówił, jakby pochodziło z francuskiego wiersza. – Chodzi o to, że przy biosprzężeniu można osiągać efekt bezpośredniego drażnienia mózgu. Nawet ostatnio było takie śledztwo, do którego nas z Lutkiem ściągali, bo jedna duńska firma chciała coś takiego uruchomić w warszawskim węźle.

– Co?

– To się nazywa “drowser”. Zwalnia rytm mózgu. Daje jakieś takie rytmiczne impulsy, że po paru minutach człowiek jest miękki, zrelaksowany i tylko się głupkowato uśmiecha. Ale zwinęliśmy im to. Konwencja zakazuje -objaśnił. – Szkodzi na łeb.

– Ty byś, Jeti, mógł się tak łechtać do oporu. Tobie tam by nie zaszkodziło, nie?

– No czego, czego? – oburzył się Jeti.

– Syguś! – zirytował się w końcu Lutek, burząc ogólną wesołość.

– Tak?

– Skocz do oficera i zamelduj mu, że ten sprzęt do zwrotu zaraz będzie gotowy. Niech powie, co z nim zrobić. I szykuj się, bo zaraz będziemy – upewnił się zerknięciem na swój notatnik – zgrywać archiwum finansowe spółki na streamer.

Poszedł. Lutek sięgnął po papierosa.

Diagnoster brzdęknął radośnie i kolejne trzy liczby, świadczące o zsynchronizowaniu trzech kolejnych sekcji drivera zniknęły z ekranu.

*

Co do gazety, którą przeglądał ksiądz Skarżyński w drodze na Kabaty, jej pierwszą stronę zdobiły dwa wybijające się tytuły. Niższy, złożony nieco mniejszą czcionką, grzmiał: “Za dużo nas!” Pod nim szła relacja z sesji rządowych specjalistów od demografii, na której tłumaczyli oni sobie nawzajem i za pośrednictwem dziennikarzy, nie dokształconemu społeczeństwu, że kłopoty na rynku pracy, a także nierównowaga podażowo-popytowa są w prostej linii skutkiem zaniedbania w poprzednich dekadach przemyślanej polityki demograficznej. Zważywszy, że ani pracy, ani zasiłków nie starczało dla wszystkich, i co do tego nikt w kraju nie mógł mieć wątpliwości, zastosowana w artykule argumentacja zasługiwała na miano nieodpartej.

Większy i umieszczony nieco wyżej tytuł brzmiał: “Będą kredyty” i dotyczył przylotu do kraju sir Camemberta, a zwłaszcza przywiezionego przez niego pakietu pomocy ze Wspólnot Europejskich, będącej nagrodą za wynegocjowanie i podpisanie Gwarancji Społecznych. Odnośnik pod tym tekstem odsyłał do dużego bloku poświęconego różnym aspektom Gwarancji na kolumnach od trzeciej do piątej.

Poza tym pierwsza strona zawierała kilka notatek o aktualnych wydarzeniach ze świata, zajawkę wywiadu ze Szczepanem Mirkiem, Literatem, pomieszczonego wewnątrz numeru, porcję codziennych zachwytów nad faktem, iż pani prezydent jest kobietą oraz informacje o bieżącej pracy rządu.

*

Dokładnie o dwunastej w południe prezes Siciński, z rozsadzającym mu piersi uczuciem triumfu, wkroczył na zbudowaną u stóp spiżowego króla mównicę.

Prezes Siciński był szefem ogólnopolskiej komisji porozumiewawczej związków zawodowych, która skupiała siedem największych central związkowych. Niegdyś wszystkie one zwalczały się zajadle i podbierały sobie członków oraz organizacje zakładowe, ale dzięki niemu ten stan rzeczy należał już do przeszłości. Wszystkie związki bowiem, czy to patriotyczno-katolickie, czy zajadle anty-klerykalne, miały wspólny cel, jaki stanowiła obrona ludzi pracy – i to właśnie umożliwiło ich połączenie pod przewodnictwem młodego, zabójczo przystojnego i pełnego ambicji działacza, który spośród wszystkich obrońców ludzi pracy zyskał sobie opinię najbardziej zdecydowanego i nieprzejednanego.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 64
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)