Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pieprzony Los Kataryniarza
Pieprzony Los Kataryniarza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pieprzony Los Kataryniarza

Электронная книга - «Pieprzony Los Kataryniarza». Краткое содержание книги:

Po tamtej stronie komputera trwa wirualny świat.
Dla wielu jest miejscem codziennej pracy i skarbnicą rozrywek.
Dla wtajemniczonych to arena bezwzględnej walki o życie.
Powieść zawiera uderzającą wizję Polski XXI wieku wnoszącą w erę wszechpotężnej informatyki bagaż swych narodowych i historycznych nieszczęść. Czerpiąc z tradycji Małej apokalipsy i amerykańskiego cyberpunku, stanowi na polskim rynku dokonanie nowatorskie.
Te teksty wyrażają nowe bądź na nowo uaktywnione religijne i polityczne konflikty Polski i świata już bez czerwonego knebla, ale z pozostałościami silnej czerwonki. Może to jest dopiero fantastyka stricte polityczna, a nie jedynie antytotalitarna.
Maciej Parowski
Najmniej jest tu fikcji. Owszem, pozostaje sztafaż science fiction, lecz w gruncie rzeczy jest to opowieść o Polsce dnia dzisiejszego.
Marek Arpad Kowalski
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 64
Перейти на страницу:

– Czekaj, czekaj – zainteresował się Andrzej. – Czy w Polsce w ogóle jest ustawa o przestępstwach komputerowych?

– Jest konwencja międzynarodowa, jeśli dobrze pamiętam, ratyfikowaliśmy ją sześć lat temu, i można na jej podstawie deportować podejrzanego. Ta sama konwencja narzuciła wszystkim użytkownikom sieci obowiązek posługiwania się stałym i dostępnym na każde życzenie kodem identyfikacyjnym, ID. Skończyła się anonimowość w cyberprzestrzeni. A z nią skończyło się takie hakerstwo jak w starych filmach, że tam ktoś się włamuje do komputera Pentagonu i podbiera tajne dokumenty. Nie te czasy.

Andrzej wyciągnął z torby notatnik z zatkniętym za okładkę pisakiem.

– Syp dalej – mruknął. – Sam nie wiem, co z tego może mi się przydać. Jeśli nie uda mi się niczego zrobić z twojej firmy, to przynajmniej będę miał materiał o bezpieczeństwie w sieci.

– Proszę cię bardzo – odparł Robert. – Po pierwsze, niemal we wszystkich światowych sieciach publicznych, a w każdym razie we wszystkich cywilizowanych krajach, pojawili się operatorzy systemu. Taki SysOp, jak to się u nas nazywa, jest pracownikiem sieci i odpowiada za jakiś jej obszar, zazwyczaj jeden, dwa węzły. Kontroluje każdego użytkownika, jaki się tam pojawi, a jeśli jest nieobecny, bo mniejsze sieci lokalne w zasadzie nie są nastawione na pracę całodobową, to program strażniczy węzła zapisuje do jego wiadomości każde połączenie. Po drugie, numer ID jest niepowtarzalny i stanowi integralną część twojej karty sieciowej. Nawet sam go nie znasz, chyba że się bardzo uprzesz. ID to coś jak odcisk palca: gdziekolwiek się pojawisz, zostaje twój numer. Jeśli pozostawisz po sobie jakiś lewy plik, złamiesz regulamin sieci albo coś takiego, SysOp zgłasza twój numer dyrekcji sieci. Koniec z anarchią.

– Nie można jakoś, no wiesz, przerobić sobie sprzętu?

– Wszystko można. Tylko to cholernie trudne do zrobienia i łatwe do wykrycia. Bo są jeszcze cancel bots, taki rodzaj debuggerów…

– Hę?

– Jakby patrole policyjne. Niewielkie programy, które krążą bezustannie po wszystkich sieciach, tych ogólnodostępnych, znaczy, i czeszą każdego napotkanego użytkownika. Jeśli uznają, że masz coś nie w porządku z ID, bo kupiłeś sobie przerobioną kartę na czarnym rynku, to traktują cię jak przestępcę.

– Strzelają?

– Gorzej. Blokują ci dostęp i powiadamiają dyrekcję sieci.

– Nie interesowałem się tym za bardzo – zastrzegł się Andrzej, zapisując: kancel botale dałbym głowę, że stosunkowo niedawno czytałem o jakiejś aferze z hakerami.

– Prasa czasem ich myli z cyferpunkami. Ale to zupełnie inna sprawa: gówniarze, którzy po prostu niszczą zbiory, na ślepo, rozprowadzają wirusy, zadeptują obszary systemowe sieci, no wiesz, starają się zrobić jak najwięcej zamętu i nie dać złapać. Taka odmiana cyberterroryzmu. To jest pewien problem w sieciach publicznych, ale zupełnie innego typu.

– A swoją drogą – mruknął Andrzej, nie przerywając pisania – dlaczego?

– Wiesz – Robert tarł przez chwilę czoło. – Gdzieś z półtora roku temu było głośno o takim jednym, który dostał się do węzła wieży kontrolnej na lotnisku i doprowadził do katastrofy, musiałeś słyszeć, “New Scientist” poświęcił wtedy im cały numer. Generalnie, to jest takie swego rodzaju podziemie, raczej o politycznym charakterze…

– Coś jak subkultura VR?

– Nie, subkultura jest niegroźna. Ot, bawiące się kajtki, używające standardowych gogli i rękawic do virtual reality o tyle zręczniej od zgredów, że potrafią opanować najprostsze funkcje połączenia bezpośredniego. Większość z nich wyrośnie na szanowanych, dobrze zarabiających SysOpów albo kataryniarzy poważnych firm. Niektórzy pewnie na cyferów. Chodzi o to, że sieci przesyłu danych miały stanowić podstawę nowej, poziomej, a nie pionowej organizacji społeczeństwa, poszerzenie agory, rozumiesz, chodzi o greckie forum. O – trafił wreszcie w pamięci na właściwe słowo – demokratyczne społeczeństwo posthierarchiczne, tak to nazywano. No więc, że niby sieci miały być tym fundamentem nowego, wspaniałego świata, a zostały opanowane przez polityków, wojskowych i krwiożerczy międzynarodowy kapitał, w związku z czym oni starają się je zanarchizować. Nic nowego, wyjąwszy używanie wirusów i bomb logicznych zamiast machin piekielnych.

– Bomb logicznych?

– Taki rodzaj programu, mnoży się i mnoży, aż zablokuje całą pamięć operacyjną. Parę lat temu jednemu cyferowi udało się tym sposobem zawiesić na cztery godziny sieć policyjną w Hamburgu.

– Taa… – mruknął Andrzej, zapisując na wszelki wypadek: “Sieć policyjna, zawieszenie, Hamburg”. – Tylko że z naszą sprawą to to chyba nie ma nic wspólnego.

– Mówiłem – skinął głową Robert.

*

Charles Frangois Dumoriez, sekretarz warszawskiego przedstawicielstwa Komisji Wspólnot Europejskich, czuł się jak gdyby rozmawiał z istotami z innego świata. Naturalnie niczym tego nie dawał po sobie poznać.

– Zachód chce wam pomóc, panowie – oznajmił swoim gościom. – Oczywiście, nie jestem upoważniony, aby takie zapewnienie złożyć wam oficjalnie. Możecie mi jednak wierzyć, że całkowite pozostawienie Polski w rosyjskiej strefie wpływów nie leży w naszym interesie. Musicie tylko zrozumieć, że w tej chwili nie możemy wejść w dyplomatyczny konflikt z Rosją. Musicie najpierw dokonać czegoś, co przekona opinię publiczną naszych krajów o determinacji Polaków w staraniach o integrację ze strukturami zachodnioeuropejskimi. Nie możemy wam pomóc, dopóki wy nie pomożecie sobie samym. Musicie podjąć jakieś radykalne, spektakularne działanie.

Sześciu przywódców Zjednoczonego Obozu Katolicko-Patriotycznego przyjęło te słowa poważnym kiwaniem głowami.

W dniu podpisania Gwarancji Społecznych, związanej z nim wizyty w Polsce sir Camemberta i wydawanego przezeń koktajlu siedziba przedstawicielstwa wypełniona była po brzegi zamętem, w którym goście Dumorieza mieli szansę nie rzucić się w oczy. Przyjmował ich w niewielkim gabinecie, przylegającym do głównego hallu. Gabinet służył zazwyczaj do spotkań nieformalnych, mimo tego jednak – lub może właśnie dlatego – pod ciężkimi, płóciennymi tapetami oplatały go sieci antypodsłuchowego tempestu, a umieszczone we framugach drzwi detektory sygnalizowały dyskretnie, jeśli przy którymś z wchodzących wykryły zamknięty obwód elektryczny.

Dumoriez nazwał to w sporządzonej dla swoich zwierzchników notatce “rozmową sondażową”. Zawiadomił przywódców ZOKP przez posła Suchorzewskiego, iż chciałby jeszcze przed rozmową z sir Camembertem poznać ich opinię co do konsekwencji aktu Gwarancji Społecznych dla polskiej sceny politycznej oraz przewidywanych przez nich scenariuszy wydarzeń. Przywódcy Obozu dalecy byli w tej kwestii od zgody. Jak zresztą w większości pozostałych.

– Myślę, że pan się z nami zgodzi – odezwał się wreszcie głębokim, poważnym głosem jeden z prezesów klubu parlamentarnego ZOKP, o wyglądzie siwiejącego borsuka – że dzisiejszy dzień przybliża chwilę patriotycznego zrywu.

– Rozumiem panów punkt widzenia – zgodził się dyplomatycznie Dumoriez. – Ale zapowiadacie ten zryw już od dość dawna. Wciąż powtarzacie, że Polska powstanie. Ale wciąż pozostajecie w opozycji, bez wpływu na władzę.

– Niech pan nie zapomina – wtrącił się drugi z prezesów, w średnim wieku, o twarzy, która po prostu skazała go na karierę polityczną działacza chłopskiego – że ZOKP kontroluje większość samorządów w kraju. Na prowincji liberałowie i socjaldemokraci praktycznie się nie liczą.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 64
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)